Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 106
Średnia: 7,07
σ=1,67

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: AnimeClick

Wylosuj ponownieTop 10

Yu-Gi-Oh! Duel Monsters

zrzutka

Historia przyjaźni nieśmiałego chłopca i starożytnego ducha faraona. Plus wielki turniej w tle.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Yu­‑Gi­‑Oh! Duel Monsters (zwane potocznie Yu­‑Gi­‑Oh! lub po prostu YGO) nie jest pierwszą próbą adaptacji mangi Kazukiego Takahashiego. Jednak od serii powstałej raptem dwa lata wcześniej dzieli ją przepaść graficzna niemal tak wielka, jak między pierwszymi odcinkami Dragon Ball i Naruto. Na szczęście nie tylko grafika, ale też wszystko inne zostało poprawione.

Przed wiekami w starożytnym Egipcie bawiono się magią, zwaną grą cieni. Używana do obrony kraju przed wrogami, któregoś dnia sprowadziła na Egipt straszliwą katastrofę. Jedynie dzięki poświęceniu młodego faraona, którego imię zatarł czas, udało się ocalić świat przed całkowitą zagładą. Pozostałości po grze cieni zostały zamknięte w siedmiu złotych przedmiotach, zwanych milenijnymi. Tak przynajmniej głosi legenda.

Akcja toczy się w czasach nam bliższych, ale trochę innych od naszej współczesności. Świat opanowała mania na punkcie gry karcianej Duel Monsters. Dzięki najnowszej technologii możliwe jest tworzenie hologramów, czyniących przedstawione na kartach potwory niemalże realnymi. Głównym bohaterem jest kurduplowaty nastolatek imieniem Yuugi. Chłopiec uwielbia skomplikowane gry i zagadki, dlatego też dziadek daje mu w prezencie skomplikowaną układankę z czasów starożytnego Egiptu, której nikomu nie udało się ułożyć. Ponoć ten, kto zdoła tego dokonać, będzie mógł spełnić jedno życzenie. Życzeniem Yuugiego jest mieć przyjaciela. Ku jego zaskoczeniu, życzenie zostaje spełnione i od tego czasu Yuugi musi dzielić ciało z chłopakiem, który wygląda niemal identycznie jak on, ale nieco starszy i prawdopodobnie jest duchem wspomnianego już faraona. Osobnik ten nie ma imienia ani prawie żadnych wspomnień, jest więc nazywany Yami no Yuugi lub po prostu Yami. Przejmując ciało naszego bohatera, Yami bez trudu zdobywa mu kolejnych przyjaciół (między innymi rozrabiaków Katsuyę Jounouichiego i Hiroto Hondę oraz delikatną dziewczynę – Anzu Masaki), ale także wrogów. Pierwszym z nich zostaje Seto Kaiba – multimilioner i mistrz świata w Duel Monsters, którego Yami pokonał w jego ulubionej grze. Kolejnym jest Pegasus J. Crawford, twórca Duel Monsters, który pragnie odebrać Yuugiemu starożytną układankę i w tym celu porywa duszę jego dziadka. Jednym sposobem na odzyskanie jej jest pokonanie Pegasusa na jego własnym turnieju. Yuugi z paczką wyruszają, aby tego dokonać, po drodze walcząc przeciw najlepszym graczom z całego świata. Tak zaczyna się pierwszy z pięciu sezonów Yu­‑Gi­‑Oh! W kolejnych akcja toczy się wokół wydarzeń związanych z odkrywaniem przeszłości Yami no Yuugiego i jego prób odzyskania pamięci, w których przeszkadzają różne barwne postaci. Całość jest dosyć skomplikowana i wielowątkowa, jednak razem tworzy bardzo spójną konstrukcję.

Seria bazuje na mandze o tym samym tytule, jednak nie jest jej wierną adaptacją. Wiele wątków zostało pominiętych, kilka zmodyfikowanych (na przykład pierwsze spotkanie z Yami no Bakurą) a kilka innych dodanych. Zmiany nie są dramatyczne, choć denerwuje trochę wciśnięty na siłę zapychaczowy sezon czwarty. Na szczęście można go sobie spokojnie odpuścić i pójść dalej, chociaż historia w nim opowiedziana ma kilka naprawdę ciekawych wątków.

Stale powraca tu przesłanie, mówiące o sile przyjaźni. Nieważne, w jakie kłopoty wpadnie Yuugi bądź ktoś z jego kumpli, przyjaciele zawsze są obok, gotowi wesprzeć go ze wszystkich sił. Co najzabawniejsze, nie dostajemy tutaj jakiejś papki o przyjaźni, jak można by było się spodziewać, ale raczej wszystko to jest podane subtelnie i ani przez chwilę nie wyprowadza widza z równowagi.

Niestety, często bardzo irytujące bywają pojedynki, zwłaszcza z udziałem Yuugiego. Da się jeszcze znieść to, że większość powtarza schemat „przeciwnik kopie Yuugiemu tyłek aż do końca walki, kiedy Yuugi nagle wygrywa”, bo rozgrywane są różnie, głównie dzięki przebiegłości Yamiego, który niejednokrotnie potrafi wspaniale wodzić wszystkich za nos. O wiele bardziej drażniące są moralizatorskie teksty, którymi niemal cały czas nasz bohater rzuca na prawo i lewo. Po paru odcinkach mamy serdecznie dosyć słuchania w koło Macieju, że Yami wygra, bo jego przeciwnik jest zły/jest oszustem/jest złodziejem i tak dalej. Na szczęście po pierwszym sezonie przystopowuje z tego typu przemowami a w okolicach sezonów czwartego i piątego prawie z nimi kończy. Z drugiej strony, można mu to wybaczyć, głównie ze względu na niezwykłą charyzmę tej postaci.

Skoro już o postaciach wspomniałem, to warto byłoby tutaj przystanąć na chwilę. I wytknąć pewien błąd autorom. Postacie są nierówne. Ot, taka jest cała prawda. Obok ciekawych i skomplikowanych osobowości, jak Yuugi czy Seto, występują też postaci płaskie jak dyskietka, powiązane ze słabymi wątkami lub w ogóle pełniące role przyczepki do historii innego bohatera. Na szczęście jest ich niewiele, a trzeba przyznać, że wspaniale wzbogacają wątki innych postaci. Zresztą tych głębszych nie brakuje i praktycznie każdy znajdzie tutaj kogoś, z kim mógłby się utożsamiać. Najbardziej rozczarowują czarne charaktery. Poza wspaniałymi wrogami głównymi, których jest raptem czterech (a właściwie pięciu, bo jednego trzeba liczyć podwójnie), głębiej skonstruowanych zbirów da się zliczyć na palcach jednej ręki. A jeśli chcemy odjąć od tego tych, którzy są do bólu sztampowi, to nie pozostanie nam nic. Za drobną rekompensatę można uznać próbę pogłębienia paru z nich w czwartym sezonie, gdyby nie to, że ten akurat wprowadzał najbardziej żałosnych nowych wrogów. Oprócz finałowego złego, który jeszcze ujdzie w tłoku, dostajemy w nim aż trzy postacie które można opisać tekstem „Miałem tragiczną przeszłość, więc jestem tak wkurzony, że zaraz obiję komuś twarz”. Naprawdę nie wiadomo, po co one komu. Taka nierówność znacznie obniża poziom, na szczęście ratuje go co innego. Postacie występujące w ostatnim sezonie – spora grupa osób z przeszłości Yamiego, z których prawie każda wprowadza jakiś wątek. Każda ma coś do powiedzenia i nie ma nikogo, kto spełniałby rolę wyłącznie statysty.

Grafika stoi na dobrym poziomie. Nie jest może jakaś super­‑hiper wypasiona, ale jednak nie odrzuca. Jest po prostu poprawna, a postacie prezentują się ładnie na dopracowanych tłach. Każda z nich ma własną mimikę i ta sama mina w wykonaniu różnych osób może wyglądać zupełnie inaczej. Same tła urzekają zróżnicowaniem . Poczynając od pięknych pejzaży, przez strzeliste budynki, po mroczne komnaty – wszystkie trzymają wysoki poziom. Trzeba jednak przyznać, że przy kilkuodcinkowych pojedynkach oglądanie wciąż tego samego tła robi się nudne. Najlepiej graficznie wypadają jednak potwory. Każdy z nich jest dopracowany w najmniejszym calu, a niektóre z nich potrafią urzec widza i wbić go w fotel.

Zdecydowanie mocnym atutem jest muzyka. Melodie wygrywane w traktacie odcinka nie przeszkadzają i dobrze wpasowują się w aktualnie panujący klimat. Nie wpadają jednak na dłużej w ucho i nie wciągają, robiąc miejsce doskonałym openingom i endingom. Openingów jest pięć, każdy lepszy od poprzedniego i każdy potrafi rozkochać w sobie słuchacza. Na wyróżnienie zasługują zwłaszcza dwa ostatnie – Warriors i Overlap. Sprawa ma się gorzej z endingami, które nie są w stanie im dorównać. Jednak i te poprawiają się z sezonu na sezon, aż osiągają całkiem dobry poziom. Na szczególna uwagę zasługuje ostatni ending – Eye's, którego specjalną dłuższą wersję usłyszymy w ostatnim odcinku.

Jak łatwo daje się zauważyć, w anime dużą rolę odgrywa gra karciana, jednak jej zasady da się bardzo łatwo zrozumieć, wiec nie powinno to nikomu przeszkadzać. A ponieważ została ona przeniesiona na prawdziwe karty, anime może zachęcić do poznania karcianki i odwrotnie, miłośnik gry może chętniej sięgnąć po anime.

Seria na pewno spodoba się chłopakom, jednak z powodu występujących raz na ruski rok scen przemocy lub pikantnych dowcipów doradzam oglądać je osobom powyżej dziesiątego roku życia. Przedstawicielki płci pięknej mogą podchodzić do niego z lekką rezerwą, ale zapewniam je, że warto obejrzeć Yu­‑Gi­‑Oh!, choćby ze względu na arcyprzystojnych bohaterów, takich jak Yami no Yuugi oraz Seto Kaiba.

Na koniec muszę wspomnieć jeszcze o pewnym niemiłym aspekcie. Dystrybucją anime poza Japonię zajęło się w dużej mierze 4Kids, co oznacza, że jak zwykle poddane zostało okrutnej cenzurze, zmieniono imiona postaci, aby przeciętny zjadacz hamburgerów nie połamał sobie na nich języka, i wycięto wszystko, co czyniło z niego dobre anime. Taka wersja trafiła też do Polski, gdzie została jeszcze bardziej zmiażdżona przez beznadziejny dubbing. W związku z tym Yu­‑Gi­‑Oh! emitowane przez Polsat i TV4 stanowczo odradzam wszystkim. Jedynym powodem, aby obejrzeć choćby jeden odcinek jest całkiem dobrze dobrany głos Yamiego. Jaka szkoda, że tylko on.

616, 1 maja 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: NAS, Studio Gallop
Autor: Kazuki Takahashi
Projekt: Michi Himeno, Shingo Araki, Takahiro Kagami
Reżyser: Kunihisa Sugishima
Scenariusz: Junki Takegami
Muzyka: Shinkichi Mitsumune

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Yu-Gi-Oh! Duel Monsters - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
Yu-Gi-Oh!: fanfiki na Czytelni Tanuki Nieoficjalny pl
Yu-Gi-Oh — recenzja na Anime Forever Nieoficjalny pl