Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Cytadela - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 7/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 111
Średnia: 6,43
σ=2,3

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Inukami!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • いぬかみっ!
Tytuły powiązane:
Postaci: Anthro, Youkai; Rating: Nagość; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Magia
zrzutka

Chłopiec i jego pies… Czy może raczej chłopiec i jego kawaii panienka? Dowcipy latają często, gęsto i niestety za nisko.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Rodzina Kawahira od pokoleń zajmuje się zwalczaniem wszelkiego rodzaju złych duchów, prześladujących ludzi. W tej misji pomagają im inukami – istoty zdolne przybierać postać ludzką, ale będące magicznymi bestiami­‑psami. Kolejni członkowie rodu zawierają swoiste kontrakty z poszczególnymi inukami, które od tej pory wspierają ich nie tylko w walce, ale także w życiu codziennym…

No, chyba, że ktoś trafi tak jak Keita Kawahira, uważany przez większość świata za zakałę rodziny. Jego inukami, Youko, nie można odmówić zdolności bojowych zdecydowanie przekraczających przeciętną. Nie można jej też odmówić (w każdym razie lepiej nie próbować) urody i wdzięku osobistego. Na tym jednak jej zalety się kończą – jest nie tylko bardziej wymagająca niż najbardziej rozpieszczony rasowy piesek, ale i gwałtownego usposobienia, w związku z czym jej popisowe moce – ogniste kule i teleportacja – służą zwykle do obrzydzania życia jej „właścicielowi”. Nieszczęsny Keita może tylko marzyć o swoich ulubionych zajęciach (podrywaniu dziewczyn i oglądaniu „różowych” pisemek), a także o tak oddanym i pożytecznym towarzyszu, jakim jest którykolwiek z dziesiątki ślicznych inukami należących do jego kuzyna Kaoru…

Jak łatwo się domyśleć, fabuła w niewielkim stopniu skupia się na samym eliminowaniu różnorakich paskud (skądinąd raczej sztampowych i przeważnie nieszczególnie groźnych), a w większym – na kolejnych gagach właściwych dla komedii haremowej. Gdyby tylko na tym poprzestała, otrzymalibyśmy kolejną serię bez cienia oryginalności, ale za to kolorową, żywiołową i doskonale nadającą się do wymasowania zmęczonych ciężką pracą zwojów mózgowych widza. Jednakże z przyczyn, których dociec nie potrafię (i których, szczerze mówiąc, wolę nie dociekać), twórcy uznali, że absolutnym hitem sezonu w dziedzinie szampańskiego humoru jest obnażony męski zadek. Tak, dobrze przeczytaliście (żeby nie zdradzać za wiele napiszę tylko, że ulubioną zabawą Youko jest wyteleportowywanie Keity z ubrania na środek ruchliwej ulicy). O krótki pysk z nim przegrywają natomiast „stado umięśnionych facetów ganiających bohatera w mniej lub bardziej niedwuznacznych celach” oraz „facet przebrany w damską kieckę”.

Absolutnie mordercze pod tym względem są dwa pierwsze odcinki, które prawdopodobnie wystarczą do odstraszenia sporej części potencjalnych widzów. Potem sytuacja nieco się poprawia, a wśród gagów zaczynają dominować stare jak haremówki kawały o tym, jak bohater za przewiny prawdziwe albo wyimaginowane jest lany przez rozmaite panie. Między tym wszystkim mamy kolejne starcia z duchami, a także nieco fanserwisu ecchi, który jednak w tej serii jest zdumiewająco stonowany i utrzymany w granicach rozsądku i dobrego smaku. Owszem, mamy mnóstwo okazji, żeby podziwiać dziewczęta w strojach kąpielowych, ale chyba ani razu nie pokazuje się jakaś znacząca golizna… Warto tu też nadmienić, że wspomniany wyżej „harem” Kaoru Kawahiry obejmuje wszystkie standardowe typy dziewcząt – od panienki z warkoczykami i w okularach, przez chłopczycę, kapłankę i pokojówkę aż po bliźniaczki.

Niestety tak gdzieś mniej więcej w połowie zaczynają pojawiać się wątki poważniejsze, ale wraz z nimi powraca ów ulubiony motyw komediowy – i to w ilościach hurtowych. Przyznaję, że Wielki Zły Z Gołym Tyłkiem jest być może oryginalnym ujęciem bohatera negatywnego, ale nie jest to chyba taka oryginalność, jakiej oczekiwaliby widzowie. Co gorsza, twórcy są chyba całkowicie nieświadomi tego, do jakiego stopnia kładą możliwość zbudowania jakiegokolwiek napięcia, czy choćby wywołania cienia niepokoju o losy bohaterów… Końcówka serii nie polepsza sprawy: wprawdzie zadki co nieco rejterują w obliczu dramatycznych wydarzeń, ale rozwleczenie finałowej walki na bite cztery odcinki jest zdecydowaną przesadą, nawet jeśli wyjątkowo jest jakieś uzasadnienie odwiecznego pytania „dlaczego ten Zły nie pozabijał ich od razu?” Do tego należy doliczyć jeszcze całe stado królików z kapelusza wyciągniętych tam, gdzie brak jakiegokolwiek logicznego przejścia z punktu A do punktu B i zostawiających potężne dziury w fabule. Innymi słowy, ocena 5 za fabułę i tak świadczy o wyjątkowo łagodnym potraktowaniu tego elementu.

Dość niestarannie została także potraktowana oprawa wizualna. Nie przeczę, projekty postaci są przyjemne dla oka (o dziwo tyczy się to bohaterów obu płci) i nawet jeśli dość sztampowe, nie powinny nikogo razić. Niestety gołym okiem widać całe mnóstwo ujęć rysowanych niechlujnie, sylwetki mają dziwaczne (i zmieniające się) proporcje, a kończyny wyrastają z rozmaitych miejsc i zginają się w rozmaite sposoby. Szukając kadrów miałam chwilami wrażenie, że oglądam serię fanartów autorstwa niezbyt utalentowanego małolata. Nie wspomnę tu nawet o takich drobiazgach, jak stale zmieniające się rozmiary biustów bohaterek, bo to akurat problem bardzo częsty. Walki nie zachwycają ani choreografią, ani pomysłowością, chociaż przynajmniej tutaj w większości przypadków zamaskowano niedostatki animacji tak, że nie przeszkadza w oglądaniu. Efekty komputerowe pojawiają się właściwie tylko przy okazji walk i rzucania zaklęć – przypuszczam zresztą, że nawet ich krytycy nauczyli się już nie zwracać na nie większej uwagi. Oprawa muzyczna jest przyjemna dla ucha, ale zupełnie przecięta, z wyróżniającą się ultrasłodką piosenką przy napisach końcowych i kilkoma całkiem udanymi kompozycjami słyszalnymi w trakcie odcinków.

Za prosto byłoby stwierdzić, że Inukami! jest serią jednoznacznie beznadziejną. Twórcy nie robią z braku oryginalności tajemnicy i puszczają oko do widza, bezczelnie kopiując całe ujęcia z innych serii (wprowadzenie do pierwszego odcinka jest wiernym odwzorowaniem analogicznego wprowadzenia z Mushishi, a przykłady można by mnożyć), nie udają też, że tworzą dzieło wiekopomne. Jako lekka, energetyzująca rozrywka ta produkcja ma jednak zasadniczą wadę, polegającą na całej tonie nieszczególnie smacznego humoru – w dodatku mogącego równie skutecznie odstraszyć widzów obu płci. W zasadzie nie polecam, ale jeśli ktoś jest ciekawy, niech spróbuje. Radzę tylko uważać na nisko latające słonie.

Avellana, 27 maja 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven Arcs Pictures
Autor: Mamizu Arisawa
Projekt: Kanna Wakatsuki, Shinpei Tomooka
Reżyser: Keizou Kusakawa
Scenariusz: Gou Tamai