Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 10/10
fabuła: 9/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 17 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,53

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 619
Średnia: 8,43
σ=1,51

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (wa-totem, Zegarmistrz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kanon [2006]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • カノン [2006]
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Gra (bishoujo); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Magia
zrzutka

Kelner! Smutne dziewczęta na śniegu jeszcze raz poproszę! Tylko tym razem lepiej wypieczone.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Pewnego zimowego dnia chłopak imieniem Yuuichi przyjeżdża do miasta położonego gdzieś w Japonii. Z bliżej nieokreślonych przyczyn musi na jakiś czas zamieszkać u ciotki oraz zacząć uczęszczać do nowej szkoły. Na szczęście miasto nie jest dlań całkiem obce, kiedyś bowiem spędzał w nim ferie zimowe. Niestety wspomnienia z tego okresu nie są mu zbyt pomocne, gdyż zwyczajnie ich nie posiada. Co takiego zdarzyło się kilka lat temu, że jego umysł wyparł się przeszłości? Dlaczego tak często spotyka obcych ludzi, którzy zdają się go znać? I wreszcie jakie tajemnice skrywa pomału rosnący wokół Yuuichiego wianuszek dziewcząt?

Napisanie czegokolwiek o fabule i występujących w serii postaciach przychodzi mi z dużym trudem. Ogromna część przyjemności oglądania pochodzi bowiem ze śledzenia opowieści i stopniowego odkrywania fabuły, wyjaśniania kolejnych wątków oraz odsłaniania tajemnic kolejnych postaci. Takie potraktowanie tematu z jednej strony sprawia, że na podatnym właśnie na taką konwencję, wrażliwym widzu Kanon może wywrzeć ogromne wrażenie. Z drugiej strony jednak zdradzenie zbyt wielu szczegółów zepsuje mu zabawę z kretesem, całkowicie i nieodwracalnie. Byłaby to duża zbrodnia, bo treść serii moim zdaniem zasługuje na zgłębienie. Zdradzę tylko, że intryga jest dokładnie wzorowana na grze (i poprzednim serialu). Niestety oznacza to, że osoby, które znają któreś z nich, nie będą w stanie bawić się należycie podczas seansu. Będą znać bowiem każdy zwrot akcji i każdy sekret postaci. Prawdę mówiąc będą miały niemal taką samą przyjemność z oglądania, jak czytelnik kryminału, który z góry wie, kto zabił. Z drugiej strony są ludzie, którzy lubią wracać do raz oglądanych filmów.

Nie znaczy to, że nowa część jest gorsza od poprzedniczki pod względem scenariusza. Owszem, nie wywarła ona na mnie takiego wrażenia (ale – jako że mam pamięć o niebo lepszą niż bohater – po prostu wiedziałem już, czego i w którym momencie mam się spodziewać) jak poprzednia wersja, ale skonstruowana jest zdecydowanie lepiej. Fabuła poprzedniego Kanona była bardzo epizodyczna i zawierała zbyt dużą liczbą niedopowiedzeń. Na kilka odcinków koncentrowała się na jednej z postaci, by – pozostawiając stanowczo za wiele otwartych pytań – nagle o niej zapomnieć i przenieść się do następnej. Obfitowała przez to w liczne deus ex machina, dziury fabularne i niespójności, przez co momentami miało się wrażenie, że ogląda się nie jeden serial, ale antologię OAV. Nowa wersja jest pod tym względem znacznie bardziej dopracowana. Zadbano o większą ciągłość i przyczynowo­‑skutkowość fabuły oraz wyjaśnienie wszystkich kluczowych kwestii. Zrezygnowano też z nadmiernej, ocierającej się o kicz powagi poprzedniej serii. W chwili obecnej zapożyczone chyba od Kyona z Melancholy of Haruhi Suzumiya ironiczno­‑sarkastyczne, nieco złośliwe poczucie humoru głównego bohatera skutecznie rozładowuje zbyt nadętą atmosferę.

Naturalnie nie ustrzeżono się też niedociągnięć. Część scen lepiej rozegrano w poprzedniej części (dotyczy to zwłaszcza końcówki, Nayuki i Ayu otrzymały stanowczo za mało czasu). W niektórych momentach dość blado wypadają też postacie bohaterów, zwłaszcza kobiecych. Ich charaktery opracowane zostały wedle dość typowej dla haremówki maniery. Przez to bohaterowie zachowując się nieraz bardzo naiwnie, w sposób przerysowanie niedojrzały. Samo w sobie to nie razi: mają po kilkanaście lat (wedle fabuły 17, choć bardziej pasowałoby do nich 14­‑15), są więc w wieku, w którym jeszcze można zaakceptować niedojrzałość i dziecinność, choć teoretycznie powinno się z niej już wyrastać. Z drugiej strony bardzo możliwe jest, że uczynienie ich takimi było celowym zabiegiem twórców, mającym podkreślić brak emocjonalnego przygotowania do stawiania czoła problemom, z jakimi musiały się zmierzyć. Zresztą: w co jak w co, ale w istnienie dużej grupy płytkich, niedojrzałych nastolatek mogę uwierzyć bez trudu. Tym dziwniejsze jednak wydają mi się liczne retrospekcje z przeszłości, odsyłające nas do ich dzieciństwa. Sugerują one, że charaktery naszych bohaterów płci obojga spotkała jakaś regresja! W wieku kilku lat zachowywali się o wiele bardziej dorośle i odpowiedzialnie niż dzisiaj. Ba! Jako dzieci zdolni byli do cudów wrażliwości i empatii, które u osób dorosłych uznane byłyby za szczyt inteligencji emocjonalnej. Ten dysonans psuł mi nieco przyjemność oglądania.

Z całą pewnością na uwagę zasługuje oprawa muzyczna i wizualna nowego Kanona. Widać, że anime miało bardzo duży budżet, a jego twórcy wpakowali w nie ogromny nakład w jenach i godzinach roboczych. Odbija się to nawet bardziej na grafice niż nastrojowej, dobrze dobranej muzyce. O ile pierwsza ekranizacja miała – jak na moment, w którym została nakręcona (czyli ładne parę lat temu) – strasznie marną kreskę, tak o tej wersji nie da się tego powiedzieć. Dbałość, z jaką narysowano to anime jest niezwykła, przy czym mam wrażenie, że w dużej mierze stanowi ona jednak sztukę dla sztuki. Budżet i godziny spędzone na rysowaniu nie objawiają się bowiem w efektach specjalnych, walkach czy innych widowiskowych elementach (tych bowiem prawie nie ma), ale w szczegółach: tłach, niedużych, ale licznych detalach, animacji padającego śniegu, widokach miasta, płynących po niebie chmurach. Podejrzewam, że wielu widzów w ogóle może nie dostrzec, ile im poświęcono czasu. Do zauważenia wszelkich smaczków potrzebna jest bowiem bardzo duża wrażliwość i wprawa, którą na pewno nie każdy będzie posiadał.

Serię uważam za godnego następcę pierwszego Kanona, w którym poprawiono wiele wad poprzedniej części. Zlikwidowano niespójności fabuły, szwankującą animację i kreskę zastąpiono o wiele lepszą, bogatszą i przyjemniejszą, a jednocześnie nie stracono wiele (albo nic) z tamtej atmosfery. O ile osobom, które widziały już starszego Kanona, niekoniecznie polecałbym tę odsłonę (bowiem fabuła będzie im znana, co poważnie popsuje seans), to nowym widzom z całego serca zalecam rozpoczęcie przygody z tą serią od nowej wersji. Naturalnie nie jest to film dla każdego. Jak wiele innych ekranizacji eroge, także i ta posiada cechy, które mogą odstręczać niektórych widzów. Nie mówię oczywiście o głupkowatym humorze oraz majtczanych gagach – te zjawiska na szczęście nie występują – ale specyficznych, słodkich postaciach kobiecych oraz sposobie ich przedstawiania. Owszem, te elementy kontrastują wyraźnie z tematyką serii, co dla jednych tylko pogłębi wywierane przez nią wrażenie, dla innych natomiast może okazać się całkowicie niestrawne. Kanon bowiem korzysta z tego samego taniego chwytu, jakiego używało (nie przymierzając) Elfen Lied. Tak samo miesza przygnębiającą tematykę i sztuczną, naiwną, plastikową słodycz. Na szczęście robi to jednak w mniej wulgarny sposób. Brak wiader krwi, rozczłonkowanych zwłok i przede wszystkim gołych cycków sprawia, że z pewnością nie zostanie zakwalifikowany do grupy dzieł głębokich i kultowych, jednak i tak pojawiający się w nim miszmasz może zniechęcić wielu widzów. Dla innych natomiast ciekawe połączenie słodkości i ciężkiej tematyki będzie cechą, która zapewne zdecyduje o wartości Kanon.

Zegarmistrz, 23 czerwca 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kyoto Animation
Autor: Visual Art's/Key
Projekt: Itaru Hinoue, Kazumi Ikeda
Reżyser: Tatsuya Ishihara
Scenariusz: Fumihiko Shimo
Muzyka: Jun Maeda, Shinji Orito

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Kanon 2006 na forum Kotatsu Nieoficjalny pl