Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 5/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 2
Średnia: 5,5
σ=0,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Eat-Man

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1997
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • イートマン
Tytuły powiązane:
zrzutka

Postapokaliptyczny świat i niezwykły najemnik – efektowny pomysł w przeciętnym wykonaniu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Nie bez powodów Bolt Crank uchodzi za najlepszego wśród najemników – wolnych włóczęgów, przemierzających dziwny, zniszczony świat i podejmujących się wszelakich zadań. Niezwykłą skuteczność zawdzięcza równie niezwykłemu darowi – może bowiem konsumować wszelką chyba materię nieorganiczną, w razie potrzeby „odtwarzając” z powietrza spożyte przedmioty – czyli oczywiście przede wszystkim rozmaitą broń palną. Ale kupić jego usługi nie jest wcale łatwo – Bolt kapryśnie wybiera zlecenia i nie waha się odmówić nawet potężnym mocodawcom. Trzeba też dodać, że świat, w którym żyje, stanowi potężne wyzwanie nawet dla takiego bohatera…

Pochodzące z 1997 roku anime jest bardzo luźną adaptacją mangi Akihito Yoshitomiego – z pierwowzorem, oprócz postaci bohatera, łączą je tylko nieliczne detale. Nie skorzystano także z (równie epizodycznej) fabuły mangi, konstruując oryginalne historie, w których uczestniczy Bolt. Z dostępnych mi relacji wynika, że fani mangi nie byli zachwyceni takim potraktowaniem materiału wyjściowego – jeśli więc ktoś miał do czynienia z papierowym oryginałem, zrobi prawdopodobnie lepiej, omijając tę pozycję z daleka.

Eat­‑Man to specyficzne połączenie sensacji i niemal moralitetu, stawiające bardziej na klimat niż na efektowne walki, a przy tym starające się w każdej z dwunastu historii zawrzeć jakieś kwestie do przemyślenia dla widzów. Taka mieszanka ma swoich zagorzałych fanów, ale może też znudzić wielu widzów – przede wszystkim oczekujących widowiska akcji. Tych drugich odrzuci już pierwszy odcinek, ci pierwsi natomiast mogą nie zauważyć żadnych wad fabularnych – których niestety ja naliczyłam sporo. Istnieje bowiem bardzo cienka granica pomiędzy fabułą celowo zagmatwaną i pełną niedopowiedzeń, a zwyczajnie dziurawą – i obawiam się, że to anime znalazło się po niewłaściwej stronie owej granicy. Łatwo można dostrzec, że twórcy celowo starają się każdy z odcinków kończyć jakąś nieoczekiwaną „przewrotką” albo cięciem, po którym widzowie mogą sami interpretować, co właściwie się wydarzyło. Problem polega na tym, że danych – dostarczanych zazwyczaj fragmentarycznie i w losowej kolejności – jest trochę za mało. Owa „przewrotka” polega na ogół na tym, że ktoś nagle podejmuje jakieś działanie – przy czym na pokazanie albo wyjaśnienie jego motywacji już zabrakło czasu. Tu chyba jest pies pogrzebany – przy takich otwartych i pełnych tajemnic historiach konieczne jest dogłębne poznanie postaci, bo tylko to może pozwolić na własne domysły i interpretacje.

Z postaciami natomiast jest pod tym względem poważny problem: wprowadzane tylko na jeden odcinek, z reguły ukazywane są tak powierzchownie, że trudno poczuć do nich jakąkolwiek sympatię czy choćby zainteresować się ich losami. A to właśnie na nich tak naprawdę skupia się seria – na tym, w jaki sposób pojawienie się Bolta i związane z nim wydarzenia zmieniły ich życie. Tu dochodzimy do naszego bohatera… Muszę napisać, że anime nie przekarmia widzów typem „prawdziwego mężczyzny” w roli głównej, co od razu dodaje Boltowi kilka punktów. Problem polega jednak na tym, że tu także nie trafiono we właściwy ton. Bolt z założenia ma być enigmatyczny – jest niestety enigmatyczny do tego stopnia, że od początku do końca serii nie można o nim powiedzieć praktycznie niczego. Nawet bardzo rzadkie u niego silniejsze emocje pojawiają się tak naprawdę w momentach losowych i nie można nigdy określić, dlaczego akurat tutaj, a nie w innym, równie sprzyjającym momencie.

Przede wszystkim jednak zarówno bohaterowi, jak i serii, brakuje dystansu do siebie. Mówimy przecież o anime, w którym główny bohater pożera śruby posypane prochem strzelniczym, zapijając to benzyną! A przy tym w niektórych scenach pokazuje moce, przy których Superman mógłby się poczuć niedouczonym amatorem… Tak „przepakowany” bohater aż się prosi o autoironię i kilka pojedynczych momentów może świadczyć o tym, że scenarzystom przemknęło to przez głowę. Przeważnie jednak nastrój jest całkowicie poważny i nie próbuje skręcać ani w stronę parodii gatunku, ani nawet celowo przeszarżowanej groteski, jaka charakteryzowała chociażby Hellsinga.

Gdybym była naprawdę złośliwa, złożyłabym owe „tajemnicze niedopowiedzenia” scenariusza i zepchnięcie scen akcji na dalszy plan – na prozaiczne braki budżetowe. Owszem, postarano się o niebrzydkie tła, które szczególnie na początku serii bardzo dobrze budują klimat. Nie najgorsze są też projekty postaci, chociaż trudno też wskazać coś, co by się w nich wyróżniało – o tyle jest to jednak zrozumiałe, że, jak wspomniałam, pojawiają się tylko w pojedynczych odcinkach. O dziwo, dość niekorzystnie na ich tle przedstawia się Bolt. Na pewno spora w tym wina oszczędnej mimiki, ograniczającej się zwykle do nieznacznych wykrzywień ust (oczy ma niemal zawsze ukryte za okrągłymi okularami), bardziej jednak – nienaturalnie owalnej i gładkiej twarzy, sprawiającej wrażenie gumowej maski. Poza tym oczywiście korzystano chętnie z możliwości, jakie stwarza „mroczny” klimat, sporą część scen wymagających animacji przedstawiając w możliwie słabym oświetleniu. Zainteresować może ścieżka dźwiękowa autorstwa Yuki Kajiury – nie ma tu jednak rozmachu znanego z jej późniejszych dzieł i uczciwie mówiąc nie sądzę, żeby ktoś zapamiętał słyszane kompozycje na dłużej.

Eat­‑Man w czasach swojego powstania mógł przyciągnąć wielu fanów, poszukujących czegokolwiek głębszego i bardziej złożonego od banalnych przygodówek. Obecnie jego oprawa techniczna wydaje się już mocno przestarzała, a pod względem fabuły także można bez trudu znaleźć lepsze pozycje. Wydaje mi się, że zainteresować może przede wszystkim amatorów starszych serii i nie zdziwię się, jeśli nawet dzisiaj znajdzie gorących zwolenników. Mimo wszystko jednak to pozycja bardzo niszowa i skierowana do wąskiej grupy odbiorców – pozostałych raczej nie zainteresuje lub wręcz śmiertelnie znudzi.

Avellana, 4 grudnia 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Akihito Yoshitomi
Projekt: Kouji Itou, Toshiharu Murata
Reżyser: Kouichi Mashimo
Scenariusz: Akemi Omode, Atsuhiro Tomioka, Aya Matsui, Kouichi Mashimo
Muzyka: Yuki Kajiura