Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 9/10 grafika: 9/10
fabuła: 9/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

10/10
Głosów: 22 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,64

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 550
Średnia: 8,92
σ=1,44

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mononoke

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • モノノ怪
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Horror
Postaci: Duchy, Youkai; Rating: Przemoc; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość; Inne: Eksperymentalne, Magia
zrzutka

Pięć perfekcyjnie skomponowanych opowieści grozy w niezwykle oryginalnej formie. Niebanalna propozycja dla każdego widza, który poszukuje w anime „czegoś więcej”.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W 2006 roku w japońskiej telewizji zagościł serial, zatytułowany Ayakashi ~Japanese Classic Horror~ – zbiór trzech opowieści grozy, różniących się klimatem, oprawą graficzną i źródłem inspiracji. Ich jedyną wspólną cechą było osadzenie akcji w dawnej Japonii oraz liczne nawiązania do japońskich legend i folkloru. O ile dwie pierwsze części są mniej lub bardziej wiernymi ekranizacjami sztuk japońskiego teatru, trzecia opowieść stanowi oryginalne dzieło twórców anime. Bakeneko przedstawia historię rodziny, która naraziła się na zemstę kociego demona. Nie jest to jednak klasyczna opowieść, w której śledzimy kolejne wydarzenia, prowadzące do tragedii. Widz jest świadkiem samego finału, ataku złośliwego ducha (mononoke), napotykającego na swej drodze niespodziewaną przeszkodę – tajemniczego Sprzedawcę Medykamentów. To on stopniowo odsłania fakty, których znajomość konieczna jest do pokonania demona. Przeprowadzane przez niego egzorcyzmy wywodzą się z buddyzmu Mikkyo – zgodnie z jego założeniami, aby przepędzić demona, trzeba poznać jego trzy tajemnice: katachi (formę), makoto (prawdę o wydarzeniach, które spowodowały jego pojawienie się) oraz kotowari (prawdę o uczuciach, które doprowadziły do jego powstania).

Wydarzenia przedstawione w Bakeneko stanowią zamkniętą całość – wszystko zostaje wyjaśnione, winni ukarani, demon unieszkodliwiony… Ja jednak odczuwałam niedosyt – nie dlatego, że w opowieści czegoś brakowało, ale dlatego, że takich anime powstaje za mało. Z przyjemnością obwieszczam więc, że prawdopodobnie nie były to tylko moje odczucia. Studio Toei Animation zrealizowało anime związane z Bakeneko osobą Sprzedawcy Medykamentów i przedstawiające pięć niezależnych opowieści o prowadzonych przez niego egzorcyzmach.

Katachi (forma). Tym, co bardzo wyraźnie wyróżniało Bakeneko spośród pozostałych części Ayakashi ~Japanese Classic Horror~, była niezwykle oryginalna grafika, w dużej mierze decydująca o specyficznym klimacie tego anime. Mononoke narysowano w dokładnie taki sam sposób – kreska jest mocno uproszczona i niekoniecznie ładna, zaś powierzchnie zamiast jednolitymi barwami wypełniono teksturami. Efekt jest niezwykle ekspresyjny. Bardzo podobała mi się mimika postaci, pomimo mało realistycznych projektów znakomicie oddająca ich emocje. Przede wszystkim jednak urzekła mnie animacja wnętrz, w których rozgrywa się znaczna część akcji. Tła nie stanowią bowiem jedynie nijakiej dekoracji – ukazywane z rozmaitych perspektyw, niezwykle barwne, same także „uczestniczą w wydarzeniach”, zmieniając się, powielając, nie pozwalając skupić wzroku wyłącznie na bohaterach. Trudno spokojnie śledzić wydarzenia, gdy z ekranu atakuje feeria barw, w dodatku w niezwykle dynamicznej animacji – chwilami cały obraz tańczy i naprawdę trzeba się dobrze przyjrzeć, aby wyłowić to, co jest istotne. Świetnie równoważą to liczne zatrzymane ujęcia, na których porusza się tylko jeden element, często powtarzające się wiele razy w lekko zmodyfikowanej formie. Tego typu zabiegi sprawiają, że oglądanie wymaga sporej koncentracji, ale klimat budowany przez niezwykle oryginalną formę jest tego wart i moim zdaniem naprawdę niesamowity. Należy zauważyć również, że grafika wyraźnie nawiązuje do japońskich drzeworytów, a każda z przedstawionych historii utrzymana jest w nieco innej palecie barw. Muszę jednak podkreślić, że nie każdemu oprawa wizualna Mononoke musi odpowiadać i nawet od bardzo wyrobionych znajomych zdarzało mi się usłyszeć, że „czegoś tak paskudnego” oglądać nie będą.

Ścieżka dźwiękowa przez większość czasu ogranicza się do efektów podkreślających to, co dzieje się na ekranie – szumów, dźwięku dzwonków, gongów… Jeśli w tle pojawia się melodia, to zwykle jest bardzo subtelna i stanowi raczej podkład niż wybijający się akcent – co nie znaczy, że nie jest świetnym uzupełnieniem obrazu. W tym samym stopniu, co obraz i dźwięk, klimat buduje znakomita gra aktorów. Mnie urzekła zwłaszcza genialna rola Takahiro Sakurai, obdarzającego głosem Sprzedawcę Medykamentów – zawsze spokojny, bezwzględnie opanowany, hipnotyzujący i lekko sarkastyczny, idealnie pasuje do postaci tajemniczego egzorcysty, który nigdy nie sprawia wrażenia zaangażowanego emocjonalnie w dramatyczne wydarzenia, w których uczestniczy.

Animacja czołówki jest chyba jeszcze dziwniejsza niż reszty serii – zawiera znacznie więcej grafiki komputerowej i trudno uznać ją za reprezentatywną próbkę, na podstawie której można byłoby wyrobić sobie zdanie o grafice serii. Towarzysząca jej piosenka jest niewątpliwie interesująca i nietypowa, ale mnie osobiście nie bardzo przypadła do gustu. Bardzo ładny jest natomiast nastrojowy ending, Natsu no Hana w wykonaniu JUJU.

Makoto (prawda). Jak wspomniałam wcześniej, na Mononoke składa się pięć opowieści grozy, połączonych osobą wędrownego egzorcysty. Każda z przedstawionych historii stanowi zamkniętą całość i mogłaby być rozpatrywana jako całkowicie odrębne dzieło, wszystkie natomiast charakteryzują się starannie przemyślaną kompozycją fabuły. Kolejne elementy zagadki pojawienia się złośliwego ducha widz poznaje wraz ze Sprzedawcą Medykamentów. Aby móc odprawić egzorcyzm, zadaje on coraz więcej niewygodnych pytań zamieszanym w wydarzenia osobom, a te, początkowo z reguły niezbyt chętne do współpracy, stopniowo odsłaniają coraz więcej z tajemnic swojego życia. Kolejne fakty niejednokrotnie całkowicie zmieniają obraz wydarzeń w oczach widza – właściwie nie da się z góry przewidzieć, czyje i jakie działania doprowadziły do tragedii, gdyż „podejrzani” często zatajają najbardziej istotne informacje bądź też po prostu kłamią. Jednocześnie ostateczne rozwiązanie, choć nie zostaje podane na tacy i trzeba chwilę pomyśleć, żeby ułożyć właściwą sekwencję zdarzeń, jest całkowicie logiczne i w pełni wyjaśnia zarówno okoliczności, które doprowadziły do pojawienia się mononoke, jak i motywację postaci, które w nich uczestniczyły. Wyjątkiem jest trzecia historia, w której zdarzenia aż do samego końca nie układają się w jasny ciąg przyczynowo­‑skutkowy.

Każda z opowieści bezpośrednio nawiązuje do japońskich legend i podań o istotach nadprzyrodzonych (youkai), choć nie zawsze ich rola w mitologii pokrywa się z tą przedstawioną w anime. Pierwsza historia wykorzystuje motyw odpowiednika domowych skrzatów, zashiki­‑warashi. Objawiać się one miały w postaci kilkuletnich dzieci i podobnie jak dzieci, wymagały uwagi mieszkańców – jeżeli były dobrze traktowane, przynosiły domowi szczęście, choć płatały również drobne psoty. Chciałabym tutaj ostrzec, że interpretacja tej legendy w wydaniu Mononoke jest bardzo intensywna emocjonalnie i niektórym może wydać się wręcz niesmaczna – to chyba najbardziej kontrowersyjny (choć moim zdaniem znakomity) wątek tego anime i szczerze mówiąc, mniej odważnym widzom polecałabym zacząć przygodę z tym anime raczej od innej opowieści. Druga historia to niezwykle plastycznie przedstawione zmagania z morskim demonem, umibouzu, trzecia czerpie z podania o pozbawionym twarzy duchu, noppera­‑bou. Mnie najbardziej urzekła opowieść czwarta, w której konkurenci do ręki pewnej damy rywalizują w rozpoznawaniu zapachów (oczywiście z kolejnym demonem w tle). Sposób przedstawienia doznań zmysłowych jest tu naprawdę wyjątkowo sugestywny i pomysłowy, ostateczne rozwiązanie chyba najbardziej zaskakujące ze wszystkich, a sposób, w jaki widz poznaje kolejne elementy zagadki, po prostu rozbrajająco perfidny. Ostatnia z przedstawionych historii, Bakeneko, nawiązuje do wydarzeń przedstawionych w Ayakashi ~Japanese Classic Horror~ nie tylko tytułem. Wprawdzie tło wydarzeń jest zupełnie inne niż w pozostałych częściach (to jedyna opowieść, która nie rozgrywa się w historycznej Japonii), ale zarówno postacie, jak i demon, to starzy znajomi z tamtej serii – historia wraca więc do punktu wyjścia, tworząc bardzo eleganckie zamknięcie cyklu.

Pisząc o fabule trudno nie wspomnieć o postaci, spinającej poszczególne opowieści. O Sprzedawcy Medykamentów nie dowiadujemy się właściwie niczego – można się jedynie domyślać, że nie jest w pełni człowiekiem. Jego historia nie jest tu jednak istotna, trudno go bowiem nazwać głównym bohaterem. To raczej przewodnik, który prowadzi widza przez meandry fabuły, prezentując mu kolejne elementy zagadki. Egzorcysta uczestniczy w wydarzeniach nie wykraczając na ogół poza rolę chłodnego, zdystansowanego obserwatora (choć zdarza mu się manipulować innymi, co wyraźnie go bawi), nie osądzając ich uczestników i nie narzucając moralizatorskich interpretacji – to zadanie w całości pozostawiono widzowi. Sprzedawca Medykamentów nie jest jednak w pełni nieludzki, ma swoje sympatie i antypatie oraz swoisty kodeks moralny, zakazujący mu wymierzania kary nawet najbardziej podłym indywiduom – jego jedynym celem jest odpędzenie demona.

Kotowari (refleksja). Podobnie jak w przypadku większości produkcji zaliczanych do kategorii japońskiego horroru, twórcy Mononoke nie stawiali sobie za cel przestraszenia widza – przedstawione opowieści mają raczej wywołać katharsis, skłaniając do refleksji nad mrocznymi stronami ludzkiej psychiki. Walka z demonami stanowi tu jedynie pretekst do ukazania podłości, chciwości, nieopanowanych żądz i tchórzostwa, które prowadzą do tragedii zarówno ofiar, jak i samego zbrodniarza. Podobny schemat widziałam do tej pory chyba tylko w Hundred Stories, Mononoke jest jednak od tamtego anime znacznie lepiej skonstruowane. Brakowało mi chyba tylko jakiegoś cieplejszego rysu, bardziej ludzkiego uczestnika wydarzeń, którego widz mógłby obdarzyć odrobiną sympatii – taką rolę w opowieści o morskim potworze pełni Kayo, młodziutka służąca, pojawiająca się po raz pierwszy w Ayakashi ~Japanese Classic Horror~, i żałuję, że nie towarzyszy ona Sprzedawcy Medykamentów w pozostałych etapach jego podróży. To jednak oczywiście zarzut czysto subiektywny i tak naprawdę bardzo niewielki – sam egzorcysta jest tak fascynujący i zaopatrzony w takie pokłady uroku osobistego, że całkowicie może wynagrodzić widzowi brak postaci, z którymi mógłby się identyfikować.

Mononoke jest dziełem dopiętym na ostatni guzik, o niewątpliwych walorach artystycznych, bardzo silnie oddziałującym na widza. To zdecydowanie jeden z najbardziej interesujących tytułów, jakie dane mi było oglądać, dlatego też bez wahania wystawiam najwyższą notę. Pragnę jednak zaznaczyć, że ocena ta jest bardzo silnie subiektywna i zdaję sobie sprawę, że nie każdemu musi odpowiadać udziwniona aż do przesady grafika, niesamowity, przytłaczający klimat oraz poruszana tematyka, niejednokrotnie mocno kontrowersyjna. Z całego serca polecam jednak dać Mononoke szansę i zapoznać się z którąś z opowieści (niekoniecznie pierwszą) – jeżeli, podobnie jak ja, dacie się zauroczyć Sprzedawcy Medykamentów i docenicie mistrzowsko zaplanowaną fabułę, na pewno nie uznacie tego czasu za stracony.

Serika, 15 grudnia 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Projekt: Takashi Hashimoto
Reżyser: Kenji Nakamura
Scenariusz: Chiaki J. Konaka, Ikuko Takahashi, Manabu Ishikawa, Michiko Yokote
Muzyka: Yasuharu Takanashi