Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 10/10 grafika: 8/10
fabuła: 10/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 24 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,21

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 238
Średnia: 8,21
σ=1,96

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Serika, Bianca)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shoujo Kakumei Utena

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1997
Czas trwania: 39×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Revolutionary Girl Utena
  • 少女革命ウテナ
Gatunki: Dramat, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Bajeczka shoujo czy metafora dorastania? Kicz czy najlepsze anime, jakie zdarzyło mi się oglądać? Ciekawostka czy pozycja obowiązkowa?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Shoujo Kakumei Utena nie jest dziełem pojedynczej osoby – to efekt prac grupy powiązanych z mangą i anime twórców, znanej pod nazwą Be­‑Papas. Właśnie w ramach tego projektu w 1996 roku ukazały się pierwsze tomy mangi, która niedawno trafiła także do Polski pod tytułem Rewolucjonistka Utena, dzieła Chiho Saito, popularnej autorki mang shoujo. Anime, którego emisja rozpoczęła się w roku 1997, bywa niesłusznie uważane za luźną adaptację mangi. W rzeczywistości jest to odrębne, autorskie podejście do tego samego tematu, na które Chiho Saito miała niewielki wpływ. Reżyserem telewizyjnej wersji Uteny został Kunihiko Ikuhara. Jego wcześniejszym wielkim sukcesem była Czarodziejka z Księżyca, nad którą pracował od początku, od połowy serii Sailor Moon R stając się głównym reżyserem cyklu. Jeszcze bardziej warto natomiast przywołać inne nazwisko – scenarzysta Youji Enokido, także członek Be­‑Papas, znany jest z produkcji nierównych, ale zawsze bardzo niekonwencjonalnych. Ma on obecnie na koncie nie tylko scenariusz Sailor Moon S, czyli najmroczniejszej (i zdaniem wielu najlepszej) serii Czarodziejki z Księżyca, ale także produkcje takie jak FLCL, Melody of Oblivion czy RahXephon. Jedną z jego nowszych prac był scenariusz do niezwykle popularnej telewizyjnej adaptacji mangi Ouran High School Host Club – warto o tym wspomnieć, bo chociaż tamta seria nie mogłaby bardziej różnić się od Uteny klimatem, to jednak łatwo można dostrzec charakterystyczną „kompozycję” poszczególnych scen i podobnie mistrzowskie wykorzystanie rekwizytów. Wracając jednak do projektu: jego ostatnią częścią były powstałe po zakończeniu serii telewizyjnej manga i film kinowy, w Polsce wydane odpowiednio jako Rewolucjonistka Utena: Adolescence i Utena la fillette révolutionnaire the Movie. Stanowią one jeszcze inne podejście do opowiadanej historii, wymagając przy tym znajomości części wcześniejszych, czyli przede wszystkim opisywanej tutaj serii telewizyjnej.

Fabuła rozpoczyna się stosunkowo zwyczajnie, choć nie do końca typowo. Utena Tenjou z całą pewnością nie jest kolejną szarą myszką, brzydkim kaczątkiem dopiero czekającym na przemianę w łabędzia. Śliczna, wysportowana, być może uchodzi za lekką ekscentryczkę z powodu zawsze noszonego męskiego mundurka szkolnego, ale też jest podziwiana przez większość kolegów i koleżanek. Popularność nie uderza jej do głowy, nie stara się popisywać – jest po prostu sobą. Taką, jaką ukształtowało ją przed wielu laty spotkanie z „księciem”, szlachetną i silną. Ale kiedy pewnego dnia staje w obronie swojej przyjaciółki, znieważonej przez Saionjiego, popularnego wiceprzewodniczącego szkolnego samorządu, okazuje się, że otrzymany przed laty od księcia różany sygnet jest czymś więcej niż przypuszczała. Tutaj, w Akademii Ohtori, takie sygnety nosi wybrana garstka uczniów, biorących udział w dziwnej „grze”, pojedynkach na wznoszącej się ponad lasem na wzgórzu arenie, w których „nagrodą” jest Różana Oblubienica, uczęszczająca do klasy Uteny Anthy Himemiya. Jak łatwo zgadnąć, Utena swój pierwszy pojedynek wygrywa, tak naprawdę jednak zamierza jak najprędzej wyplątać się z całej tej dziwacznej awantury. Ale świadomie przegrać wcale nie jest tak łatwo. Ostatecznie Utena pozostaje w grze – tym razem już dlatego, aby chronić Anthy. Ale czy ktokolwiek z szermierzy zdaje sobie sprawę z tego, co naprawdę dzieje się na arenie? Czy ktoś w pełni rozumie, czym jest ta „moc, która ma zrewolucjonizować świat”?

Pytanie, w którym momencie widz zaczyna się orientować, że nie ma do czynienia ze „zwyczajną” serią. Pierwsze odcinki, składające się na „sagę szkolnego samorządu”, mogą być wyjątkowo mylące. Jasne, od początku pojawiają się tu elementy dziwne i bardzo dziwne, od bajki o księżniczce, która postanowiła zostać księciem, zaczynając, a na zawieszonym nad areną odwróconym zamku kończąc. Poza tym jednak można dojść do wniosku, że obcuje się z dość dziwacznym i pokręconym, ale jednak mieszczącym się w standardach shoujo tytułem, mieszającym magiczne lub pseudomagiczne wstawki ze szkolną komedią i może szczyptą romansu. Wrażenie to pogłębiają odcinki niemal czysto komediowe, których całkowicie absurdalny i oderwany od rzeczywistości humor próbowało od tamtego czasu naśladować kilka serii anime, za każdym razem ponosząc sromotną porażkę. Jednak szybko do tego obrazu zaczyna nie pasować dopracowanie i skala emocjonalna wątków związanych z kolejnymi przeciwnikami Uteny. Za każdym razem oczywisty i zrozumiały motyw zostaje wywrócony na nice, okazuje się, że ukryte, prawdziwe pragnienia i zamiary są bardzo dalekie od tego, co „może się wydawać”, przy czym całość zawsze zachowuje przewrotną spójność i logikę. Ale dopiero oglądając serię po raz drugi zaczyna się naprawdę doceniać konstrukcję fabuły, od początku wplatającej bardzo drobne znaki tego, co później będzie mieć kluczowe znaczenie, podsuwającej wskazówki dotyczące bohaterów, które zrozumiałe stają się dopiero w świetle wydarzeń znacznie późniejszych.

Z całą pewnością do „standardowej” serii za nic nie pasuje powracający w każdym odcinku teatrzyk cieni. Króciutkie, absurdalne scenki bardzo nieuważny widz może wziąć za niedopasowany do niczego element komediowy – jednak naprawdę nietrudno jest zauważyć ich związek z wydarzeniami w głównej fabule. Pokazane w postaci cieni „aktorki” złośliwie komentują, podsuwają interpretacje, a czasem nawet pozwalają lepiej poukładać oglądane wydarzenia. Sam charakter teatrzyku zmienia się odrobinę, w każdej z części fabularnych zyskując nieco inną oprawę. Ostatecznie też także i ten element zostaje w jakiś sposób osadzony w świecie Uteny, dzięki oglądanemu przez bohaterów w jednym z końcowych odcinków przedstawieniu o księciu i wiedźmie.

Wszelkich wątpliwości można jednak pozbyć się wraz z początkiem drugiej części serii, zwanej „sagą Czarnej Róży”. Ciekawe zresztą, że ta właśnie część jest uważana przez wielu fanów za najsłabszą, być może dlatego, że pozostaje ostatecznie niepowiązana z głównym wątkiem fabularnym. Jednocześnie jednak tu właśnie opowieść staje się naprawdę fascynująca: zmieniony wygląd areny robi szczególnie za pierwszym razem niesamowite wrażenie, a sam pomysł towarzyszącego tej części wątku sprawia, że ciarki mogą przejść po plecach. Fabularnie saga Czarnej Róży jest bardzo potrzebna, żeby odpowiednio oddzielić i odsunąć od siebie dwie serie pojedynków z członkami szkolnego samorządu, prawowitymi nosicielami różanych sygnetów. Nie marnuje też tak naprawdę czasu antenowego, ponieważ przybliżając postaci drugoplanowe i epizodyczne, dopowiada jednocześnie bardzo wiele rzeczy o głównych aktorach dramatu. No i, co może najważniejsze, wprowadza na scenę postać starszego brata Anthy, Akio, i rzuca sporo światła na sam sens pojedynków i rolę Różanej Oblubienicy.

Finalna część podzielona jest na dwie krótsze sagi. Pierwsza z nich, „saga Akio”, do pewnego stopnia stanowi odbicie (jednak dalekie od lustrzanego!) początkowych odcinków, koncentrując się na kolejnych szermierzach. Arena zmienia się ponownie, a intensywność emocjonalna poszczególnych kulminacji bywa chwilami trudna do zniesienia, nawet dla widza. Natomiast „saga Końca Świata” poświęcona jest już niemal wyłącznie Utenie, odrywając się coraz bardziej od umownej rzeczywistości pokazanego świata i przekształcając się w mroczną, ale nadal fascynującą baśń. Warto zauważyć, że ta „dekompozycja” niewiele ma wspólnego ze słynnymi zakończeniami typu „ale o co chodzi?” – umowność i odrealnienie nie mają tu na celu ukrycia, że twórcom brakuje pomysłu na odpowiednie zamknięcie opowiadanej historii. Wszystko to jest częścią przemyślanej konstrukcji, planu, któremu podporządkowana została cała fabuła serii, od pierwszego do ostatniego odcinka.

Przyjęcie wspomnianej w poprzednim akapicie umowności jest całkowicie niezbędne – próba rozstrzygania „czy to się dzieje naprawdę”, a także stwierdzenia, czy i jakie elementy nadprzyrodzone w tej serii występują, nie ma sensu. Co więcej, skazana jest na całkowitą porażkę, bowiem ostentacyjnie teatralna inscenizacja zdarzeń i dialogów po prostu wymusza odpowiedni dystans. Pozwala jednocześnie na precyzyjne wydobycie, może wręcz wypreparowanie czystych emocji, poprzez symbolikę i niedopowiedzenia uciekając od wulgarności i zbytniej dosłowności, które zabiłyby przekaz. Shoujo Kakumei Utena jest bowiem serią wypełnioną symbolami – stanowiącymi integralną część opowieści, a nie jakąś dodatkową warstwę, mającą dać do myślenia dociekliwym widzom. Stąd też jest to w sporej mierze symbolika tyleż elegancka, co prosta (co nie znaczy – prymitywna), możliwa do odczytania przez odbiorców niekoniecznie dysponujących głęboką wiedzą ezoteryczną. Koncepty księcia i księżniczki, ukryte w sercach miecze, rekwizyty i oprawa wielu scen – to wszystko pozwala doskonale zrozumieć ukryte przez autorów znaczenia, nie zamieniając się w łopatologiczny wykład. Cała zaś seria stanowi przede wszystkim metaforę procesu dorastania i dojrzewania – także, a może nawet przede wszystkim, w aspekcie seksualnym.

Właśnie dlatego symbolika jest tak potrzebna w tej serii, przesiąkniętej erotyzmem – od ostentacyjnych symboli w rodzaju samochodu po subtelne oznaki napięcia między postaciami. Duchowej sfery miłości nie można i nie należy oddzielać od sfery fizycznej, badając więc różne rodzaje wypaczeń uczucia, różne formy uzależnienia, jakie to uczucie przybiera, nie sposób pominąć także i aspektu cielesnego. Być może dzisiaj, kiedy spora część dojrzewających młodych ludzi ma okazję obcować z ginekologicznie precyzyjnymi materiałami pornograficznymi, których obficie dostarcza internet, cała tajemnica znika, zanim zdąży się pojawić. Jednak nie bez przyczyny w dziełach literackich od dawien dawna przewijał się motyw misterium, jakim jest inicjacja seksualna – i ten sam motyw odnaleźć można także w tej serii. Ale właśnie to, że ten aspekt zostaje tylko zasugerowany pojedynczymi ujęciami, symbolami i gestami, pozwala skupić się w większym stopniu na tym, co kluczowe, czyli na emocjach.

W Shoujo Kakumei Utena trudno znaleźć postać, która budziłaby sympatię widza – ale też twórcy wyraźnie nie starali się takich postaci wykreować. Najlepiej widać to na przykładzie mężczyzn, którzy w serii z nurtu shoujo powinni wpisywać się w któryś z odpowiadających fantazjom potencjalnych odbiorczyń schematów, a stanowią bardziej ich karykatury. Znamienne jest też to, że osoby, które początkowo najsilniej budzą niechęć widza – porywczy i brutalny Saionji, intrygantka Nanami – w ostatecznym rozrachunku są tymi, które najszybciej można usprawiedliwić i najłatwiej jest im współczuć. Oni bowiem po prostu z jednej strony nie potrafią dystansować się od cynicznej gry, w którą są wciągnięci, a z drugiej – jak wszyscy miotają się w sieci własnych uczuć. Problemy bohaterów daleko wykraczają tu poza proste „każdy zakochał się w nieodpowiedniej osobie”, jednocześnie jednak są to we wszystkich przypadkach rzeczy zależne wyłącznie od nich, emocjonalny impas, w który sami tak naprawdę się wpędzili. Jak szybko się przekonujemy, nie ma dla nich wyjścia idealnego, nie ma sytuacji, w której mogą być szczęśliwi – ponieważ koncepcję szczęścia opierają na zafałszowanych wspomnieniach lub na wyidealizowanym i nieprawdziwym obrazie bliskiej osoby. Ich pragnienie „rewolucji” to pragnienie zmiany świata w taki sposób, aby owym wyobrażonym konceptom zaczął odpowiadać.

Na tym tle Utena wyróżnia się brakiem tego rodzaju motywu. Jest idealistką, ale w dużej mierze dlatego, że tak akurat potoczyło się jej życie, na którym niezatarte piętno odcisnęło spotkanie z poszukiwanym przez nią teraz księciem. Jej siła i determinacja bardzo długo płyną tylko z chęci ochrony Anthy przed przekazaniem innemu „właścicielowi”, ale też z tego, że Utena po prostu nie potrafi się poddawać i przegrywać. Przy tym wszystkim przez większość serii pozostaje dość normalną dziewczyną – właśnie tą normalnością i niewinnością kontrastującą z otaczającym ją światem chorych, poplątanych relacji, które na własne szczęście nie do końca jest w stanie pojąć. Dopiero w ostatnich dwóch częściach zaczyna być widoczne także i jej dorastanie, stawiające pytanie o to, kim się stanie „androgyniczna” dziewczyna­‑dziecko, zmuszana do wyboru między rolą księżniczki a rolą księcia. Utena od samego początku jest wyraźnie kobieca, to nie prosty problem czegoś tak banalnego, jak orientacja seksualna – to pytanie o coś, co chyba bliżej podchodzi pod określenie „gender”, o rolę w świecie, jaką zamierza odegrać. Mocny kontrast z nią stanowi Anthy, idealna ofiara. Trzeba powiedzieć, że tu także twórcom idealnie udało się zrealizować zamierzenia: również w widzach całkowicie pasywna i bierna Anthy zamiast uczuć opiekuńczych budzi raczej niechęć i irytację. W jej poddawaniu się losowi jest coś upiornego, a chociaż jej rola jako Różanej Oblubienicy wyjaśnia się dopiero pod koniec serii, od początku można szukać dotyczących jej ukrytych wskazówek, rysujących obraz bardzo odmienny od „pierwszego wrażenia”.

Ocena za grafikę może się wydać znacznie zawyżona, jeśli weźmiemy pod uwagę czysto „techniczne” parametry jakościowe. Shoujo Kakumei Utena to seria niemłoda, ale nawet biorąc pod uwagę jej wiek można stwierdzić, że nie został na nią przeznaczony najwyższy budżet. Niemal w każdym odcinku powtarzają się bardzo podobne ujęcia czy sceny, tła zazwyczaj są puste, „tłum statystów”, jeśli już musi się pojawiać, zwykle jest skrajnie uproszczony. Często w trakcie dialogów kamera nie śledzi postaci, pokazując detale scenografii, a nawet jeśli widzimy bohaterów, nierzadko pozostają oni całkowicie lub niemal całkowicie nieruchomi przez całą scenę. Animacja w niektórych momentach potrafi być bardzo płynna (szczególnie w scenach pojedynków), zazwyczaj jednak jest oszczędna aż do przesady. No i niestety jako poważną wadę należy policzyć odwrócony zamek, stworzony komputerowo i zwieszający się nad areną pojedynkową jak świecący odpustowo, kiczowaty żyrandol.

Jednakże to anime stanowi żywy dowód na to, że ograniczenia budżetowe nie wykluczają stworzenia czegoś nieprzeciętnego – pod warunkiem, że weźmie się za robotę ktoś obdarzony odpowiednim zmysłem artystycznym. Paradoksalnie umowność scenografii jest dokładnie tym, czego ta akurat seria potrzebuje – elementem podkreślającym odrealnienie i teatralność pokazywanego świata. Wykreowana wokół bohaterów przestrzeń jest fascynująca: olśniewająco białe budynki Akademii Ohtori; wieża, w której spotyka się samorząd; obserwatorium astronomiczne; przedziwna brama do zakazanego lasu; szklarnia przypominająca klatkę dla ptaków – wszystko to zostało zaprojektowane starannie i celowo. Nawet powtarzane sekwencje animacji mają tutaj swój sens, podkreślając i wzmacniając niezmienność niektórych scen i nadając swoisty rytm fabule odcinków. Znakiem charakterystycznym Uteny są ozdobione różami „ramki” wokół niektórych kadrów, warto jednak zauważyć, że w wielu momentach wykorzystywane są także naturalne ramy – kraty, łuki podcieni, framugi albo witraże. Poszczególne ujęcia są starannie zakomponowane, a poruszenia kamery nieprzypadkowe, czasem dopełniające obrazem słowa bohaterów, czasem celowo odwracające uwagę lub podsuwające fałszywe tropy. Owszem, widać oszczędności, ale z punktu widzenia artystycznej celowości ta seria osiąga wszystko, co tylko możliwe: jest dokładnie taka, jak być powinna.

Osobnym tematem do omówienia są natomiast same projekty postaci. Jak dowiedziałam się od redakcyjnego kolegi, ich wygląd jest bardzo charakterystyczny dla Chiho Saito, gdyby zatem więcej jej mang zostało zanimowanych, Utena mogłaby stracić wiele ze swojej niepowtarzalności. Wygląd bohaterów jest niezwykle charakterystyczny, ale też może budzić różne odczucia. To styl shoujo doprowadzony do absolutnej skrajności: nieprawdopodobnie szczupłe, długonogie sylwetki, ogromne, pozbawione źrenic oczy, tęczowe włosy, u większości postaci długie i rozwiane, do tego jeszcze wymyślne stroje, często przypominające wariacje na temat mundurów wojskowych, a nie szkolnych. To wszystko może się podobać, ale nie musi – i nawet wśród osób, które wysoko cenią tę serię, zdania na temat „czy to jest ładne” są podzielone. Trudno też nie zauważyć innej cechy charakterystycznej projektów: praktycznie wszystkie postacie kompletnie nie wyglądają na swój wiek. Bezpośrednio z serii możemy przecież wywnioskować, że Nanami i Miki mają po trzynaście lat, Utena – czternaście, Jury – piętnaście, natomiast Touga i Saionji najprawdopodobniej szesnaście, najwyżej siedemnaście. Tymczasem na ekranie widzimy w zasadzie dorosłych mężczyzn i dorosłe kobiety – jeden Miki w tym towarzystwie może uchodzić za nastolatka, ale też zdecydowanie starszego. To jeden z elementów serii, które należy po prostu przyjąć do wiadomości, ale też – przynajmniej w moich oczach – pasujący do jej stylu. Zresztą w pewnym sensie pozwala nam to „właściwie” zobaczyć bohaterów, tak jak oni sami siebie widzą – z charakterystycznym dla swojego wieku przekonaniem, że są całkowicie dorośli, dojrzali i doświadczeni.

Za niezwykle charakterystyczną i bogatą ścieżkę dźwiękową odpowiedzialne są dwie osoby. Shinkichi Mitsumune skomponował elegancką, przypominającą utwory klasyczne (chociaż chwilami leciutko jazzującą) muzykę w tle, w tym jeden z najpiękniejszych i najczęściej powtarzanych motywów serii – pogodny i nastrojowy Hikari Sasu Niwa, czyli „Słoneczny ogród”. Także on odpowiadał za aranżację muzyki towarzyszącej pojedynkom w pierwszej części serii, jednak autorem większości tych utworów – jak również towarzyszącego zawsze wkraczaniu Uteny na arenę pojedynkową Zettai Unmei Mokushiroku – jest J.A. Seazer, czyli Takaaki Terahara, kompozytor muzyki teatralnej i filmowej. Każdemu pojedynkowi towarzyszy własna pieśń – o tekście będącym najczęściej ciągiem mniej lub bardziej przypadkowych słów. Nie należy przesadzać z nadinterpretacją – celem tych kompozycji było przede wszystkim nadanie odpowiedniej oprawy samej walce i poprzez dobór dźwięku słów oddziaływanie na emocje widza, nie zaś ukrycie dodatkowej warstwy znaczeń. To bardziej muzyczno­‑wokalne eksperymenty niż komentarze, chociaż w wielu daje się zauważyć pewien związek, być może nieprzypadkowy, z emocjami i motywacjami postaci. Bezpośrednie nawiązania do serii można natomiast zauważyć w świetnej czołówce, śpiewanej przez Masami Okui Rinbu Revolution, a także w pierwszej z piosenek przy napisach końcowych, Truth, którą śpiewa Luca Yumi (w późniejszych odcinkach zastępuje ją jedna z piosenek „pojedynkowych”).

Utena stosuje podejście zupełnie odmienne od tego, jakie obecnie przyjmują „poważne” serie. Tak jak Neon Genesis Evengelion pokazywał swoją wiwisekcję ludzkiej duszy i procesu dorastania, używając kostiumu klasycznej opowieści shounen o mechach ratujących Ziemię przed najeźdźcami, Shoujo Kakumei Utena wykorzystuje w tym samym celu równie klasyczne schematy shoujo. Dlatego też jednak na pewno nie spełni wymagań osób, dla których poważna seria powinna używać równie poważnego języka, ceniących raczej fabularną i psychologiczną dosłowność, przed którymi to anime ucieka w świat baśni i metafory. Oglądając Utenę po raz trzeci (z uwzględnieniem dwuletnich odstępów między kolejnymi podejściami) ponad wszelką wątpliwość doszłam do wniosku, że jest to jedna z najlepszych produkcji, animowanych czy nie, z jakimi miałam do czynienia. Jednocześnie jednak najdalsza jestem od przekonywania, że każdy musi ją zobaczyć – zmuszanie do niczego nie prowadzi, a w tym przypadku nie tylko nie każdy musi, ale wręcz nie każdy powinien. To nie jest coś, co można wepchnąć gdzieś w grafik oglądanych pozycji, zmaratonować, oglądać z kumplami i jednym okiem. To rzecz wymagająca uwagi widza na wyłączność, seria, która nie „zmusza” odbiorcy do myślenia – ale po prostu myślenia bezwzględnie wymaga. Podobnie jak odpowiedniej inteligencji i wrażliwości, czym bardzo wyraźnie odróżnia się na tle wszystkich tych pozycji, które swoją „głębię” podają ładnie przeżutą i pokrojoną na łatwe do spożycia porcyjki, żeby nikt, brońcie bogowie, nie poczuł się nieswojo.

Avellana, 24 grudnia 2009

Recenzje alternatywne

  • Vanille - 8 kwietnia 2004
    Ocena: 9/10

    To normalne, że każda dziewczyna pragnie spotkać swojego księcia. Co się jednak stanie, gdy po takim spotkaniu dziewczyna sama zechce stać się księciem…? więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF, SOFTX
Autor: Be-Papas
Projekt: Hiroshi Nagahama, Shin'ya Hasegawa
Reżyser: Kunihiko Ikuhara
Scenariusz: Youji Enokido
Muzyka: J. A. Seazer, Shinkichi Mitsumune

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Shoujo Kakumei Utena: fanfiki na Czytelni Tanuki Nieoficjalny pl
Shoujo Kakumei Utena - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl