Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 9/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,22

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 909
Średnia: 8,04
σ=1,59

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bezimienny)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

D.Gray-man

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 103×23 min
Tytuły alternatywne:
  • ディー・グレイマン
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Anioły/demony; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Azja, Europa; Czas: Przeszłość; Inne: Elementy chrześcijańskie, Supermoce
zrzutka

Gotycki tasiemcowy horror, osadzony w XIX wieku, czyli jak zrobić dobrą serię shounen.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Allen Walker to nie taki zwykły piętnastolatek. Tak właściwie to do zwykłości mu sporo brakuje. Poznajemy go w momencie, gdy w drodze do kwatery głównej Black Order walczy z demonem i… ląduje na posterunku policji. Ale po kolei.

Europa, XIX wiek. Po świecie panoszą się demony, „dzieła” niejakiego Earla Millenium, którego celem jest oczyszczenie Ziemi z rasy ludzkiej w iście biblijny sposób. Misji powstrzymania Earla podjęła się tajna religijna organizacja powiązana z Watykanem, zwana Black Order. Jej najważniejszymi członkami są egzorcyści, czyli ludzie obdarzeni niezwykłym darem, pozwalającym pokonać demony. Historia natomiast skupia się na wspomnianym już Allenie Walkerze i wybranej przez niego życiowej ścieżce.

Po pierwsze, chciałabym z radością ogłosić: proszę państwa, jest fabuła. I to porządna. Może nie jakoś szczególnie odkrywcza, ale z pewnością ciekawa i przyciągająca uwagę. Wszystko już przecież było: i egzorcyści, i walka z demonami, ba, nawet zakonnicy (zakonnice). Tym, co wyróżnia D. Gray­‑mana, jest świeże podejście do sprawy. Jest mrocznie (ale nie do przesady, która by po prostu śmieszyła). Jest klimatycznie. Jest i zabawnie (a humor prezentuje przyzwoity poziom). Czego więc nie ma? Nie ma dłużyzn. Owszem, w stosunku do mangi dość często występują odcinki­‑zapychacze, nic niewnoszące do fabuły lub popychające ją do przodu o jakiś symboliczny metr. Walki nie ciągną się jednak przez kilka do kilkunastu odcinków tak, że widz zdąży już zapomnieć, o co poszło. Bohaterowie nie wygłaszają patetycznych przemów do trupów. Do żywych też nie. No, może czasem im się zdarzy, jednak nie jest to rzucający się w oczy patos. Wszystko zaś okraszone zostało sporą porcją smaczków w postaci odwołań religijnych – ale nie nachalnych, wyjątkowo obrazoburczych czy też tandetnych (wielkie krzyże w ręku i hajda na demony!).

Bohaterowie to egzorcyści, ale ich „egzorcyzmy”, jak na serię tego typu przystało, to po prostu walki ze specyficznie wyglądającymi demonami. Od razu mogę zaznaczyć, że bitwy bynajmniej nie polegają na „zdobywaniu expa i wbijaniu kolejnych poziomów”, jak to zwykle bywa. Doświadczenie egzorcystów rośnie, a ich umiejętności zwiększają się, ale wszystko odbywa się płynnie, a za swoje błędy bohaterowie często dostają solidną nauczkę. To raczej demony mają „poziomy” i – na nieszczęście dla naszych egzorcystów – zdobywają je o wiele szybciej niż bohaterowie doświadczenie.

Główny bohater, czyli Allen, pomimo całej niezwykłej otoczki wydaje się… normalny. W przeciwieństwie do większości bohaterów serii shounen nie jest idiotą, nie jest emo, nie jest nadzwyczaj uzdolniony w każdej dziedzinie, nie uważa się za zbawcę świata i na pewno nie prezentuje postawy „klękajcie przede mną narody”. W ogóle o postaciach mogłabym napisać osobny esej. Są barwne, różnorodne, niesztampowe, choć na pierwszy rzut oka mogą się wydawać schematyczne. Oprócz głównego bohatera mamy więc zimnego, nieokazującego uczuć mruka Kandę, wesołka Laviego, troskliwą, choć nieco płaczliwą Lenalee i całą tonę innych, mniej lub bardziej istotnych członków Czarnego Zakonu oraz ich przeciwników. Jednak są to wszystko postacie wielowymiarowe, a ich historie, motywy działań czy aspiracje poznajemy w miarę rozwoju fabuły i zapewniam, że nie zabraknie niespodzianek, śmiechu i wzruszeń. Chociażby bohaterowie, wydawałoby się, stricte komediowi, jak wspomniany Lavi czy Komui (brat Lenalee i kierownik kwatery głównej Czarnego Zakonu), nie raz i nie dwa nas zaskoczą. Niekoniecznie pod względem gagów i żartów słownych. Nie brakuje też szwarccharakterów, wśród których prym wiedzie Millenium Earl. Jest on przerażający… ale co najwyżej dla najmłodszych widzów. Spotkałam się z opiniami, że to właśnie z jego powodu niektórzy widzowie przerwali oglądanie tej serii i nie dziwię im się w najmniejszym stopniu. Jednak wytrwali zostają nagrodzeni ciekawszymi antagonistami – klanem Noego, gdzie z kolei na uwagę zasługuje przede wszystkim rewelacyjnie przedstawiony Tyki Mikk, a także Road, Skin Boric i rodzeństwo Jasdebi. Można by się przyczepić, że jak na XIX wiek postacie zachowują się bardzo nowocześnie (najbardziej „osadzonym” w epoce bohaterem zdaje się być Kanda). D. Gray­‑mana broni jednak fakt, że świat przedstawiony mimo pozorów realności jest jednak w pewnym stopniu alternatywny.

Grafika jest ładna. Ośmielę się nawet stwierdzić, że jedna z lepszych w swojej kategorii. Animacja jest w większości płynna, podczas walk bardzo dynamiczna i żywa, naszpikowana efektami. Gotycki nastrój D. Gray­‑man zawdzięcza poniekąd mrocznej, stonowanej kolorystyce, opartej głównie na czerni, szarościach i niebieskim, a wszystko to przetykane jest zielonymi rozbłyskami. Prócz tego widz po niektórych odcinkach zostaje uraczony króciutką scenką z udziałem bohaterów w wersji chibi.

Muzyka, skomponowana przez Kaoru Wadę, buduje klimat anime. W żadnym przypadku nie przeszkadza, a często jest wręcz idealnie dopasowana do danej sceny (jeśli ktoś jest wrażliwy na muzykę i łatwo się wzrusza, to w dalszych odcinkach proponuję zaopatrzyć się w chusteczki). Na osobną pochwałę zasługuje piosenka Road, która sprawia, że oglądającemu ciarki przechodzą po plecach. Niezłe są też rockowe w większości openingi i endingi (wykonywane przez abingdon boys school, Access, JUNE oraz Nirgilis). Zdarzało mi się oglądać daną czołówkę po kilka razy, zanim w końcu przechodziłam do odcinka.

Serię polecam fanom gatunku i nie tylko. Niektórzy będą potrzebowali trochę czasu, by „wgryźć” się w to anime, ale na pewno nie pożałują. Z każdym odcinkiem jest bowiem lepiej – głównie dlatego, że akcja trzyma przyzwoite tempo. Na koniec przepraszam wszystkich, którzy widząc takie, a nie inne oceny wpadli w święte oburzenie. Subiektywnie – nie mogłam inaczej. D. Gray­‑man ma wszystko, czego mogłabym oczekiwać od serii shounen i w ramach podziękowania za spełnienie ich wystawiłam bardzo wysokie noty.

Hisus, 2 marca 2008

Recenzje alternatywne

  • moshi_moshi - 25 marca 2008
    Ocena: 6/10

    Młodziutki Allen Walker wraz z towarzyszami musi przeszkodzić złemu Earlowi Millennium w oczyszczeniu świata z wszelkich form życia. Znana historia tym razem w wyjątkowo mrocznej wersji. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Katsura Hoshino
Projekt: Hideyuki Morioka, Yasuhiro Moriki
Reżyser: Osamu Nabeshima
Scenariusz: Reiko Yoshida, Tatsuhiko Urahata
Muzyka: Kaoru Wada

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
D.Gray-man - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
Podyskutuj o D.Gray-man na forum Kotatsu Nieoficjalny pl