Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 15
Średnia: 7,67
σ=2,09

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Grisznak)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Love My Life

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 96 min
Tytuły alternatywne:
  • ラブ マイ ライフ
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Live action, Realizm, Shoujo-ai/yuri
zrzutka

Sensacja na miarę zwycięstw piłkarskich naszej reprezentacji – dobrze zekranizowana manga!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Mój kredyt zaufania do aktorskich adaptacji mang i anime jest równie długi, jak lista zwycięstw armii francuskiej w ciągu ostatnich stu lat. Walnie przyczyniły się do tego aktorskie Sailorki, Dragon Balle itp. Nawet bardziej znośne produkcje tego rodzaju, w stylu Cutey Honey Live Action dało się oglądać jedynie na tzw. „fazie”. Tu zaś zadanie było o tyle trudniejsze, że mieliśmy do czynienia z historią zwyczajną, pozbawioną elementów nadprzyrodzonych czy widowiskowych scen. O tym, że próba zrobienia filmu na podstawie mangi yuri może się okazać tragedią do sześcianu, przekonał się każdy, kto widział aktorską wersję Blue, porywającą niczym skrzyżowanie powieści Żeromskiego i Dąbrowskiej, z akcją równie potoczystą, jak w przypadku pozytywistycznych nowelek Sienkiewicza i Konopnickiej. Krótko mówiąc – zapowiedzi nie nastrajały mnie do tego filmu pozytywnie.

Love My Life opowiada historię dwóch studentek – Eri i Ichiko. Obie są młode, ładne i zakochane… w sobie. Tak, nie bez kozery wszak wspominałem w powyższym akapicie o yuri. Wszystko zaczyna się, gdy Ichiko postanawia opowiedzieć o swoim związku ojcu – tłumaczowi literatury angielskiej. Podejrzewam, że ktoś mógłby spodziewać się tu ciężkiej rozpaczy, kłótni itd. Nic bardziej mylnego – ojciec Ichiko reaguje na Eri bardzo dobrze, w mig nawiązują ze sobą kontakt. Nawet Ichiko, która bała się trochę tego spotkania, jest zaskoczona tym, jak łatwo poszło. A co jest tego powodem? Nie, tego nie zdradzę, ale podejrzewam, że niejeden z oglądających będzie się śmiał, gdy pozna ów sekret.

Przywykliśmy, że tytuły yuri to zazwyczaj rzeczy bardzo dramatyczne, w których związki bohaterek prowadzą do tragedii i nieszczęść, zaś im bardziej smutne zakończenie – tym lepiej. Love My Life złamało ten stereotyp – to pogodna i pełna ciepła opowieść o wspólnym życiu dwójki młodych kobiet oraz ich przyjaciół. Choć to tytuł z gatunku yuri, fanki mang o miłości między chłopcami zainteresować może fakt istnienia tu wątku yaoi, jednym z najbliższych przyjaciół głównej bohaterki jest bowiem homoseksualista (ale nie, moje drogie yaoistki, żaden z niego bishounen). Oczywiście jakieś problemy muszą się w końcu pojawić, między dwiema bohaterkami dojdzie do pewnego kryzysu, Ichiko zwiąże się na krótko z kimś innym, ale wszystko musi skończyć się, zgodnie z tytułem, dobrze.

Nie lubię specjalnie japońskiego aktorstwa. Nadmiernie emocjonalna interpretacja, „szczekanie” i tym podobne cechy szczególne filmów fabularnych made in Japan sprawiają, że raczej rzadko po nie sięgam. Tu jednak sprawa miała się inaczej, gdyż na warsztat poszła jedna z moich ulubionych mang. Co więcej, obiektywnie muszę przyznać, że twórcy spisali się całkiem dobrze. Przynajmniej do pewnego momentu. Love My Life trwa półtorej godziny. Pierwszą godzinę ogląda się szybko i przyjemnie. Potem zaczynają się schody. Rozstanie bohaterek w filmie rozdęto i sztucznie wydłużono, zaś sceny, w których Ichiko pokazuje, jaka to ona jest smutna, psują nastrój filmu, budowany przez jego większą część.

Kilka słów należy się aktorkom – ich kreacje, choć nie zawsze wierne mandze, nie są złe. Ichiko jest spokojniejsza i nieco bardziej leniwa niż w oryginale – bliżej jej jeszcze do dziewczynki niż do kobiety. Za to Eri jest świetna – dokładnie taka, jaka powinna być – inteligentna, oczytana i wygadana. Typ dziewczyny, która od początku robi wrażenie (i nic dziwnego, że ojciec Ichiko ją polubił). Zmieniono im nieco wygląd – w mandze Ichiko jest przecież blondynką (zapewne farbowaną).

Przyczepiłbym się do muzyki – nie jest zła, grający ją zespół Noodles preferuje rock – pop w nie najgorszym wydaniu. Tylko, na litość boską, to przecież nie jest Nana! W mandze jasno jest powiedziane i to nie raz, nie dwa, że Ichiko słucha jazzu, padają nawet nazwy konkretnych wykonawców. Nastrój tej muzyki ładnie koresponduje z oszczędną kreską i czystą czernią i bielą mangi. W filmie nie ma śladu podobnych dźwięków. Szkoda.

Generalnie jednak Love My Life jest naprawdę niezłą ekranizacją. Gdyby może była jakieś 15 minut krótsza i miała ciut inną oprawę muzyczną, stanowiłaby niemal wzorową próbę przełożenia opowieści obrazkowej na język filmu aktorskiego. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest całkiem przyzwoicie, co potwierdzi chyba każdy fan japońskiej kinematografii, a także shoujo­‑ai.

Grisznak, 25 czerwca 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Ebine Yamaji
Reżyser: Kouji Kawano
Scenariusz: Hiroko Kanesugi
Muzyka: Noodles