Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 5/10
fabuła: 7/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 15 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 1486
Średnia: 6,92
σ=2,01

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Vampire Knight

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ヴァンパイア騎士
Gatunki: Dramat, Romans
zrzutka

Pierwsza część mrocznej i pełnej tajemnic opowieści o wampirach. Przykład na to, jak różnie można odbierać tragizm w zależności od formy…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W mroźny zimowy wieczór pewna dziewczynka zostaje uratowana przed atakiem spragnionego jej krwi wampira. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jej wybawca jest przedstawicielem tego samego gatunku, co napastnik. Mała Yuuki nie pamięta nic sprzed tego spotkania. Cały otaczający ją świat wydawał się wtedy taki obcy… Młody wampir, Kaname, powierza dziewczynkę opiece dyrektora nietypowej Akademii Cross. Dlaczego owa szkoła jest taka wyjątkowa? Uczniowie podzieleni są na dwie grupy: tą uczącą się w dzień i tą uczącą się po zmroku. Nie będzie zapewne zaskoczeniem, jeśli powiem, że uczęszczającymi na zajęcia Nocnej Klasy są wampiry, prawda? Jak to się dzieje, że nie polują oni na kolegów z dziennej zmiany? Odpowiedź jest prosta: zażywają specjalne tabletki, które mają zastępować krew. Jednak niektórym z nich to nie wystarcza i od czasu do czasu z chęcią powracają do tradycyjnych posiłków. W tym celu powołano grupę prefektów – uczniów z Dziennej Klasy, którzy mają strzec tajemnicy drugiej grupy i zapobiegać ewentualnym incydentom. Obecnie funkcję tę pełnią piętnastoletnia już Yuuki i drugi podopieczny dyrektora, Zero, któremu wampiry cztery lata wcześniej wymordowały całą rodzinę. Od tamtego czasu chłopak ich nienawidzi i pragnie zemścić się na osobie odpowiedzialnej za tragedię jego najbliższych. Na co dzień jednak szkolna rzeczywistość nie jest aż tak przytłaczająca i wszystko w miarę dobrze się układa… Niestety do czasu.

Studio DEEN planowało dwudziestosześcioodcinkowe anime na podstawie nieukończonej mangi autorstwa Matsuri Hino. Nagle jednak podjęto decyzję o skróceniu serii do trzynastu odcinków. Moją pierwszą reakcją było: „znowu?”. Ostatnio dość często zdarza się, że ekranizacje ciągle wydawanych mang kończą jako materiał reklamowy, a nie faktyczne przeniesienie historii na ekrany telewizorów. Gdy już postanowiłam spisać to anime całkowicie na straty, pojawiła się wiadomość, że jest to dopiero pierwszy sezon i kolejnej części należy spodziewać się w październiku 2008 roku. Jest to niewątpliwie zaleta, gdyż niewielu twórców decyduje się na taki krok. Fani zapewne przeboleją te trzy miesiące oczekiwania na kontynuację, pozwalające uniknąć klątwy Kreatywności Twórców, którzy z braku materiału bądź odpowiedniego punktu zaczepienia dorabiają własne zakończenie, co zwykle kończy się klęską. Drugą zaletą animowanej wersji Vampire Knight jest zgodność z oryginałem. Co prawda można doszukać się kilku przekrętów i nieścisłości z ostatnim odcinkiem włącznie, ale jednak śmiało można to anime nazwać ekranizacją, a nie tworem na motywach. Jest to niewątpliwy plus, który powinien przyciągnąć fanów mangi. W tym momencie jednak dochodzimy do formy, w jakiej przeniesiono zawartość oryginału, i tu pochwały się kończą. Lubię historie traktujące bohaterów serio, bez taryfy ulgowej, i pakujące ich w różne kłopotliwe sytuacje. Wszystko jednak powinno mieścić się w granicach przyzwoitości i nie wykraczać poza teren oznaczony cienką, ale widoczną linią. Początkowo miałam wrażenie oglądania lekkiej komedyjki, co trochę nie zgadzało się z moją wiedzą zdobytą podczas lektury mangi. Z czasem jednak pojawiły się wyczekiwane tajemnice i umowny dramatyzm. Nie ma co ukrywać, treść oryginału również nasiąknięta jest tragicznymi wydarzeniami, które pojawiają się zgodnie z powiedzeniem: „Im dalej w las, tym więcej drzew”, jednakże tam nie miałam problemów z ich przełknięciem i śledzeniem bądź co bądź wciągającej fabuły. Niestety w anime nastąpiła hiperbolizacja zarówno dramatyzmu, jak i wątków komediowych, które przeplatają się w niezbyt zręczny sposób, przez co całość staje się momentami wręcz kiczowata, a poszczególne sceny wbrew zamierzeniom twórców wywoływały we mnie śmiech. Oś fabuły stanowi nie tajemnica przeszłości Yuuki (jak można by podejrzewać), a historia jej towarzysza, Zero. Powoli wychodzą na jaw kolejne mroczne sekrety związane z nim i jego rodziną. Ze wszystkich zawartych do tej pory w mandze wątków ta część jest chyba najbardziej dramatyczna i, jak wspominałam wcześniej, animowana wersja podnosi natężenie angstu o kilka poziomów. Akcja rozgrywa się głównie w szkolnych murach, rzadko kiedy wykraczając poza ich teren, przez co świat przedstawiony wydawać się może niekompletny. Niemniej jednak Matsuri Hino starała się stworzyć własną wizję świata wampirów i wyszła jej ona całkiem przyzwoicie, co nie znaczy, że wyjątkowo oryginalnie. W przeciwieństwie do stereotypowych krwiopijców, ci z Vampire Knight zdecydowanie bardziej przypominają ludzi: nie straszne im słońce, choć za nim nie przepadają; mogą mieć potomstwo i są pogrupowani wedle statusu społecznego. Najwyżej w hierarchii stoją wampiry czystej krwi, których jest jednak najmniej, najniżej zaś (tzw. Poziom E) znajdują się ludzie zamienieni w wampiry, z czasem zmieniający się w bezmyślne potwory, których jedynym celem jest zaspokojenie głodu. Układ w miarę czytelny i dający spore możliwości w przedstawieniu realiów świata. Jednak zamiast ciekawostek z życia wampirów dostajemy poważne dylematy bohaterów i tajemnice niekoniecznie oryginalne. Warto wspomnieć, że wraz z „ożywieniem” fabuły poszczególne sceny stały się nieco bardziej sugestywne niż ich mangowy odpowiednik, który i tak nasuwał jednoznaczne skojarzenia…

Ogólnie rzecz biorąc, większość postaci jest wybitnie nieszczęśliwa. Nie ma w tym nic dziwnego, mało kto bowiem potrafi dostrzegać piękno życia, mając w zanadrzu tragiczną przeszłość, problemy na co dzień i czarną wizję własnej przyszłości. Zgorzkniały, zamknięty w sobie i uparty jak osioł Zero często chodzi ze zbolałą miną, użalając się nad sobą w każdej możliwej chwili, bądź udaje męczennika, kiedy wymaga tego sytuacja (najczęściej w towarzystwie Yuuki, której przecież nie chce martwić). Sama Yuuki jest wręcz sztandarowym przykładem bohaterki serii shoujo. Miła, energiczna, dobroduszna i nadwrażliwa, niestety mimo szczerych chęci często pada ofiarą własnej naiwności. Chociaż w większości przypadków pozostaje bierną obserwatorką, w pewnym momencie pokazuje charakterek i przejmuje inicjatywę, oczywiście w towarzystwie porządnej porcji wątpliwości podanych w formie monologu wewnętrznego. Główna bohaterka miota się pomiędzy chęcią pomocy Zero a uczuciem, jakim darzy swojego wybawcę, Kaname, któremu również na dziewczynie zależy i który okazuje to w bardzo widoczny sposób, mimo że stara się utrzymać pewien dystans emocjonalny. Jak się zapewne domyślacie, obaj panowie nie darzą się zbytnią sympatią, a łączy ich jedynie chęć ochrony Yuuki przed wszelkim niebezpieczeństwem. O ile motywy Zero pokazano całkiem wyraźnie i łatwo wyciągnąć wnioski z jego zachowania, o tyle postępowanie Kaname może budzić wątpliwości. Melancholijny wampir przez cały pierwszy sezon pozostaje wyjątkowo enigmatyczny i nieprzystępny, przez co nie tylko jego towarzyszom trudno jest go rozgryźć. Małomówność i tajemniczość może odpychać bądź przyciągać jak magnes. Kwestia gustu. Spragnieni rozwiązania tej zagadki nie muszą się jednak martwić, gdyż wszystko wyjaśni się w swoim czasie. W trzynastoodcinkowej serii nie wystarczyło miejsca, aby przedstawić odpowiednio pozostałych bohaterów, przez co mogą się oni wydać bezbarwni. Owszem, spora część Nocnej Klasy przejawia jakieś emocje, jednak nie ułatwia to określenia ich charakterów. Motywacje tych postaci są raczej płytkie i łatwe do przejrzenia, a przeważają głównie sceny, w których stoją oni bezczynnie w kącie i w ogóle się nie odzywają. Nie znaczy to jednak, że nie mogą budzić sympatii. Wręcz przeciwnie, im mniej wiemy o poszczególnych bohaterach, tym lepiej, gdyż każde z nich ma coś do ukrycia i zostało w jakiś sposób unieszczęśliwione. Z kolei znajomi z grupy Yuuki, wyłączając współlokatorkę i gapowatego przewodniczącego, to bezosobowy tłum, służący uzyskaniu efektu komediowego: gdy Kaname okazuje Yuuki odrobinę czułości, już za chwilę na biedne dziewczę poluje grupka fanatycznych wielbicielek owego przystojnego młodzieńca. Jeśli szukacie oryginalnych i ciekawych osobowości, to niestety źle trafiliście.

Poziom graficzny zależy od humoru i zaangażowania kadry w danym odcinku. Sama kreska jest dość charakterystyczna i bardzo przypomina styl Matsuri Hino. Postacie to w przeważającej części ponadprzeciętnie przystojni panowie, więc fanki bishounenów powinny być zadowolone, bo naprawdę jest w czym wybierać. Panie również sprawiają przyzwoite wrażenie, choć czasami przeogromne oczy Yuuki w zbytnim przybliżeniu przypominały głębokie talerze. Tła drobiazgowością i dopracowaniem nie grzeszą, ale wyglądają w miarę dobrze, co w połączeniu z przygaszonymi kolorami mogłoby podkreślać klimat… Gdyby nie jakość animacji, która w niejednej scenie woła o pomstę do nieba. Z odcinka na odcinek jest niestety coraz gorzej, chociaż zdarzają się przebłyski bardziej płynnych scen. Co jak co, po scenie balowej w Eurece 7 nie oczekiwałam fajerwerków, ale chciałam zobaczyć chociaż poprawnie poruszające się postaci. Zamiast tego dostałam parę ładnych, ale niestety statycznych obrazów przy akompaniamencie muzyki. Podobnie Zero w jednym szczególnym momencie wyglądał nie jakby biegł, a poważnie kulał. Na tym aspekcie technicznym wyraźnie oszczędzono sporo pieniędzy. Postanowiono zrobić jednak dobre ostatnie wrażenie i dzięki temu trzynasty odcinek miał nieprzyzwoicie (jak na tę serię) dobrą oprawę graficzną. Ale to jeden z wyjątków…

Z całości poćwiartowanej na cztery oceniane części zdecydowanie najlepiej wypada oprawa muzyczna, którą skomponował Takefumi Haketa. Spotkałam się z twórczością tego pana w trakcie seansu Miyori no Mori, gdzie oczarował mnie delikatnymi i nieco melancholijnymi utworami, tak dobrze oddającymi klimat filmu. Ścieżka dźwiękowa z Vampire Knight to uczta dla ucha spragnionego niezwykle różnorodnych kawałków, które mogłyby idealnie ilustrować poważny dramat, gdyby rzeczywiście był dramatem. Większość melodii utrzymana jest w ponurym klimacie, znajdą się jednak nieco bardziej spokojne i optymistyczne. W tle można usłyszeć głównie skrzypce i fortepian, prócz tego obecne są również: harfa, gitara, flet, organy i klawikord. Te ostatnie miały zapewne za zadanie wprowadzić atmosferę niemalże z gotyckiej powieści i gdyby nie fakt, że dramatyzm przerodził się prawie w tragikomedię byłoby fantastycznie, ale… Prócz zachwycającej pod każdym względem ścieżki dźwiękowej genialna okazała się piosenka towarzysząca napisom końcowym. Still Doll, które śpiewa Kanon Wakeshima wprowadza iście upiorny nastrój, a jednocześnie jest bardzo subtelnym utworem. Na debiutanckim singlu usłyszeć można również solowe partie wiolonczeli w wykonaniu młodej wokalistki. Do czołówki mam natomiast mieszane uczucia i dopiero po jakimś czasie się do niej przekonałam, jednakże Futatsu no Kodou to Akai Tsumi słucha się całkiem przyjemnie i zdecydowanie pasuje do anime. Za odbiór zachowania bohaterów w znacznej części odpowiadają wcielający się w nich seiyuu. Tym razem główną rolę zagrał młody i utalentowany Mamoru Miyano, który chwilami aż za dobrze wczuwał się w swoją postać i momentami bardzo przypominał Rikusona z Koutetsu Sangokushi. Warto wspomnieć, że ten pan na pewnym etapie zaczyna grać podwójną rolę i dochodzi nawet do tego, że rozmawia sam ze sobą. Nie, jego bohater nie dostał rozdwojenia jaźni, dlatego tym dziwniejsze sprawiło to na mnie wrażenie. W postać Yuuki wcieliła się Yui Horie, która całkiem sprawnie wywiązała się z powierzonego jej zadania i której udało się nie popaść w skrajność. Daisuke Kishio w roli tajemniczego i zdystansowanego Kaname wypada naprawdę dobrze, a oszczędność w wyrażaniu emocji pomaga w kreacji odpowiedniego wizerunku tego bohatera. Pozostałym bohaterom głosów udzielili: Junko Minagawa, Jun Fukuyama, Eri Kitamura, Susumu Chiba i wielu innych, którzy naprawdę zostali dobrze dobrani zarówno do wyglądu, jak i temperamentu postaci.

Vampire Knight mogłoby być całkiem dobrym anime, gdyby nie natężenie elementów podkreślających melodramatyzm całości. Jeżeli gdzieś umiejętnie zbudowano napięcie, to już po chwili było ono rujnowane przez niezbyt ambitny humor, który jednak nie przekraczał granic przyzwoitości. Byłam trochę zawiedziona, gdyż wspominany wcześniej, tragizm zniweczył wszelkie próby wczucia się w historię. Jednak jeśli ktoś chce zobaczyć coś lekkiego i niewymagającego skupienia, niech obejrzy. Sięgając po tę serię należy jednakże pamiętać, że jest to tylko wstęp do dłuższej historii, zawierający rozwiązanie tylko jednej tajemnicy i zostawiający resztę na kolację, zapowiedzianą na październik. Czy warto czekać? Fani mangi udzielą zapewne odpowiedzi twierdzącej. Komu polecić? Miłośnicy mrocznych opowieści, które mają tendencję do popadania w przesadny patos, będą zachwyceni. A pozostali? Wybór należy do Was.

Enevi, 13 lipca 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Matsuri Hino
Projekt: Asako Nishida
Reżyser: Kiyoko Sayama
Scenariusz: Mari Okada
Muzyka: Takefumi Haketa

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Vampire Knight vol. 1 Anime Virtual 2009
2 Vampire Knight vol. 2 Anime Virtual 2009

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Vampire Knight na forum Kotatsu Nieoficjalny pl
Vampire Knight - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl