Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 2/10 grafika: 4/10
fabuła: 1/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

2/10
Głosów: 24
Średnia: 2
σ=1,41

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Zegarmistrz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Crystal Triangle

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1987
Czas trwania: 87 min
Tytuły alternatywne:
  • Forbidden Apocalypse Crystal Triangle
  • Kinban no Mokushiroku Crystal Triangle
  • 禁断の黙示録 クリスタルトライアングル
zrzutka

Prawdopodobnie najgorsze anime wszech czasów. Koniecznie musicie obejrzeć!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Drogi czytelniku, pragnę Cię ostrzec, że nie będzie to typowa recenzja. Omawiane anime jest bowiem dziełem na tyle unikatowym, że z pewnością wymaga unikatowego podejścia. Zamiast więc zaczynać standardowo od streszczenia fabuły, do czego zapewne jesteś przyzwyczajony, opowiem o początku mojej przygody z niepowtarzalnym fenomenem, jakim jest Crystal Triangle. Pragnę jednak uprzedzić: streszczenia fabuły w recenzji nie będzie z przyczyn technicznych.

Moja znajomość z Crystal Triangle zaczęła się około dwa miesiące temu, podczas wizyty u przyjaciółki, od której otrzymałem do obejrzenia zupełnie nieznane mi wcześniej anime. Owa przyjaciółka powiedziała mi o nim tylko, że: A) podobno jest to najgorsza japońska kreskówka, jaką kiedykolwiek nakręcono B) muszę koniecznie to obejrzeć.

Oczywiście miała rację.

W swojej karierze miałem okazję widzieć już wiele kiepskich serii, jednak na ich tle Crystal Triangle bardzo wyraźnie się wyróżnia. Omawiany film nie jest po prostu zły ani nawet tragiczny. Crystal Triangle wynurza się z zalewu zwyczajnej chały jak lovercraftowski Cthulhu z morza, w całej pełni niedającej się wypowiedzieć grozy, obłędu i groteskowej karykatury zdrowego rozsądku.

Film zaczyna się od krótkiej pogadanki na temat Starego Testamentu i zawartych w nim boskich objawień. Pięć sekund później narrator stwierdza, że istnieje jeszcze jedno objawienie, które dopiero musi zostać odnalezione, i akcja przenosi się na bliskowschodnią pustynię, którą główny bohater, archeolog Koichiro Kamishiro, przemierza w poszukiwaniu Boga. Tego ostatniego nie udaje mu się odnaleźć, lecz zamiast tego dociera do ruin, cytuję „zdumiewająco podobnych do Stonehenge”, które beztrosko rozwala. W wyniku owego aktu wandalizmu w jego ręce wpada Tajemnicza Kostka Zawierająca Kryształ Cudownej Mocy. Nie jest mu jednak dane długo cieszyć się znaleziskiem. Nagle bowiem i niespodziewanie ktoś zaczyna do niego strzelać z nieustalonych powodów.

Niestety główną cechą tego anime są właśnie nagłość i niespodziewaność. Trzeba jednak przyznać, że twórcom nie zabrakło wyobraźni i potrafili stworzyć film obfitujący w wydarzenia i nagłe zwroty akcji. W Crystal Triangle obserwujemy więc: porwanie samolotu, katastrofę lotniczą, śmierć i nagły powrót do życia bohatera, eksplorację ruin i wybuch wulkanu, walkę z buddyjskimi mnichami, demonami, kosmitami, rasą starszą niż dinozaury, samurajami, gangsterami, agentami KGB i CIA, pojedynki karate à la Dragon Ball, strzelaniny, bitwę morską między dwoma okrętami podwodnymi oraz lądowo­‑powietrzną z użyciem sprzętu pancernego, helikopterów i samolotów. Do tego podziwiać nam przyjdzie odkrycie w sobie sił magicznych przez głównego bohatera oraz – jeśli mnie wzrok nie zmylił – objawienie minimum dwóch konkurencyjnych obiektów kultu, oraz wiele, wiele więcej. W zasadzie w Crystal Triangle występuje większość motywów, które przewinęły się w filmach przygodowych i szpiegowskich oraz anime mroczno­‑mistycznych, włącznie z tajemną organizacją rządzącą potajemnie Japonią, dowodzoną przez siwego dziada na wózku inwalidzkim. Jedynym motywem, którego nie znalazłem, a który by do tego wszystkiego bardzo pasował, była porządna scena ukrzyżowania drutem kolczastym. Niestety takowej nie ma, a szkoda, bo stanowiłaby przysłowiową kropkę nad i. Wszystkie te wymienione sceny nadchodzą jedna po drugiej, ciągiem, i każda zajmuje jakieś 2­‑3 minuty czasu ekranowego. Jak łatwo zgadnąć, widz po jakimś czasie zaczyna chłonąć je obojętnie, spokojnie, z niejakim zdziwieniem, od czasu do czasu głupawo się śmiejąc. Uczciwie mówiąc, po jakimś kwadransie od rozpoczęcia seansu straciłem poczucie realności i nie jestem do końca pewien, czy to, co widziałem, było prawdą.

Fabuła Crystal Triangle kojarzy mi się z pewnym zjawiskiem. Otóż dawno temu wśród redaktorów pism o grach komputerowych żyła moda na wymyślanie swojej gry marzeń. Tak więc wszelkie „Top Secret” i „Secret Service” na krótko przed gwiazdką lub pierwszym kwietnia wypełniały się opisami cudownych gier, najczęściej będących połączeniem twardej strategii turowej z symulatorem lotniczym, arkanoidem i platformówką (albo czymś równie niestrawnym). Crystal Triangle jest przykładem na to, co by się stało, gdyby taki pomysł faktycznie zrealizować.

W recenzowaniu kiepskiego anime jedna rzecz jest smutna. Otóż, gdy człowiek już się wyzwierzęcił na fabule, to chciałby powiedzieć dla odmiany coś miłego. Napisać, że owszem, intryga była kiepska, a bohaterowie wołali o pomstę do nieba, ale za to grafika mu się podobała, a muzyka była przyjemna. Stwierdzić, że dostrzega jakieś pozytywy… Niestety jednak, jeśli mam być szczery wobec siebie i czytelnika, nie mogę tego zrobić.

Nie zrozumcie mnie źle: grafika nie jest taka słaba, zwłaszcza jak na tytuł, który powstał 21 lat temu. Niestety nie da się ukryć, że raczej zawiedzie ona współczesnego widza. Kreska jest bowiem mocno niedzisiejsza, animacja sztywna, projekty postaci dość kiepskie. Co ciekawe, mimo wszystko Crystal Triangle miałoby spory potencjał. Zawarto w nim kilka scen, które zapewne znalazłyby swoich koneserów, tym bardziej, że nawet klasycznych filmów o tego typu tematyce nakręcono niewiele. Mówię tu zwłaszcza o bitwie powietrznej, toczonej między wojskami radzieckimi a amerykańską Flotą Pacyfiku nad Hokkaido. Niestety, żeby zainteresowała ona kogokolwiek, musiałaby spełnić jeden warunek: zostać umieszczona w sensownym, dającym się oglądać filmie!

Muzyka? Żeby muzyka filmowa była dobra też musi spełnić kilka warunków. Sama nie musi być od razu dziełem sztuki, ma raczej dodawać nowego wymiaru prezentowanemu obrazowi, lub, jak to się kolokwialnie mówi, tworzyć klimat. Niestety, z takim scenariuszem klimatu stworzyć by się nie udało nawet gdyby Mozart, Chopin i Beethoven powstali z grobów i do spółki z Trzema Tenorami nagrali ścieżkę dźwiękową. Cała praca, która poszła w tę warstwę filmu, została zmarnowana i to nie przez muzyków czy kompozytorów, którzy wykonali dobrą, przemysłową robotę. Po prostu reszta filmu nie jest jej godna.

Powiedzmy sobie szczerze: to anime jest denne. Od góry do dołu i od lewej do prawej. Nie ma w nim nic dobrego.

Dlaczego więc warto je obejrzeć?

Ponieważ jego seans gwarantuje niesamowitą wręcz śmiechawę.

Zwykle w recenzjach unikam tego typu kolokwializmów, ale niestety tym razem jest to jedyne adekwatne słowo. To, co twórcy napletli, zwyczajnie przechodzi ludzkie pojęcie. To nie jest dno, nawet przykryte metrem mułu, a Crystal Triangle nie puka w nie od spodu. To anime znajduje się zupełnie poza takimi kategoriami, stoi sobie z boku, gdzieś we własnym, obłąkanym świecie. To całkowity unikat, dzieło niemożliwe do powtórzenia czy podrobienia! Perła po prostu! Ten film jest tak niesamowicie zły, że nikt nie może przejść obok niego obojętnie. Każdy powinien też go obejrzeć, bo zwyczajnie drugi raz w życiu nie spotka się z czymś takim.

Ja polecam puszczanie go grupom trzy- do pięcioosobowym, uzbrojonym (dla amortyzacji) w piwo i chipsy. Powinno robić furorę.

Zegarmistrz, 26 września 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Animate Film, MOVIC, Sony
Autor: Seiji Okuda
Projekt: Kazuko Tadano, Toyoo Ashida
Reżyser: Seiji Okuda
Scenariusz: Junki Takegami
Muzyka: Osamu Totsuka, Takeshi Ike