Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,40

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 28
Średnia: 7,39
σ=1,18

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

City Hunter

zrzutka

Poznajcie City Huntera, Ryo Saebę: strzelca doskonałego i kobieciarza, powiedzmy… niedoskonałego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Wielkie miasta to miejsca, w których, w gwarze ulic i świetle neonów, rozkwitają ciemne interesy, szukają łatwego zysku wszelkiej maści przestępcy, a grupy mafijne walczą o wpływy. Prawo bywa czasami bezsilne… Co więc pozostaje? Tylko zwrócić się o pomoc do profesjonalisty, a bezdyskusyjnie najlepszy w swojej branży jest Ryo Saeba, posługujący się pseudonimem City Hunter. Mówić o nim jako o płatnym mordercy byłoby niesprawiedliwe i nie do końca zgodne z prawdą, on sam określa swój zawód angielskim słówkiem sweeper – zamiatacz, jako że jego rolą jest „wymiatanie” z miasta tych, których nie może dosięgnąć ramię oficjalnego wymiaru sprawiedliwości. Niezrównany snajper, doskonale radzący sobie także w walce wręcz, ma tylko jedną słabość: kobiety. Najchętniej pracowałby wyłącznie dla pięknych pań, zapłatę pobierając w naturze, dlatego też niezbędny jest mu partner w interesach, troszczący się o odpowiedni dobór zleceń i organizujący spotkania z klientami. Taką rolę pełni przez pewien czas przyjaciel Ryo, Hideyuki Makimura, którego miejsce zajmuje później jego młodsza siostra, Kaori.

Seria, będąca adaptacją mangi Tsukasy Hojo, ma budowę całkowicie epizodyczną. Większość pokazanych tu historii zamyka się w obrębie jednego odcinka (dosłownie z kilkoma wyjątkami) i z wyjątkiem samego początku może być oglądana w dowolnej kolejności. Tematami poszczególnych opowieści są oczywiście kolejne „sprawy”, których mniej lub bardziej chętnie podejmuje się Ryo – innymi słowy, mamy do czynienia z niemal czystą komedią sensacyjną, która na szczęście niemal nie poważnieje. Na szczęście, ponieważ te odcinki, które z tych czy innych powodów starały się utrzymać ton serio, wypadają najsłabiej – za dobrze widać tu naciąganie za uszy fabuły i prawdopodobieństwa wydarzeń. O ile bowiem całość ogląda się nieźle, o tyle trzeba powiedzieć, że wyróżnik „realizm” może być trochę dyskusyjny. Owszem, Ryo prowadzi czerwonego morrisa, a nie mecha, i strzela z broni palnej, a nie z mistycznego działa zasilanego energią duszy. Ale poza tym trzeba być przygotowanym na zaprzeczające prawom fizyki i zdrowego rozsądku popisy strzeleckie, pościgi samochodowe obejmujące jeżdżenie na jednym kole po barierce mostu i inne podobne atrakcje. Nie wspominając o permanentnej nieobecności policji w kluczowych momentach rozróby, a także magicznym odtwarzaniu się regularnie wysadzanego w powietrze samochodu oraz apartamentu bohatera. Trudno jednak potraktować to jako poważne wady w tak niepoważnej serii – zadaniem City Huntera jest dostarczenie widzom wystrzałowej rozrywki, a z tego zadania wywiązuje się całkiem nieźle. Nie będę także zgłaszać zastrzeżeń do powtarzalności fabuły, ponieważ epizodyczna budowa sprawia, że jeśli seria się znudzi, można ją po prostu bez żadnej szkody odłożyć na bok na dłuższy czas.

Ryo Saebę chwilami można by podejrzewać o rozdwojenie jaźni. Na co dzień bowiem jest to optymistycznie nastawiony do życia osobnik, poświęcający cały czas wolny na próby podejrzenia lub podskubnięcia jakiejś ślicznotki, nie marnujący absolutnie żadnej potencjalnej okazji i przynajmniej na pierwszy rzut oka równie świadomy swego otoczenia, jak tokujący głuszec. W rzeczywistości jednak nie ma praktycznie możliwości, by go zaskoczyć, a jeśli zaczyna traktować coś poważnie, to znaczy, że jego przeciwnicy mają poważne kłopoty. Trudno w jego przypadku (tak jak i w przypadku innych postaci) mówić o jakimś rozwoju charakteru – ot, jaki jest, każdy po jednym odcinku widzi. Z kolei panna Makimura większość czasu spędza, torpedując podchody naszego Casanovy i próbując zagonić go do jakiejś sensownie płatnej roboty. Prezentuje rzadko już dziś spotykany typ młodej, ale dorosłej kobiety i – co jeszcze rzadziej się zdarza – wypada wyjątkowo naturalnie i przekonująco. Owszem, Ryo może jej dokuczać z powodu chłopakowatego wyglądu, ale Kaori przy rozmaitych okazjach potrafi udowodnić, że jest pełnokrwistą przedstawicielką płci pięknej. Oprócz nich spotykamy właściwie tylko postaci związane z kolejnymi sprawami, do których wynajmowany jest City Hunter. Kilka razy pojawia się jedynie „kolega z branży” Ryo, potężny typ o pseudonimie Umibozu, a także Saeko Nougami, piękna pani detektyw z tokijskiej policji.

Mimo wszelkich starań bohatera, w City Hunterze niewiele jest fanserwisu w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Owszem, ślicznotki w podkreślających ich kształty ubraniach spacerują po ekranie w każdym odcinku, ale ich bieliznę widzimy najczęściej w postaci wyciągniętych przez Ryo z szuflady obiektów. Owszem, bohater bez większego namysłu próbuje pchać się z łapami i sięgać, gdzie wzrok nie sięga, ale próby te zazwyczaj są pacyfikowane przy użyciu klasycznego, wyciąganego z powietrza młota, trzymanego najczęściej przez Kaori. Owszem, pokazane panie są zgrabne, ale daleko im do silikonowo­‑balonowych proporcji. Owszem, oglądając współczesne anime można dojść do wniosku, że szesnastolatka to przejrzała i nieinteresująca emerytka, ale Ryo w odpowiedzi na awanse dziewczęcia w tym wieku poleca jej zgłosić się za dziesięć lat… Wszystko to sprawia, że mimo stale obecnych żartów i gagów z podtekstem seksualnym (skierowanych w dodatku do mężczyzn), nie miałam wrażenia, że City Hunter jest serią, jak to się modnie mówi, seksistowską. Jeśli już ktoś miałby się tu obrazić o swój wizerunek, to najwyżej panowie – albowiem bohater przedstawiony jest tu jako osoba, której dość często zdarza się myśleć nieprzeznaczoną do tego częścią ciała, a i inni pokazani w serii mężczyźni działają zwykle na zasadzie „my rządzim światem, a nami kobiety”. Podczas gdy kobiety, jak to kobiety, doskonale umieją wykorzystywać wdzięk i urok osobisty w celu okręcenia sobie faceta wokół palca, na ogół też doskonale radzą sobie z niechcianymi zalotami – absolutną mistrzynią w obu tych dziedzinach jest zresztą Saeko. Jeśli zaś nawet pod koniec odcinka zaczynają mieć słabość do naszego bohatera – to jednak dopiero po tym, jak udowodni on, że w razie potrzeby potrafi mieć odpowiednią klasę.

Oprawa techniczna jest dobra jak na serię z 1987 roku, ale oczywiście dzisiaj już nie zachwyca. Najpoważniejszą wadą są mało zróżnicowane projekty postaci – do tego stopnia, że początkowo w paru miejscach pomyliłam Ryo z jakimś przypadkowym przechodniem. Dość uboga jest też animacja, podpierająca się najczęściej ujęciami nieruchomego tłumu, albo markująca stop­‑klatkami ruch w scenach akcji. Z drugiej jednak strony na uwagę zasługują ładnie zaprojektowane ubrania (szczególnie pań), a także wiernie oddane przedmioty (ze szczególnym uwzględnieniem broni palnej), pojazdy i wnętrza. Używane przez bohaterów sprzęty i odwiedzane miejsca wyglądają realnie, nie sprawiając wrażenia przesadnej „sterylności” i umowności. Zabawnym akcentem może się wydać bardzo wyraźny product placement: proszę spojrzeć, w ilu miejscach pojawia się charakterystyczne logo pewnych czekoladowych drażetek… To jednak bardziej ciekawostka w tle niż coś, co mogłoby przeszkadzać w oglądaniu. Muzyka za to trzyma się starych standardów, czyli ścieżka dźwiękowa jest urozmaicona i wzbogacona o piosenki w najlepszym stylu muzyki lat 80. Czy to wada? No cóż, to zależy od indywidualnego odbioru, dla mnie akurat była to ogromna zaleta, a polecić szczególnie mogę towarzyszące często scenom akcji Footsteps oraz Want Your Love.

Wiem doskonale, że spora część czytelników Tanuki nie spróbuje nawet sięgnąć po serię ponaddwudziestoletnią – i nie zamierzam ich do tego przesadnie namawiać. City Hunter to nie jest dzieło wybitne, to po prostu lekka, pozbawiona głębszej fabuły rozrywka. Moim zdaniem zestarzała się całkiem nieźle i nadal może się podobać – ewentualnym amatorom zalecam jednak nieprzekraczanie niewielkiej dziennej dawki. W małej ilości może zapewnić chwilę relaksu, ale przy takiej konstrukcji w nadmiarze stanie się całkowicie niestrawna.

Avellana, 16 listopada 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Tsukasa Houjou
Projekt: Sachiko Kamimura
Reżyser: Kenji Kodama
Muzyka: Ryouichi Kuniyoshi, Tatsumi Yano