Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 11
Średnia: 6,55
σ=0,78

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

City Hunter 3

zrzutka

City Hunter powraca – tym razem mocno już wymęczony i nieświeży.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Trzecia seria telewizyjna City Hunter, wyemitowana kilka miesięcy po zakończeniu serii drugiej, nie przynosi niczego nowego i wyróżnia się jedynie długością. Tym razem przygodom sweepera poświęcono tylko trzynaście odcinków – trudno powiedzieć, czy zdecydowano się od początku na mniejszą porcję, czy też popularność tego tytułu zaczęła przemijać i o jego drastycznym skróceniu zadecydowała oglądalność.

Przypomnijmy dla tych, którzy nie zaglądali do poprzednich recenzji: Ryo Saeba, nazywany City Hunterem, to w zasadzie „snajper do wynajęcia”, nie zniżający się jednak do bycia po prostu najemnym mordercą. Jego działalność, choć nielegalna, polega przede wszystkim na radzeniu sobie z tymi, wobec których prawo jest bezsilne, a jego klientami są z reguły osoby, które z tych czy innych przyczyn nie mogą po prostu zgłosić się na policję. W praktyce interes kręci się zazwyczaj dość kiepsko, przede wszystkim z powodu wybitnej słabości Ryo wobec pięknych pań. Trzeba całego zaangażowania i pomysłowości jego asystentki, Kaori Makimury, żeby jakoś wiązać koniec z końcem…

Formuła nie uległa zmianie: znajdziemy tu trzy historie dwuodcinkowe i siedem jednoodcinkowych, które jednak nie prezentują nic ponad to, co już widzieliśmy. Powtarzalność motywów była już problemem pierwszej (liczącej 51 odcinków) i drugiej (63 odcinki) serii. Ich długość jednak sprawiała, że pomiędzy epizodami przeciętnymi trafiały się nadspodziewanie udane i praktycznie do samego końca było na co czekać. Tutaj niestety nie trafia się żadna perełka, może poza uroczym (chociaż, co się często w tym cyklu zdarza, mało logicznym) odcinkiem poświęconym propozycji małżeństwa, jaką otrzymuje partnerka Umibozu, Miki. Swój wdzięk ma też dwuodcinkowa opowieść ślubno­‑gwiazdkowa, ale już „dramatyczny finał” serii wypada wyjątkowo mało przekonująco, naciągnięty za uszy i ekshumujący mało udany wątek z drugiej serii. Cała reszta to już absolutna norma, w dodatku zrobiona bez „błysku” i energii, cechującej wiele wcześniejszych odcinków. Ba, nawet efektownych do przesady popisów strzeleckich tu niewiele, zazwyczaj po prostu Ryo (o niespodzianko) w kluczowym momencie celnym strzałem wytrąca rewolwer kolejnemu bandziorowi.

Postaci drugoplanowe pojawiają się tym razem bardzo w tle. Poza wspomnianym odcinkiem Umibozu i Miki przewijają się jeszcze w kilku, nie odgrywając jednak ważniejszej roli. Podobnie epizodycznie pojawia się Saeko, a jeśli ktoś nie znałby poprzednich części, w ogóle nie będzie rozumiał, skąd się wzięła i co właściwie łączy ją z bohaterem. Reikę widzimy chyba tylko w jednej scenie. Teoretycznie trochę większy nacisk położono na więź łączącą Ryo i Kaori – jednak oczywiście nie należy liczyć na poważniejszy rozwój tego wątku. Ot, nieco częściej wraca temat lojalności, odpowiedzialności za siebie nawzajem, no i oczywiście tego, że przecież oni nic, naprawdę nic, ale tak absolutnie nic do siebie nie czują.

Grafika uległa zmianom kosmetycznym, za to moim zdaniem na gorsze: postacie zrobiły się ciut bardziej toporne, szczególnie w ujęciach pokazujących całą sylwetkę, czasem wręcz deformują się w ruchu. Sceny akcji pozostają na podobnym poziomie jak i wcześniej, tyle że, jak pisałam wyżej, jest ich po prostu niedużo. Może to tylko moje złudzenie, ale mniej starannie narysowane wydały mi się pojazdy i broń palna. Na pewno za to wprowadzono kosmetyczne zmiany w stroju bohatera: to dalej identycznego kroju spodnie, podkoszulek i marynarka, ale zamiast znanego doskonale zestawu czerń­‑czerwień­‑niebieski mamy zazwyczaj biel i czerń. W zasadzie byłby to drobiazg, o którym nie warto wspominać, ale muszę powiedzieć, że znacznie elegantsze (i mniej praktyczne) kolory po prostu do bohatera jakoś mi nie pasowały. Muzyki jest mniej i tym razem żaden z utworów nie przykuł mojej uwagi – jedyny raz, kiedy coś wpadło mi w ucho, uświadomiłam sobie, że jest to po prostu piosenka z napisów końcowych pierwszej serii.

Absolutnie nie polecam City Hunter 3 osobom, które nie zetknęły się wcześniej z cyklem. Mimo epizodycznej budowy fabuły jest tu mnóstwo rzeczy, których nie zrozumieją – przede wszystkim tego, dlaczego taki tytuł w ogóle stał się popularny. Upływ lat nie zmienił aż tak bardzo grafiki, polecam więc zacząć od pierwszej, ewentualnie od drugiej serii telewizyjnej. Trzecia przeznaczona jest dla tych, którzy dwie pierwsze obejrzeli i mają ochotę na więcej. I dostaną więcej, ale przypuszczam, że pomału zaczną się czuć troszkę rozczarowani niezmiennością i powtarzalnością formuły.

Avellana, 25 grudnia 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Tsukasa Houjou
Projekt: Sachiko Kamimura, Shouhei Obara
Reżyser: Kenji Kodama