Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Animatsuri 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 3/10 grafika: 4/10
fabuła: 2/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 130
Średnia: 6,23
σ=2,01

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Daerian)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shikabane Hime: Aka

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Corpse Princess
  • 屍姫 赫
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Przygodowe
zrzutka

Ludzie, którzy byli zbyt przywiązani do życia, powracają po śmierci, by zabijać niewinne ofiary. Jedynie nieumarłe nastolatki i zboczeni mnisi stoją pomiędzy nimi a nieświadomą zagrożenia ludzkością!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jeśli umierający człowiek był zbyt mocno przywiązany do życia i nie potrafił pogodzić się ze śmiercią, może powrócić jako shikabane – szalona, lecz nie bezrozumna nieumarła istota, czerpiąca radość z mordowania niewinnych ludzi. Obdarzone przerażającymi mocami shikabane są prawie nieśmiertelne i niezwykle trudne do zniszczenia. Dlatego sekta Kougon, odłam wiary buddyjskiej, powołała do istnienia shikabane himeshikabane płci żeńskiej, powiązane mistycznym kontraktem z jednym ze specjalnie szkolonych mnichów – co pozwala zachować owym obrończyniom ludzkości pełnię władz umysłowych i nie poddawać się żądzy zabijania. W zamian za swoją walkę mają one szansę uzyskać odkupienie – jeśli zdołają zabić 108 innych shikabane, będą mogły osiągnąć zbawienie.

Shikabane Hime: Aka opowiada o losach jednej z takich par – shikabane hime Makinie Hoshimurze i związanym z nią kontraktem mnichu Keiseim Tagamim – choć głównym bohaterem serii jest młody Ouri Kagami, traktujący Keiseia niczym starszego brata i wychowany w prowadzonym przez niego przy świątyni sierocińcu. Młodzieniec ten zostaje przypadkowo wciągnięty w walkę z nieumarłymi, co odciśnie na nim swoje piętno.

Muszę przyznać, że do serii podchodziłem z dużym zainteresowaniem, gdyż historia na pierwszy rzut oka zapowiadała się naprawdę ciekawie – jednak już po dwóch, trzech odcinkach czułem się tak, jakbym otrzymał uderzenie młotem między oczy. Schematyczność i naiwność fabuły przekracza wszelkie możliwe granice. Podając prosty przykład – jakim cudem we współczesnym świecie nikt w zasadzie nie wie o shikabane? Jak jest możliwe, że w prasie, telewizji i internecie nie krążą opowieści o nich? Co gorsza, nawet w miejskich legendach się o nich nie wspomina – bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że wszyscy w serii poza głównym bohaterem i członkami sekty Kougon zachowują się tak, jakby nic o owych nieumarłych nie wiedzieli? Wydaje się to jeszcze bardziej bezsensowne, gdy weźmiemy pod uwagę, że członkowie Kougon toczą część walk przy świadkach, a w pierwszym odcinku nietoperzopodobny demon przelatuje sobie spokojnie nad połową miasta… Inne wyjaśnienie – że istnienie shikabane to fakt powszechnie znany, a postacie po prostu zachowują się tak, jakby nic o nich nie wiedziały, w mojej opinii pogrąża twórców jeszcze bardziej.

Jakby tego było mało, akcja opiera się na schemacie „potwór tygodnia” – tym samym, który już dwadzieścia lat temu był wyśmiewany w parodystycznych anime. Żeby jeszcze te potwory były interesujące graficznie – ale o tym w dalszej części recenzji. Wreszcie, korzystając z faktu, że jedna z głównych postaci jest nieumarła, a w tle przewijają się i inne walczące ze swoimi mordującymi ludzi pobratymcami shikabane hime, autorzy postanowili przemycić do serii dużą ilość problemów egzystencjalnych i moralnych. Jedyny problem polega na tym, że zrobili to tak nieumiejętnie, iż całość owych wątków przypomina tani melodramat połączony z żaleniem się postaci na niesprawiedliwość świata. I popadaniem w depresję przy większości możliwych okazji.

Trzeba także twórcom przyznać, że bardzo się starali dostosować postacie do poziomu fabuły – choć jak łatwo się domyślić, nie wyszło to samym bohaterom na dobre. Wręcz doskonałym przykładem jest Ouri Kagami, który z uporem godnym lepszej sprawy udaje się za tajemniczym duchem kota na miejsce pojawienia się każdego kolejnego nieumarłego, zmuszając w ten sposób swojego przybranego brata do ratowania go i narażania przy tym życia. Ale to jeszcze mało – zaraz po tym błaga on wyżej wspomnianego brata, aby więcej się nie narażał, bo może mu się stać coś złego! Zupełnie jakby to nie on odpowiadał za owe ryzyko. Pomijam już nawet inne wspaniałe osiągnięcia i głupotę życiową tej postaci, porównywalnej z przeciętnym bohaterem haremówki. Także inni bohaterowie nie wypadają dużo lepiej, w większości zdają się jedynie cienkim pokrowcem naciągniętym na stare jak świat stereotypy. Doprawdy, z serią naprawdę musi być źle, jeśli z istotnych dla fabuły postaci najbardziej wiarygodny psychologicznie jest lekko zboczony buddyjski mnich (wyżej wspomniany przybrany brat głównego bohatera), wykorzystywany dodatkowo do wprowadzania wątku komediowego.

Nic dobrego nie można także niestety powiedzieć o grafice serii – postacie są narysowane bardzo przeciętnie, a tak taniej metody przyciągnięcia widza, jak projekty shikabane hime, dawno już nie widziałem – chyba każdy ważniejszy japoński fetysz znalazł swoje odzwierciedlenie w tym doborowym towarzystwie. Po prostu istna obsada haremówki. Jakby tego było mało, projekty przeciwników wołają o pomstę do nieba. Mogę zrozumieć, że przerażający nieumarli przyjmują ogólnie zbliżone do siebie wyglądem formy – jednak w tej serii potwory są wręcz niezwykle podobne, różniąc się w zasadzie tylko dodatkami w postaci nadliczbowych głów na torsie czy zakończonego kolcem ogona. Sprawę tylko pogarsza fakt, że przez dziesięć pierwszych odcinków wszystkie shikabane, z jednym jedynym wyjątkiem, utrzymane są w paskudnej, szaroburej tonacji.

Żeby jednak słabość grafiki ograniczała się jedynie do kiepskich projektów… Animacja i choreografia walk stoją na poziomie poniżej dna. Naprawdę chciałbym wiedzieć, kto wpadł na tak genialny pomysł, aby w serii, której główną treść stanowią walki, w każdej z nich kilkakrotnie powtarzać to samo, trwające ładnych kilka sekund ujęcie. Już po paru odcinkach zna się dosłownie na pamięć scenę ukazującą biegnącą bohaterkę, strzelającą w stronę widza z dwóch uzi – przy czym, nawiasem mówiąc, rozbłyski wystrzałów całkowicie przesłaniają zarówno jej postać, jak i całą resztę ujęcia. Nie mam naprawdę pojęcia, skąd wzięto ten pomysł – bo jedynym sensownym wytłumaczeniem, jakie widzę, są oszczędności na animacji, ale chyba jednak nie o to chodziło?

Przerażające jest to, że największą zaletę serii stanowi muzyka – przy czym o ile niekiedy jest to zrozumiałe z powodu doskonałości ścieżki dźwiękowej, o tyle ta w Shikabane Hime: Aka stoi na bardzo przeciętnym poziomie, może oprócz openingu, który naprawdę przypadł mi do gustu. Fakt, że w sumie przeciętny element można uznać za najlepszy element serii, naprawdę nie świadczy dobrze o całości.

Co mogę powiedzieć w podsumowaniu? Seria Shikabane Hime: Aka jest bardzo słaba, pozbawiona w zasadzie jakichkolwiek zalet, a dodatkowo pochodzi z gatunku, w którym łatwo można znaleźć o wiele lepsze pozycje. Tym samym naprawdę odradzam sięganie po ten tytuł, chyba że ktoś naprawdę nie ma co zrobić ze swoim czasem wolnym.

Daerian, 31 stycznia 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: feel, GAINAX
Autor: Yoshiichi Akahito
Projekt: Chikashi Kubota, Kikuko Sadakata
Reżyser: Masahiko Murata
Scenariusz: Shou Aikawa
Muzyka: Norihito Sumitomo