Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 168
Średnia: 8,15
σ=1,37

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (JJ)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gundam 00 Second Season

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Kidou Senshi Gundam Double O Season Season
  • Mobile Suit Gundam 00 Second Season
  • 機動戦士ガンダム00 セカンドシーズン
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Miejsce: Statki/Stacje kosmiczne; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Triumfalny powrót nieśmiertelnych terrorystów w tęczowych bolerkach – tym razem stawiają czoła spiskowi androgynicznych nadludzi, tyranów Nowego Porządku Świata. Plus odrobina mesjanizmu. Kolejny Gundam w oparach absurdu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Przyznam szczerze, że dałem się nabrać na zakończenie pierwszej serii Gundam 00 – przez chwilę pomyślałem nawet, że faktycznie Celestial Being, organizacja terrorystyczna walcząca o tak szczytne cele, jak Pokój, Miłość i Sprawiedliwość, w razie konieczności drastycznymi środkami, poniosła klęskę. Na szczęście dla Setsuny F. Seiei i spółki, to, co zobaczyliśmy w ostatnim odcinku poprzedniego sezonu, okazuje się jedynie przejściowymi trudnościami. Wystarczy tylko wymienić Gundamy (sztuk cztery) i Lockona (jedną sztukę) na nowe lepsze modele, a załoga będzie gotowa w imię wyżej wymienionych podniosłych idei rozpętać kolejną krwawą wojnę, oczywiście nieuniknioną i absolutnie konieczną, a co za tym idzie, moralnie uzasadnioną. Przeciwnicy? Znajdą się sami – Innowatorzy, nadludzkie istoty, będące częścią Planu Udoskonalenia Ludzkości, opracowanego przez Aeolię Schoenberga, podejrzanie podobnego do Włodzimierza Iljicza Lenina łysawego staruszka, nadają się przecież do tej roli doskonale…

Jak zapewne zdążyliście już się domyślić, tym, co wyróżnia drugi sezon najnowszej serii Gundam, jest przede wszystkim absurd, serwowany przez autorów w ilościach przekraczających wszelkie normy. Jego widzialnym, choć nie do końca namacalnym symbolem stał się „wróżkowy pyłek” – napędzające tytułowe mechy tajemnicze zielone cząsteczki GN, które nieraz dosłownie zalewają ekran. Innowatorzy, teoretycznie ucieleśnienie zła i tyranii, są raczej pocieszni niż groźni (a fakt, że spore problemy sprawia rozróżnienie płci większości z nich, dodatkowo wzmacnia to odczucie). Podobnie rzecz ma się z żołnierzami A­‑Laws, organizacji wojskowej walczącej z Celestial Being, bardzo, ale to bardzo usilnie starającymi się wyjść na „tych złych” – żeby widz przypadkiem nie miał wątpliwości co do tego, że racje głównych bohaterów są słuszne. Im dalej, tym weselej – do serii po jakimś czasie zaczynają się wkradać motywy mesjanistyczne, a słynący z wiecznej powagi (i specyficznego sposobu przedstawiania się: zawsze pełnym pierwszym imieniem, inicjałem drugiego i nazwiskiem) Setsuna F. Seiei awansuje do roli unowocześnionego „Jezusa w wersji hardcore”, któremu nadstawianie policzka, heroiczne samopoświęcenie oraz natchnione mistyczne uniesienia nie przeszkadzają w efektownym i wybuchowym posyłaniu kolejnych wrogów w niebyt. Gundam 00 jest komedią – nie odbierałem tej serii poważnie, nawet nie próbowałem, choć wiem, że przynajmniej teoretycznie jest to możliwe, bo przecież fabuła pomimo kilku niedociągnięć została skonstruowana całkiem nieźle, podobnie jak zresztą postaci, a efektowne walki robotów naprawdę mogą się podobać. Ale po co odmawiać sobie lepszej rozrywki? Najnowsza seria z metawersum Gundam sprawdza się przede wszystkim jako doskonała parodia poprzedniczek i przy okazji samej siebie – jako tytuł poważny nadaje się wprawdzie do oglądania, ale niestety pozostawia wiele do życzenia.

W konstrukcji fabuły, jeśli potraktować ją inaczej niż z przymrużeniem oka, razi przede wszystkim naiwność podziału na dobrych i złych – szybko zaczynamy się na przykład zastanawiać, dlaczego właściwie członkowie Celestial Being walczą o „zażegnanie wszystkich konfliktów na świecie”, skoro przy okazji sami rozpętują największy z nich. To mogłoby być punktem wyjścia do całkiem ciekawej historii, zacierającej granice między słusznym a niesłusznym, ale autorzy zdecydowali inaczej – poszli najprostszą i najgorszą możliwą ścieżką, czyli zaczęli nieco zbyt usilnie uświadamiać widzów, po czyjej stronie tak naprawdę leży racja moralna, pokazując, jak bardzo źli są Ci Źli – dowiemy się więc na przykład, że używana przez członków A­‑Laws wersja zasilającego mechy napędu GN jest nieekologiczna (!) i wywołuje ciężkie, przewlekłe choroby. Zgroza. Na szczęście skołatane tego typu szokującymi rewelacjami nerwy widza ukoi ludowymi przyśpiewkami stojąca po stronie terrorystów­‑ewangelistów pacyfistyczna księżniczka, przy okazji prowadząca przedszkole dla zagubionych w wojennej zawierusze dzieci, istne ucieleśnienie dobroci i macierzyńskiej miłości (przyjmujemy oczywiście optymistyczne założenie, że ginący dziesiątkami żołdacy z A­‑Laws rodzin nie mają). Ale to jeszcze nie koniec – prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy twórcy przypominają sobie, jak dobrze sprzedają się Niejednoznaczności Moralne i próbują je wpleść w konstrukcję, która nawet bez tego chwieje się w posadach. Dostajemy więc zdrady, nawrócenia, wątpliwości i tragiczne konflikty, a wszystko to utrzymane w absurdalno­‑kiczowatym stylu i szybko zmieniające się w swoją własną karykaturę. Ma to oczywiście sens, jeżeli uznamy serię za parodię – gdy do fabuły podejdzie się nie do końca poważnie, ma ona szansę zainteresować widza wielowątkowością i licznymi zwrotami akcji. Wprawdzie najważniejszym bohaterom, którzy do końca dotrwać muszą, scenariusz wciąż zapewnia nieśmiertelność, ale autorzy nie boją się poświęcać drugoplanowych postaci, a dzięki wyzwoleniu z okowów jakiejkolwiek logiki nieraz mogą zaskakiwać szalonymi pomysłami.

Największą zmianą w stosunku do pierwszego sezonu, jeżeli chodzi o bohaterów, jest wprowadzenie do fabuły Innowatorów, mających ucieleśniać zniewolenie, nieliczącą się z dobrem poddanych władzę i ogólniej ujmując – zło. Z umiarkowanym sukcesem – do żadnego z nich nie udało mi się poczuć prawdziwej antypatii, wręcz przeciwnie, niektórych – na przykład fioletowowłosego Regene Regettę – nawet polubiłem. Postaci cywilów z reguły irytują – jak wspomniana pacyfistyczna księżniczka Marina Ismail, jedna z najbardziej absurdalnych i bezużytecznych bohaterek serii, czy Saji Crossroad, męskością i odwagą dorównujący zakompleksionym okularnicom ze szkolnych haremówek. Pozostaje więc załoga Celestial Being, przede wszystkim czwórka pilotów Gundamów, z których trudno się nie śmiać, ale mimo to można ich na swój sposób polubić. Moim faworytem jest na przykład Tieria Erde, który w pierwszej serii zachowaniem przypominał sfrustrowaną kobietę w ciąży, ale teraz zaczął nawiązywać nieco cieplejsze stosunki z towarzyszami broni – z reguły sympatyzuję z bohaterkami w typie tsundere, więc pomimo banalności spodobała mi się ta przemiana. Ale do wyboru zostaje jeszcze cała trójka – wiecznie poważny, cierpiący za narody mesjasz Setsuna, nowy Lockon, który bardzo stara się być cool, ale pozostaje w cieniu zmarłego brata, i Alleluja, po utracie weselszej osobowości zmieniający się we wrażliwego romantyka, którego podejrzewałbym o bycie uke, gdyby nie okazywał bez przerwy swojej miłości do znanej z poprzedniego sezonu Somy Peries. Skoro już wspominam o wątkach romantycznych, dodam, że w dalszym ciągu jest ich raczej niewiele – teoretycznie zastępy bishounenów i bishoujo dają serii wielki potencjał pod tym względem, ale mimo wszystko autorzy pozostali przy pojedynczych związkach.

Oprawa audiowizualna stoi na odpowiednim dla wysokobudżetowej produkcji poziomie. Walki mechów są naprawdę efektowne i ogląda się je przyjemnie (jeśli tylko widz będzie w stanie zapomnieć o tym, jakim bezsensem jest scenariusz wymuszający jedną bitwę na odcinek), nieźle prezentują się też projekty wielkich robotów – choć nie jestem w stanie tego dokładnie ocenić, bo daleko mi do fana gatunku, zwłaszcza w wydaniu serii Gundam. Największe zastrzeżenia wzbudza rysunek postaci – w przypadku Innowatorów często trudno powiedzieć, czy to jeszcze bishounen, czy już bishoujo (choć możliwe, że to zamierzony efekt), innym problemem jest z kolei niewielkie zróżnicowanie twarzy – kiedy podczas bitwy Innowatorzy pojawiali się w hełmach, zasłaniających kolorowe włosy, momentami miałem problemy z odróżnieniem, który z nich jest którym. Tła wykonano starannie, ale raczej nie wzbudzają zachwytu – o ile w ogóle się pojawiają, bo akcja serii w dużej części rozgrywa się w kosmicznej pustce. Muzyka może nie jest arcydziełem, ale jako tło dla animacji sprawdza się wyśmienicie, a openingi i engingi, podobnie jak w pierwszym sezonie, stoją na wysokim poziomie – choć tym razem mają nieco łagodniejszy charakter.

W tym szaleństwie jest metoda – chociaż wyśmiewam absurdy Gundam 00, w ostatecznym rozrachunku wystawiam tej serii bardzo wysoką ocenę. W pewnym sensie dostrzegam tutaj ten sam pomysł, co w drugim sezonie Code Geass – cechy charakterystyczne tytułu Sunrise znowu doprowadziło do zupełnej skrajności, sprawiając, że teoretycznie poważna seria deklasuje większość komedii, ale z drugiej strony ma też szanse spodobać się tym, którzy podejdą do niej na serio – choć jak już pisałem, moim zdaniem oznacza to utratę znacznej części przyjemności z oglądania. Nie jestem pewien, jak do tego tytułu odniosą się wielbiciele poprzednich części cyklu Gundam – niektórzy mogą dostrzec w nim genialną parodię, inni skwitować go stwierdzeniem w rodzaju „Tak, owszem, aczkolwiek Wing był lepszy w tym, SEED w tamtym, a…” – i tak dalej, rzucając setką tytułów i podtytułów, o których zwyczajni śmiertelnicy, tacy jak ja, pojęcia mieć nie mogą. W każdym razie polecam drugi sezon Gundam 00 wszystkim tym, którzy zapoznali się już z pierwszym – urwana w połowie historia wprawdzie nie zyskuje w kontynuacji ani odrobiny sensu, ale rzecz ogląda się naprawdę przyjemnie. Pozostali niech nadrabiają zaległości i zabierają się za całość – warto, bo Gundam 00 jest żywym dowodem na to, że trzydziestoletni już (co jak na produkt popkultury jest wiekiem dość podeszłym) cykl w najbliższej przyszłości nie zamierza jeszcze wybierać się na zasłużoną emeryturę.

JJ, 5 kwietnia 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Hajime Yatate, Yoshiyuki Tomino
Projekt: Hitoshi Fukuchi, Kanetake Ebikawa, Kenji Teraoka, Kunio Ookawara, Michinori Chiba, Naohiro Washio, Seiichi Nakatani, Takayuki Yanase, Yun Kouga
Reżyser: Seiji Mizushima
Scenariusz: Yousuke Kuroda
Muzyka: Kenji Kawai

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Gundam 00 na forum Kotatsu Nieoficjalny pl