Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mahoujin Guru Guru

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1994
Czas trwania: 45×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Magical Circle Guruguru
  • 魔法陣グルグル
Widownia: Kodomo; Postaci: Dzieci, Magowie/czarownice; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Przygody i walki z potworami w świecie fantasy – czyli sympatyczna komedia nie tylko dla dzieci.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Macie za złe tatusiowi, że zmuszał Was do lekcji gry na fortepianie? Nie możecie darować mamusi, że wysłała Was na kurs tenisa? Cóż, nie od wczoraj rodzice miewają skłonności do wmuszania dzieciom tego, w czym im samym się nie poszczęściło – może następne pokolenie spełni ich własne młodzieńcze marzenia… Jednak podziękujcie losowi, że nie urodziliście się w świecie fantasy, a Wasz tatuś nie marzył za młodu o zostaniu Prawdziwym Bohaterem. Naprawdę, podziękujcie. Tatuś Nikego, bo tak się nasz bohater nazywa, nie mógł swych śmiałych planów spełnić z przyczyny zasadniczej: nie było żadnego Zła, które należałoby pokonać. Jednak jego syn ma prawdziwe szczęście (przynajmniej zdaniem ojca): oto po trzystu latach na wolność wyrwał się zapieczętowany władca demonów, Giri. I jak na władcę demonów przystało, zajął się wysyłaniem dręczących potworów oraz ogólnie pojętą zemstą za swą porażkę. Obwieszczenie królewskie wzywa na zamek wszystkich kandydatów na Bohaterów, którzy podejmą się uwolnić ludzi od tej plagi… Innymi słowy: masz tu, synku, ciuchy na drogę i baw się dobrze, tatuś i mamusia są z ciebie dumni!

Sam Nike nie pali się specjalnie do zostawania Bohaterem, a już szczególnie – do całkiem realnej perspektywy zostania martwym kandydatem na bohatera. Jednak perswazje rodziców czynią swoje i nasz młodzieniec wyrusza w drogę. Nie musi jednak sam stawiać czoła przeciwnościom: dołącza do niego jego rówieśnica, Kukuri. Ostatnia z plemienia Migu Migu, które walnie przyczyniło się 300 lat wcześniej do pokonania Giriego, jedyna spadkobierczyni szkoły czarnej magii, zwanej guru guru. Innymi słowy, nieocenione wsparcie dla Prawdziwego Bohatera. Przed tą dwójką otwiera się cały świat, rozpoczyna się długa podróż, pełna niebezpieczeństw, ale przede wszystkim przygód…

Przymierzając się do oceny zawartości należy pamiętać o tym, że jest to w pierwszym rzędzie komediowa seria przygodowa dla dzieci, a w drugim – parodia motywów znanych z gier komputerowych. Seria podzielona jest na szereg epizodów, zwykle kilkuodcinkowych, prezentujących kolejne przygody bohaterów, do których czasem dołączają rozmaite postaci drugoplanowe. Elementy parodystyczne, dominujące pierwszy odcinek, są obecne przez cały czas, ale na ogół pozostają w tle, nie przypuszczam więc, by miało sens oglądanie tego tytułu wyłącznie dla nich. Poszczególne historie mają nieskomplikowaną fabułę, odpowiednią dla zdecydowanie młodszych widzów, ale zazwyczaj utrzymane są w dobrym tempie i często zgrabnie puentowane. Na uwagę zasługuje to, że chociaż często jakaś scena zostaje obrócona w żart, twórcy nie przesadzają i nie próbują wpakować gagów w każdą minutę czasu ekranowego. Oczywiście każdy widz, który skończył osiem lat, ani przez moment nie będzie się niepokoił o życie bohaterów, ale jednak muszą oni wypełniać kolejne zadania, a rozmaite potwory, jak zabawnie by nie wyglądały, należy pokonywać. Oczywiście widać wyraźnie podobieństwo kolejnych epizodów do rozmaitych „misji”, jakie w grze otrzymują postaci – twórcy nawet nie próbują tego ukryć, wiele razy żartując sobie z konwencji. Jednocześnie jednak nie miałam irytującego wrażenia, że oglądam ekranizację gry – historie są wewnętrznie spójne, nawet jeśli mocno absurdalne. Co więcej, fabuła w ostatnim odcinku zostaje „zamknięta” (czy może raczej „otwarta”?) w przeuroczy i zaskakujący sposób.

Moją sympatię Mahoujin Guru Guru kupił jednak przede wszystkim postaciami: Nike i Kukuri tworzą prawdopodobnie najbardziej uroczy sojusz Światła i Ciemności, jakiemu zdarzyło się wędrować po anime. Przyznam tutaj, że jest jedna rzecz, której nie znoszę w seriach komediowych, a której tutaj uniknięto – zamienianie, „żeby było śmieszniej”, bohaterów we wrzaskliwe karykatury. Najlepiej widać to na przykładzie Nikego, który jest bardzo dalekim od ideału, ale jednak sympatycznym chłopakiem, o zdumiewająco trzeźwym i przytomnym na ogół podejściu do zwariowanego świata, który go otacza. Ma swoje wady – na pierwszy plan wysuwa się silny materializm i okazjonalna słabość do przedstawicielek płci pięknej – jednak nie zostały one przepchnięte za granicę, za którą postać zamienia się w antypatyczną kreaturę. Nike mimo wszystko priorytety ma poukładane prawidłowo i właśnie dlatego da się go lubić. Stanowi też doskonałą przeciwwagę dla niesamowicie słodkiej (ale nie sztucznie przesłodzonej), naiwnej i idealistycznej Kukuri. Najbardziej jednak ujęło mnie to, że bohaterowie od początku do końca, poza okazjonalnymi nieporozumieniami, pozostają w doskonałej komitywie. To jest bowiem następny częsty chwyt w „komediach” – „niedopasowane charaktery” oznaczają, że postaci muszą drzeć ze sobą koty na okrągło i generalnie zachowywać się, jakby się szczerze nie cierpiały. Tymczasem tutaj relacje między Nikem a Kukuri, niepozbawione oczywiście akcentów humorystycznych, są po prostu niezwykle ciepłe – i właśnie za to ciepło seria otrzymała tak wysoką ocenę w tej kategorii. Postaci drugoplanowe są rozmaite, zazwyczaj czysto komediowe, choć część z nich potrafi w określonych warunkach okazać się użyteczna – i tylko jedną osobę muszę policzyć jako irytujący czynnik, bez którego fabuła obeszłaby się doskonale.

Skoro jest to seria dla dzieci, ważne jest, na ile jest dla nich – z „europejskiego” punktu widzenia – stosowna. Walki są krótkie i mało brutalne, a zabijanie potworów bardzo umowne – więc pod tym względem nic absolutnie nie powinno budzić wątpliwości. Nie ma także, co rzadkie w anime, żadnej nagości (nawet potraktowanej komediowo, bo o fanserwisie przy tej kresce nie ma mowy). Natomiast z humorem bywa różnie. Spora część najbardziej udanych żartów to albo klasyczny slapstick, albo wspomniane wyżej elementy parodystyczne. Część jednak lata dość nisko (niech mi ktoś kiedyś spróbuje wytłumaczyć, co zabawnego jest w puszczaniu bąków), a bardzo okazjonalnie pojawiają się także „dowcipy” odwołujące się do fonetycznego podobieństwa czyjegoś imienia do jakiegoś mało przystojnego elementu anatomii. Nie chciałabym nikogo tymi detalami zrazić – tego rodzaju chwyty stanowią zdecydowany margines pokazanego w serii humoru, jednak są to akurat te elementy, których prezentację młodszemu pokoleniu ktoś mógłby uznać za niestosowną. Poszczególne gagi nie są też zapiłowywane na śmierć – pozostają dość zróżnicowane i niepowtarzalne. Wyjątek stanowi wspomniana wyżej postać staruszka, pląsającego w czymś w rodzaju tańca hawajskiego. Raz można to przeżyć, a nawet powracające od czasu do czasu jako motyw komediowy wejścia raczej nikomu by nie przeszkadzały. Gorzej, że owa postać, której aktywność ogranicza się w zasadzie tylko do owego tańca, budzącego odrazę w bohaterach, pęta się przez sporą część odcinków za Nikem i Kukuri, irytując zarówno ich, jak i widzów.

Wysoka ocena grafiki może w pierwszej chwili dziwić – jednak naprawdę byłam przekonana, że oglądam serię sprzed kilku lat, o celowo uproszczonej kresce, nie zaś produkcję piętnastoletnią. Jedyną rzeczą, która trochę mi przeszkadzała, było rysowanie wszystkich postaci w stylu kojarzącym się z permanentnym trybem super­‑deformed (chwyt zastosowany także na przykład w Dragon Half). Ma to znaczenie o tyle, że trzynastoletni Kukuri i Nike wyglądają tu jak małe dzieci, którymi jednak już nie są. Poza tym jednak rysunek mimo uproszczeń (a może w dużej mierze dzięki nim) pozostaje staranny, z ładnie zróżnicowaną mimiką i pomysłowymi tłami. Całość utrzymana jest w bardzo odpowiedniej dla tego typu produkcji palecie barw – ciepłej i kolorowej, ale nie męczącej nadmiernie jaskrawą pstrokacizną. Warto też wspomnieć, że bohaterowie dość często do kolejnych zadań dostają rozmaite odpowiednie ubrania, pozwalające im pokazać się w czymś poza podstawowym zestawem ciuchów. Całkiem płynna jest też animacja – no dobrze, sceny walki nie są tu popisowym punktem programu, ale tam, gdzie trzeba pokazać ruch, jest on całkiem naturalny. Zwracam szczególnie uwagę na pokazany kilka razy „taniec” Kukuri, wykreślającej magiczne kręgi. Nic, co zachwyciłoby amatorów najnowszych osiągnięć graficznych, ale jednak coś, co zwraca uwagę starannością wykonania. Muzyka już na tak wysokie oceny nie zasługuje, chociaż jest znakomicie dobrana, co w tym przypadku oznacza, że każdej scenie towarzyszą dokładnie takie komiczne, natchnione lub romantyczne brzmienia, jakich należałoby oczekiwać. Jako podkład sprawdza się to świetnie, jednak celowo pozbawione zostało jakiejkolwiek oryginalności. Sympatyczne są za to piosenki towarzyszące czołówce i napisom końcowym, chociaż i one nie wzbijają się nad przeciętny poziom j­‑popu.

Czytelnikom, którzy zwykli zapoznawać się tylko z pierwszym i ostatnim akapitem recenzji, powtórzę raz jeszcze: Mahoujin Guru Guru jest serią dla dzieci. Oznacza to, że sporej części widzów starszych niż, powiedzmy, 10­‑11 lat wyda się ona… serią dla dzieci, zbyt infantylną, żeby mogła ich zainteresować. Owszem, sporą jej zaletę stanowi zgrabna parodia komputerowych gier RPG, jednak fabuła podporządkowana jest nie elementom satyrycznym, a przygodom bohaterów. Jest to pozycja żywo przypominająca pod wieloma względami Gokudo­‑kun Mannyuki i Dragon Half, ale skierowana do zdecydowanie młodszej widowni. Jeśli ktoś potrafi dobrze się bawić przy tego rodzaju seriach, niech na próbę sięgnie po kilka odcinków. Może uznać je za infantylne i wtedy lepiej, żeby darował sobie ciąg dalszy. Ale może też odkryć sympatyczną i pełną ciepła leciutką serię rozrywkową.

Avellana, 16 maja 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nippon Animation
Autor: Hiroyuki Etou
Reżyser: Nobuaki Nakanishi
Scenariusz: Chinatsu Houjou, Hideki Mitsui, Mayumi Koyama, Yasuhiro Komatsuzaki
Muzyka: Nobuyuki Nakamura