Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

brak

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Doki Doki Densetsu Mahoujin Guru Guru

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2000
Czas trwania: 38×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Mahoujin Guru Guru Doki Doki Legend
  • ドキドキ伝説 魔法陣グルグル
Widownia: Kodomo; Postaci: Dzieci, Magowie/czarownice; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Ni to sequel, ni to alternatywna wersja niemłodej serii fantasy dla dzieci.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Spokojnemu światu grozi straszliwe niebezpieczeństwo – po 300 latach uwolnił się z zamknięcia władca potworów, Giri, który teraz rzecz jasna zamierza podbić świat. Pokonać go może tylko Bohater, za którego w tym przypadku uważa się Nike, nastolatek podróżujący po świecie w towarzystwie władającej czarną magią guru guru rówieśniczki, Kukuri. Ich wędrówka, mająca na celu zdobycie odpowiedniego doświadczenia trwa już od jakiegoś czasu. Kiedy rozpoczyna się ta opowieść, bohaterowie po raz kolejny napotykają przekaz, pozostawiony przez maga z plemienia Migu­‑Migu, którego ostatnią przedstawicielką jest Kukuri. Ów mag stawia przed młodymi bardzo konkretne zadania: Nike powinien zdobyć moc Światła, której potwierdzeniem jest błogosławieństwo czterech władców żywiołów, pozwalające na używanie potężnych mieczy, natomiast Kukuri powinna zjednać sobie potężne demony, które będą wspierać ją w walce z Girim. Innymi słowy, zaczyna się nowa przygoda…

Ponieważ druga seria jest – tak samo jak pierwsza – skierowana przede wszystkim do dzieci, a dzieli ją od poprzedniczki sześć lat, założono chyba, że spora część widzów tamtej części po prostu nie zna. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć, dlaczego postanowiono „zresetować” niektóre z pokazanych wcześniej wydarzeń – do najważniejszych zmian względem końcówki pierwszej serii należy to, że Nike nie może jeszcze posługiwać się magicznym mieczem i jest na poziomie 2., a nie 3., natomiast Kukuri nie dostała księgi do zapisywania zaklęć i nie umie wykreślać magicznych kręgów światłem. W rezultacie w oczach widzów pamiętających poprzednią serię bohaterowie stają się strasznie nieporadni, a walki w ich wykonaniu są raczej komediowymi potyczkami. Fakt, pierwsza seria też nie stawiała na realizm i dramatyzm starć, ale pod koniec Nike i Kukuri nabrali już całkiem przyjemnej wprawy i skuteczności w swoim fachu – czyli czegoś, na co tutaj przyjdzie dość długo poczekać. Co gorsza powoduje to, że część wydarzeń lub gagów rozgrywa się na nowo, czasem z udziałem innych niż poprzednio osób, a to z kolei sprawia silne wrażenie odgrzewanego kotleta. Uczciwie trzeba jednak napisać, że nowego materiału jest całkiem sporo i na pewno nie można powiedzieć, żeby Doki Doki Legend „jechała” wyłącznie na tym, co zostawiła poprzedniczka. Znajdziemy także i tutaj sporo scen bardzo dobrych, komicznych i absurdalnych pomysłów oraz, jakże by inaczej, kpin z gier komputerowych i RPG.

A jednak nie da się ukryć – jest po prostu gorzej. Może po trochu ma tu znacznie zmęczenie formuły, ale jednak można też wskazać konkretne problemy scenariusza. Pierwszym jest rozplanowanie fabuły. W odróżnieniu od części poprzedniej, bazującej na krótkich, jedno­‑kilkuodcinkowych historiach, prezentuje ona tylko kilka dłuższych epizodów, które w ogólnym rachunku są zbyt rozwleczone – owszem, pomysł fajny, ale w którymś momencie zaczynamy dopingować bohaterom, żeby uporali się z zadaniem i zajęli czymś nowym. Paradoksalnie szkodzi także wspomniane wcześniej postawienie przed Nikem i Kukuri już na początku konkretnych celów. Poprzednia seria mogła zostać zakończona w niemal dowolnym momencie – wystarczył jakiś ładny wątek na podsumowanie i wszystko było dobrze. Tutaj historia jest bardzo wyraźnie urwana – nie zdradzę chyba zbyt wiele, jeśli napiszę, że Nikemu udaje się zdobyć tylko jeden z czterech mieczy, a Kukuri obłaskawia jednego demona. Końcówka, otwierająca dosłownie w dwóch ostatnich odcinkach nowy wątek, sprawia wrażenie uciętej nożem. Na szczęście poziom gagów pozostaje niezmieniony, czyli bardzo przyzwoity, a seria nie traci całkowicie uroczo absurdalnego klimatu poprzedniej odsłony przygód Nikego i Kukuri.

Udało się także nie zepsuć do końca postaci, chociaż trochę (i niepotrzebnie) przy nich pomajstrowano. Nike znacznie częściej zachowuje się tu jak typowy bohater komediowy, któremu brakuje zdrowego rozsądku. Tymczasem w pierwszej serii właśnie jego racjonalne i trzeźwe (nawet jeśli trochę materialistyczne) podejście do typowego świata RPG było źródłem całego mnóstwa gagów. Z kolei w przypadku Kukuri większy nacisk położono na aspekt jej romantycznego zainteresowania Nikem, co sprawia, że chwilami zaczyna się ona niebezpiecznie zbliżać do słodkiej idiotki. Muszę jednak wyraźnie podkreślić, że w obu przypadkach granica, za którą sympatyczne postaci zbliżają się do irytujących karykatur nie zostaje przekroczona – jest trochę gorzej, ale na pewno nie jest źle. O dziwo lepiej wypada bardzo drażniący mnie w poprzedniej serii dziadek tańczący taniec kita­‑kita – może dlatego, że tu jednak w większości przypadków jego rola została ograniczona. Więcej tu barwnych postaci drugoplanowych – oprócz znanych z pierwszej serii (wśród nich oczywiście kapłanki Ju Ju, a także przedstawicielki Stowarzyszenia Ciemności i jej psa… znaczy, szefa tegoż Stowarzyszenia) poznamy sporo nowych i całkiem udanych bohaterów. Pod tym względem tylko jedna rzecz była dla mnie rozczarowaniem. Otóż w tej wersji Nike i Kukuri nie spotkali jeszcze księcia ze świata potworów, Raida. Tym samym zyskiwał on nieczęstą możliwość zrobienia po raz drugi pierwszego wrażenia na bohaterach oraz generalnego rozbudowania swojego wątku. Tymczasem pozostał chyba najbardziej niewykorzystaną postacią serii – poza kilkoma losowymi planami nie odegrał praktycznie ważniejszej roli, ustępując miejsca innym przedstawicielom swojej rasy. Warto też wspomnieć o nieobecnych – w Doki Doki Densetsu nie spotykamy Najprawdziwszego z Bohaterów, Gaila, oraz jego wiernej partnerki, czarodziejki Eny.

Obniżona ocena za grafikę potwierdza, że kontynuacja ustępuje oryginałowi pod każdym względem. Niby nie jest źle, styl rysowania pozostał dość podobny, ale jednak zabrakło mi uroczych, ciepłych kolorów tamtej części, zastąpionych tu przez paletę znacznie chłodniejszą (może za sprawą niemal białych „refleksów świetlnych” w cieniowaniu). Trzeba jednak uczciwie przyznać, że postarano się o spójność wyglądu – sceny retrospekcji wydarzeń z pierwszej serii zostały nakręcone na nowo, aby zachować konsekwentny rysunek. Zadbano także o przebieranie bohaterów (fakt, że często w dość idiotyczne kostiumy, ale jednak), a pomysły na pejzaże, konstrukcje i potwory bywają całkiem niezłe. Muzyka pozostaje na niezmienionym poziomie, ale tym razem bardzo spodobała mi się czołówka, Dynamite Heaven, w której po syntetyzatorowej przygrywce kojarzącej się ze starymi grami dostajemy energiczny i optymistyczny, całkiem nieźle zaśpiewany j­‑pop.

„Jest gorzej” w tym przypadku nie znaczy „jest źle”. Jako seria dla dzieci Doki Doki Densetsu Mahoujin Guru Guru jest warta polecenia w tym samym stopniu, co poprzednia. Natomiast widzom starszym, szukającym leciutkiej, parodystycznej komedii fantasy, polecam jednak najpierw serię pierwszą – tę raczej opcjonalnie i koniecznie po zapoznaniu się z wcześniejszymi perypetiami bohatera Światła i czarownicy z najgłębszej Ciemności.

Avellana, 13 czerwca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nippon Animation
Autor: Hiroyuki Etou
Reżyser: Jun Takagi