Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Tsuru Japan Festival 2017

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 3
Średnia: 8
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hime-chan no Ribbon

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1992
Czas trwania: 61×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Hime-chan's Ribbon
  • 姫ちゃんのリボン
zrzutka

Magiczna wstążeczka kluczem do przemiany nie tylko zewnętrznej – czyli niemłoda, ale wciąż sympatyczna seria shoujo.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Złośliwi mogą twierdzić, że prawie trzynastoletnią Himeko Nonoharę od chłopaka odróżnia tylko noszona spódniczka, bo zarówno jej wygląd, jak i zachowanie dalekie są od ideału kobiecości. Tego typu uwagi spływają jednak po energicznej pannie jak woda po kaczce… Przynajmniej na pozór, bo w gruncie rzeczy chciałaby być bardziej dziewczęca, stać się kimś trochę innym i zebrać odwagę, żeby zbliżyć się do starszego kolegi ze szkoły, niejakiego Hasekury. Ale oto pewnego wieczora wszystko się zmienia, bo do domu Himeko przybywa księżniczka Królestwa Magii, Erika (wyglądająca zresztą jak siostra bliźniaczka bohaterki). Wręcza ona zaskoczonej dziewczynce magiczną wstążkę – przedmiot, który sama stworzyła jako swoistą „pracę dyplomową”, mającą potwierdzić, że jest godna tronu Królestwa Magii. W tym celu wstążka musi zostać w ciągu roku przetestowana przez zwykłego człowieka. A co potrafi taka zabawka? Ni mniej, ni więcej, tylko zmienić osobę, która ją nosi i wypowie odpowiednie zaklęcie, w dowolną inną osobę. Są też ograniczenia – przemiana może trwać najwyżej godzinę, a o magii nie ma prawa dowiedzieć się nikt postronny. Niemniej jednak możliwości wydają się nieskończone, a w dodatku Hime­‑chan do towarzystwa dostaje ożywioną swoją ukochaną maskotkę, pluszowego lwa Pokotę.

Jak łatwo jednak zgadnąć, stosowanie magii w praktyce nie okazuje się cudownym lekarstwem na wszystkie problemy bohaterki, a próba zbliżenia się do podziwianego Hasekury kończy się efektem odwrotnym do zamierzonego. W dodatku rówieśnik Himeko, nieznośny, ale popularny wśród dziewcząt w szkole Daichi, zdecydowanie za często na nią wpada, a co gorsza – jest zdecydowanie za bardzo spostrzegawczy i dociekliwy. Czy uda się uchronić sekret magicznej wstążki?

Początkowe odcinki nastroiły mnie bardzo optymistycznie do tej niemłodej już historii. Mało oryginalny pomysł (jego pierwowzorem było emitowane także w Polsce Czarodziejskie zwierciadełko, czyli Himitsu no Akko­‑chan) stał się punktem wyjścia do całkiem zgrabnie poprowadzonej fabuły, w której samo zastosowanie magii miało bardzo drugorzędne znaczenia, a na pierwszy plan wysuwały się po prostu najrozmaitsze perypetie życiowe bohaterki. Nietrudno zgadnąć, że Himeko i Daichi zostają przyjaciółmi, jednak dotyczący ich wątek został poprowadzony z dużym wyczuciem, a nawet – jak dziwnie by to nie brzmiało – realistycznie, ładnie pokazując, iż właśnie „chłopakowatość” Himeko sprawia, że Daichi czuje się przy niej swobodnie, podczas gdy „dziewczęce dziewczęta” są dla niego obcym gatunkiem. Wspomniane wyżej ograniczenia stosowania magii sprawiają, że wymyślenie odpowiedniego zastosowania wstążki staje się najistotniejszą częścią planów – a zresztą samo to zastosowanie dość często zamiast rozwiązać jakiś problem piętrzy stosik nowych.

Niestety z czasem fabuła bardzo wyraźnie zaczyna się psuć w sposób świadczący o tym, że autorce po prostu zaczęło brakować pomysłów. Zamiast więc eksplorować niemałe i interesujące możliwości tytułowej wstążki zaczyna wyposażać bohaterkę w kolejne magiczne gadżety – po pierwsze, znoszące praktycznie większość ograniczeń, a po drugie, tak naprawdę zdecydowanie zbyt potężne. W efekcie w drugiej połowie serii spora część odcinków ma fabułę pozbawioną głębszego sensu, bo bohaterka zamiast tracić czas na skomplikowane próby odkręcenia jakiejś sprawy mogłaby przecież po prostu tenże czas cofnąć o kilka minut i zmienić pechowe wydarzenie, które coś tam rozpoczęło… Rozpaczliwe próby wyciągnięcia serii jeszcze kawałek owocują też pod koniec kilkoma wyjątkowo irytującymi odcinkami stanowiącymi streszczenie dotychczasowych wątków, pozbawionymi praktycznie nowego materiału. Samo zakończenie zaś niepotrzebnie próbuje skumulować kilka wątków, w efekcie żadnego z nich nie „rozgrywając” przekonująco. Wszystko to sprawia, że całość jest może nie tyle całkowicie nieudana, ile bardzo wyraźnie nie wykorzystuje początkowego potencjału na stworzenie fabularnie spójnej i ciekawej historii.

Najmocniejszą stroną tego tytułu są udane i sympatyczne postaci – to zdanie pojawia się jak mantra w kolejnych recenzjach shoujo. Jednakże akurat obserwowanie postaci i relacji między nimi jest w produkcjach z tego nurtu odpowiednikiem obserwowania zażartych bijatyk w shounenach – jeśli ten element jest dobrze zrobiony, bardzo wiele można wybaczyć. A więc najmocniejszą stroną Hime­‑chan no Ribbon są udane i sympatyczne postaci, chociaż także pod tym względem nie został wykorzystany pełen potencjał serii. Złego słowa nie można powiedzieć o protagonistach – Himeko i Daichim. Nie ma tu dość częstego w nowszych produkcjach przerysowania „cech charakterystycznych”, powodującego, że postaci zmieniają się w płaskie, kolorowe papierki. Himeko zachowuje się jak trzynastolatka – nie jak przesadnie egzaltowany wytwór wyobraźni masowej typu „kawaii uczennica”, tylko jak trzynastolatka – już nie dziecko, ale ciągle jeszcze stworzenie bardzo niedojrzałe pod wieloma względami. Widać to szczególnie na początku, w podejmowanych przez nią decyzjach i próbach wykorzystania wstążki – jest trochę samolubna, ale bez cienia złej woli, w sposób właśnie charakterystyczny dla wieku, kiedy właśnie przestaje się być dzieckiem – oczkiem w głowie świata i trzeba zacząć brać odpowiedzialność za to, co się robi. Nie jest doskonała, ale pozostaje bardzo naturalna jako postać i niezwykle łatwo jest obdarzyć ją sympatią. Z kolei Daichi nie stanowi kolejnego przykładu częstego w shoujo (niemal) idealnego chłopaka – owszem, ma mnóstwo zalet, ale też trochę wad, jest pełen dobrej woli, ale jednak nie zawsze w porę zauważa, że Himeko jednak nie jest jego kolegą, nie zawsze też rozumie, że coś, co dla niego naprawdę i uczciwie nie ma znaczenia, może mieć ogromne znaczenie dla innych.

Rozmaicie bywa natomiast z postaciami drugoplanowymi. Do niektórych nie można mieć żadnych zastrzeżeń – rodzice i siostry (starsza i młodsza) Himeko, rodzina Daichiego, przyjaciółki Himeko ze szkoły – wszystkie te postaci mają w jakimś momencie dla siebie trochę czasu ekranowego i ostatecznie, nawet jeśli nie odgrywają ważniejszej roli, na pewno nie są tylko dekoracjami. Nieźle sprawdza się także jako element komiczny samozwańcza „rywalka” Himeko o względy Daichiego, Hikaru – tu jednak pewnym problemem jest dobór seiyuu, która brzmi, jakby grała znacznie starszą, wręcz dorosłą kobietę. Największym zawodem w obsadzie okazał się jednak grany przez Takehito Koyasu „tajemniczy uczeń z wymiany”, Sei. Po efektownym wprowadzeniu można było oczekiwać związanych z nim równie efektownych wątków, tymczasem pozostaje w fabule jako czasem drugoplanowa, a zwykle praktycznie epizodyczna postać komediowa. I to właściwie główny zarzut – jest jeszcze kilka osób, w tym sama Erika, z którymi wyraźnie planowane były jakieś dłuższe wątki, a które w większości nie odegrały ostatecznie poważniejszej roli.

Projekty bohaterów są udane, chociaż nieszczególnie charakterystyczne – o ile nie ma problemów z odróżnieniem poszczególnych postaci w obrębie serii, o tyle kreska jest bardzo typowa dla współczesnych sobie tytułów shoujo, praktycznie pozbawiona czegokolwiek, co by ją wyróżniało. Postaci drugoplanowe bywają też nadmiernie upraszczane – część z nich, w tym jedna z przyjaciółek bohaterki, ma na przykład zamiast oczu czarne „guziczki”. Typowa dla starszych serii jest natomiast ciepła, ale nie jaskrawa kolorystyka, a także ładna mimika – warto zauważyć, że nawet przemieniona Himeko zachowuje w dużej mierze swoją „mowę ciała”, niezależnie od postaci, w jaką próbuje się wcielać. Reszta jest poprawna, ale bez rewelacji – tła są wielokrotnego użytku, a do tego zwykle dalsze plany zostają przedstawione w postaci rozmytych, akwarelowych plam. Królestwo Magii pokazywane jest rzadko i zwykle ogranicza się tylko do altany, w której przesiaduje Erika, względnie standardowej sali tronowej pałacu. Udana jest oprawa muzyczna, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że odpowiedzialny za nią jest Kenji Kawai, któremu w takim samym stopniu, jak nastrojowa oprawa późniejszego o kilka lat Ghost in the Shell wychodzą leciutkie kawałki „komediowe”, idealne do tego rodzaju serii. Piosenki w czołówce i przy napisach końcowych wykonuje „boysbandowy” zespół SMAP, którego członkowie pojawiają się zresztą gościnnie w jednym odcinku.

Hime­‑chan no Ribbon to seria całkowicie „bezpieczna” dla młodszych widzów, której naturalne ciepło może także trafić do widzów starszych, pod warunkiem, że umieją takie produkcje docenić. Jej podstawową wadą jest tak naprawdę to, że obiecuje o wiele więcej niż faktycznie oferuje – w dalszym ciągu jednak jako sympatyczna rozrywka może się sprawdzić. Oczywiście tylko w przypadku tych, którzy lubią niemodne starocie, dość mają za to przerysowanych i przesadnie egzaltowanych bohaterek wydumanych romansideł.

Avellana, 17 października 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Megumi Mizusawa
Projekt: Hajime Watanabe
Reżyser: Hatsuki Tsuji
Scenariusz: Shun'ichi Yukimuro
Muzyka: Kenji Kawai