Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 12 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 130
Średnia: 7,22
σ=1,45

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sora no Manimani

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 宙のまにまに
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm, Trójkąt romantyczny
zrzutka

Czy wspólne obserwowanie nocnego nieba może być lekarstwem na wszystko? Dlaczego nie… Wyjątkowo jasna gwiazdka wśród komedii szkolnych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Saku Ooyagi powraca w rodzinne strony po dłuższej nieobecności, aby rozpocząć naukę w szkole średniej. Można o nim powiedzieć, że jest najspokojniejszą osobą na świecie, molem książkowym, który marzy tylko o tym, aby zaszyć się w jakimś kącie z lekturą w ręku. Niestety życie nie jest tak łaskawe i już pierwszego dnia w nowej szkole bohater spotyka swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, Mihoshi Akeno, dziewczynę pełną energii i szaloną miłośniczkę astronomii. Saku praktycznie siłą zostaje zmuszony do wstąpienia do klubu astronomicznego i jego wizja spokojnego, pełnego uniesień literackich życia szkolnego wali się w gruzy. Na dodatek chłopak nie do końca wie, jak poradzić sobie z nawiedzoną koleżanką, zwłaszcza iż wydaje się ona nie pamiętać, że ich dziecięce rozstanie nie należało do pokojowych. Można powiedzieć, że jego życie zrobiło zwrot o sto osiemdziesiąt stopni, czy Ooyagi poradzi sobie w nowej sytuacji?

Sora no Manimani to jedno z tych anime, które potrafią mile zaskoczyć, mimo że nie wiąże się z nimi dużych oczekiwań. Po zapoznaniu się z opisami na różnych stronach internetowych spodziewałam się zwyczajnej szkolnej komedii z romansem w tle, z dużym znakiem zapytania czy nie przerodzi się to w serię z nijakim bohaterem otoczonym stadkiem uroczych dziewcząt. Na szczęście wszystkie moje podejrzenia i obawy nie sprawdziły się, a anime okazało się niezwykle ciepłe i sympatyczne. Wstęp może sugerować, że na pierwszym planie znajdzie się wątek romantyczny, na dodatek oparty na schemacie „chłopak niezdara i narwana dziewczyna, która okazuje swoją miłość poprzez znęcanie się nad nim”. Tymczasem akcja w Sora no Manimani koncentruje się na działalności szkolnego klubu astronomicznego, jego członkach oraz kilku postaciach pobocznych. Przez dwanaście odcinków śledzimy perypetie Saku i jego znajomych, tak jak Mihoshi zakochanych w gwiazdach, którzy próbują udowodnić, że kilkugodzinne wpatrywanie się w niebo ma sens i potrafi być niezwykle twórcze i pouczające. Jest to o tyle ważne, że przewodnicząca samorządu uczniowskiego i jednocześnie członkini kółka literackiego, Fumie Kotozuka, ma niezbyt pochlebne zdanie na temat działalności młodych astronomów i najchętniej rozgoniłaby całe towarzystwo, do czego ze względu na stanowisko ma prawo. Mimo dużej presji otoczenia, braku odpowiednich funduszy i małej liczby członków, klub stara się jak może, wynajdując coraz to nowe sposoby na poszerzanie swojej wiedzy. Ma to o tyle duże znaczenie, że w przypadku astronomii pora dnia, roku czy pogoda to niezwykle ważne czynniki, nie zawsze sprzyjające. Cała seria wypełniona jest po brzegi wiadomościami o kosmosie, gwiazdach czy planetach, ale zostały one podane w tak przystępny i atrakcyjny sposób, że nie trzeba być specjalistą w tej dziedzinie ani przeglądać literatury fachowej przed seansem, aby zrozumieć, o czym mówią bohaterowie. Co więcej, pasja, z jaką klubowicze zajmują się ukochanym tematem, oraz stosowane przez nich metody „domowe” sprawiają, że widz również ma ochotę poobserwować gwiazdy czy wybrać się do planetarium. Oprócz funkcji edukacyjnej, anime pełni też rolę lekarstwa na kiepskie samopoczucie, pozostawiając człowieka po każdym odcinku z uśmiechem od ucha do ucha. Humor prezentowany w Sora no Manimani jest lekki i bardzo ciepły, a poszczególne sceny mogą wywoływać zarówno delikatny uśmiech, jak i ból brzucha spowodowany nadmiarem śmiechu.

Pozostaje jeszcze kwestia wątku romantycznego, który chociaż nie jest motywem przewodnim anime, to stanowi ważny jego element. Właściwie od początku wiadomo, kto jest najpoważniejszą kandydatką do serca Saku. Mimo to, chyba w ramach urozmaicenia, twórcy otaczają go kolejnymi dziewczynami, ale nawet kiedy pojawia się „ta trzecia”, niewiele to zmienia. Tak naprawdę żadna ze stron nie zdaje sobie sprawy, co czuje, i dlatego nie jest w stanie tego sensownie okazać, a wszystkie próby kończą się mniejszą lub większą katastrofą. Ooyagi, mimo że jest osobą rozsądną i odpowiedzialną, w kwestiach uczuciowych nie ma żadnego doświadczenia, dlatego jego zachowanie nie powinno nikogo dziwić. Dziwi natomiast „pomysłowość” twórców, którzy postanowili się „pozbyć” najpoważniejszej konkurentki Mihoshi w wyjątkowo nieudolny sposób. Efekt jest taki, że zrobiono z niej kompletną idiotkę, mimo że zupełnie na to nie zasługiwała, tym bardziej, że była dobra sposobność, aby całą sytuację rozwiązać inaczej. W jeszcze dziwniejszy sposób postanowiono udowodnić, dlaczego to główna bohaterka powinna zostać „tą jedyną”: głównymi argumentami zostały litość oraz współczucie wobec przyjaciółki i właśnie te dwa uczucia miałyby zdecydować o wyborze Saku. Napisałam „miałyby”, ponieważ chłopak ostatecznie żadnego wyboru nie dokonuje i uważam to za ogromny plus, gdyż przedstawione przez twórców „argumenty” są mało przekonywające i niestosowne. Nie chciałabym, aby czytelnicy uznali te informacje za spoiler, to raczej ostrzeżenie dla osób, które spodziewają się znaleźć w serii emocjonujący romans szkolny, gdy tymczasem sprawy uczuciowe są tu zdecydowanie na dalszym planie. Co prawda scenarzyści przez kilka pierwszych odcinków systematycznie stopniują napięcie, ale zauważywszy, że zapędzili się w kozi róg, szybko starają się odkręcić całą sytuację, co niestety nie do końca im wyszło. Na pocieszenie pozostaje fakt, że dzięki takiemu obrotowi spraw seria zyskała otwarte zakończenie i jednocześnie szansę na kontynuację. Jako ciekawostkę można dodać fakt, że do wydań DVD są dołączone krótkie odcinki specjalne (każdy trwa około minuty), prezentujące niewielkie wycinki z życia klubu. Zapowiedziane są też „pełne” odcinki specjalne, o których treści niewiele wiadomo, ale można przypuszczać, że będą one rozwinięciem niektórych wydarzeń ze środka serii i raczej nie wpłyną na ogólną ocenę anime.

Siłą napędową Sora no Manimani są postacie, dlatego żeby w pełni cieszyć się seansem, koniecznie trzeba je polubić. Klub astronomiczny, chociaż niezbyt liczny, jest prawdziwą galerią różnej maści dziwaków i to bynajmniej nie jest zarzut. Oczywiście najnormalniej z całego towarzystwa prezentuje się Saku, zazwyczaj opanowany i poważny, ale z drugiej strony rzadki okaz samotnika, któremu nagle przyszło współpracować z grupą wyjątkowych pasjonatów. Bardzo przypadło mi do gustu ukazanie relacji między nim a resztą klubowiczów, jak również jego podejście do całej sytuacji. Ooyagi nie urządza scen, nie próbuje za wszelką cenę uciec z klubu, nie torpeduje wszystkich pomysłów, ale mimo początkowej niechęci i średniego zainteresowania tematem, uczestniczy w zajęciach i pomaga przy realizacji różnych przedsięwzięć. Zamiast tupnąć nogą czy schować się do kąta z książką i narzekać, jak to mu źle, stara się łączyć swoje zainteresowania z aktywnością w klubie i powoli oswaja się z nowym otoczeniem. Niemały wpływ ma na to Mihoshi, dziewczyna przebojowa i pełna energii, która całe swoje życie podporządkowuje miłości do gwiazd. Swoim entuzjazmem zaraża innych i bez względu na przeszkody stara się osiągnąć wyznaczony cel. Mnie zachwyciła jej bezpośredniość oraz optymizm, tak potrzebne w życiu każdego człowieka. To osoba, która nie zatrzymuje się w miejscu, tylko zawsze idzie do przodu, nie oglądając się wstecz, dla niej ważne jest, że wrócił ukochany przyjaciel z dzieciństwa, a nie, w jaki sposób się rozstali. Oprócz tej dwójki poznajemy jeszcze całe mnóstwo postaci: Hime, uroczą, chociaż nieco roztrzepaną dziewczynę, która wstąpiła do klubu, by być blisko Saku i która również daje się porwać magicznej atmosferze, Sayo, czyli bliską przyjaciółkę Mihoshi, która pełni rolę starszej siostry i jednocześnie stanowi głos rozsądku w towarzystwie. Nie sposób zapomnieć o Takeyasu Romie, chorowitym przewodniczącym klubu, który na początku wydawał mi się jedynie elementem komediowym, ale pod koniec serii zdecydowanie wyrósł na interesującą postać, oraz Edogawie, który mimo że należy do kółka fotograficznego, cały czas przebywa z młodymi astronomami i chętnie uczestniczy w ich zajęciach. Oprócz wymienionych przeze mnie postaci przez ekran przewija się jeszcze trochę interesujących osób, a nawet jeżeli nie mają one dużej roli do odegrania, i tak okazują się niezwykle sympatyczne. Wyjątkiem od tej zasady jest Fumie, której niestety nie polubiłam mimo najszczerszych chęci. Drażniło mnie jej czepialstwo i szukanie dziury w całym, to, że choćby bohaterowie nie wiadomo jak się starali, zawsze coś jej nie odpowiadało. Na dodatek próby namówienia Saku na przeniesienie się do kółka literackiego, w momencie, kiedy doskonale wiedziała, że utrata chociażby jednego członka będzie oznaczać koniec klubu astronomicznego, były bardzo nie fair.

Strona audiowizualna anime prezentuje się naprawdę solidnie. Sora no Manimani nie jest serią, która zachwyca grafiką i nie pozwala oderwać oczu od ekranu, ale jest wykonana porządnie i schludnie. Na projekty postaci aż miło popatrzeć, uczniowie zdecydowanie wyglądają na swój wiek, a twarze nie sprawiają wrażenia rysowanych od kalki, nie dostrzegłam też żadnych błędów w anatomii. Na szczęście postacie kobiece nie straszą przerostem klatki piersiowej czy wielkimi załzawionymi oczętami i dlatego też większość z nich uważam za naprawdę ładne. Panowie reprezentują typ normalnego faceta, więc miłośniczki bishounenów nie mają tu czego szukać – co prawda jeden z bohaterów jest niezwykle przystojny, ale z żadnej strony nie przypomina efeba. Jako że seria opowiada o astronomii, nie sposób nie wspomnieć o tłach, a zwłaszcza przedstawieniach nieba. Pomieszczenia czy miasto w ciągu dnia narysowane zostały poprawnie i dosyć szczegółowo, ale to nocne, rozgwieżdżone niebo bywa naprawdę śliczne. Zadbano o takie detale, jak ilość widocznych gwiazd na niebie nad miastem czy gdzieś w górach, gdzie sztucznych źródeł światła brak. Muzycznie jest nieco gorzej, ścieżka dźwiękowa prawie w ogóle nie zapada w pamięć, stanowi tylko tło dla wydarzeń na ekranie i nie ma ambicji bycia czymś więcej. Właściwie trudno uznać to za poważną wadę, zwłaszcza że sama seria nie jest z gatunku tych, które potrzebują całej orkiestry filharmonicznej i chóru, żeby wywołać pożądany efekt. Czołówka i ending są jak całe anime: ciepłe, radosne i sympatyczne, miło się ich słucha, ale nie wydaje mi się, żeby na dłużej zapadły komuś w pamięć. Podsumowując, serial od strony technicznej nie jest artystycznym arcydziełem, ale raczej solidną rzemieślniczą robotą. Na uwagę natomiast zasługują seiyuu grający główne role: Kanae Itou użyczająca głosu Mihoshi dała się wcześniej poznać widzom jako Amu Hinamori z Shugo Chara oraz Tomoaki Maeno (Touya Fujii w White Album), czyli Saku, grający Kiyokazu Fujimoto w Kobato.

Sora no Manimani to wyjątkowo udane anime i chociaż jestem nieco rozczarowana zakończeniem oraz niektórymi zastosowanymi rozwiązaniami, każdy odcinek wprawiał mnie w dobry humor i sprawiał, że z niecierpliwością czekałam na dalszą część przygód Saku i spółki. To jedna z lepszych komedii szkolnych, jakie powstały i z chęcią obejrzałabym kontynuację. Urocze postaci, zwykłe życiowe problemy i mnóstwo humoru sprawiają, że seans jest prawdziwą przyjemnością. Serial polecam przede wszystkim miłośnikom lekkich komedii z nienachalnym wątkiem romantycznym, dla których bohaterowie i relacje między nimi są najważniejsze. Naprawdę warto poświęcić swój czas na spotkanie z klubem astronomicznym i wspólnie cieszyć się widokiem gwieździstego nieba.

moshi_moshi, 28 listopada 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Comet
Autor: Mami Kashiwabara
Projekt: Hajime Watanabe
Reżyser: Shinji Takamatsu
Scenariusz: Shinji Takamatsu
Muzyka: CooRie, Kaoru Ookubo