Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,33

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 22
Średnia: 4,86
σ=1,74

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Miracle Train ~Ouedo-sen e Youkoso~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ミラクル☆トレイン~大江戸線へようこそ~
Widownia: Shoujo; Pierwowzór: Gra (otome); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia, Męski harem
zrzutka

Miracle Train – czy i Ty zakochasz się w przystojnej stacji metra? Tak, jasne i co jeszcze…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W Tokio funkcjonuje pewna miejska legenda związana z metrem. Otóż piękne, zagubione dziewczęta, bo tylko takie są bohaterkami tej historii, mogą liczyć na pomoc obsługi tajemniczego Cudownego Pociągu, na którą składają się ni mniej, ni więcej, tylko stacje tokijskiego metra, a właściwie ich przystojne personifikacje. W pierwszej historii poznajemy śliczną Chinatsu, która w drodze do weterynarza zgubiła chorego pieska, Kotaro. Oczywiście dzielna załoga Cudownego Pociągu z Roppongim (jedna z dzielnic japońskiej stolicy) na czele, rusza jej na pomoc. Ale czy zagubiony zwierzak to jedyne zmartwienie dziewczyny?

Uczciwie przyznaję, że do seansu tego anime zachęciły mnie przystojne twarze głównych bohaterów, ale nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że fabuła może okazać się interesująca. I nie pomyliłam się. Pod tym względem seria stanowczo leży i kwiczy, bezlitośnie zarzynana przez scenarzystów. Postawiono na schemat: jeden odcinek, jedna panna w opałach (z małym wyjątkiem), co nie wyszło na dobre produkcji. Ponieważ taka konwencja szybko się nudzi, a i większość problemów bohaterek było wyjątkowo wydumanych, w okolicach siódmego odcinka zdecydowano się na wprowadzenie wątku głównego. Niestety intryga okazała się niezbyt zajmująca i mało tajemnicza, a na dodatek ukazała zdolności intelektualne przystojnych stacji w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Chyba lepiej było zostać przy „sprawdzonym” schemacie i lekkim, niewymagającym myślenia nastroju. Oprócz stadka modelowych bishounenów i kilku słodkich dziewcząt z równie słodkimi problemami, seria właściwie nie oferuje niczego. To typowy „cukierek dla oczu”, który bez żadnej straty można oglądać z wyciszonym dźwiękiem, chyba że komuś zależy na wsłuchiwaniu się w głosy znanych seiyuu, chociaż tym razem nie mieli oni zbyt dużo do zagrania. W Miracle Train możemy usłyszeć między innymi Keijiego Fujiwarę (podpułkownik Hughes w Fullmetal Alchemist, Ali Al­‑Saachez w Mobile Suit Gundam 00), w roli Shashou, czyli konduktora, Daisuke Ono (Sebastian w Kuroshitsuji, Jack Vessalius w Pandora Hearts) jako Izayoiego Tsukishimę czy Akirę Ishidę (Athrun Zala w Mobile Suit Gundam Seed, Xerxes Break w Pandora Hearts) w roli Tokugawy, czyli psa­‑maskotki. Ogólnie seria nie jest koszmarnie zła, bywają momenty lepsze i gorsze, a niektóre absurdalne pomysły potrafią rozśmieszyć widza. Problem polega na tym, że całość razi sztucznością: dialogi są sztywne i teatralne, postacie jakby wycięte z papieru, a przedstawione zmartwienia równie ślicznych, co pustych dziewcząt, nie są w stanie zaangażować emocjonalnie widza. Zaprezentowany humor jest tak subtelny jak wagon pociągu pędzący przez ulice miasta (autentyczna scena z serialu) i sztywny niczym kij od szczotki. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sceny, które szczerze mnie rozbawiły. Na plus natomiast można zaliczyć szereg ciekawostek dotyczących tokijskiego metra, które poznajemy dzięki bohaterom.

Kolejny problem to absolutny brak realizmu – i nie mam tu na myśli uroczych personifikacji. Rozumiem pewną umowność zachowań oraz bajkowy schemat, ale na bogów, czy chociaż jedna z młodych dam, które trafiły do cudownego pociągu, nie mogłaby się zachować jak prawdziwa kobieta? Wiem, że widok stada przystojnych mężczyzn może chwilowo zamroczyć umysł, ale bez przesady. W momencie, kiedy oprócz nich w pustym wagonie pojawia się zamaskowany, przesadnie miły człowiek, mój pierwszy odruch to wiać, jak najszybciej i jak najdalej! I wiele bym dała, żeby chociaż jedna z pań zareagowała tak, jak nakazuje instynkt samozachowawczy, intuicja czy szósty zmysł. Tymczasem każda z nich po góra pięciu minutach rozmowy jest gotowa opowiedzieć panom historię swojego życia wraz z podaniem numeru konta, karty kredytowej i PIN­‑em do nich.

Miracle Train to rodzaj fast foodu z postaciami, który serwuje tylko znane i sprawdzone zestawy. Próżno szukać tu egzotycznych i wyszukanych dań, które zawrócą nam w głowie i nie pozwolą o sobie zapomnieć. W menu możemy znaleźć słodkiego shotę o niezbyt dużym rozumku (Shiodome), rasowego playboya w rozchełstanej koszuli (Shinjuku), wrażliwego milczka o złotym sercu (Roppongi), fana seriali o samurajach, który częściej używa mięśni niż mózgu (Ryougoku), opanowanego dżentelmena, który teoretycznie jest głosem rozsądku (Tochou), uroczego chłopaka z sąsiedztwa (Tsukishima) oraz, dla bardziej wymagających fanek, tajemniczego zamaskowanego Shashou. Towarzyszą im leniwy pies, Tokugawa, i różowa, milutka przewodniczka, Akari­‑chan. Z przykrością muszę stwierdzić, że nic więcej napisać się o głównych bohaterach nie da, ponieważ są zbyt bezbarwni i sztuczni, aby mogli wykazywać jakieś oznaki charakteru. Kolejne pasażerki cudownego pociągu charakteryzują się ślicznymi buziami, genialnymi ciuchami i właściwie niczym więcej. Praktycznie żadna z nich nie zapada w pamięć, może z wyjątkiem pewnej ekscentrycznej wróżki. Ale cóż, to anime nie powstało, żeby zaskakiwać głębią postaci i relacji między nimi, chociaż odrobina życia w tych papierowych kukłach zdecydowanie by się przydała.

Audiowizualnie seria także prezentuje się przeciętnie. Wyjątkowo zawiodłam się na grafice, a zwłaszcza projektach postaci. Firmą odpowiedzialną za animację jest Yumeta Company, która wcześniej maczała palce w takich produkcjach, jak La Corda D’Oro, Harukanaru Toki no Naka de czy Angelique. Doskonale widać to właśnie po postaciach: charakterystyczne twarze panów od razu kojarzą się z wymienionymi wyżej anime. Niestety daje się odczuć brak funduszy. Sylwetkom brakuje wdzięku i gracji, bohaterowie poruszają się sztywno i topornie, z wyglądu są do siebie niezwykle podobni i sprawiają wrażenie niedopracowanych. Nigdy nie sądziłam, że to napiszę, ale brakowało mi tęczowych odcieni włosów. Być może dzięki nim stacje metra wydawałyby się nieco żywsze. Natomiast przypadły mi do gustu projekty pasażerek, wszystkie są niezwykle udane i pełne detali, zadbano o każdy szczegół, co najlepiej widać po garderobie dziewcząt. Dużo gorzej prezentują się tła – ponieważ większość akcji ma miejsce w wagonach pociągu, trudno tu o jakieś szaleństwo. Wstrzymam się od oceniania zgodności przedstawienia poszczególnych stacji z ich rzeczywistym wyglądem, ponieważ nigdy w tokijskim metrze nie byłam i byłoby to z mojej strony nieuczciwe. Tym, co najbardziej razi w oczy, są paskudne efekty komputerowe: wagony widziane z zewnątrz porażają sztucznością, zwłaszcza gdy zestawi się je z tradycyjnie wykonanymi tłami. Strona muzyczna jest równie nijaka. Ścieżka dźwiękowa zupełnie nie zapada w pamięć, a te utwory, które jakimś cudem przebijają się do świadomości widza, sprawiają wrażenie wyjątkowo źle dobranych do sytuacji. Czołówka, śpiewana przez seiyuu, jest jednym z wielu przykładów na to, że nawet doskonały aktor niekoniecznie musi być dobrym piosenkarzem. Utwór montage nie jest tragiczny, ale też daleko mu do bycia dobrym, ot, jednym uchem wpada, a drugim wypada. Nieco lepiej prezentuje się ending, Stories, wykonywany przez Shuheia Kitę.

Miracle Train nie miał nawet zadatków na bycie serią interesującą, mógł być co najwyżej „fazowy”, ale pomysł na wątek główny zaprzepaścił tę szansę. Na pocieszenie zostaje stadko niezbyt rozgarniętych przystojniaków, na których lepiej sobie popatrzeć niż ich posłuchać. W przypadku tej produkcji trudno mówić o spójnej fabule czy ciekawych postaciach. Przygody uroczych stacji nie są aż tak straszliwie nudne, jak mogłoby się wydawać, co nie zmienia faktu, że w kategorii „męski harem” jest kilka serii znacznie lepszych, zarówno fabularnie, jak i wizualnie. Czy polecam? Niespecjalnie, chyba że widziałyście już większość tego typu anime i jesteście na prawdziwym bishounenowym głodzie!

moshi_moshi, 10 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Yumeta Company
Autor: Akiko Kihira, Kazumi Uemura, Momoka Kodatsuki
Projekt: Aki Tsunaki, Tomohisa Kai
Reżyser: Ken'ichi Kasai
Scenariusz: Youichi Katou
Muzyka: Tatsuya Katou