Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 19 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,11

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 585
Średnia: 7,25
σ=1,4

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Mitsurugi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Nyan Koi!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • にゃんこい!
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Uczniowie/studenci, Zwierzęta; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem
zrzutka

Przykład na to, że haremówka może być bardzo dobrą komedią, nie razić schematami i zaprezentować sympatycznych bohaterów. A także przestroga dla tych, którzy nie wierzą, że kot to też człowiek. Tylko bardziej milusi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Pech to rzecz powszechna wśród uczniów w Japonii. Dziw aż bierze, że nie zakwalifikowano tego jako choroby cywilizacyjnej tudzież narodowej. Ale zwykły pech to już chleb powszedni. Więc jakby go tu urozmaicić? W tym celu najlepiej sprawdza się dobra stara klątwa. A najlepiej jeszcze kocia. Kousaka Junpei jest licealistą mającym alergię na koty. Los jednak chciał, że jego rodzina, w postaci młodszej siostry i matki (ojciec jest gdzieś daleko), mało o to dba, chętnie witając w domu wszelkie kociaki. A najlepszym przykładem jest niemłoda już kocica Nyamsas, będąca w domu Junpeia od czasów jego dzieciństwa. Ale uczulenie to jeszcze nie koniec świata i da się z tym żyć. Kousaka jednak był na tyle nieuważny, że pewnego dnia utrącił głowę posągowi kociego bożka. Tuż pod bokiem świątyni, nawiasem mówiąc. Zdekapitowany koci bożek tak się wkurzył, że obłożył bohatera bardzo wredną klątwą. I tak oto Kousaka budzi się następnego dnia i z niemałym zdziwieniem odnotowuje, że może rozmawiać z kotami. Jest tego plus, ponieważ Nyamsas szybko tłumaczy mu, że został przeklęty. Musi spełnić sto życzeń kotów, albo po pewnym czasie sam zamieni się w jednego z nich. Dodajmy do tego silną alergię i mamy pewny wyrok śmierci. Żeby jednak przeklętemu nie było za łatwo, od teraz prześladować go będzie niewyobrażalny pech. No i masz babo placek.

Niespodzianka sezonu – tak bym rozpoczął opisywanie tego anime. Mimo tak naprawdę mało oryginalnego konceptu, seria jest dowodem na to, że coś, co już było, da się zrobić, opakować i sprzedać jeszcze lepiej niż poprzednio, podnosząc przy tym jakość. Fabuła nie jest żadną rewelacją, złotkiem czy klejnocikiem. Junpei będzie wypełniał najróżniejsze kocie życzenia i prośby, od banalnych po poważniejsze, w międzyczasie przeżywając wiele pechowych i wyjątkowo niefortunnych zdarzeń. Poza tym będzie dzielnie zmagał się z licznym haremem ślicznotek, które tylko myślą, jak tu by go schrupać, i starał się zdobyć serce ukochanej, w czym klątwa nie pomaga. W ramach całego tego zamieszania widzowie wybiorą się na basen, wycieczkę szkolną, odwiedzą gorące źródła, wesołe miasteczko, przyjrzą się szkolnemu świętu, potowarzyszą bohaterom na randkach i jeszcze raz przeżyją gwiazdkę. W tym momencie część z was wzrusza ramionami i przerywa lekturę, myśląc: „to już było”. Nie zaprzeczę. Więc co sprawia, że Nyan Koi! zostało tak wyróżnione wśród produkcji swojego sezonu? Trzy zasadnicze elementy. Humor, koty i bohaterowie.

Pierwszą rzeczą, która przesądziła u mnie o tym, że warto jest oglądać to anime, było to, iż podczas oglądania pierwszego odcinka szczerze i głośno zaśmiewałem się do rozpuku. Oto haremówka będąca naprawdę dobrą, przemyślaną, choć nie najwyższego lotu komedią, ze znakomicie wyważonym i dawkowanym humorem. Gagi nie są oryginalne, pomysły zaś są dobrze znane. Ale zostały one idealnie dobrane do atmosfery i danej sceny, a do tego, po prostu, są bardzo fajnie i śmiesznie przedstawione. Przerysowane reakcje bohaterów, absurdalne sytuacje, parodie znanych z innych gatunków chwytów i wszechobecne słodkie i wredne koty. Przy cosezonowym wysypie haremówek, których płytki i prymitywny humor co najwyżej budzi politowanie lub wywołuje kwaśny uśmiech, Nyan Koi! zdecydowanie się wyróżnia. Naprawdę się uśmiałem.

Jeśli chodzi o gromadkę bohaterów, to pierwszy akapit poświęcę ludziom. Koty zasłużyły na osobny. Po pierwsze i najważniejsze, są to bardzo sympatyczne postacie. Polubiłem je niemal natychmiast i ani razu nie wzbudziły we mnie odczuć negatywnych. Każda jest wyraźnie zarysowana, choć, nie oszukujmy się, schematyczna. Wciąż jednak są to schematy odpowiednio podane, zawierające wyłącznie ich najlepsze cechy. Kousaka Junpei wyróżnił się przede wszystkim tym, że jest… zwykłym chłopakiem. To nie jest zimny bishounen, ani haremowy cienki bolek. Chłopak potrafi być miły i współczujący, wredny i zły. Jak się zdenerwuje, to palnie coś głupiego, a jak pomyśli, to pilnie uważa na słowa. Choć, przez wzgląd na alergię, nigdy nie przepadał za kotami, to jednak pomijając przymus klątwy, ma dobre serce. Ale, jak to facet, ukrywa je za maską uparciucha. Przeciętny w nauce, ma problemy sercowe, które stara się rozwiązać trochę nieudolnie, niepewnie i nieśmiało. Raz idzie mu lepiej, a raz gorzej. Bohater jest po prostu zwykłym nastolatkiem, któremu nikt nie podaruje mecha i misji zbawienia świata. A choć to anime, to w jego przypadku nie odczułem szczególnie mocno charakterystycznego przerysowania. Bo być to ono musi, ale ani nie rzuca się szczególnie w oczy, ani nie razi. Pora na element wiodący dla gatunku, czyli harem. Tutaj typowo i zgodnie ze wszelkimi wzorcami. Słodziutka, bujająca w obłokach Kaede Mizuno, obiekt podbojów miłosnych Junpeia i prawdziwa sportsmenka. Kanako Sumiyoshi, przyjaciółka z dzieciństwa, tsundere o dużych „walorach”, skrywająca uczucie do bohatera. Trzecią składową jest Nagi Ichinose, wysoka, szczupła pani kapitan szkolnej drużyny sportowej. Chłopczyca i głowa klanu Ichinose, czyli wesołego gangu yakuzy. Bezpośrednia, słabo znająca pojęcie subtelności. Na koniec do haremu wejściówki otrzymują lolitkowate bliźniaczki Akari i Kotone Kirishima. Akari jest samotniczką i złośnicą, skrywającą głęboko swoje uczucia. Kotone zaś to perwersyjna dziewczyna, kochająca pechowych facetów. Harem schematyczny. Więc co go wyróżnia? Jest przyjemny, ciepły i nie irytuje widza. Wszelkie nieporozumienia zostały tutaj nie tylko ograniczone, ale przybrały absolutnie komediowy charakter, zaś cała zbieranina bohaterów to dobrzy przyjaciele, a nie rywale. Nikt nikomu nie podkłada świń, nie dokucza, nie wyróżnia się złośliwością. Szczególnie że od początku wiadomo, kto kogo kocha, i kto z kim będzie. Oszczędza nam się dzięki temu nerwów i psioczenia na postacie. Moja sympatia do bohaterów raz kierowała się bardziej na jedną postać, a raz na drugą. Krótko mówiąc, bohaterowie nie prezentują żadnej głębi. Ale są diablo fajowi i bardzo zabawni.

Koty. Oj, wredne potrafią być te koty i nieźle dopiec człowiekowi. Ale to tylko pozory. Z początku wydawać się może, że gadające kociska to wyniosłe i zarozumiałe stworzenia. Jednak w miarę wypełniania przez bohatera kolejnych ich życzeń, okazuje się, że ich życie wcale nie różni się tak bardzo od naszego. Plotkują, planują, uciekają, zakochują się, zazdroszczą, mają wyraziste osobowości i dużo do powiedzenia. Na wyróżnienie zasługuje tutaj z pewnością Nyamsas, będąca w domu Junpeia kimś w rodzaju starszej ciotki. Wyniosła, spokojna, opiekuńcza, stara się pomóc bohaterowi, choć nie podsuwa mu pod nos gotowych odpowiedzi i rozwiązań. Potrafi rzucić ciętą ripostą, ale jej obecność zawsze wprowadza coś na kształt spokoju na ekranie. Prawdziwy koci autorytet. Oprócz niej mamy jeszcze na przykład Tamę. Kota, który zdecydowanie za dużo gada i plotkuje, obiekt ataków miotanych Kousaki. Innymi słowy – młody, niewielki, tchórzliwy kocur, pełniący rolę komediową. Oprócz tego spotykamy jeszcze wiele kotów, kocic, słodkich koteczków i kocurów. Każde z jakimś problemem, który tylko Junpei może rozwiązać. Nieraz tych problemów jest wręcz za dużo, a koty niezbyt się troszczą o tak trywialne rzeczy, jak prywatność i życie osobiste naszego bohatera. Z czasem jednak i Junpei przekonuje się, że kot to też człowiek i ma swoje dobre strony. Gdyby nie koty, seria straciłaby wiele ze swego uroku. Motyw wypełniania próśb i życzeń nie jest w anime pomysłem nowym, ale koty wniosły do serii nutkę świeżości, choć nie posunąłbym się do użycia słowa „oryginalność”.

Technicznie sprawa nie wygląda źle. Grafika nie jest zabójcza, bliżej jej do dobrej przeciętnej niż wyjątkowej. Niemniej jest ładna i przyjemna dla oczu. Nie wyłapałem jakichś wyraźnych zgrzytów w animacji, błędów graficznych czy brzydoty. Poziom szczegółowości otoczenia jest wystarczający, tła również. Mimika twarzy jest niezła, a emocje podkreślają dodatkowo efekty deformacji, znakomicie obrazujące, co komu w duszy gra (lub wrzeszczy). Modele postaci są bardzo klasyczne i typowo mangowe, a kreska również przeciętna. Nie warto pisać o jakichś efektach, bo seria zawiera ich bardzo mało. Nie obeszło się bez małego wątku nadprzyrodzonego, ale wielbiciele magicznych potyczek i kolorowych kręgów nie znajdą tu za wiele dla siebie. Muzyka w sumie, co mnie zdziwiło, jest nastrojowa i ładnie dobrana do wydarzeń, a miejscami również zgrabnie podkreśla humor sceny. Openingu nie będę oceniał, to po prostu nie moje klimaty. Taka dziecięca przyśpiewka zdecydowanie rani moje uszy. Endingu można posłuchać, ale zawsze dużo bardziej interesowała mnie w nim animacja – jakoś nie trafił w moje muzyczne gusta. Od razu w tym akapicie wspomnę, że seria zawiera trochę fanserwisu, jednak w ograniczonych ilościach. Jest on przy tym wyważony, odpowiednio dobrany i na pewno daleki od niesmaczności. Uatrakcyjnia seans i podkreśla „zalety” członkiń haremu.

Nyan Koi! to urocza i zabawna seria, wyróżniająca się na tle innych haremówek autentycznie dobrym humorem, sympatycznymi bohaterami i, oczywiście, kotami. Serię ogląda się bardzo szybko i przyjemnie, śmiejąc się szczerze z perypetii bohatera. Zakończenie jest na tyle otwarte, że wyraźnie zostawiono furtkę dla drugiej serii, na co wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi. Niestety ogółem zabrakło oryginalności i nowych pomysłów, które pozwoliłyby wystawić wyższą ocenę, choć się nad tym wahałem. Jednak, pomijając przyjemność oglądania, jest to kolejna komedia z haremem w tle, tylko w lepszym wydaniu. Polecam wszelkim amatorom haremów i komedii z lekkim, prostym humorem. No i miłośnikom kotów. Jeżeli macie ochotę się pośmiać, a nie chcecie sięgać po trudne i ambitne tytuły, to ta seria jest dla was. Polecam, bo zaskoczyła wiele osób, wnosząc do tego sezonu dużą dawkę dobrej zabawy. Miau!

Mitsurugi, 24 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC (Anime International Company)
Autor: Sato Fujiwara
Projekt: Kazuaki Morita
Reżyser: Keiichirou Kawaguchi
Scenariusz: Shin'ichi Inotsume
Muzyka: Manabu Miwa, Shigenobu Ookawa