Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 3/10 muzyka: 3/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,56

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 532
Średnia: 6,83
σ=1,88

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Jaren Frey)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Higurashi no Naku Koro ni Rei

zrzutka

Parodia Higurashi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Michiyo

Recenzja / Opis

Recenzja zawiera spoilery. Czytać na własną odpowiedzialność.

Higurashi no Naku Koro ni w połączeniu z serią Kai było jednym z najlepszych anime, jakie w życiu widziałem i do tej pory uważam je za swoje ulubione. Jednak zamiast opisać wymienione serie, z dwóch powodów postanowiłem pierwszą swoją recenzję dla Tanuki poświęcić krótkiej, pięcioodcinkowej serii OAV. Po pierwsze, sporo czasu minęło odkąd pojawiła się ona na rynku, a jeszcze nie doczekała się odpowiedniego komentarza na tym portalu. Po drugie, mam naprawdę sporo do powiedzenia na jej temat.

Higurashi no Naku Koro ni Rei jest dla mnie… profanacją.

Od strony technicznej do anime ciężko się przyczepić. Kreska została poddana wyraźnej kosmetyce. Jest barwniej, bardziej szczegółowo i gładko. Znikły „rozjechane” twarze bohaterów, które choć świetnie współpracowały z klimatem pierwszych dwóch serii, tutaj raczej by się nie sprawdziły. O ile tam deformacje miały cel ekspresyjny, o tyle tutaj nie były one konieczne. Jednocześnie styl, choć bardzo zmieniony, nie pozostawiał wątpliwości, kto jest kim i nie kłuł w oczy. Animacja jest płynna, mordki słodkie i tak dalej. Opening był dobry. Nie wytrzymuje porównań z czołówką pierwszej serii, lecz trzymał poziom drugiej. Nie wybijał się niczym specjalnym, ale też niczym nie drażnił.

Niestety to by było na tyle, jeśli chodzi o rzeczy dobre. Dalej zaczęło się wszystko sypać. Seria składa się z trzech części. Pierwsza i ostatnia trwają po jeden odcinek i mogę je uznać tylko i wyłącznie za bardzo kiepski dowcip ze strony twórców. W pierwszym odcinku dostajemy słabą komedię ecchi, która opowiada o basenowych kłopotach Keiichiego z jego… magicznymi kąpielówkami.

Oglądając ten odcinek odczuwałem w zasadzie tylko jedno: zażenowanie! „Magiczne kąpielówki”? Tutaj, w Higurashi? Wiem, że sporo jest osób, które uważają, że sama postać Hanyuu z serii Kai już była bzdurna i zepsuła anime. Ja do nich nie należę. Szczerze powiedziawszy Hanyuu była jedną z moich ulubionych postaci w serii. I wiem, że wprowadziła „wątek magiczny”, ale tłumaczył on, co się w serii w zasadzie działo, więc był potrzebny. „Magiczne kąpielówki” nie wnoszą nic i były dla reżysera tylko pretekstem do wprowadzenia kilku głupich gagów. Na dodatek celem odcinka było pokazanie dosłownie KAŻDEJ postaci z poprzednich serii. I to nawet wtedy, jeśli miała być na ekranie tylko przez kilka sekund, żeby się pokazać i zniknąć (choćby Yaminu w basenie). Nie było nawet prób wciśnięcia ich na siłę w fabułę, one po prostu tam były. Na dodatek ci bohaterowie… to nie byli znani nam bohaterowie Higurashi! Serio! Keiichi, Ooishi i Tomitake są od teraz bandą zboczeńców? Panie, Chie i Takano, są jakimiś wojowniczkami, którym nagle w rękach może pojawić się znikąd „broń”? Organizacje takie jak policja i Yaminu pojawiają się na każde zawołanie swoich liderów w ich prywatnych rozgrywkach? Tomitake może powstrzymać pocisk gołą klatą? Ja wiem, może biorę to wszystko zbyt serio, ale takich głupot spodziewałbym się po jakichś lekkich komedyjkach w stylu School Rumble, jednak nawet tam nie dochodziło do takich absurdów! Kiedy sięgam po Higurashi, nie chcę widzieć takich rzeczy.

Ale nawet ten aspekt blednie, gdy zauważy się… że wszystko, co osiągnięto pod koniec ostatniej serii, zostało zanegowane! Hanyuu znów jest widoczna tylko dla Riki. Takano ma się dobrze i żyje spokojnie na wolności. Keiichi i cała jego gromadka wydają się w ogóle nie mieć bagażu doświadczeń z ostatniego rozdziału Kai, a przecież tak wiele się stało, tak wiele ryzyka, emocji, planowania i walki. Gdzie to wszystko przepadło?! Jedyną osobą, której charakter został zachowany (a nawet trochę rozwinięty w drugim rozdziale serii), była Rika.

Po obejrzeniu pierwszego odcinka byłem w szoku. Poważnie się zastanawiałem, czy w ogóle brać się za resztę i zdecydowałem się na to dopiero po kilkunastu minutach siedzenia przed monitorem. Ten tekst jest już tak długi, a ja przebrnąłem dopiero przez jeden odcinek. Jeżeli ktoś doczytał do tego momentu, ma już świadomość, jak bardzo dłużył mi się czas podczas oglądania tego gniotu. Ale bez obaw, pierwszy odcinek był stanowczo najgorszy z nich wszystkich, reszta była już lepsza… Niestety, „lepsza” nie oznacza „dobra”.

Druga część zaczęła się naprawdę nieźle. Rika, wyraźnie ciesząca się nowym życiem, wracając z przyjaciółmi z basenu, pozwala sobie na dość ryzykowną jazdę rowerem, która owocuje wpadnięciem pod koła ciężarówki. Budzi się w szpitalu i szybko zauważa, że świat, w którym się znalazła, nie jest tym, który znała. Dziewczynka domyśla się, że przeżyła kolejny „restart” i że przez swoje nieodpowiedzialne zachowanie straciła wszystko to, o co tak długo walczyli w poprzednim świecie (co nie robi najmniejszej różnicy, zważywszy na to, że twórcy zanegowali to już w pierwszym odcinku). Ten świat jednak zasadniczo różni się od innych. Nie tylko nie ma w nim Keiichiego, a Satoko najwyraźniej nie należy do grona przyjaciół Riki, ale również w tym świecie Satoshi nie znika, a cała „wojna o tamę” zdaje się nie mieć miejsca.

Przyznaję, że byłem mile zaskoczony tym nowym światem. Pierwsze dwie serie pokazały, jak nawet najmniejsza zmiana (np. podarowanie Mion wygranej lalki) może mieć ogromny wpływ na przyszłość. Tutaj natomiast widzimy ogromne zmiany, które postawiły Rikę w całkowicie nowej sytuacji. Doprowadza to do tego, że Rika poważnie rozważa zostanie w tym miejscu. Niemniej jednak kontaktuje się z Hanyuu przy pomocy kolejnego bezsensownie magicznego przedmiotu z chramu Furude i dowiaduje się, że istnieje możliwość powrotu… nawet jeśli do tej pory nie mogła sobie wracać do kolejnych Hinamizaw i cofać się między nimi, ale co tam. Otóż wystarczy zdobyć kolejny bezsensownie magiczny przedmiot, przy czym istnieje prawdopodobieństwo, że znajduje się on w którymś z członków rodziny Furude, a w takim wypadku Rika będzie zmuszona tę osobę zabić. Najbardziej prawdopodobną kandydatką w oczach Riki jest jej matka, jednak po bezpośrednim kontakcie z nią Rika nic nie wyczuwa i nie ma żadnego potwierdzenia dla swojej tezy.

Wraz z dalszym rozwojem fabuły dochodzimy do fragmentu, który moim zdaniem był po prostu genialny. Przy całej tandetności tej serii OAV, ta jedna scena wyróżnia się i pasuje doskonale do klimatu Higurashi, a nawet idzie o krok dalej. Do tej pory Rika w żadnej serii nie próbowała nikogo zabić. Zaatakowała raz Shion (przebraną za Mion), ale zrobiła to ze strzykawką i gazem pieprzowym, więc raczej chciała ją tylko obezwładnić. Tutaj w końcu widzimy sytuację, w której miarka się przebrała. Szkoda, że twórcy nie poszli bardziej w tym kierunku, bo ten kawałek można potraktować co najwyżej jako jaskółkę, która wiosny nie czyni.

Po tym incydencie Rika wraca do domu i tutaj wychodzi kolejny absurd. Otóż matka Riki okazuje się pełnić w tym świecie rolę… Riki. Nie wiem, co to niby ma znaczyć. Czyżby ona mogła teraz podróżować między światami? Na dodatek teraz ni z tego, ni z owego Rika wyczuwa w ciele matki jakąś tajemniczą moc, podobną do tej, jaką posiada Hanyuu. Choć jeszcze poprzedniego dnia nie czuła niczego. Ale teraz wymaga tego fabuła, więc musi czuć. Rika staje więc przed wyborem – zostać w nowym świecie, który, choć wydaje się lepszy, jakoś jej nie przekonuje, lub zabić swoją matkę i wrócić do poprzedniego świata… zgaduję, że jako zombie, bo przecież miała tam wypadek samochodowy.

Zanim przejdę dalej, chciałbym poruszyć dwie rzeczy, które zaistniały się w międzyczasie, a o których nie wspominałem. Pierwszą jest Rena, a konkretniej jej rozmowa z Riką na temat „wojny o tamę”. Otóż w pewnym momencie Rena traci kontrolę nad sobą i daje o sobie znać jej „druga natura”, znana nam już z pierwszej serii. Problem w tym, że… to nie ma sensu. Syndrom Hinamizawy nie istnieje w tym świecie, Hanyuu nie istnieje w tym świecie, a sprawa rodziny Reny ma się o wiele lepiej niż w poprzednich światach. Co więc ten motyw tu robi?! Drugą sprawą jest historia Hanyuu. To rozłożyło mnie na łopatki. Taak, Hanyuu naprawdę wygląda jakby miała wystarczająco dużo lat żeby mieć… dorosłą córkę! Chyba po śmierci cofnęła się w rozwoju. I nie mówię tu tylko o wyglądzie. Zastanówmy się chwilę, wyobraźmy sobie kobietę, która żyje kilkadziesiąt lat na tym świecie, dorabia się córki i poświęca swoje życie, by zostać bóstwem „chroniącym” wioskę. Cóż, z takim bagażem doświadczeń musiałaby być już dosyć dojrzała emocjonalnie. A teraz spójrzmy na Hanyuu. Po usłyszeniu w serii Kai, że mieszkała ona niegdyś w Hinamizawie, byłem przekonany, że zginęła ona w wieku sugerowanym przez jej wygląd, prawdopodobnie na drodze dawnych brutalnych obrzędów, które się w tej wiosce odbywały. Nawet nie chciałem wiedzieć więcej, bo zdawałem sobie sprawę, że żadne wyjaśnienie, w jaki sposób została bóstwem, nie będzie dostatecznie satysfakcjonujące, więc lepiej zostawić to jako kolejną tajemnicę tego miejsca. I tak wszystko musiało zostać zrujnowane w tym kompletnie niepotrzebnym dodatku do zakończonej serii.

Sama końcówka historii przynosi kolejne niespodzianki. Rika po krótkiej rozmowie z Reną, której spojrzenie na całą sprawę muszę pochwalić, bo było naprawdę przekonujące, stwierdza, że podjęła słuszną decyzję, po czym następuje coś, co w języku angielskim określa się mianem „plot twist”. Okazuje się, że wszystkie wydarzenia były ukartowane i kompletnie bez znaczenia dla fabuły Higurashi, czyli w skrócie: nic się nie stało! Przy okazji wypłynął inny problem. Wygląda na to, że Rika po śmierci ma wybór, czy chce się odrodzić, czy też nie (co znacznie umniejsza ciężar jej tragicznego przeznaczenia, które zmuszało ją do nieskończonego odradzania się w poprzednich seriach), bo stwierdza ona, że po kolejnej śmierci chyba się z tym pogodzi… To znaczy, że co? Poprzednie serie wyraźnie pokazały nam, co się dzieje po śmierci Riki z mieszkańcami Hinamizawy, więc można założyć, że jeżeli nie będzie ona miała potomstwa, które mogłoby przejąć jej rolę „królowej nosicieli”, ludzie znowu zaczną się nawzajem zabijać… No, ale Rika „chyba się z tym pogodzi”.

Serię zamyka odcinek podobny do pierwszego, w którym fanserwis wylewa się z ekranu. Rena została zaklęta przez kolejny bezsensownie magiczny przedmiot i teraz czuje miętę do każdego, kto jest w posiadaniu innego bezsensownie magicznego przedmiotu. I tak lata ona od jednego do drugiego człowieka, klejąc się do niego i w ogóle zachowując się jak nie ona, a cała reszta gromady za nią biega. Przy okazji widzimy, że Mion, która w pierwszych dwóch seriach była sprytną i bystrą dziewczyną o dużych zdolnościach planowania, zupełnie zgłupiała. Podczas rozmowy z „ofiarami” zainteresowania Reny, kompletnie nie potrafiła trzymać języka za zębami, co zaowocowało całkowitą porażką na płaszczyźnie negocjacji. Ten odcinek miał tylko jeden jasny punkt. Rika została przyłapana na mówieniu do niewidzialnej Hanyuu, czego nie doczekaliśmy się do tej pory w żadnej serii. Szkoda tylko, że nie miało to sensu, bo jak już zaznaczyłem kilkukrotnie, Hanyuu na tym etapie powinna być widzialna.

Czas na podsumowanie. Jeżeli szanujesz Higurashi – nie oglądaj tego! Twórcy Rei nie szanują i lecą na znany tytuł, żeby jeszcze trochę zarobić. Jeżeli seria została zakończona – niech pozostanie zakończona! Fanom nie wystarczy podsunąć byle czego związanego z ich ulubionym anime, żeby byli zadowoleni. My też zasługujemy na szacunek.

Jaren Frey, 13 maja 2010

Recenzje alternatywne

  • fm - 23 maja 2010
    Ocena: 6/10

    Kąpielówki, rower i magatamy, czyli groch z kapustą w prezencie dla fanów Higurashi więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: 07th Expansion, Ryuukishi07
Projekt: Kazuya Kuroda
Reżyser: Toshifumi Kawase
Scenariusz: Toshifumi Kawase
Muzyka: Kenji Kawai