Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 36
Średnia: 7,22
σ=1,47

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (fm)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

The Big O

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1999
Czas trwania: 26×25 min
Tytuły alternatywne:
  • THE ビッグオー
zrzutka

Mówi się, że Cowboy Bebop stworzył nowy gatunek anime. W takim razie to jest jeden z jego rzadkich przedstawicieli.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Paradigm City. Miasto Amnezji. W nieznanych okolicznościach czterdzieści lat temu wszyscy jego mieszkańcy stracili pamięć i od tego czasu stało się ono, delikatnie mówiąc, niezbyt przyjemnym miejscem. Wszystkim zarządza korporacja Paradigm, a mająca utrzymywać porządek Military Police nie radzi sobie do tego stopnia, że niezbędni stali się negocjatorzy. Nie jest to taki zwyczajny zawód, ponieważ łączy to, co my rozumiemy pod tą nazwą, z profesją prywatnego detektywa. Roger Smith, uznawany za najlepszego z negocjatorów, ma również drugie, nieoficjalne zajęcie. Od czasu do czasu miasto atakują gigantyczne maszyny zwane Megadeusami. Gdy do tego dochodzi, Roger wsiada do ogromnego robota, tytułowego Big O, i rusza do akcji. Dan Dastun, przyjaciel Rogera a jednocześnie szef Military Police, nie jest do końca zadowolony z takiego obrotu spraw. Nie może on znieść świadomości, że organizacja, która powinna zapewniać bezpieczeństwo w mieście, musi polegać na pomocy dokonującego ogromnych zniszczeń mecha. Roger pilotowanie Big O utrzymuje w sekrecie, który dzieli tylko ze swoim lokajem, Normanem Burgiem, ale na początku serii do grona wtajemniczonych dołącza android – R. Dorothy Wayneright.

Oglądając to anime, nieustannie miałem skojarzenia z dwoma innymi dziełami animacji. Pierwsze to amerykański serial animowany, Batman: The Animated Series. Gdyby w Paradigm mieli kiedyś robić ekranizację Batmana, Roger byłby perfekcyjnym kandydatem do głównej roli. Przebiegły, opanowany, elegancki, tajemniczy i pomysłowy, mający słabość do gadżetów, wyjątkowych wozów i pięknych kobiet – jedyne, co go różni od Bruce'a Wayne'a, to pilotowanie gigantycznego robota zamiast przebierania się za nietoperza. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej – Paradigm City, miasto, gdzie bogaci żyją kosztem biednych, szerzy się zbrodnia i korupcja, natomiast policja nie daje sobie rady z utrzymaniem porządku, bardzo przypomina rodzinne miasto Batmana. Norman zapewne chodził do tej samej szkoły dla lokajów co Alfred, a w trakcie trwania seria dorobiła się co najmniej dwóch kandydatów na Jokera. Grafika również bardzo mocno nawiązuje do słynnego serialu animowanego z Batmanem, co nie jest dziwne, biorąc pod uwagę, że za obiema produkcjami stoją ci sami animatorzy. Bohaterowie są rysowani w stylu wskazującym na znaczne wpływy Bruce’a Timma, z charakterystyczną dla jego projektów cechą – niemal wszystkie stawy mają kanciaste, a Roger wygląda, jakby założył garnitur razem z wieszakiem. Jednakże widać też jaśniejsze strony takiego połączenia stylów w animacji i tłach – widok Paradigm z jego kopułami, dynamicznie poruszający się bohaterowie, świetnie wykonane sceny walki – to wszystko robi ogromne wrażenie.

Drugą serią, która nieustannie przychodziła mi na myśl w czasie oglądania, był Cowboy Bebop. Nie spotkałem nigdy anime tak bliskiego duchowi tamtej produkcji. I tu, i tu można dostrzec podobne rozwiązania, obydwa przepełnione są smaczkami, które zadowolą naprawdę obeznanego widza, wreszcie w obu produkcjach spotykają się elementy science­‑fiction i kryminału, przez co ma się wrażenie, jakby oglądało się film noir w nietypowej scenerii.

Fabuła serii okazuje się dosyć złożona. Odcinki są w większości samodzielnymi historiami, nawiązującymi często do starych filmów i książek science­‑fiction. Istnieje jednak główny wątek fabularny, który początkowo przewija się w tle, lecz stopniowo staje się coraz istotniejszy i bardziej skomplikowany. Ilością teorii na temat tego, co się tutaj dzieje, seria mogłaby rywalizować z LOST, a nawet najbardziej niesamowite hipotezy wydają się czasami całkiem sensowne.

The Big O nie cieszyło się zbytnią popularnością w Japonii i zostało zdjęte po trzynastu odcinkach, ale zdobyło tak duże rzesze fanów w Ameryce, że Cartoon Network wyłożył pieniądze na produkcję drugiej serii i obiecał kupić również trzecią. Twórcy zaczęli ujawniać w nowych odcinkach kolejne odpowiedzi, ale za każdą kryły się kolejne pytania. Ta taktyka zemściła się na twórcach, gdy Cartoon Network wycofał się z wcześniejszych zobowiązań i zdecydował zakończyć serię na 26 odcinkach. Autorzy nie zdołali niestety poradzić sobie ze wszystkimi wątkami i byli zmuszeni zastosować rozwiązanie rodem z Neon Genesis Evangelion, więc trudno powiedzieć, o co tak naprawdę chodziło. Wielka szkoda, bo odkrywanie kolejnych elementów wielkiej układanki, jaką jest fabuła tego anime, było dla mnie ogromną przyjemnością.

Na wielkie uznanie zasługuje muzyka. Cudowne utwory, towarzyszące wydarzeniom, wpadają w ucho i naprawdę przyjemnie się ich słucha. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie: epicki utwór Sure Promise, klimatyczny, przepełniony melancholią Brick Ballades (Houston Street) oraz opening, nie tylko niezwykle oryginalny w wykonaniu, ale przy okazji składający hołd zespołowi Queen i ich piosence Flash Gordon.

Obsada serii składa się z ekipy całkiem interesujących postaci. Roger posiada o wiele głębszą osobowość, niż się na pierwszy rzut oka wydaje, a kolejne odcinki jeszcze ją znacznie rozwijają. Dorothy i Norman natomiast świetnie go uzupełniają, przez co można z zainteresowaniem obserwować dynamikę zależności między tą trójką. Szczególnie relacje Rogera z Dorothy robią wrażenie – na pozór pozbawiony emocji android okazuje się dla głównego bohatera doskonałym partnerem i bez niej to anime by zdecydowanie dużo straciło. Z innych postaci największe wrażenie zrobił na mnie Dan Dastun, twardy glina, który wie, czego chce i nie potrafi znieść bezsilności. Wątki koncentrujące się na jego osobie są intrygujące w równym stopniu, co główne i pozwalają spojrzeć na działania Rogera z nieco innej perspektywy. Zdradzenie czegokolwiek o innych postaciach byłoby zbyt wielkim spoilerem, ale muszę powiedzieć, że bardzo polubiłem dwóch antagonistów – Schwarzwalda i Alana Gabriela. Obydwaj są szaleni, lecz każdy w inny, niezwykle czarujący sposób.

The Big O to seria trudna, przeznaczona dla wytrawnego widza, obdarzonego rozeznaniem nie tylko w animacji, ale również filmie i literaturze. Trzeba posiadać wyrobiony gust, jak również wiedzieć, czego się chce i jak ma to być podane. Jeśli jesteś takim widzem, polecam gorąco.

616, 29 kwietnia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Hajime Yatate
Projekt: Keiichi Satou
Reżyser: Kazuyoshi Katayama
Scenariusz: Keiichi Hasegawa, Masanao Akahoshi, Shin Yoshida
Muzyka: Toshihiko Sahashi