Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,60

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 11
Średnia: 6,27
σ=1,42

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dai-Guard

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1999
Czas trwania: 26×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Chikyuu Bouei Kigyou Dai-Guard
  • Terrestrial Defense Corp. Dai-Guard
  • 地球防衛企業ダイ・ガード
Gatunki: Przygodowe
Postaci: Obcy, Pracownicy biurowi; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

O mechach trochę inaczej? Seria oburzająco optymistyczna i zaskakująco udana.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W roku 2018 coś – najprawdopodobniej wibracje elektromagnetyczne powstałe przy okazji trzęsienia ziemi – spowodowało, że u wybrzeży Japonii pojawiła się dziwna istota. Jej działania nie sprawiały wrażenia celowych, jednak niszczycielska siła zmiotła z powierzchni świata spory kawałek Tokio. Stwora, nazwanego potem heterodynem, udało się w końcu zniszczyć, chociaż o adekwatność użytych środków spory trwają do dziś. Tak czy inaczej jasne było, że należy się przygotować na następne „wizyty” – dlatego właśnie skonstruowany został prototypowy wielki robot, Dai­‑Guard. Jednakże lata mijały, a zagrożenie nie nadchodziło. Kosztowny w utrzymaniu, bezużyteczny z punktu widzenia klasycznej wojskowości robot stał się ostatecznie własnością ogromnego koncernu zajmującego się produkcją wszelkiego rodzaju systemów zabezpieczających. A konkretnie – odpowiedzialność za niego przejęła sekcja PR, utrzymująca w swych szeregach osoby, których obowiązkiem jest (między innymi) pilotowanie Dai­‑Guarda, ale wykorzystująca go wyłącznie jako rodzaj przerośniętej „maskotki”. Dwanaście lat później wydarzy się w końcu to, o czym wszyscy woleliby zapomnieć – pojawi się kolejny heterodyn, a piloci Dai­‑Guarda w trybie awaryjnym uruchomią wielkiego robota, choćby tylko po to, żeby pomóc w ewakuacji.

Shunsuke Akagi, główny pilot, jest absolutnie zachwycony tym, że może wreszcie wykorzystać Dai­‑Guarda zgodnie z przeznaczeniem – do ochrony ludzi, a nie do reklamowania firmy. Jego koledzy – nawigatorka Ibuki Momoi, a także inżynier Keiichiro Aoyama – nie do końca podzielają ten entuzjazm. A już zupełnie nie podziela go zarząd firmy, bo każdorazowe uruchomienie Dai­‑Guarda pociąga za sobą ogromne koszty, nie wspominając już o kosztach naprawy powodowanych w czasie walki zniszczeń. Armia ze swojej strony uważa, że w obecnej sytuacji robot powinien jak najszybciej przejść pod kontrolę wojskowych specjalistów, a pozostawianie go w rękach cywilów jest co najmniej nierozsądne. W tym wszystkim zaś sekcja PR pomału przekształca się w sztab antykryzysowy ds. ataków heterodynów…

Z klasycznego połączenia „mechy + nastolatki + dramat” Dai­‑Guard wykorzystuje tylko ten pierwszy element. Zabawne jest to, że seria ta pozostaje jednocześnie realistyczna i kompletnie nierealistyczna – albo może raczej należałoby powiedzieć, że dziury w realizmie ma w innych miejscach niż typowe produkcje tego gatunku. Miło jest oczywiście dla odmiany obejrzeć produkcję z dorosłymi bohaterami – żadna smarkateria nie plącze się tu po scenariuszu. Poza tym sam Dai­‑Guard daleki jest od poruszających się z kocią gracją „typowych mechów” – to ciężki, niezgrabny sprzęt, a takie drobiazgi jak utrzymanie równowagi potrafią stanowić poważny problem, szczególnie na początku. Poza tym przynajmniej z grubsza nakreślone zostaje całe „zaplecze” działań takiego robota – zezwolenia, uprawnienia, a nawet takie drobiazgi jak pensje (w tym nadgodziny) czy niewykorzystane urlopy. Pod wieloma względami świat Dai­‑Guarda jest niezwykle przekonujący i naprawdę sporą przyjemność może sprawić obejrzenie serii, w której nie trzeba się łapać co chwila za głowę, pytając, jak to wszystko jest możliwe.

Brak realizmu wynika natomiast przede wszystkim z tego, że seria zdecydowanie stawia na klimat pogodny i optymistyczny. Nie jest to wprawdzie klasyczna komedia (w której takie chwyty przeszłyby jako przynależne do gatunku), ale raczej seria przygodowa – i dlatego trochę może razić to, do jakiego stopnia bohaterom wszystko się musi udawać. Zawsze i w każdym przypadku podjęte przez nich nieracjonalne decyzje okazują się decyzjami słusznymi, zawsze udaje im się ocalić wszystkich, niezależnie od tego, jak ponuro wyglądałaby sytuacja. Trudno też wyjaśnić na przykład, czemu wojskowi zawodowi piloci po dłuższym czasie i iluś akcjach nie potrafią nauczyć się tego, co bohaterom (z których zawodowym pilotem jest tylko Akagi) zajęło stosunkowo niewiele czasu. Proszę mnie nie zrozumieć opacznie – dla mnie to nie była wada, na pewno nie coś, co psułoby mi seans, jednak trudno byłoby mi nazwać tę serię „realistyczną” (a z takimi określeniami się spotykałam). Warto też podkreślić, że tę przewidywalność jeśli chodzi o wynik starć rekompensuje nieprzewidywalność użytych środków i zastosowanej taktyki – heterodyny są bardzo zróżnicowane i każda pokazywana potyczka znacząco różni się od pozostałych. Głównym wątkiem pozostaje zresztą nie tyle sama walka z heterodynami, ile to, co się dzieje między walkami – przepychanki między wojskiem a firmą, tarcia w samym zarządzie, wątki związane z bohaterami. Seria ma zakończenie raczej otwarte i muszę przyznać, że akurat finał był w niej chyba najsłabszy. Jak pisałam wyżej, trudno tu o jakąś nieprzewidywalność, więc rozciągnięcie problemu na trzy odcinki to było po prostu trochę za dużo.

Punkty postaciom przyznane zostały nie tylko za sam wiek. Twórcom udało się nie przesadzić i nie stworzyć kolejnej „ekipy wyrzutków / oryginałów / uciekinierów z cyrku”, jaką dość często widzimy w rozmaitych seriach. Pracownicy zatrudniającej kilkanaście osób sekcji PR są… normalni. Co nie znaczy, że brakuje tu barwnych osobowości. Sam zestaw pierwszoplanowy jest bardzo udany – nawet jeśli Shunsuke Akagi kojarzy się z porywczym i idealistycznym typowym bohaterem, nie jest jednak dzieckiem i potrafi wykonywać także mniej wdzięczne służbowe obowiązki. Z kolei Ibuki jako jedyna została wyposażona w tragiczną przeszłość, jednak wątek ten został wyjątkowo rozsądnie i z wyczuciem poprowadzony, czyniąc z niej jedną z bardziej interesujących postaci w tej serii. Stosunkowo blado na tle tej dwójki wypada przystojny Aoyama (obdarzony głosem Shinichiro Mikiego!), jednak także i o nim dowiadujemy się dość, żeby mógł wzbudzić sympatię. Zresztą równie udane są nakreślone znacznie mniej szczegółowo, ale mimo to żywe i całkiem prawdopodobne postaci drugoplanowe, czyli przede wszystkim wspomniana na początku tego akapitu sekcja PR. Niby nic, ale z biurowych rozmów, plotek i podchodów daje się złożyć całkiem fajny i kompletny obraz. Moim faworytem okazał się Shiro Shirota. Wydawać by się mogło, że przysłany przez armię obserwator, sztywny jakby kij połknął, powinien obowiązkowo okazać się skończonym durniem. Tymczasem jest to najbardziej złożona i chyba najciekawsza z postaci, której rozwój i zmiany w podejściu do świata warto uważnie obserwować. Generalnie konstrukcjom postaci „zarzucić” można chyba tylko to samo, co fabule: nadmierny optymizm twórców, pokazujących, że generalnie każdy, kto ma jakieś znaczenie (z kilkoma pomniejszymi wyjątkami) w gruncie rzeczy jest porządnym człowiekiem. Inna rzecz, że chyba niesłusznie przyjęło się uważać, że o ile założenie, iż w sytuacjach kryzysowych z ludzi wychodzą najlepsze cechy jest idealistycznie naiwne, o tyle założenie, że do głosu muszą koniecznie dojść najniższe instynkty – jest realistyczne. Rzeczywistość taka prosta nie jest, a jeśli ta seria przesadza, to po prostu przesadza w przeciwną stronę niż większość jej podobnych.

Udane projekty postaci pochodzą z czasów, kiedy o nurcie moé nikt jeszcze nie słyszał i nawet drobna, dziecinna okularnica sprawia wrażenie zwykłej dziewczyny, a nie chodzącego fetysza. Rysunek jest atrakcyjny, postacie (szczególnie pierwszo- i drugoplanowe) łatwo rozpoznawalne i po prostu przyjemne dla oka. Sam Dai­‑Guard wygląda bardzo klasycznie – dość solidnie, ale generalnie utrzymany jest w typowym stylu wielkich robotów, z obowiązkową ozdobą na głowie i błyszczącymi „oczami”. Za to heterodyny wyglądają, jakby uciekły z planu Neon Genesis Evangelion, przy czym nie przypuszczam, żeby była to przypadkowa kalka – raczej świadome nawiązanie, pokazujące, co by się stało, gdyby do ratowania świata zamiast histerycznych dzieciaków wysłać pozytywnie nastawionych do życia dorosłych. Jak na swój wiek, seria niewiele się zestarzała – owszem, „walki” nie porażają graficznymi fajerwerkami, ale też z zasady zwykle chodzi w nich raczej o skuteczny pomysł niż o akrobacje (do których zresztą Dai­‑Guard nie jest zdolny). Animacja pozostaje płynna, a tła, szczególnie w niektórych momentach, są bardzo starannie wykończone i dopracowane, pełne detali. Nieźle oddany został sprzęt i pojazdy, chociaż można wytknąć, że nawet nie próbowano wymyślić, co może zmienić się do roku 2030 – wszystko wygląda po prostu jak z końca lat 90. Za muzykę odpowiada dwóch naprawdę niezłych majstrów – Kenji Kawai i Kouhei Tanaka, nic dziwnego więc, że ścieżka dźwiękowa jest udana. Swoistym żartem jest podkładana pod niektóre walki, straszliwie kiczowata pieśń „zagrzewająca do boju” – utrzymana w stylu starych anime, jest tu „usprawiedliwiona” jako swoisty hymn firmy, mający rację bytu w fabule. Przyjemne dla ucha pozostają też piosenki w czołówce i przy napisach końcowych.

Patrząc trzeźwo i z dystansem można bez trudu stwierdzić, że Dai­‑Guard z założenia miał być serią czysto rozrywkową, eskapistyczną fantazją dla wszystkich „dużych chłopców”, mogących tylko pomarzyć o tym, jak fajnie by było, gdyby na wyposażeniu ich firmy znalazł się mech. Zręcznie lawirując, żeby uniknąć wszelkiej nieprzyjemnej czy drażliwej tematyki, pozostaje produkcją bardzo pod pewnymi względami naiwną, ale przy tym dobrze skonstruowaną fabularnie i wciągającą. Jeśli komuś – przede wszystkim widzom już dorosłym, którzy docenią rozmaite „smaczki” – potrzebna jest pilnie dawka optymizmu i dobrego humoru, ta pozycja będzie jak znalazł. Po to dokładnie powstała i nie należy oczekiwać niczego więcej – ale i niczego mniej.

Avellana, 3 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: XEBEC
Projekt: Hiroshi Kanno, Ken Ootsuka, Mitsuru Ishihara, Takeshi Takakura
Reżyser: Seiji Mizushima
Scenariusz: Fumihiko Shimo
Muzyka: Kenji Kawai, Kouhei Tanaka