Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 9
Średnia: 5,67
σ=1,15

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Macross Dynamite 7

zrzutka

Ostatnia część cyklu poświęconego nadprzeciętnie zdolnemu gitarzyście zespołu Fire Bomber – tym razem rozgrywająca się na egzotycznej planecie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shenai

Recenzja / Opis

Przekręcając nieco słowa genialnego fizyka, można powiedzieć, że obok Wszechświata nieskończona jest tylko niefrasobliwość Basary Nekkiego. Owszem, zagrożenie ze strony protodevilan zostało zażegnane i pod tym przynajmniej względem zarówno flota „Macross 7”, jak i wszelkie życie w Galaktyce, były bezpieczne. Ale mimo wszystko zostawianie swojego zespołu tylko z lakonicznym listem i wybieranie się na włóczęgę bez celu po kosmosie… Cóż, to coś bardzo podobnego do pewnego narwanego gitarzysty.

Praktycznie cała akcja toczy się na pięknej planecie Zola. Oprócz oryginalnego zestawu gatunków zwierząt (i odrębnej, chociaż w zasadzie humanoidalnej rasy rozumnej) wyróżnia ją przede wszystkim to, że leży na szlaku kosmicznych wielorybów. Tak, dobrze rozumieć. Olbrzymie i tajemniczy istoty, wędrujące przez otchłanie kosmosu, co jakiś czas mijają tę właśnie planetę – i jak łatwo się domyślić, teraz właśnie jest taki czas. Niestety majestatyczne olbrzymy przyciągają także wielu kłusowników, próbujących upolować choćby jedną sztukę… Przestępcy są na tyle zuchwali i brutalni, że siły porządkowe mają poważne problemy z opanowaniem zagrożenia. A w samym środku całego tego zamieszania ląduje oczywiście Basara, któremu jak zwykle zależy tylko na tym, aby wszyscy, nawet kosmiczne wieloryby, słuchali śpiewanych przez niego piosenek.

Macross Dynamite 7 to jedyny „dodatek” do Macross 7 rozgrywający się po zakończeniu głównego wątku serii telewizyjnej. Sam w sobie sprawia jednak bardziej wrażenie spin­‑offu, pobocznej historii, niż kontynuacji. Chwilami przenosimy się na pokład „Macrossa 7”, aby śledzić losy Mylene i pozostałych członków Fire Bomber, jednakże trudno tu mówić o równouprawnieniu wątków. Tamte historie, podobnie jak historia wyruszającego na poszukiwanie Basary Gamlina, nie mają praktycznie żadnego znaczenia dla fabuły i stanowią głównie ukłon w stronę widzów, którzy chcieliby rzucić okiem także na inne postaci z serii telewizyjnej. To z pewnością może rozczarować wielu fanów – jeśli komuś seria się podobała, prawdopodobnie wolałby coś bardziej utrzymanego w jej duchu, niekoniecznie zupełnie odrębną opowieść, w której na dobrą sprawę mogliby występować jacyś zupełnie inni bohaterowie.

I szczerze mówiąc nie jestem pewna, czy to nie byłoby dobrym pomysłem. Fabuła obracająca się wokół polowań na wieloryby pożycza sobie bez żenady najoczywistsze motywy kojarzące się z tematem (rzecz jasna w stadzie musi być biały olbrzym i rzecz jasna Basara spotyka starszego mężczyznę, polującego ze szlachetnej zemsty na tę jedną bestię), ale generalnie skonstruowana jest nie najgorzej. Chociaż oczywiście większość rzeczy da się przewidzieć bez większego trudu, wydarzenia toczą się wartko i w dobrym tempie. Dla mnie dodatkową zaletę stanowiło ograniczenie możliwości „tych złych” – przejście od skali superprzepakowanych Obcych, zdolnych całe cywilizacje zniszczyć jednym kichnięciem, do skali kłusowników (niechby i uzbrojonych po zęby) zdecydowanie dobrze zrobiło dramaturgii. Wbrew pozorom im bardziej wyrównane siły, tym bardziej nieprzewidywalny wynik. Dodatkową zaletą jest sama planeta Zola. Jej faunę potraktowano raczej żartobliwie, ale mimo wszystko miło jest obejrzeć miejsce tak pełne wszelkiego życia, zadbano też o nadanie jakiejś indywidualności miejscowej kulturze i obyczajom.

Na minus (poza „brakiem klimatu Macross 7”) należy policzyć przede wszystkim niedopracowanie tego świata – w gruncie rzeczy stanowiący odrębny gatunek Zolanie z żadnej strony nie pasują do uniwersum Macrossa (i nie raczono zadać sobie trudu, żeby jakoś ich obecność uzasadnić), nie ma też ani słowa o tym, czemu kłusownicy nie mogą wielorybów łowić gdzieś w dalekim Kosmosie, gdzie ryzyko trafienia na patrol policyjny byłoby żadne. Zgrzytała mi także kompletna nieznajomość własnej planety – jakim właściwie cudem nikt oprócz jednej smarkuli i jej stukniętego tatusia nie wiedział o istnieniu całkiem niedaleko od miasta położonych źródeł o cudownej mocy uzdrowicielskiej, czy też o gigantycznym „cmentarzu wielorybów”? Dlaczego miejscowy badacz poświęcający życie studiowaniu wielorybów nie ma pojęcia o przedstawiających te stworzenia rysunkach, pozostawionych przez „przodków”? Jasne, wiadomo – chodzi głównie o to, żeby Basara mógł w odpowiednim momencie zaśpiewać odpowiednią piosenkę, ale cykl Macross charakteryzowało zwykle większe dopracowanie elementów świata przedstawionego.

Przyłożono się natomiast do oprawy technicznej: projekty postaci zostały nieznacznie zmienione, zwykle na korzyść. Ponieważ fabuła rozgrywa się jakiś czas po zakończeniu akcji Macross 7, Mylene wydaje się troszeczkę starsza i bardziej kobieca, ale i pozostali bohaterowie zostali poddani lekkiemu liftingowi. Zolan w pierwszej chwili (głównie z powodu szpiczastych uszu) uznałam za jakiś odłam Zentradi – generalnie poza tymi uszami i barwnymi włosami nie odróżniają się specjalnie od ludzi. Ładnie zaprojektowane zostało ich miasto, utrzymane w ciepłych, pastelowych tonach, postarano się także o wymyślenie jakichś „miejscowych” strojów. Mechy wyglądają jak mechy – ponieważ słynna czerwona valkyria Basary tu nie występuje (o ile pamiętam, nie przetrwała finałowej walki w serii telewizyjnej), widzimy głównie standardowe modele. Na plus wyróżnia się staroświecka „kosmiczna łajba”, pilotowana przez wspomnianego wcześniej samotnego mściciela – mało realistyczna, ale po prostu ładna i działająca na wyobraźnię.

Elementy renderowane komputerowo zostały wykorzystane przede wszystkim w czołówce – animacja, różniąca się trochę w poszczególnych odcinkach, pokazuje różne etapy wędrówki Basary i fragmenty koncertu Fire Bomber. Natomiast napisom końcowym towarzyszy „ulepszona” wersja specjalności cyklu Macross, czyli ujęcia nieanimowane. Tym razem zamiast fotografii w albumie widzimy filmowane ujęcia z najróżniejszych miejsc na świecie, w które wkomponowana została animowana postać Basary. Połączenie jest całkiem zgrabne i płynne, widać, że czołówce i napisom końcowym poświęcono sporo uwagi (ich animacją zajmowało się studio Gonzo, podczas gdy za animację samych odcinków odpowiedzialne było Ashi Productions). O muzyce trudno się rozpisywać – usłyszymy tu trochę nowych utworów, zarówno w wykonaniu Basary, jak i Mylene, ale styl pozostaje dobrze znany. Jeśli komuś odpowiadał, na pewno nie będzie miał żadnych zastrzeżeń.

Problem z oceną Macross Dynamite 7 polega na tym, że jako kontynuacja Macross 7 może trochę rozczarować. Nie posuwa w żaden sposób otwartych wątków (szczególnie trójkąta romantycznego), pierwszoplanowe postaci tamtej serii pełnią tu role epizodyczne, a drugoplanowe (jak Max i Milia) w ogóle się nie pojawiają. Klimat ulega pewnej zmianie, a nowi bohaterowie nie mają chyba dość indywidualności i siły przebicia, żeby przyciągnąć do tej OAV. Pozostaje więc Basara, taki jak zawsze, chociaż może troszeczkę (ale tylko troszeczkę) rozsądniejszy – zdarza mu się pomyśleć o bezpieczeństwie innych. Obiektywnie patrząc, ta seria nie jest taka zła. Subiektywnie – nie potrafię na sto procent przewidzieć, czy i na ile spodoba się osobom, dla których Macross 7 było serią udaną.

Avellana, 10 lutego 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Ashi Productions
Projekt: Haruhiko Mikimoto, Shouji Kawamori
Reżyser: Tetsurou Amino
Scenariusz: Shouji Kawamori