Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,77

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 634
Średnia: 7,43
σ=1,75

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Baka to Test to Shoukanjuu

zrzutka

Czy jest możliwe, aby w roku 2010 powielać stare schematy? Jak najbardziej – i to ze szkodą dla anime, które posiadało potencjał.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W Akademii Fumizuki wprowadzono specjalny, nowoczesny system, który w zamierzeniu miał zachęcać uczniów do nauki. Pozwala on uczniom na wykorzystanie specjalnych Istot przywoływanych za zgodą nauczyciela, których siła jest proporcjonalna do łącznej liczby punktów z testów. Akcja anime rozpoczyna się od otwierającego każdy rok wstępnego egzaminu, który ma na celu przydzielenie uczniów do klas odpowiadających ich poziomowi. Od najlepszej A do najgorszej F obniża się nie tylko poziom uczniów, ale i warunki, w jakich mają się uczyć, (co dla Japończyków mogło być porażającą wizją). Główny bohater, a zarazem tytułowy „idiota”, Akihisa Yoshii, trafia właśnie do klasy F. Jednak zarówno on, jak i cała klasa F nie zamierzają poddać się takiemu traktowaniu i dzięki systemowi walk między Istotami zamierzają wspiąć się na poziom klasy A, gdzie panuje iście królewskie otoczenie do kształcenia się.

Podchodząc do tej serii, nastawiłam się na dawkę komizmu, lekkość, ale i konkretność fabuły, a przede wszystkim coś wyróżniającego to anime spośród innych. Wyłączywszy ostatni wymóg, wszystko to otrzymałam, gdyż poza Istotami pojawiło się tu zbyt wiele ogranych już do znudzenia schematów i banałów. Do tych najbardziej utartych można zaliczyć wizytę w wesołym miasteczku, kinie i łaźniach, gdzie nie zabraknie tradycyjnej próby podglądania płci pięknej przez bohaterów. To i wiele innych zostało już przerobione na wszelkie możliwe sposoby , więc Baka to Test to Shoukanjuu naprawdę nie odkryło tutaj niczego świeżego. Na nieszczęście fabuła oscylująca wokół wydarzeń rodem z każdego anime o szkole, uczniach czy romansie w ich środowisku zajmuje niemal cały środek serii i więcej czasu niż nowa jakość, którą wprowadził system Istot. Co gorsza, autorzy dorzucili do tego sceny o charakterze lekkiego ecchi, które nie były potrzebne i bez nich seria tylko by zyskała. Tym, którzy mają już dość porównywania przez dziewczyny rozmiarów swoich biustów, może być naprawdę trudno przebrnąć przez niektóre odcinki. Szkoda byłoby zatrzymać się na nich, gdyż – tak jak na początku – pod koniec powraca właściwa fabuła i walki Istot.

Przedstawiono je jak w grze (włączając w to charakterystyczne okienka), co wprowadza w nastrój towarzyszący podczas rozluźniającej zabawy i skłania do obserwowania akcji, jak gdybyśmy to my sami prowadzili bohaterów. Na początku miałam obawy co do atrakcyjności tych walk, ponieważ zapowiadało się na nudne wzywanie Istot, które raz machną bronią i słabszy przeciwnik traci wszystkie punkty życia. Na szczęście nie zabrakło tutaj prostych pomysłów Yuujiego Sakamoto, przyjaciela naszego idioty i zarazem przewodniczącego klasy, który potrafił jednak przy okazji zaskoczyć swym zmysłem taktycznym. Ostatecznie można stwierdzić, że główny wątek decydujący o wyjątkowości tej serii został wykonany nie najgorzej, choć nie obyło się tu bez pewnej wpadki. W jednym z ostatnich odcinków po długiej przerwie mamy nagromadzenie walk, przez co poszczególne starcia klasy F z wyższymi zaczynają się zlewać i zwyczajnie męczyć.

Przeszłość bohaterów nie zostaje ukazana, a ich charaktery są proste, choć potrafią zaskoczyć drobnymi smaczkami. Trzeba przyznać, że tytułowy idiota, Yoshii, naprawdę zasługuje na to miano. Nie chodzi tu tylko o jego wiedzę, ale i o naiwność wobec nieustannie używanego chwytu, jaki stosuje wobec niego Yuuji, by nim pokierować. Sam Yuuji jest świetnym taktykiem, potrafi wprawić w zdumienie zarówno kolegów, jak i dyrektorkę, choć i jemu zdarza się zachowywać jak nieuleczalny głupek. Muszę przyznać, że jedynym, co mnie drażniło w tej całkiem interesującej postaci, były włosy o niepokojąco różowawym odcieniu. Yuuji nie zostaje jednak pozbawiony achillesowej pięty, którą okazuje się nieporadność wobec wymagań i terroru wprowadzonego przez pewną dziewczynę. W tej roli występuje Shouko Kirishima, dla której miłość idzie w parze z bezwzględnością wobec obiektu westchnień. Ma ona nieznośnie beznamiętny głos, co niestety sprawia wrażenie sztuczności, zamiast pokazywać, jak bardzo zamknięta w sobie jest bohaterka (kolejny błąd powielany z wielu wcześniejszych anime). Zostańmy na chwilę przy paniach tej serii, które niemal bez wyjątku mają tendencję do osaczania interesujących je chłopaków, nagabywania ich i męczenia z powodu swoich frustracji. Tu mamy coś na kształt małego haremu zbierającego się wokół Yoshiiego, w którego skład wchodzą aż cztery osoby. Pierwszą jest słodka jak jej różowe włosy Himeji Mizuki, która okaże się siać postrach swoją uprzejmością (nie zdradzam, co to dokładnie znaczy, by nie zepsuć oglądania). Kolejną – Minami Shimada, należąca do znanych nam dziewcząt, które za każdą niepodobającą się im rzecz potrafią połamać swój obiekt westchnień (mam wrażenie, że liczba tych sadystek rozrosła się do rozmiarów olbrzymiej sekty). Później pojawi się także siostra Yoshiiego, która na nieszczęście oglądających również usiłuje wkupić się do owego haremu. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy jej zalecanie się do Yoshiiego i pełne podtekstów wypowiedzi, czy wręcz rzucane wprost propozycje są jedynie sposobem, by uciszyć jego niewygodne pytania albo zmusić do odpowiedniego zachowania. Odnoszę jednak wrażenie, że jeśli chodziło właśnie o to, czy nawet typowe dla rodzeństwa dokuczanie sobie, autorzy zapędzili się za daleko. Niestety panie w tym anime są słabym punktem. Na tym tle wyróżnia się Hideyoshi, który mimo pozornej odmienności i ekstrawagancji, zalicza się do tych rozsądniejszych postaci. W zestawieniu z poprzednio wspomnianymi dziewczynami jego inność wydaje się być usprawiedliwiona. Ostatnim bohaterem, który często towarzyszy naszej grupce jest Kouta Tsuchiya, na co dzień nazywany „zboczeńcem”. Ze swoim aparatem łowi ujęcia z bielizną dziewczyn (nie szczędząc przy tym Hideyoshiego), a wszystkim później handluje z uczniami. Jak przystało na fotografa, jest wysportowany, choć wciąż nie zahartował się na tyle, by w kluczowych momentach nie stracić okazji do zrobienia zdjęcia przez hektolitry krwi wylewającej się ciurkiem z nosa. Muszę przyznać, że takich ilości w tym odruchu zawstydzenia nie miałam okazji jeszcze zobaczyć w żadnym anime. Niestety, te proste cechy i zachowania bohaterów są nadużywane w środkowych odcinkach, kiedy niemalże zawsze możemy się spodziewać podobnych reakcji, doprowadzając do tego, że postaci przez schematyczność zaczynają być karykaturami samych siebie.

Grafika jest prosta, ale ładna i przyjemna dla oka, a jednocześnie jej prostota nadaje tej serii lekką wymowę. Postaci są narysowane oszczędnie, lecz równy poziom zostaje utrzymany. Animacja nie wymagała zbyt wielu nakładów, jest staranna, a ruchy naturalne (nie sprawiają wrażenia spowolnionych z nieznanych przyczyn). Jest to przeciętny poziom jak na anime z roku 2010, jednak wystarczy w zupełności. Postaci niejednokrotnie nabierają cukierkowych, pastelowych kolorków. Początkowo tła rysowano w bardzo uproszczony sposób, z czasem jednak zaczyna je cechować charakterystyczny, przyzwoity poziom (przyznam, że niebo wypadło tu bardzo ładnie). Inaczej jest z cieniami, zamiast których pojawia się ciemniejsza tekstura z wyciętymi kołami. Ta sama kolorowa tekstura pojawia się jako sylwetka pomniejszych postaci na korytarzach czy w klasach szkolnych. Całe szczęście, nie brakuje urozmaiceń w jakże różnorodnych odsłonach, dyskretnie wpasowujących się w klimat serii. Można zauważyć czasem jakiś żartobliwy drobiazg, jak w przypadku jednego odcinka, gdzie narysowana według wyżej wspominanego szablonu para uczniów przechodzi przez korytarz z dodatkowymi zarysami kwiatów na ich głowach. Innym przykładem jest fontanna, w której woda tryska z wypiętej pupy rzeźby. Odbywa się to przy okazji rozmowy bohaterów, podczas której kadr nie zmienia się przez dłuższą chwilą, a ten drobiazg ożywia ów brak przejść i ruchu. Takie małe szczegóły sprawiają, że zaczynamy baczniej przyglądać się otoczeniu, kiedy akcja zwalnia. Dla podkreślenia horroru ciężkich warunków w klasie F pomieszczenie ma zdecydowanie szare i ponure kolory. Z kolei sceny, gdy Yuuji naciąga Yoshiiego na zrobienie czegoś z góry skazanego na niepowodzenie, są ukazane w sposób nader wzniosły poprzez szare rysunki podobne do szkiców ołówkiem, podkreślając prawione przez niego mądrości i słowa otuchy. Jednak wplecenie tak wielu drobiazgów nie stwarza wrażenia chaosu. Oprawa graficzna jest zbyt oszczędna, by móc przytłoczyć, a bez tych drobnych dodatków cała reszta mogłaby wypaść mdło. Opening i ending mają równie prostą formę – tła sprowadzają się głównie do poruszających się kwadratów i czarnego pola wypełnionego jedynie powtarzającymi się napisami.

Muzyka z openingu, Perfect­‑area complete wpasowuje się w klimat, jest słodka, ale jednocześnie całkiem dynamiczna i – choć zdecydowanie to nie mój gatunek – słuchanie jej nie sprawiało mi przykrości i odruchu przewijania anime do przodu. Z kolei ending , Baka go home, wpadł mi w ucho. Słowa obu utworów dotyczą bohaterów serii i bardzo zgrabnie ujmują młodzieńczą głupotę. Muzyka jest obecna w tle niemal cały czas, jednak jest na tyle dyskretna, by, nie wysuwając się na główny plan, podkreślać i wspomagać nastrój sceny. W przypadku walk Istot staje się ona znacznie wyraźniejsza, ale poza tym jest stonowana i delikatna. Nie sądzę jednak, bym kiedykolwiek sięgnęła po ścieżkę dźwiękową z tego anime. Może jedynie po ending, który naprawdę przypadł mi do gustu.

W mojej ocenie w Baka to Test to Shoukanjuu zabrakło więcej głębszego przesłania. Szukałam rozrywki, ale bardzo szybko zauważyłam olbrzymi potencjał, jaki kryje w sobie system Akademii Fumizuki. Oczekiwałam choć częściowej odpowiedzi na moje pytania, które w dużej mierze dotyczyły relacji między uczniami klas niższych i wyższych. Znam środowisko tej młodzieży, która chodzi do szkół z (rzekomo) wyższym poziomem, a jednocześnie ich beznadziejne, żałosne zachowanie w różnych sytuacjach, kiedy pokazują zwykły brak wychowania, samochwalstwo albo słabość psychiczną. Każdy z nas również widział, jak się traktuje uczniów, którzy migają się od nauki i tutaj faktycznie mamy raz scenę, która ukazuje nauczyciela klasy F obojętnego na wyniki swoich uczniów. Moim zdaniem zbyt wiele poświęcono w serii czasu na zwykłe relacje uczniów, które nie wprowadzały niczego odkrywczego na tle innych anime. Choć seria pokazała sposób, w jaki Yuuji postanowił obalić mit tego, że jedynie oceny są ważne w życiu uczniów, to jednak trochę mało. Zwłaszcza że w dzisiejszym świecie trwa moda na naukę i studiowanie, przy czym zapomina się o czymś ważniejszym, czego nie można nauczyć się w szkole. W głównym wątku można znaleźć skromne przesłania, ale muszę z żalem powiedzieć, że twórcy nie pokusili się o odtworzenie znacznie większej liczby problemów, które wynikłyby z takiego systemu walk. Oczywiście Baka to Test to Shoukanjuu nie jest serią skończoną (jej kontynuację zapowiedziano na rok 2011) i miejmy nadzieję, że znajdzie się w niej znacznie więcej.

Komu można tę serię polecić? Tradycyjnie fanom komedii i słodkich, prostych postaci. Tym, którzy są bardziej wymagającymi widzami, radziłabym potraktować ten tytuł jako chwilę relaksu między innymi, wymagającymi skupienia anime. Ja oglądałam tę serię zaraz po Texhnolyze, która do łatwych nie należy, więc prawdopodobnie dlatego łatwiej było mi przetrawić niektóre schematy.

Astellas, 22 sierpnia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Silver Link
Autor: Kenji Inoue
Projekt: Miwa Ooshima, Yui Haga
Reżyser: Shin Oonuma
Scenariusz: Katsuhiko Takayama

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Baka to Test to Shoukanjuu na forum Kotatsu Nieoficjalny pl