Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Fantasmazuria - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 3/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

1/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 1,25

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 343
Średnia: 5,38
σ=2,75

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Yaone)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Seikon no Qwaser

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 24×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Qwaser of Stigmata
  • 聖痕のクェイサー
Gatunki: Przygodowe
zrzutka

Chemia stosowana i megatony nagich piersi. Czy z takiego połączenia da się zrobić anime? Seikon no Qwaser jest przykładem, że (niestety) jest to możliwe.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Recenzja powstała na podstawie wersji nieocenzurowanej.

Qwaserzy to ludzie potrafiący panować nad danym pierwiastkiem chemicznym. Aby korzystać z tej mocy, konieczne jest jednak uzupełnianie zapasów somy, czyli energii wysysanej z kobiecych piersi. Istnieją dwie organizacje zrzeszające i trenujące qwaserów – Athos oraz Adepci, a ich celem jest odnalezienie legendarnej ikony Theokosa z Tsarytsinu, ukrytej w pewnej szkole. Do tej właśnie szkoły uczęszczają Mafuyu Oribe i Tomo Yamanobe, które pewnego dnia spotykają na swej drodze chłopaka o imieniu Aleksander Nikolaevich Hell, panującego nad żelazem qwasera należącego do Athos. W wyniku dalszych wydarzeń zamieszkuje on razem z dziewczynami, żeby je chronić. Od tej pory przyjdzie im stoczyć wiele trudnych walk. Czy uda im się odnaleźć sławną ikonę? I jaką rolę przyjdzie odegrać Mafuyu i Tomo?

Fabuła Seikon no Qwaser pod każdym względem jest niespotykana. Zacznę może od tej ciekawszej strony, czyli od mocy qwaserów. Zdolność do manipulowana pierwiastkami jest interesująca i daje duże pole do popisu. W trakcie pojedynków nie przydaje się jedynie umiejętność sztuk walki. Bardzo ważną rolę odgrywa znajomość chemii, właściwości pierwiastków i reakcji chemicznych, jakie pomiędzy nimi zachodzą. Nawet słaba moc w pewnych warunkach może okazać się bardzo skuteczna, jeżeli odpowiednio wykorzysta się wszystkie dostępne środki. Pod względem realizacji potencjału drzemiącego w tym pomyśle twórcy dobrze się spisali, chociaż można mieć zastrzeżenia co do długości scen starć pomiędzy ludźmi Athosa a Adeptami. Walki są interesujące i dynamiczne, ale zdecydowanie zbyt krótkie. Nie zdążymy jeszcze dobrze rozsiąść się w fotelu, a tutaj już wszystko się kończy. Jednym słowem, najciekawszy element tej serii i jedyny, dla którego warto to obejrzeć, dostaje najmniej czasu antenowego.

A teraz pozostała część fabuły, czyli pozyskiwanie energii do walk i związane z tym…. sceny. Jak już wspomniałam w pierwszym akapicie, qwaserzy potrzebują somy, aby korzystać ze swoich mocy. Tę energię wysysają z kobiecych piersi. Zarówno Athos, jak i Adepci szkolą do tego celu dziewczyny, które później są określane jako Maria i pełnią rolę partnerek qwaserów w walce. Nie znaczy to jednak, że bez odpowiedniego treningu nie mogą użyczyć swojej somy. Właściwie nie trzeba spełniać żadnych specjalnych warunków i każda dziewczyna może kogoś wspomóc swoją siłą. Sposób pozyskiwania somy jest dość osobliwy, przywodzący na myśl jedno skojarzenie, które to skojarzenie zostaje w każdym najmniejszym calu wykorzystane. Dostajemy więc dużo dziewczyn o najróżniejszych rozmiarach biustów, które chcąc nie chcąc, prędzej czy później biorą pośredni udział w pojedynkach qwaserów. Pod tym względem twórcy wykazali się ogromną wyobraźnią, więc przygotowania do walki najczęściej są dłuższe niż ona sama, a w ich trakcie bohaterowie potrafią przybierać różne dziwne pozy. I nie sądźcie, że znajdziecie tutaj jakąkolwiek cenzurę. Wszystko zostaje pokazane z dokładnymi szczegółami, którym towarzyszą odpowiednie dźwięki wydawane przez żeńską część tego przedstawienia. Przez większość odcinków będziemy skazani na oglądanie nagich piersi (a czasem czegoś więcej) oraz scen, które mogłyby spokojnie konkurować z grami wstępnymi w tytułach hentai. Jako że Seikon no Qwaser nie zalicza się do tego gatunku (nie zobaczymy tu ani jednej sceny łóżkowej), takie prowadzenie wątków może zniesmaczyć niejednego widza i skutecznie obrzydzić seans już po pierwszym odcinku. Może się nie podobać także wykorzystywanie elementów chrześcijańskich. Pierwsza walka ma miejsce w kościele, tuż przed ołtarzem, a Marią jest młoda zakonnica. Resztę dopowiedzcie sobie sami…

Fabuła Seikon no Qwaser skupia się przede wszystkim na akcji, ale nie omieszkano wprowadzić także paru wątków komediowych. Niestety w większości są dość głupie i naiwne, a niektóre żałosne i niewarte oglądania. Właściwie na uwagę zasługuje jedynie odcinek z gorącymi źródłami w tle (tak, nawet w tej serii nie mogło zabraknąć wyjazdu do onsenu, w końcu to najlepsze miejsce do wyeksponowania nagich ciał bohaterek). Na polu komediowym nie odniesiono sukcesu prawdopodobnie z powodu charakterów postaci, które po prostu nie nadają się do odgrywania śmiesznych scen. Patrząc przez pryzmat pobierania somy, można mieć także nadzieję, że nie obędzie się bez jednego czy dwóch romansów. Jest to jednak złudne marzenie, a najromantyczniejsze wyznanie, jakie będzie dane nam tu usłyszeć, to „kocham twoje piersi”. Na nic więcej nie ma co liczyć.

Ze względu na ogromne ilości fanserwisu, nie mogło tu zabraknąć przeróżnych bohaterek z biustami reprezentującymi każdy możliwy rozmiar. Niestety walory cielesne dziewcząt całkowicie przyćmiły ich osobowości, które ogólnie mówiąc są płytkie i pozbawione jakiegokolwiek ciekawego rysu charakteru. Nawet główne bohaterki wypadają w tej kwestii strasznie blado. Jedynie Mafuyu zostaje obdarzona namiastką charakteru, ale także przeżywa wzloty i upadki. Natomiast Tomo jest kompletną porażką. Przez całą serię można odnieść wrażenie, że jest zidiociałym, niedorozwiniętym dzieckiem, które prawdopodobnie bez pomocy innych nie potrafi nawet skorzystać z toalety. Jest jedną z najgorszych postaci, jakie kiedykolwiek widziałam. Jeśli chodzi o Sashę (zdrobniałe imię Aleksandra), to jak przystało na głównego bohatera, jest jeszcze dzieckiem obdarzonym tragiczną przeszłością i kryjącym wielki potencjał, który Źli chcieliby wykorzystać do własnych celów. Jednym słowem, standard. O postaciach stojących po drugiej stronie barykady trudno cokolwiek powiedzieć. Zazwyczaj nie żyją zbyt długo, byśmy oprócz ich imion mogli się czegoś więcej o nich dowiedzieć.

Grafika w tej serii trzyma całkiem dobry poziom. Tła są naprawdę ładne i nie ma się tutaj do czego doczepić. Przyłożono się także do animacji w scenach walk. Mogą za to nie spodobać się niektóre projekty postaci – biusty kilku bohaterek są nienaturalnie wielkie i wyglądają po prostu ohydnie. W hentai takie coś byłoby dopuszczalne, ale nie w serii nienależącej do tego gatunku. Openingi i endingi to świetne j­‑rockowe piosenki, niestety jednak pozostała ścieżka dźwiękowa jest niezauważalna, chociaż jeśli się w nią wsłucha, to można stwierdzić, że te utwory dobrze pasują do scen, w których są użyte.

Seikon no Qwaser mogło być całkiem dobrą serią na dwa sposoby. Pierwsza droga to spore ograniczenie fanserwisu i skupienie się na walkach. Nie mówię, że pokazanie odrobiny nagiego ciała jest złe, ale sceny pozyskiwania somy naprawdę można było zrobić z trochę większym umiarem, a zaoszczędzony w ten sposób czas antenowy wykorzystać na wydłużenie pojedynków. Dostalibyśmy ciekawe anime akcji, okraszone dawką przystępnego fanserwisu. Druga droga to zrobienie z tego zwykłej serii hentai. Nie byłoby to zbyt trudne, wystarczy, że bohaterowie zrobiliby jedynie mały krok do przodu w wiadomych sprawach. Do tego dodajmy jeszcze dość interesującą fabułę i dostajemy tytuł, który mógłby spokojnie walczyć o wysokie pozycje w rankingu popularności w swoim gatunku. Twórcy jednak postanowili pójść pośrednią drogą i dlatego otrzymaliśmy produkcję, która spodoba się niewielkiemu gronu widzów. Skoro jesteśmy przy widzach, to teraz dobra rada, kto nie powinien tego oglądać. Po pierwsze, niech wszystkie dzieci trzymają się od tego z dala. Po drugie, osoby uczulone na duże dawki wszelakiego fanserwisu. Po trzecie, niech odpuszczą sobie ten seans ludzie, którym nie są obojętne wartości religijne. Reszta potencjalnych widzów (jeżeli jeszcze ktoś pozostał) może obejrzeć Seikon no Qwaser, ale nie obiecuję, że ich odczucia po zakończeniu ostatniego odcinka będą pozytywne.

Yaone, 18 września 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Hoods Entertainment
Autor: Hiroyuki Yoshino, Ken'etsu Satou
Projekt: Makoto Uno
Reżyser: Hiraku Kaneko
Scenariusz: Makoto Uezu
Muzyka: Tatsuya Katou