Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 10/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 15
Średnia: 7,67
σ=1,35

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Eire)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ramayana: Opowieść o księciu Ramie

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1993
Czas trwania: 107 min
Tytuły alternatywne:
  • Ramayana: Rama Ouji Densetsu
  • Ramayana: The Legend of Prince Rama
  • ラーマヤーナ ラーマ王子伝説
Gatunki: Przygodowe
Postaci: Księżniczki/książęta; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Azja
zrzutka

Ciężka dola herosa ruchomym obrazem opisana.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kwalifikuje się to na Tanuka? Lista płac zawiera znane fanom anime studia, ale zanim film ukazał się w Japonii, zdążył go poznać cały świat. Pytanie to zostawmy maniakom klasyfikacji i porządku, a sami, drodzy czytelnicy, skupmy się na animacji, której historia jest nie mniej ciekawa niż fabuła. Na początku lat 90. jakaś mądra osoba wpadła na pomysł uczczenia pięćdziesięciolecia nawiązania przez Indie i Japonię stosunków dyplomatycznych. Pomysł idealny w swojej prostocie – nie bankiety czy inne uroczystości dla wybrańców, nie oficjalne pisma kurzące się w archiwach, ale coś od ludzi dla ludzi. Japonia dała animację, Hindusi historię i muzykę i tak powstała Ramayana: The Legend of Prince Rama. Dzięki angielskiej wersji językowej film opuścił Półwysep Indyjski i pomaszerował na podbój krajów anglojęzycznych. Zanim w 1997 roku trafił do Japonii, gdzieś w pół drogi zatrzymał się na półkach polskich wypożyczalni wideo jako Ramayana: Opowieść o księciu Ramie i w takiej formie trafił do rąk polskich dzieci.

Szkoda, że częściej nie słyszy się o takich projektach, a ministerstwa spraw zagranicznych nie mają w zwyczaju puszczać w świat tego rodzaju kurtuazyjnych podarunków. Mówię to zupełnie poważnie, jako jedno z dzieci, które Opowieść o księciu Ramie obejrzało, a w wieku nieco późniejszym zachęcone wspomnieniami sięgnęło po sam mit. Do dziś nie miałam dość samozaparcia, by przeczytać w całości napisany mocno archaicznym językiem poemat, ale dzięki tej adaptacji poznałam w sposób miły i bezbolesny kawałek obcej kultury, po który w innym przypadku raczej bym nie sięgnęła.

Podstawą kreskówki jest bowiem starożytny epos indyjski opowiadający dzieje księcia Ramy – siódmej z dziesięciu inkarnacji boga Wisznu. Obszerny poemat, którego narodziny szacuje się na początek naszej ery, po dziś dzień stanowi ważną część kultury Azji Południowo­‑Wschodniej. Nie sposób w dwie godziny poruszyć wszystkich skomplikowanych wątków, dlatego twórcy wybrali do ekranizacji najbardziej znany fragment – porwanie Sity, żony Ramy i próbę jej odbicia, zakończoną krwawą wojną. Film wyraźnie był kierowany do młodszych widzów, dlatego scenarzyści zdecydowali się nie poruszać pewnych kwestii, ale całość sprawia wrażenie historii zredagowanej z pomysłem, a nie nieudolnej cenzury przez przemilczenie.

Spośród synów króla Dasarathy Rama zawsze wyróżniał się cnotą, siłą i spokojem. W niespokojnych czasach, gdy drogi demonów i ludzi spotykały się na wojennej ścieżce, to on wyruszał bronić poddanych przed sługami złych demonów. W czasie jednej z takich wypraw książę ujrzał księżniczkę Sitę i dwoje młodych zakochało się w sobie od pierwszego wejrzenia. W niedługi czas potem ojciec Sity ogłosił konkurs o rękę ukochanej córki. Rama zwyciężył z łatwością i przez następnych kilka lat cieszył się szczęściem i miłością. Gdyby jednak taki stan rzeczy utrzymał się wiecznie, nie byłoby historii. Na skutek intrygi jednej z żon ojca Rama zostaje wygnany. Jako wzór wszelkich cnót znosi to z uśmiechem i spokojem, i wraz z Sitą i kilkoma sługami wyrusza do dżungli. Niestety tu zaczyna się prawdziwa tragedia – piękno i szczęście młodych stają się obiektem zazdrości ze strony demonów. Sita zostaje porwana przed demona Rawanę, a jej mąż wraz z bratem wyruszają na ratunek.

Ramayana jest poematem epickim. Tutaj nie ma miejsca na umiarkowanie – nawet skromność bohatera musi zostać podkreślona jako naj-, naj-, największa. Postacie są olśniewająco piękne i anielsko dobre lub złe do szpiku kości i odrażające jak noc. Orszak królewski kapie od złota, wrogowie rosną do olbrzymich rozmiarów, rodzinna vendetta zmienia się w epickie starcie dobra ze złem, a wszystko zostanie opowiedziane w słowach pięknych i podniosłych.

Wielkie wydarzenia wymagają odpowiednich bohaterów. Ukazanie parady ideałów bez wzbudzenia irytacji widza to trudne zadanie, ale tu się udało. Naprawdę trudno nie lubić Ramy i jego kompanii, nie sposób czuć sympatii do jego wrogów. W każdej innej historii nieustanne podkreślanie przymiotów bohaterów bardzo by mnie irytowało, ale tutaj wydaje się na miejscu – może dlatego, że deklaracje narratora popierają wydarzenia na ekranie. Rama zaskakująco dobrze zniósł próbę czasu i mimo upływu lat i zmiany systemów wartości pozostał szczerą i dobrą osobą, której nie sposób nie lubić. Twórcom udało się oddać jego życzliwość dla świata, cechującą osoby tak pewne siebie, że nie muszą nikomu niczego udowadniać, ale za to chętnie spieszą z pomocą. Jego sprzymierzeńcy, by wypełnić dane słowo narażą się na wszystko, a bracia pójdą za nim w ogień. Warto docenić zwłaszcza to ostatnie – tak wielka lojalność i brak rywalizacji wśród królewskich braci mógł mieć miejsce tylko w eposie. Z kolei Sita, w oryginale stanowiąca chodzącą manifestacją poglądów nie do przyjęcia dla nowoczesnego człowieka, przeszła lekką przemianę. Nadal jest piękną damą w opałach, ale dzięki podmianie pewnej denerwującej w oryginale kwestii jej opisywana dobroć pokryła się z czynami. Ulubieńcem czytelników i widowni od wielu lat pozostaje jednak Hanuman – oddany towarzysz Ramy, zmiennokształtny dowódca małpiego ludu. Z konieczności jego historia została bardzo okrojona, ale nie umniejszyło to jego roli w przedstawionych wydarzeniach. Gdyby nie mądra i trzeźwa małpa, załamany młody heros pewnie marnie by skończył. Zawsze sprytny, opanowany i chętny do pomocy, lata, rośnie i maleje, a w dodatku lubi i umie śpiewać. I jak go nie lubić?

Z drugiej strony mamy Tych Złych, czyli demona Rawanę ze swoim dworem. Są straszni. Okropni. Bezlitośni. Co gorsza, myślący. Źli nie dlatego, bo ktoś wskazał ich palcem, ale dlatego, że cały świat traktują jako plac zabaw, wyciągając rękę po to, na co im przyjdzie ochota. Bohaterowie nie są dla nich równymi istotami, to pionki, zabawki. Najlepiej, by leżeli niezauważeni, bo gdy ktoś ich dla zabawy rozdepcze, nie będzie to wielkim problemem. Straszny los czeka tych, którzy zwrócili na siebie ich uwagę. Biada tym, którzy stawiają opór.

Ze wszystkich zakończeń, jakie przez lata dopisywano Ramayanie, twórcy wybrali najstarsze i najbardziej optymistyczne. Trudno jednak mówić o happy endzie, skoro sami bohaterowie zwracają uwagę widza na tych, którzy zakończenia nie doczekali. Opowieść o księciu Ramie zaskoczyła mnie nowoczesnym podejściem do tematu wojny, która mimo całego patosu niewiele ma w sobie z bohaterskiej wyprawy, dużo zaś z rozpaczliwej obrony i smutnej konieczności. Wprawdzie są wielkie słowa w długich przemowach, ale równie dużo czasu poświęcono na pokazanie bohaterskich żołnierzy rannych i zrozpaczonych, a bycie głównym bohaterem wcale nie chroni przed bólem i zwątpieniem. Wszystko oczywiście jest stylizowane i ukazane w sumie zgodnie z zasadą decorum, ale jednak działa na wyobraźnię i daje całkiem wyraźny morał.

Na okładce polskiego wydania napisano „bajka konkurująca z Alladynem”. Nie wiem, co miało to na celu, osobiście nie lubię takich rywalizacji. Tym bardziej że w kwestii technicznej Opowieść o księciu Ramie nie ma się co równać z disneyowską megaprodukcją, choć wśród filmów z lat 90. zdecydowanie wyróżnia się na plus. Malownicze scenerie cieszą oko, bohaterowie dysponują bogatą mimiką, zmieniają ubrania i lekko się starzeją. Sporo tu scen działających na wyobraźnię – przemiany demonicznego króla czy mrugające obłoki mogą zaskoczyć nawet współczesnego widza. Muzyka natomiast jest po prostu prześliczna i szkoda, że nie wydano jej w oddzielnej formie. Delikatne hinduskie dźwięki i piosenki w hindi wydają się jedynym właściwym wyborem. Od rytmicznych modlitw i inkantacji, przez buńczuczne pieśni bitewne do musicalowej rozmowy, wszystkie piosenki zasługują na samodzielne odsłuchanie. Nie jestem wielką fanką hinduskiej muzyki, ale nie potrafię sobie wyobrazić bardziej pasującej ścieżki dźwiękowej.

Jak wszelkie kreskówki wydane u nas w latach 90., Ramayana trzymana była w dziale dziecięcym. Choć osobiście miałam po niej wyłącznie pozytywne wrażenia, nie mogę jednoznacznie polecić jej jako historii do samodzielnego oglądania przez najmłodszych. Polskie wydanie odchudzono o ponad 40 minut, wycinając drastyczniejsze sceny, ale mimo wszystko trzeba samemu zdecydować, czy pokazać ją co wrażliwszym dzieciom. Dziecięca percepcja jest sprawą na tyle indywidualną, że nie można zgadnąć, czy z seansu zostaną dziecku kapiące od złota słonie, czy wspomniane mrugające niebo. Idealnym rozwiązaniem byłoby obejrzenie Ramayany całą rodziną, tak by latorośl pocieszyć albo zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Jeśli posiadane przez nas dziecko jest istotą rozumną i ciekawą świata, nie widzę przeszkód, by z nim ten film obejrzeć, w przystępny sposób poznając kawałek egzotycznej kultury.

Eire, 18 lutego 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nippon Ramayana Film
Autor: Kouichi Sasaki
Projekt: Moriyasu Taniguchi

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Ramayana: Legenda o księciu Ramie Cass Film
1 Ramayana: Opowieść o księciu Ramie Cass Film