Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 162
Średnia: 7,8
σ=1,71

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Isekai no Seikishi Monogatari

zrzutka

Bohater doskonały ratuje świat, podbija serca niewieście, pilotuje wielkie roboty, wygrywa zawody sportowe i równo składa pościel.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Gregory111

Recenzja / Opis

Isekai no Seikishi Monogatari nawiązuje do popularnego niegdyś anime Tenchi Muyo!, staromodnej haremówki z domieszką science­‑fiction, która przez lata zdołała skutecznie wybronić się przed degeneracją, mimo licznych kontynuacji i alternatywnych wersji. Tytuły te, fabularnie rozbudowane jak na standardy gatunku, trzymały się jednorodnej formuły i ostatecznie całkowicie ją wyczerpały. Cykl wymagał wielu zmian przystosowujących anachroniczne założenia do bardziej wymagających realiów, ale także wyczucia pozwalającego zachować ducha oryginału.

Trafną decyzją okazało się postawienie na spin­‑off opisujący losy przyrodniego brata Tenchiego, zamiast na kolejną próbę odtworzenia pierwotnego Tenchi Muyo!. Uniknięto dzięki temu problemów ze zgodnością poszczególnych części, mogących ograniczać scenarzystom pole manewru i wywołać sprzeciw oddanych fanów. Jeszcze lepszym pomysłem było wydanie serialu w formie trzynastu czterdziestopięciominutowych odcinków OVA. Więcej czasu w obrębie jednego odcinka pozwoliło lepiej dopracować tempo akcji i wyciąć sporo niepotrzebnych wypełniaczy, jakie zwykle są wynikiem konieczności dostosowania emisji do telewizyjnej ramówki. Choć dla przeciętnego widza są to rzeczy mające marginalne znaczenie, to od strony organizacyjnej twórców Isekai no Seikishi Monogatari mogę zdecydowanie pochwalić.

Scenariusz anime do przesadnie odkrywczych nie należy, wiernie odtwarzając najpopularniejsze schematy gatunku i nieznacznie tylko modyfikując niektóre z nich. Jak już wspomniałem, głównym bohaterem jest krewniak Tenchiego, Kenshi, który w tajemniczych okolicznościach trafia do innego świata o nazwie Geminar. Na miejscu zostaje podstępem przekonany do przeprowadzenia zamachu na młodą księżniczkę w zamian za możliwość powrotu do domu. Operacja kończy się niepowodzeniem, a Kenshi, poznawszy prawdę o swych mocodawcach, zostaje przez swą niedoszłą ofiarę zatrudniony w roli ochroniarza i lokaja. Wraz z nią trafia do elitarnej szkoły dla pilotów mechów, w której murach przygotowywany jest spisek mający zachwiać światem w posadach. Piloci ci zwani są Seikishi, co nie bez powodu wszyscy seiyuu wypowiadają w sposób, w jaki Japończyk wymawia angielskie sexy – bez wyjątku są to ludzie o idealnych wymiarach i nieskazitelnej aparycji.

Polityczna intryga początkowo nie wysuwa się na pierwszy plan, ale z czasem jej znaczenie rośnie, obnażając pewne braki i uproszczenia. Fabuła stanowi zbiór klasycznych wątków związanych z przeznaczeniem, uśpionym złem i cierpiącymi na przerost ambicji czarnymi charakterami, chcącymi ustanowić nowy porządek. Jest akurat na tyle spójna, by można było przymknąć oko na schematyczne rozwiązania, łatwe do przewidzenia również dla widzów nieobdarzonych zdolnością prekognicji. Główny wątek podzielono na dwie części, z których pierwsza rozgrywa się niemal w całości na terenie wspomnianej akademii i prowadzona jest z naciskiem na motywy czysto komediowe. Autorzy korzystają z okazji, by przedstawić wszystkie ważniejsze postacie oraz pokazać rodzące się między nimi więzy przyjaźni bądź animozje. Po prawdzie, nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby pozostałe odcinki były także utrzymane w podobnym tonie, ponieważ historia wraz z pojawieniem się poważniejszych wątków traci sporo ze swego uroku. Codzienne perypetie uczniów i nauczycieli stanowią doskonałą rozrywkę, nawet jeśli nie popychają fabuły do przodu. Z kolei dalsza część anime, wprowadzająca więcej akcji i dramatyzmu, paradoksalnie nie jest już tak ciekawa. Być może wpływa na to nieudolność czarnych charakterów, których zawiłe plany wydają tak opracowane, by przypadkiem nie doprowadzić do zwycięstwa. Złoczyńców można mimo wszystko trochę zrozumieć, a nawet im współczuć – przeciw tak doskonałemu bohaterowi jak Kenshi jakiekolwiek wysiłki są z góry skazane na niepowodzenie. Warto przy tej okazji dodać, że jest to również jedno z niewielu anime, w którym część niemilców zaczyna się z czasem autentycznie bać swojego stojącego po stronie prawości przeciwnika i niespecjalnie pali się do konfrontacji z nim.

Wszechpotęga głównego bohatera jest przez twórców podkreślana na każdym kroku, i choć skutecznie rujnuje napięcie, to stanowi bogate źródło humoru, również w postaci parodii rozwiązań znanych z innych serii o podobnej tematyce. Kenshi jest nie tylko niepokonany w walce, ale każda czynność, jakiej się podejmuje, wychodzi mu perfekcyjnie już za pierwszym razem, choćby miało to być układanie mozaiki zdolnej zawstydzić starożytnych artystów. Nie dziwota, że w placówce, w której mężczyźni są nieliczni, politycznie cenni, i przez to wychowywani w izolacji na ciepłe kluchy, Kenshi z miejsca staje się „gorącym towarem” rozchwytywanym przez stada kobiet. Jak przystało na bohatera haremówki, niespecjalnie zwraca na to uwagę (zwykle nie dlatego, że jest tych afektów nieświadomy, raczej z obawy o własną skórę i umiłowaną wolność), przez co dziewczyny nie cofają się przed niczym, by schwytać go choć na chwilę. W komicznych pościgach po całej szkole używany jest ciężki sprzęt, pułapki i podstępy, a i tak protagonista najczęściej wychodzi z opresji cało. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w Geminarze poligamia wśród pilotów mechów jest nie tylko akceptowalna, ale też może nieść za sobą społeczne korzyści, przez co bohaterki nie mają nic przeciwko zawiązywaniu strategicznych sojuszy. Rola potencjalnego rozpłodowca początkowo wydaje się bohaterowi dość niewdzięczna i wręcz smutna, ale trzeba przyznać, że błyskawicznie dostosowuje się do sytuacji i godzi z „okrutnym” losem.

Zestawienie postaci kobiecych jest jak na haremówkę wyjątkowo bogate, choć nie odbiega znacząco od gatunkowych standardów. Z punktu widzenia fabuły początkowo najważniejsza jest młoda, mająca obsesję na punkcie mamony księżniczka, u której służy Kenshi, a także jej wierna obrończyni obdarzona niezłym charakterkiem i wyjątkowo mizerną cierpliwością. Nie zabrakło też miejsca dla szalonej wynalazczyni, ponętnej elfiej księżniczki, czy oficjalnej i nieugiętej przewodniczącej samorządu. Twórcy unikają jednoznacznego związania jakiejkolwiek dziewczyny z bohaterem, przez co każda otrzymuje swoje romantyczne pięć minut. Wszystkie postacie co do jednej charakteryzuje świetna praca seiyuu i dobrze rozpisane, nieprzerysowane osobowości, dzięki czemu trudno mi sobie wyobrazić, by kogokolwiek z pozytywnej części obsady można było nie polubić. Dodatkowy plus należy się za kapitalną mimikę, która niejednokrotnie podczas scen komediowych rozbrajała mnie bardziej niż sam humor.

Isekai no Seikishi Monogatari najlepiej wypada właśnie jako lekka komedia przygodowa, unikająca powtarzania zbyt często podobnych gagów i zawsze gotowa zaskoczyć nowym zwariowanym pomysłem, jak choćby oficjalny strój wyjściowy akademii, w skład którego wchodzą między innymi kocie uszka. Element przygodowy sprawdza się dobrze dzięki rozbudowanemu uniwersum, nie tylko zawierającemu kilka odniesień do motywów znanych z Tenchi Muyo!, ale również kreatywne rozwiązania budujące niepowtarzalny klimat, jak choćby statek będący pałacem na lewitującym kawałku skały. Podobną rolę spełniają biomechaniczne roboty, steampunkowa technologia podlana odrobiną mistycyzmu i baśniowość przedstawionego świata. Do pełni szczęścia brakuje jedynie przedstawienia nieco większej ilości szczegółów, gdyż wydarzenia ukazane są głównie z punktu widzenia arystokracji i wojskowych, co może zaburzać pełny obraz rzeczywistości i odrobinę rozczarować miłośników szczegółowo rozpisanych światów fantasy.

Ów lekki, czasami wręcz beztroski klimat nie staje na drodze dynamicznym scenom akcji, z efektownymi walkami mechów na czele. W walkach uczestniczy zróżnicowany sprzęt, od wspomnianych biomechanicznych robotów wyposażonych w broń energetyczną i miecze, po prymitywne, ale równie skuteczne parowe molochy stawiające na brutalną siłę. Potyczki dominują przede wszystkim w drugiej części serii i potrafią przykuć uwagę, choćby za sprawą widowiskowości przy jednoczesnym braku przesadnie eksponowanych efektów komputerowych oraz swobodnego podejścia do spraw fizyki i faktu zużywania się amunicji. Szczytem wszystkiego jest pociąg pancerny składający się niemal w całości z rozkładanych dział, najwyraźniej materializujących pociski wprost z powietrza. Po raz kolejny doskonale sprawdza się zasada, że wobec absurdalnie przerysowanych zasad funkcjonowania lokalnej technologii, najlepiej nie wdawać się w szczegóły jej funkcjonowania, czego autorzy skrupulatnie przestrzegają.

Formuła wydania w postaci serii OVA pozwoliła dopracować rysunek znacznie bardziej niż w klasycznym serialu telewizyjnym, choć jednocześnie pod względem montażu poszczególnych scen Isekai no Seikishi Monogatari bardzo taki serial przypomina. Nie uświadczy się prawie w ogóle typowo kinowych ujęć i najazdów kamery, ale i tak na ekranie cały czas coś się dzieje. Bogata paleta ciepłych barw podkreśla lekki charakter anime, a pomijając część pierwszego odcinka, większość wydarzeń ma miejsce w dzień, dzięki czemu można podziwiać świat w pełnej krasie. Animacja jest stosunkowo płynna i pozbawiona chwytów oszczędnościowych, ale o dziwo tła są często przesadnie rozmyte i mało szczegółowe. Wyostrzenie drugiego planu pochłonęłoby zapewne sporo nakładów finansowych i czasu, ale biorąc pod uwagę, w jak zróżnicowanych miejscach toczy się akcja, byłyby to środki dobrze ulokowane. Na szczęście już modelom postaci, w każdej haremówce bodaj najistotniejszemu elementowi dla każdego przedstawiciela docelowej widowni, nie sposób zarzucić absolutnie niczego. Każda bohaterka, łącznie z trzecioplanowymi i jednorazowymi, jest zaprojektowana od podstaw wedle indywidualnego planu. Elfka ma sylwetkę modelki, a nie nijakiego uszatego cosia nagminnie spotykanego w anime, z kolei od przewodniczącej samorządu z miejsca bije urzędową powagą. Tak wyraźny związek między wyglądem a osobowością jest może nieco naiwny, ale w fikcyjnej rzeczywistości sprawdza się doskonale i już pierwszy rzut oka na postać mówi wiele o jej charakterze.

Również ścieżka dźwiękowa przypadła mi do gustu, od pierwszych nut melodyjnego openingu świadcząc o solidności kompozytorów i wykonawców. Zgodnie ze swym tytułem, piosenka Follow Me powoduje, że samemu też chce się wskoczyć w wir przygody. Ending już tak pozytywnego wrażenia nie sprawia i po jednokrotnym przesłuchaniu nie zawracałem sobie nim głowy. Najważniejsze, że pozostałe utwory muzyczne potrafią zarówno podkreślić dramatyzm sytuacji, jak i ubarwić okazjonalny pościg rodem z The Benny Hill Show. O dziwo część z nich powtarza się nagminnie, podczas gdy inne pozostają niemal niewykorzystane – można było proporcje rozłożyć nieco lepiej.

Isekai no Seikishi Monogatari nie bez powodu znajduje się w czołówkach rankingów haremówek i serii ecchi, choć elementy typowe dla tych pierwszych są często komicznie przesadzone, a dla tych drugich – mocno powściągliwe jak na serię OVA. Udowadnia, że nawet w tak intensywnie eksploatowanych gatunkach da się nakręcić anime mogące bez problemu zainteresować również osoby zazwyczaj stroniące od podobnych produkcji. Niewątpliwie spora w tym zasługa naturalnego, sympatycznego protagonisty, który mimo nagromadzenia cech idealnych nie przestaje być uczynnym i szczerym nastolatkiem. Jak mało który bohater przeniesiony do innego wymiaru, błyskawicznie dostosowuje się do nowej rzeczywistości i staje jej nieodłączną częścią. Choć zakończenie jest wręcz skandalicznie przyśpieszone i niedopowiedziane, to jednak pozostaje satysfakcjonujące, a co ważniejsze, daje nadzieję, że z Kenshim i jego haremem jeszcze będzie okazja się spotkać.

Tassadar, 29 sierpnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC (Anime International Company), BeSTACK
Autor: Masaki Kajishima
Projekt: Hajime Watanabe, Katsumi Enami, Naohiro Washio
Reżyser: Kouji Yoshikawa
Scenariusz: Hideki Shirane
Muzyka: Akifumi Tada