Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 4
Średnia: 6,75
σ=1,09

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Uchuu Senkan Yamato 3

zrzutka

Jeszcze jedna podróż „Yamato”. Tylko czemu taka nudna?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Zabłąkana głowica antyplanetarna, pochodząca z toczącego się na obrzeżach Drogi Mlecznej konfliktu, została złapana przez pole grawitacyjne Słońca i skierowana ku niemu, po drodze niszcząc statek wycieczkowy w okolicach Merkurego. Ekipa ratunkowa odnalazła jego szczątki, ale nie potrafiąc wskazać przyczyny katastrofy, wróciła na Ziemię. Wydarzenia te pozostają początkowo w cieniu znacznie ciekawszych zajść – Susumu Kodai zostaje oficjalnie kapitanem statku „Yamato” i od razu zaczyna uzupełniać jego załogę, przetrzebioną przez ostatnie walki. Codziennie napływają jednak coraz bardziej niepokojące informacje od naukowców obserwujących procesy zachodzące w Słońcu. Jak się okazało, ignorowane wcześniej przez polityków doniesienia o drastycznym wzroście tempa reakcji termojądrowych są coraz bardziej dramatyczne. Według najnowszych obliczeń naszej gwieździe pozostał rok życia, w trakcie którego zacznie zmieniać się w czerwonego olbrzyma, niszcząc życie na Ziemi, a następnie zakończy własne w wybuchu supernowej. Heikuro Todou, widząc niezdecydowanie i ignorancję władz, podejmuje trudną decyzję o wysłaniu „Yamato” w kolejną misję, tym razem nie ratowania Ziemi, a znalezienia nowej planety dla ludzkości.

Susumu, wiedząc o konfliktach rozgrywających się wokół naszego układu planetarnego, podejmuje się trudnego zdania i ponownie bierze na swoje barki oczekiwania i przyszłość całej ludzkości. Próbując unikać otwartego zaangażowania w walki innych ras, rusza w wyprawę przez tysiące lat świetlnych w poszukiwaniu nowego domu dla miliardów mieszkańców Ziemi. Można od razu zauważyć, że zdecydowano się w tej serii na nieco inne podejście do tematu, tworząc bardziej anime przygodowe, aniżeli typową space operę. „Yamato” przeczesuje najbliższą Układowi Słonecznemu część kosmosu i napotyka na swojej drodze różne planety, którym oczywiście stara się pomagać w taki sposób, by jego ingerencja była możliwie najmniejsza. Niestety, wśród rozmaitych wrogów najbardziej niebezpieczna wydaje się Federacja Bolar, która pod pretekstem zaprowadzenia pokoju w galaktyce próbuje przejąć nad nią kontrolę, tworząc podległe sobie planety niewolników. Załoga kosmicznego okrętu przeciwstawia się tym zapędom, znacznie utrudniając sobie pierwotną misję i gdyby nie nieoczekiwana pomoc starego znajomego, a wcześniejszego wroga, anime skończyłoby się chyba bez jakiejkolwiek konkluzji. Natłok krzyżujących się ze sobą wydarzeń i tak sprawia, że nie widać tutaj kierunku ich rozwoju, co świadczy o braku jednolitej wizji fabuły tego anime.

Uchuu Senkan Yamato z roku 1980 powiela wiele schematów i pomysłów z poprzednich dwóch sezonów oraz filmów kinowych. W trakcie oglądania nie miałem żadnych trudności z przewidzeniem kolejnych rozwiązań problemów stających na drodze wytrwałej załogi. Zabrakło tutaj zdecydowanie świeżości, zastosowania nowego podejścia i metod. Powielona została też bezsensowność działań ludności. Zamiast skazywać „Yamato” na długą i chaotyczną podróż, można było użyć przedstawionej już wcześniej w uniwersum technologii i wysłać satelity w celu wyszukania potencjalnie najbardziej obiecujących planet, które mogłyby posłużyć za nowy dom dla miliardów ludzi. Niestety, zaprezentowana koncepcja poszukiwań nowej planety, uwzględniająca jedynie jej maksymalną odległość od Ziemi, sprawia, że po raz kolejny kolos staje na glinianych nogach, a nie solidnych fundamentach. Całość jak zwykle uzupełnia byt wyższy stojący po stronie dobra i będący w stanie od ręki rozwiązać główny problem ludzkości. W tym momencie zadałem sobie pytanie – po co widza zanudzać przez 25 odcinków, skoro rozwiązanie było dostępne już po ich połowie? Naprawdę, gdy brak pomysłów, znacznie lepiej jest zrobić krótszą serię, która mimo wszystko zostawiłaby po sobie znacznie lepsze wrażenie.

Problemem jest też masa dziur fabularnych, ponieważ do starych doszły też nowe. Nagle zapomniano, dlaczego w ogóle Ziemia została zaatakowana radioaktywnymi meteorytami, czyli o różnych wymaganiach bytowych Gamilian oraz ludzi, ukazując sceny, gdzie Susumu i Desler stoją obok siebie bez kombinezonów kosmicznych. Po raz kolejny nagięto też barierę rozsądku w tworzeniu ciał niebieskich. Dla przykładu na trasie „Yamato” pojawia się planeta Phantom, która hipnotyzuje przybyszów, ukazując im ich rodzime planety. O ile wizualny miraż przyjąłbym do wiadomości, o tyle sytuacja, gdy przedstawiciele dwóch różnych ras stoją obok siebie i odczuwają całkowicie inne warunki, potwierdzane przez ich maszyny badawcze, sprawia, iż cały pomysł skwitowałem jedynie szyderczym śmiechem.

Z tychże powodów ucierpiał też dramatyzm przekazu, który niewątpliwie próbowano widzowi przedstawić. Niestety, przy takim stężeniu absurdu, jego odczuwanie było niemożliwe. Podobnie było też z emocjami w trakcie walk czy stawianych przed bohaterami zagadek. Schematyczność sprawiała, że seans stał się po prostu nudny, nie potrafiąc zaproponować widzowi czegokolwiek nowego, interesującego. Sprawę mogły uratować wątki romantyczne, które miały potencjał, ale nie dostały czasu antenowego, a właściwie zostały zapomniane chwilę po ich wprowadzeniu. Równie nieciekawie zaprezentowano nowe postaci. Chociaż poświęcono im sporo uwagi, w żaden sposób nie dało się odczuć, iż właśnie dołączyły do ekipy „Yamato”. Takeshi Ageha oraz Ryusuke Domon, bo o nich mowa, nie prezentują sobą niczego interesującego, niczym też nie wyróżniają się z tłumu. Przez całą serię byli w cieniu starej ekipy, która mimo kilkudziesięciu odcinków dalej wydawała się znacznie ciekawsza od nich. Skoro już jesteśmy przy nich, to warto wspomnieć o jednej z niewielu zalet tejże animacji. Susumu, Yuki oraz Daisuke wyraźnie wydorośleli, prowadząc statek przez kosmos znacznie rozważniej, aniżeli w poprzednich seriach (co nie oznacza, że w sposób całkowicie rozsądny). Zwłaszcza ten pierwszy naprawdę dorósł do roli kapitana, stając się z nieznośnego smarkacza poważnym facetem, myślącym zarówno o misji, jak i podwładnych.

Poprawy nie sposób też nie zauważyć w warstwie wizualnej. Ilość detali zwiększyła się nieprawdopodobnie, wykorzystano też znacznie więcej animacji obiektów w przestrzeni kosmicznej. Wystrzały i wybuchy stały się bardziej widowiskowe, nasycone kolorem, zróżnicowane. Po raz pierwszy dało się zauważyć przezroczystość obiektów, dzięki czemu ekipa podczas odpalania działa Hadou zakłada ciemne okulary, a nie kawałek ciemnej blachy je udający. Na uwagę zasługuje ewoluująca kreska, podkreślająca starzenie się postaci. Poprawiono również proporcje twarzy i ich zróżnicowanie. Punkty ujemne należą się jednak za ending, który wykorzystuje animacje z poprzednich produkcji, zamiast pokazać coś nowego.

Sporo zarzutów można też mieć do ścieżki dźwiękowej. Jako opening ponownie słyszymy Uchuu Senkan Yamato autorstwa Isao Sasakiego, które zdążyło się już znudzić, a co gorsza, straciło aktualność. Nie byłoby może w nim nic złego, gdyby napisano nowe słowa, ale niestety po raz trzeci słyszymy podniosłą pieśń o wyprawie na Iscandar, podczas gdy historia nie ma z tą planetą nic wspólnego. Nic świeżego nie pojawia się również w podkładzie muzycznym serii, sprawiając, że podobnie jak i fabuła, ścieżka dźwiękowa jest po prostu nudna i nie potrafi zachwycić widza.

Odnoszę wrażenie, że trzeci sezon telewizyjny Uchuu Senkan Yamato został zrobiony trochę na siłę, próbując wykorzystać ówczesną popularność tytułu. Zabrakło tutaj nowych pomysłów, a próba przedstawienia kolejnej wyprawy „Yamato” w ciut inny sposób zakończyła się spektakularną porażką. Sprawa przedstawia się jeszcze gorzej, gdy oglądamy te dwadzieścia pięć odcinków bezpośrednio po filmie Yamato yo Eien ni, który był chyba najbardziej udaną animacją z całego cyklu. Niestety, wypalenie ekipy twórców jest tutaj wyraźnie widoczne, a upadek z wysokiego poziomu boli podwójnie. Serię obejrzeć mogą fani twórczości Leijiego Matsumoto, oczywiście znający poprzednie części. Nikomu poza nimi bym jej chyba nie polecił, ponieważ trudno znaleźć tu cokolwiek, co mogłoby dzisiejszego widza zainteresować.

Piotrek, 12 września 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Academy Productions
Autor: Leiji Matsumoto
Projekt: Katsumi Itabashi, Kenzou Koizumi
Reżyser: Leiji Matsumoto
Scenariusz: Eiichi Yamamoto, Keisuke Fujikawa
Muzyka: Hiroshi Miyagawa