Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 3
Średnia: 5
σ=1,41

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hime Chen! Otogi Chikku Idol Lilpri

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 51×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ひめチェン!おとぎちっくアイドル リルぷりっ
Tytuły powiązane:
Widownia: Kodomo, Shoujo; Postaci: Księżniczki/książęta, Magical girls/boys; Pierwowzór: Gra (inna); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Magical girls dla najmłodszych, czyli słodkie piosenki, słodkie bohaterki i… pełna komercja.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: cissy

Recenzja / Opis

Kraina Baśni była niegdyś pięknym miejscem, w którym żyli bohaterowie wszelkich bajek. Teraz jednak zaczyna w niej brakować happiness tones – czyli po prostu iskierek szczęścia pochodzących z ludzkich serc, pojawiających się na niebie w postaci jasnych gwiazd. Aby uchronić krainę przed zagładą, jej królowa wysyła na Ziemię trzy magiczne zwierzątka – Seia, Daia i Ryoku, powierzając ich opiece trzy magiczne klejnoty. Dzięki ich mocy trójka wybranych dziewcząt ma się przemienić w „Małe Księżniczki”, ziemskie odpowiedniczki Królewny Śnieżki, Śpiącej Królewny i księżniczki Kaguyi (bohaterki bardzo znanej japońskiej baśni). Ich zadaniem ma być sprawienie, że ludzie staną się szczęśliwi, dzięki czemu na niebo Krainy Baśni powrócą happiness tones. Jednakże ku zdumieniu wysłanników magicznej krainy okazuje się, że do tej roli nie zostały wybrane eleganckie młode damy, ale… trzy małe dziewczynki: Ringo, Reira i Natsuki.

To one właśnie otrzymują magiczne klejnoty, które przybierają postać ślicznych opasek na rękę, by w razie potrzeby przekształcić się w różdżki, potem w mikrofony, przemienić bohaterki w starsze o kilka lat wersje (tak, to już chyba było), a wreszcie obdarzyć je magiczną umiejętnością śpiewu i tańca. Tak oto rodzi się nowa gwiazda estrady – tajemniczy zespół Lilpri (to oczywiście skrót od „Little Princesses”).

Oczywiście wszystkie trzy wybrane dziewuszki są zupełnie zwykłymi i niewyróżniającymi się niczym specjalnym uczennicami podstawówki, chociaż w każdym przypadku coś je łączy z bajkowym odpowiednikiem. Ringo ma siedmiu młodszych braci, a jej rodzice prowadzą cukiernię specjalizującą się w plackach z jabłkami, Reira jest śpiochem, ale za to ma talent do ręcznych robótek, natomiast Natsuki mieszka w tradycyjnym japońskim domu, a jej dziadkowie sprzedają tkaniny na kimona. Jedno jest pewne – dziewczynki zaprzyjaźniają się niemal natychmiast, kiedy okazuje się, że wszystkie trzy są fankami niezwykle popularnego nastoletniego idola, Wisha. Czy jednak dobre chęci i odrobina magii wystarczą, by Ringo, Reira i Natsuki stały się prawdziwymi księżniczkami i dzięki swoim piosenkom zgromadziły dostateczną ilość happiness tones, by uratować Krainę Baśni?

Odpowiedź na to pytanie jest stosunkowo prosta. Widać, że Hime Chen! Otogi Chikku Idol Lilpri to tytuł przeznaczony dla zdecydowanie młodszej grupy wiekowej – co sprawia, że starsi widzowie raczej nie znajdą tu wiele dla siebie. W tej serii praktycznie brak jest wątku głównego, dominują jednoodcinkowe historie oparte na sprawdzonych schematach. Któraś z bohaterek (lub, częściej, jej zwierzątko) pakuje się w jakieś niegroźne tarapaty, bohaterki spotykają kogoś, komu trzeba jakoś pomóc… I tak dalej, przy czym całość jest celowo pozbawiona dramatyzmu charakteryzującego serie dla nieco starszych odbiorców. Obowiązkowym finałem każdego odcinka jest zaśpiewana przez Lilpri piosenka i towarzysząca jej eksplozja happiness tones, które pod postacią złotych iskierek opuszczają serca słuchaczy. Pod koniec serii pojawia się wprawdzie czarny charakter w osobie złej czarownicy, ale jej działania i podchody są bardziej komiczne niż groźne. Nie znajdziemy tu także wątków romantycznych – bohaterki, podobnie jak grupa docelowa tego anime, są w wieku, kiedy książąt z bajki się podziwia, ale jeszcze nie wzdycha się do nich na serio.

Równie prościutkie jak fabuła są postacie. Bohaterki różnią się trochę temperamentem, ale generalnie są co do sztuki miłymi, grzecznymi i dobrze wychowanymi dziewczynkami. Rozmaite wady pozwalające na jakiś manewr fabularny skupiają się raczej w Seiu, Daiu i Ryoku. Tak jak pisałam wcześniej, to zwykle oni pakują się w rozmaite kłopoty i służą jako element komediowy. Także w dalszej obsadzie brakuje czarnych charakterów (z wyjątkiem wspomnianej już złej czarownicy), trafiają się najwyżej postaci uciążliwo­‑komiczne, takie jak kolega z klasy bohaterek, zarozumiały Saotome, czy też uparta magiczna kotka Vivi.

Pomysłowo została rozwiązana kwestia mieszkańców Krainy Baśni – są oni kimś w rodzaju aktorów, odgrywających przypisane im role w kolejnych „odsłonach” swojej baśni. Pozwala to na uniknięcie problemu kontrastu między sielanką magicznego królestwa a dość brutalnym przebiegiem niektórych popularnych opowieści dla najmłodszych. Taki na przykład Zły Wilk jest zblazowanym i uroczym gwiazdorem, „grającym” w iluś bajkach, od Trzech świnek zaczynając, a na Czerwonym Kapturku kończąc. W ogóle ogromna szkoda, że Kraina Baśni została wykorzystana w tak niewielkim stopniu – ona akurat miała znacznie większy potencjał niż przeciętne zaczarowane krainy w tego rodzaju tytułach.

Niestety jednak w Hime Chen! Otogi Chikku Idol Lilpri nie da się nie zauważyć komercyjnej strony całego przedsięwzięcia. Widać wyraźnie, że seria ma służyć przede wszystkim napędzeniu sprzedaży gadżetów – od wstążeczek na rękę zaczynając, a na kartach kolekcjonerskich ze strojami bohaterek kończąc. Grupa docelowa zapewne łyknie to bez mrugnięcia okiem, starszym odbiorcom może trochę przeszkadzać – ale też to nie jest seria, która w najmniejszym choćby stopniu próbowała się przypodobać starszym odbiorcom.

Za grafikę należałoby przyznać dwie oceny. Większa jej część jest niezwykle prosta – ujednolicone i niemal pozbawione cieniowania projekty postaci, skrajnie minimalistyczne i wielokrotnie wykorzystywane tła, bardzo oszczędna animacja. Ostro kontrastują z nią zrobione w technice 3D sceny „koncertowe”, które z kolei zasługują na pochwałę. Bohaterki poruszają się w nich płynnie, a wykonywany przez nie układ choreograficzny dałoby się powtórzyć (zresztą poszczególne jego elementy są prezentowane na końcu każdego odcinka przez aktorki wystylizowane na bohaterki). Jedyną niedużą wadą jest widoczny w pierwszych odcinkach problem z proporcjami – animowane przez komputer bohaterki mają trochę za duże głowy. Warto natomiast zauważyć, że chociaż układ choreograficzny zmienia się tylko cztery razy wraz z kolejnymi piosenkami, w każdym odcinku widzimy nowe stroje bohaterek – często całkiem ładne i pomysłowe, szczególnie w drugiej połowie serii.

Muzyka jest dokładnie taka, jakiej należałoby się spodziewać – czyli jakieś kompletnie niezapadające w pamięć dźwięki w tle odcinków plus potwornie słodkie nawet jak na standardy gatunku j­‑popowe pioseneczki. Tak jak pisałam w poprzednim akapicie, utworów wykonywanych przez bohaterki jest cztery i zmieniają się one co kilkanaście odcinków, żeby powtarzać się w każdym kolejnym aż do następnej zmiany. Trudno cokolwiek o nich napisać – dają się wysłuchać, o ile nie ma się alergii na tego typu utwory, ale z całą pewnością nie ma w nich niczego, co wyróżniałoby je w jakikolwiek sposób. Wykonują je, podobnie jak piosenki w czołówce i przy napisach końcowych, panie z „prawdziwego” (czyli stworzonego na potrzeby promocji anime) zespołu Lilpri, to jest Ayaka Wada, Kanon Fukuda i Yuuka Maeda, które wcielają się także w role trójki bohaterek. Niestety widać, że bycie seiyuu jest dla tych gwiazdek stosunkowo nową chałturą, grają bowiem wyjątkowo sztywno – mniej starając się wlać w swoje postacie jakieś emocje, a bardziej – z prawidłową dykcją odczytać ich kwestie.

Jest to klasyczny przykład tytułu, który może podobać się bezkrytycznie nastawionym dzieciom, ale starszym odbiorcom wyda się raczej plastikową komercją niż uroczą podróżą do czasów dzieciństwa. Brak zarówno wątku przygodowego, jak i romantycznego poważnie zawęża grupę, która mogłaby się zainteresować tą produkcją. Na jej obronę mogę powiedzieć, że nie jest aż taka zła – zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń i nie brnie w przesadne idiotyzmy. Mimo wszystko jednak nie polecam, chyba że dla młodszego rodzeństwa – są rzeczy, które nadają się do oglądania tylko w dzieciństwie.

Avellana, 2 sierpnia 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Projekt: Atsuko Watanabe
Reżyser: Makoto Moriwaki
Scenariusz: Yuka Yamada
Muzyka: Takatsugu Muramatsu