Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 5
Średnia: 6,2
σ=3,54

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (fm)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Koutetsushin Jeeg

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 13×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Steel God Jeeg
  • 鋼鉄神ジーグ
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Androidy/cyborgi, Magowie/czarownice, Obcy, Youkai; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Magia, Mechy, Samoloty, Supermoce
zrzutka

Prosta historia o walce dobra ze złem – tylko tyle i aż tyle.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: 616

Recenzja / Opis

W roku 1975 Ziemia musiała zmierzyć się ze złymi siłami starożytnego Haniwa Empire. Jedynym, który stał na drodze armii okrutnej Lady Himiki, był Hiroshi Shiba, cyborg zdolny do przemiany w potężnego bojowego robota zwanego Kotetsu Jeeg. W ostatecznym starciu z siłami zła doszło do pokrycia regionu Kyushu nieprzenikalną barierą z chmur, pod którą uwięzieni zostali najeźdźcy, ale przy okazji również Jeeg. Rząd zbudował Build Base na obrzeżach tej tak zwanej „Strefy” w razie gdyby zło powróciło.

Teraźniejszość. Siły ciemności po raz kolejny podnoszą swój łeb, a nastoletni rajdowiec, Kenji Kusanagi, zostaje siłą i podstępem, wpakowany do nowej wersji Jeega i musi walczyć z glinianym potworem, Haniwa Genjinem. W czasie walki Strefa nagle rozszerza się, wchłaniając Build Base, Jeega i spory obszar wraz z nimi. Jak się szybko okazuje, Haniwa Empire wciąż pragnie zagarnąć świat dla siebie i jest bardziej zdeterminowane niż kiedykolwiek. Ale jeśli ono przetrwało, to co się stało z Hiroshim? Jakie sekrety skrywają najeźdźcy? Czym tak naprawdę jest Bronze Bell, z którego Jeeg czerpie swą moc?

Kotetsushin Jeeg stawia na jedno – prostotę. Żadnych superskomplikowanych fabuł, dylematów moralnych, poszukiwania na siłę nowych rozwiązań, niedwuznacznych przeciwników, bohaterów i złoczyńców odkrywających, że nie są tacy różni, jak mogłoby się wydawać, szeroko pojmowanego mózgogwałtu i pseudofilozoficznych, często bezsensownych, wstawek mających pokazać, jak bardzo seria jest „głęboka”. Jeeg idzie drogą, którą wyznaczył GaoGaiGar – pozostaje wierny mechowej tradycji i radośnie lekceważy Neon Genesis Evangelion oraz wszystkich jego naśladowców. Fabuła jest prosta, jednak nie prostacka, idzie utartym torem, lecz nie popada w bezmyślną schematyczność – wszystkie schematy zagrywa podręcznikowo, a jednocześnie potrafi nie tylko nie znudzić, ale i zaciekawić. Autorzy dokładnie wiedzieli, co chcą zrobić i jak to zrobić, by się spodobało. Jest tu wiele typowych elementów, które normalnie by mnie wkurzały, lecz nie w tym przypadku. Z prostego powodu – nie jest to wynik lenistwa czy niekompetencji twórców, którym nie chciało się wymyślić czegoś nowego, tylko świadomego działania mającego na celu przywołać ducha beztroskich lat siedemdziesiątych, gdy królowały pierwsze mechówki, jak Getter Robo, Mazinger Z czy, nieco przyćmiony przez tę wielką dwójkę przodek serii, Kotetsu Jeeg.

Konstrukcja fabularna większości odcinków jest bardzo prosta. Generałowie Himiki wysyłają kolejnego Haniwa Genjina do walki z Jeegiem, a Kenji i spółka znajdują sposób na pokonanie go. Jednakże walki, o dziwo, nie nużą. Albo są niezwykle komiczne, zazwyczaj za sprawą Kenjiego, albo niezwykle dramatyczne, co też można uznać za znaczny plus. Znalazło się również miejsce dla kilku wątków, które przewijają się w tle, by znaleźć rozwiązanie w wielkim finale serii. Wpływa to pozytywnie na odbiór całości – widzimy, że dzieje się coś jeszcze, na czym warto skupić uwagę. Podobał mi się zwłaszcza wątek ponownego spotkania ludzi uwięzionych wewnątrz Strefy z tymi, którzy znaleźli się poza nią (niekiedy całych rodzin rozdzielonych na pół wieku).

Bohaterowie wypadają typowo, ale sympatycznie. Kenji to standardowy narwaniec i idiota, jakich pełno lata po anime. Większość czasu służy raczej za element komediowy, a mimo to właśnie on spuszcza łomot potworom. Nie jest irytujący. Wręcz przeciwnie, okazuje się całkiem sympatyczny i zabawny (nawet kiedy wychodzi z niego zboczeniec). Gdy jednak dla odmiany robi się poważny, wypada o wiele bardziej interesująco. Tsubaki, przyjaciółka Kenjiego (która wyraźnie coś do niego czuje), jak również pilotka Big Shootera, samolotu, który wysyła Jeegowi części zamienne, to typowa tsundere z tak zwanej kategorii „B” – jest sympatyczna przez większość czasu, ale gdy się wkurzy (co następuje zawsze gdy Kenji robi z siebie głupka), ujawnia swoją o wiele mniej przyjemną stronę. Niestety, ta zagrywka jest tak często wykorzystywana, że bardzo szybko zacząłem się zastanawiać, co ona w ogóle w nim widzi. Wiem, miłość jest ślepa, jednak bez przesady. Drugi pilot Big Shootera, Kyo, zdawał się początkowo być kandydatem na ponurego rywala naszego bohatera, lecz niezwykle szybko okazał się miłym facetem, który może jest nieco skryty, ale zależy mu na pozostałych, a do Kenjiego żywi sporo sympatii.

Z reszty obsady należy wspomnieć Miwę – pięćdziesiąt lat temu pełniła dla Hiroshiego tę samą rolę, którą jej wnuczka pełni dla Kenjiego. Po latach, z typowej uroczej panienki wzdychającej do ukochanego, wyrosła na twardą, pewną siebie kobietę, która dowodzi całą militarną organizacją, a jeśli trzeba, potrafi sama skopać kilka tyłków. Zdecydowanie przekonały mnie do siebie też Build Angels – trzy pilotki myśliwców wspomagające Jeega w walce. Niektórzy twierdzą, że są one kopiami bohaterów Getter Robo ze zmienionymi płciami, ale jakoś tego nie widzę – ilekroć próbuję je dopasować, wychodzi mi podwójny Ryoma. Nie żeby była to zła rzecz. Z pozostałych postaci warty wspomnienia jest człowiek z przeszłości, który dołącza do obsady w ostatnich odcinkach. Nie ujawniając za wiele z fabuły, pozwolę sobie tylko określić go jako kozaka – absolutnego, totalnego twardziela, który, jak tacy mają w zwyczaju, robi piorunujące wrażenie.

Złoczyńcy wypadają na tym tle potwornie słabo – praktycznie zapamiętałem tylko Himikę, która wyróżnia się (pomijając posiadanie biustonosza wyglądającego jak łapy jakiegoś zboczonego starucha) epicko przesadzonym zachowaniem – wykrzykuje dziewięćdziesiąt procent swoich kwestii, czy jest ku temu powód, czy nie – oraz ciekawym spojrzeniem na siebie jako złoczyńcę. Jest doskonale świadoma, że czyni zło oraz uważa, iż leży to w jej naturze i nie potrafi inaczej – to ciekawe, nieco zahaczające o metafikcję podejście, które mi zaimponowało. Z jej generałów wyróżnia się tylko Amasu, który wydaje się mieć jakąś obsesję na punkcie swej pani i w absolutnie boski sposób się wydziera – aktora musiały tu wspomóc jakieś komputery, bo wątpię, by ludzkie gardło potrafiło wydobyć z siebie takie dźwięki.

Strona graficzna wypada całkiem ładnie – tła są dopracowane, mechy i potwory wyglądają całkiem fajnie, nic, do czego mógłbym się przyczepić. Obsadę serii narysowano w nieco uproszczonym stylu z lekkimi śladami przerysowania i przykładając niewielką uwagę do detali. Kolory postaci są nieco zbyt jaskrawe, co daje dziwny efekt i nieco gryzie się z bardziej stonowanymi tłami. Na barki hołdowania starym seriom pozwolę sobie złożyć fakt, że co odcinek musimy oglądać pełną sekwencję transformacji Jeega, która dosyć szybko zaczęła mnie, mimo wszystko, irytować

Za wkład muzyczny odpowiadał JAM Project, znany i bardzo dobry zespół muzyczny, który wykonał kawał dobrej roboty. Przygrywająca nam muzyka jest taka, jaka powinna być – rytmiczna, szybka, pełna siły, jaką dać może tylko rock'n roll. Co prawda mogliby nam oszczędzić puszczania melodii openingu za każdym razem, gdy Jeeg kopie przeciwnikowi tyłek, ale to też mogę złożyć na krab hołdowania starym czasom.

Kotetsushin Jeeg to sympatyczne, rozrywkowe anime i kolejna dobra pozycja, gdy chce się odpocząć od nieco głębszych tytułów. Można posadzić przed nim młodszego brata (jeśli nie macie nic przeciwko temu, że trafi na parę żartów o cyckach) albo samemu obejrzeć w wolnej chwili. Mnie zauroczyło to, jak seria stara się na każdym kroku przywołać ducha dawnych, niewinnych czasów. Jeśli jesteś fanem pierwszego Jeega czy też innych klasyków mechowych anime, lub zwyczajnie lubisz takie zabiegi, docenisz to. Jeśli nie, obniż ocenę o jedno oczko.

616, 30 lipca 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Actas
Autor: Gou Nagai
Projekt: Akira Kikuchi
Reżyser: Jun Kawagoe
Scenariusz: Tadashi Hayakawa
Muzyka: Yoshihisa Hirano