Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 7/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 23
Średnia: 5,35
σ=1,73

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Boukyaku no Senritsu

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2004
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Melody of Oblivion
  • 忘却の旋律
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shounen; Postaci: Magical girls/boys; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Czas: Przyszłość; Inne: Ecchi, Supermoce
zrzutka

Jak walczyć z potworami w rządzonym przez nie świecie, w którym ludzie nie pragną zmiany? Interesująca seria, zmarnowana przez żenujący fanserwis.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W XX wieku pomiędzy ludźmi a potworami (monsters) wybuchła bezlitosna wojna. I to nie ludzie ją wygrali… Ale teraz, wiele lat po jej zakończeniu, życie wydaje się toczyć normalnie. W każdym razie dla młodego chłopaka imieniem Bocca. To prawda, przez swój niepokorny indywidualizm ma kłopoty w szkole, ale nie jest to nic, czego nie mogłaby rozwiązać wręczona przez rodziców łapówka. Bocca nie sprawia wrażenie awanturnika – jest cichy, zamknięty w sobie i bardzo uparty. Dlatego zapewne przychodzi regularnie do mechanicznego warsztatu starego dziwaka, od którego powinien trzymać się z daleka. I tam właśnie pewnego wieczora poznaje Kurofune – wojownika Melos, a zaraz potem ma okazję oglądać jego walkę z jednym z potworów.

Niebawem Kurofune odchodzi, ale Bocca czuje, że musi go odnaleźć i zadać mu kilka pytań. Choćby dlatego, że on sam także okazuje się wojownikiem – na jego ramieniu pojawia się charakterystyczny tatuaż, dzięki któremu może wypuszczać z łuku strzały o niezwykłej mocy. I on także widzi – jak wszyscy wojownicy – widmo dziewczynki, zwanej Boukyaku no Senritsu – „Melodią Zapomnienia”. Podobno odnalezienie i uwolnienie jej pozwoli wygrać wojnę z potworami… Bocca wyrusza w podróż, zabierając z warsztatu jakby czekającą tam na niego aibarmachine – rodzaj futurystycznego motocykla, jakim poruszają się wszyscy wojownicy. Wraz z nim zabiera się podążająca tropem Kurofune dziewczyna – Sayoko Tsukinomori. W podróży przyjdzie im poznać wiele dziwnych miejsc i jeszcze dziwniejszych osób, zmierzyć się z ludźmi należącymi do złowrogiej Monster Union, a także stanąć wobec tajemnicy potworów i Melodii Zapomnienia. Bocca przekona się też, że większość ludzi jest całkiem zadowolonych z obecnego stanu rzeczy. Świat pod władzą potworów ma się doskonale, komu więc potrzebni są jacyś destabilizujący go szaleńcy?

Fabuła, oprócz pierwszych i ostatnich odcinków, podzielona jest na kilka trzy­‑czteroodcinkowych historii. Każda z nich zaczyna się w innym miejscu i dotyczy najczęściej walki z kolejnym wysłannikiem Monster Union i jego podwładnymi. Nie ma tu jednak monotonii, wyzwania i cele za każdym razem są trochę inne, a fabuła trzyma w napięciu. Ten sposób narracji sprawia, że akcja nie zwalnia – rzadko się zdarza, by w takiej serii nie było żadnych dłużyzn. Z drugiej strony jednak brakuje trochę jakiejś mocnej linii fabularnej, ciągnącej opowieść od początku do końca.

Naprawdę mocną stroną serii są bohaterowie, a przede wszystkim – główny bohater. To prawda, że dzięki różowym włosom wygląda trochę jak młodszy brat Uteny i potrzeba chwili, by się do niego przyzwyczaić. Jednakże postać typu „spokojny introwertyk” o wiele trudniej zdobywa uwagę widzów niż „niegrzeczny chłopiec”, a Bocca bardzo szybko zaskarbił sobie moją sympatię. Jest dobrze pozbierany, nie doświadcza wewnętrznych cierpień i nie ma tragicznej przeszłości. Po prostu robi to, co uważa za stosowne i żyje tak, jak chce żyć – nawet jeśli jego istnienie i jego walka nie są nikomu potrzebne. W kontraście z jego nadmiernym opanowaniem dobrze wypada ekstrawertyczna i impulsywna Sayoko. Pozostałe postaci są zdecydowanie bardziej drugoplanowe, ale też prezentują się na ogół całkiem przyjemnie.

Pod względem technicznym anime jest bez zarzutu. Postaci narysowane są dość typową kreską, ale ładnie zróżnicowane. Tła chwilami przypominają rozmyte akwarele – sprawia to dziwne wrażenie, ale łatwo się do nich przyzwyczaić. Ładnie i szczegółowo zaprojektowane są pojazdy, przede wszystkim aibarmachine. Bardzo podobały mi się także zmiany ostrości obrazu i oświetlenia – chwilami niemal eksperymentalne, ale wypadające naprawdę ciekawie. Muzyka natomiast jest klasą samą w sobie, bogata i zróżnicowana, z dużym udziałem instrumentów smyczkowych. Spokojnie można ją postawić w jednym rzędzie z takimi pozycjami jak .hack//SIGN albo Cowboy Bebop.

Niestety, nie bez powodu moja końcowa ocena zamiast niemal­‑zasłużonego 8 (a może nawet 9) spadła do naprawdę­‑zasłużonego 6. Nie widziałam chyba dotąd serii w takim stopniu zmarnowanej fanserwisem (jeśli nie liczyć Yami to Boushi to Hon no Tabibito – które jest o tyle usprawiedliwione, że powstało na podstawie gry hentai). Być może wielu czytelników uśmiechnie się w tym miejscu i pomyśli, że dobry fanserwis nie jest zły. Odpowiem – nie jest i nawet jeśli nie do mnie jest skierowany, w umiarkowanych ilościach nie przeszkadza mi. Gorzej z tymi umiarkowanymi ilościami. Wprawdzie na ekranie nie widać żadnej kompletnej golizny (kilka ujęć w całej serii, wyłącznie z tyłu), jednak równie dobrze mogłaby istnieć, dowolnie wyzywająca. Wszystkie dziewczyny mają biusty rozmiaru większego od głowy i potrząsają nimi bez umiaru, wszystkie też co chwila znajdują się w sytuacjach, w których wygięte w dziwny sposób wydają rozmaite okrzyki… Tak, dobrze kombinujecie. Tyle, że to wygląda raczej obrzydliwie, a co gorsza, naprawdę skutecznie psuje nastrój.

Mroczny nastrój, świat na poły realny, a na poły z jakiegoś koszmarnego snu… Chwilami byłam naprawdę pod wrażeniem. Niestety, twórcy nie umieli zachować konsekwencji. Nie chodzi tylko o ten nieszczęsny fanserwis, choć to on jest w dużej mierze odpowiedzialny za „zmarnowanie” efektu końcowego. Autorzy w przedstawieniu niektórych elementów świata, a przede wszystkim agentów Monster Union i ich mechanicznych pojazdów, postanowili sięgnąć po groteskę. I trochę przesadzili, bo groteskę od śmieszności dzieli cienka linia. Pozwolę sobie przytoczyć przykład z pierwszego odcinka. Animowany przez jednego z potworów autobus szkolny może być naprawdę złowieszczy – bezosobowa, rozpędzona machina, z którą musi zmierzyć się Kurofune. Chwilę potem jednak autobusowi wyrastają z przodu bycze rogi, z tyłu – krowi ogon, a od spodu – cztery nogi, na których popyla kurcgalopkiem za bohaterem. Spadłam z krzesła ze śmiechu, a zdecydowanie nie o ten efekt chodziło. I takie przykłady można by mnożyć… Przydałoby się też jakiekolwiek wyjaśnienie mechaniki tego świata, genezy powstania zarówno wojowników Melos, jak i potworów – nie otrzymujemy bowiem żadnego.

Podsumowując – rzecz jest zdecydowanie niebanalna i wyróżnia się na tle innych tytułów. Jednakże wyłącznie od osobistych gustów zależy, czy się od niej nie odpadnie. Polecić mogę ją tylko amatorom mrocznych klimatów, całkowicie uodpornionym na fanserwis (albo też całkowicie od niego uzależnionym).

Avellana, 31 stycznia 2005

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Projekt: Shin'ya Hasegawa, Yoshikazu Miyao, You Yoshinari
Reżyser: Hiroshi Nishikiori
Scenariusz: Youji Enokido
Muzyka: Hijiri Kuwano, Yoshikazu Suo