Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 39
Średnia: 7,69
σ=1,88

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (fm)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Crows Zero

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 129 min
Tytuły alternatywne:
  • クローズZERO
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Live action, Realizm
zrzutka

Bić albo nie bić – oto jest pytanie. Walka o dominację w szkole z piekła rodem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Miica

Recenzja / Opis

Takiya Genji zaczyna edukację w nowej szkole, by w niedalekiej przyszłości móc spełnić niezrealizowane ambicje swego rodzica. Nie są to jednak plany zostania lekarzem, prawnikiem czy trybikiem w międzynarodowej korporacji. Zamiast tego zamierza zebrać grupę podobnych sobie łobuzów i podporządkować sobie całą resztę uczniów niesławnej męskiej szkoły średniej Suzuran (zwanej też szkołą kruków). Sęk w tym, że nie posiada monopolu na taki pomysł, przy czym najsilniejszym konkurentem wydaje się obdarzony nadludzką siłą Tamao Serizawa. Ich starcie jest nieuniknione…

Gdy widzimy „Zero” w tytule, należy podejrzewać, że mamy do czynienia z prequelem jakiejś historii. Tak właśnie jest w tym przypadku, choć opisywany film można równie dobrze traktować jako odrębne dzieło. Łączy go z mangami Crows i Worst Hiroshiego Takahashi wspólne miejsce akcji i tematyka (młodociani rozrabiacy jakoś nie potrafią wpaść na bardziej oryginalny sposób spędzenia lat szkolnych), lecz w obsadzie wiodą prym zupełnie inne osoby (na dalszym planie pojawiają się jednak takie rodzynki jak znani też z papierowej wersji historii Hideto Bandou i Rindaman).

Fabuła sprowadza się głównie do tego, jak to Genji szuka sojuszników, by zwiększyć swoje szanse w planowanym grupowym mordobiciu, a uczniowie z wrażych ugrupowań rzucają mu kłody pod nogi. Należy być przygotowanym na to, że nastrój historii wpada z jednej skrajności w drugą. W pierwszej połowie dostajemy sporo slapstickowego humoru i przerysowanego aktorstwa, mimo że wnioskując po początkowej scenie, można by oczekiwać dramatu sensacyjnego. Później rzeczywiście pojawia się parę wątków dramatycznych (których szczegółów nie będę zdradzał), jednak żadnego z nich nie uznałbym za satysfakcjonująco rozwiązany. Można wręcz powiedzieć, że scenarzysta poszedł po linii najmniejszego oporu.

Nie mam za to większych zastrzeżeń do samych scen akcji. Zostały do pewnego stopnia dotknięte plagą obecnej kinematografii, czyli „efekciarskimi” spowolnieniami, ale poza tym to rzetelne, męskie pranie się po pyskach (właściwie w przypadku głównego bohatera i paru innych postaci bardziej pasowałoby określenie „po ładnych buziach”, lecz to by sugerowało inny rodzaj widowiska). Scenografia również przedstawia się nie najgorzej. Większa część akcji dzieje się na terenach szkoły pełnej zdewastowanych pomieszczeń ze ścianami pokrytymi graffiti (ze względu na brak znajomości języka japońskiego trudno mi oszacować poziom ich obsceniczności), choć może trochę dziwić kompletna absencja kadry nauczycielskiej (pomijając parę pierwszych minut filmu). Zawitamy również w dzielnicy portowej miasta, paru knajpach i na nieszczególnie bezpiecznych ulicach (zwłaszcza późną porą).

Obserwując walkę o szkolną dominację, można dojść do wniosku, że podstawę charyzmy przywódcy stanowi mocny sierpowy, silny kopniak, tudzież twarda głowa – w sam raz do rozkwaszania cudzych nosów. Inteligencja jako taka jest nie tyle nieistotna, co wręcz niewskazana. O obu pretendentach do tronu Suzuran dość szybko można sobie wyrobić opinię (Serizawa daje popisowy pokaz, jak nie należy jeździć na motocyklu, natomiast Genji ma problemy z zapamiętaniem jednego zdania, więc musi się posiłkować ściągawką) i do samego końca nie zaskakują oni przejawami zdrowego rozsądku. Ciekawszą postacią okazuje się gangster­‑nieudacznik, Ken Katagiri, przykład na to, że absolwenci Suzuran potrafią mieć pod górkę nawet w karierze przestępczej (dzięki niemu Crows Zero pokazuje dużo bardziej przyziemny niż zwykle obraz yakuzy). Ze względu na niepowodzenia w obecnej *khem* pracy odczuwa tęsknotę za latami szkolnymi i fascynację protagonistą (acz bez wyraźnych podtekstów shounen­‑ai) i szybko staje się jego ni to mentorem, ni to przyjacielem. Przy całym zalewie machizmu w obsadzie pojawia się Ruka, piosenkarka R&B, lecz szybko się okazuje, że ma jedynie ładnie wyglądać, parę razy coś zaśpiewać i czasem pakować się w kłopoty. Nie należy liczyć na popis aktorstwa czy nawet wyraźniejszy wątek romantyczny.

Wspomniana już muzyka R&B nieszczególnie pasuje do klimatu filmu, a dodatkowo psuje jedną z finałowych scen. Patrzymy na bardziej rozbudowane starcie, a w tle słyszymy jakieś smętne pitu­‑pitu. Może miało to sugerować piękne wnętrze i rozdarte dusze uczestników walki (dla porządku wyjaśnię – ani jednego, ani drugiego u nich nie uświadczymy)? Na szczęście reszta oprawy to przyzwoity kawałek j­‑rocka, w którym gitarowe granie jest bardziej istotne od wyglądu wokalisty.

O ile czasu spędzonego na seansie Crows Zero nie uważam za szczególnie stracony, to film też nie do końca mnie do siebie przekonał. Z jednej strony posiada niezłe sceny akcji, ale z drugiej potrafi zniechęcić zarówno scenami komediowymi (jeśli ktoś wcześniej nie miał zbyt dużej próbki japońskiego aktorstwa), jak i nieszczególnie udanymi wątkami dramatycznymi. Tym niemniej sądzę, że jeśli ktoś znajduje się na etapie fascynacji subkulturami młodzieżowymi (acz bez aktywnego udziału w żadnej z nich) albo jest fanem mang, które tworzy Hiroshi Takahashi, ma szansę całkiem nieźle się bawić.

fm, 5 października 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Hiroshi Takahashi
Reżyser: Takashi Miike
Scenariusz: Hiroshi Takahashi, Shougo Mutou