Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,80

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 276
Średnia: 8,28
σ=1,4

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Loko)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Redline

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 101 min
Tytuły powiązane:
Postaci: Obcy; Miejsce: Inne planety; Czas: Przyszłość
zrzutka

Dowód na to, że w kwestii akcji, samochodów i wybuchów można powiedzieć coś nowego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: SuiKaede

Recenzja / Opis

Na pojawienie się tego tytułu wyczekiwałem od momentu, w którym dowiedziałem się, że jego akcja będzie rozgrywać się w tym samym uniwersum, co Trava, anime, które polubiłem głównie za ociężałą, ale wypełnioną specyficznym humorem atmosferę panującą w pierwszych dwóch odcinkach. Każdy, kto widział zwiastun tudzież czytał wzmianki o Redline, wiedział, że dostanie najzwyklejsze (czy aby na pewno?) kino akcji dla facetów. Jedynie ja miałem małą iskierkę nadziei na pojawienie się odrobiny tego „traviastego” humoru. Rzecz jasna, moje – jakże wybredne – gusta nie zostały zaspokojone w tej kwestii, co nie zmienia faktu, że Redline wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Co właściwie oznacza sam tytuł – Redline? Otóż jest to wyścig, ale nie byle jaki wyścig: to zdecydowanie najpopularniejszy, jeden z najwyższych rangą wyścigów we wszechświecie, do którego dopuszczana jest ścisła elita kierowców. W pierwszych minutach filmu jesteśmy świadkami jednego z wyścigów eliminacyjnych (Yellowline), w którym udział bierze dwójka głównych bohaterów. Charyzmatyczny, acz sprawiający wrażenie kryminalisty JP, od czasu do czasu budzący skojarzenia ze starym znajomym z Cowboy Bebop, Spikiem Spiegelem, oraz piękna (chciałem zaznaczyć, że nie jest to pusty epitet, jestem autentycznie zachwycony jej wyglądem) dziewczyna­‑mechanik, której jedyną miłością są samochody – Sonoshee. JP robi wszystko, żeby pokonać rywali, jednak w ostatnich sekundach wyścigu jego podejrzany znajomy – Frisbee – dokonuje sabotażu i wyklucza naszego bohatera z gry. Na szczęście plany Frisbeego zostają pokrzyżowane, gdyż dwóch uczestników najwyższego rangą wyścigu rezygnuje ze swoich miejsc, a organizatorzy, będąc pod wrażeniem wyczynów JP, decydują się go dopuścić.

Trzeba zaznaczyć, że wyścig Redline nie ma jednego wyznaczonego toru. Za każdym razem organizatorzy wybierają inną planetę – tym razem pada na Roboworld. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że władze tego sektora nie są przychylnie nastawione do wyścigu ani też do wszystkiego, co się z nim wiąże. Rozpoczyna się więc (momentami komiczna) walka pomiędzy zawodnikami i organizatorami a rządem Roboworldu. Dalej zaś jest już tylko Redline.

Czas przybliżyć trochę postacie, a tych jest naprawdę sporo. Nie są zbyt skomplikowane, obędzie się bez zawiłych portretów psychologicznych, są za to po prostu żywe. O Sonoshee i JP już wspomniałem. Jest to bardzo typowa para bohaterów, którzy wyraźnie mają się ku sobie, przy czym są wystarczająco sympatyczni, żeby ich polubić. Dopiero później na scenę wkracza prawdziwa banda indywiduów. Poczynając od Travy i Shinkaia (znanych z Travy), fanserwiśnej pary pilotek uwielbiających róż, zwanej Superboins, włochatego niebieskiego policjanta, który swoimi metodami przypomina Brudnego Harry'ego – Goriego­‑Ridera, poprzez lekko szalonych łowców nagród, Lynchmana i Johnnyboya oraz czterokrotnego mistrza Redline – Machineheada, a kończąc na przedstawicielach naszej ojczystej planety – Mikim i Todorokim. Oto czołówka wyścigu. Każdy z nich jest na tyle zwyczajny, by nie wyróżniać się spośród reszty, ale jednocześnie na tyle niepowtarzalny, by zapamiętać go na dłużej. Niestety z powodu stosunkowo krótkiego czasu ekranowego nie zostali oni dokładniej przedstawieni. Wyraźnie widać, jacy mogliby być, gdyby poświęcono im więcej uwagi, są też nie tyle materiałem na ciekawe postacie, co po prostu interesującymi bohaterami, których niemiłosierny czas nie pozwolił nam bliżej poznać. A szkoda. Osobiście bardzo cieszyłbym się, gdyby powstało więcej takich miniserii jak Trava, które kolejno zapoznawałyby nas z poszczególnymi bohaterami, ale to raczej czcze marzenia.

Wrócę jeszcze na chwilę do Frisbiego, podejrzanego znajomka JP. Muszę przyznać, że ten bohater, pomimo nie najlepszego pierwszego wrażenia, okazał się bardzo ciekawym osobnikiem. W późniejszej części filmu, dowiadujemy się od JP co nieco na temat łączącej ich przeszłości, dzięki czemu Frisbee wiele zyskuje. W tle pojawia się również rząd Roboworldu, czyli banda polityków i wojskowych, którzy nie mogąc wyróżnić się charakterem, wykorzystują w tym celu coraz to bardziej destrukcyjne bronie.

Fabuła jest tak naprawdę dość przewidywalna, co nie zmienia faktu, że spełnia swoje zadanie w stopniu co najmniej zadowalającym (w odpowiednich momentach trzyma w napięciu, ale potrafi też na chwilę zwolnić, gdy tego potrzeba). Oprócz samego wyścigu zobaczymy również historię JP i Frisbeego, szaleńczą próbę niedopuszczenia do/przeszkodzenia w trakcie Redline w wykonaniu zarządu Roboworldu (który, jak się okazuje, ma logiczne powody ku temu), a także budzące się uczucie między głównymi bohaterami. Czyli wszystko, czego potrzeba w dobrym kinie akcji, w dodatku okraszone genialną niestandardową kreską, mieszającą żywe kolory ze stonowanymi odcieniami. Tła prezentują się nieźle: jest to zdecydowanie najsłabszy element graficzny, który i tak jednak zasługuje na oklaski. Poza tym widzimy ciekawie i starannie zaprojektowane wozy (jeden nawet mechopodobny!) oraz elementy otoczenia. Na uwagę zasługuje bardzo udana gra świateł, szczególnie w scenach „kosmicznych”. W scenach walk i wyścigów mamy zaś do czynienia z efektami super­‑deformed oraz chaosem przywodzącym na myśl Tengen Toppa Gurren Lagann, FLCL lub Dead Leaves. Jeśli zaś chodzi o projekty postaci, to zwyczajnie brakuje mi słów (w pozytywnym sensie). Pojawia się również fanserwis, którego głównym źródłem są Superboins oraz Sonoshee, ale nie jest to typowo sprośne ecchi. Przyczepiłbym się jedynie do momentu, w którym główna bohaterka ogląda telewizję, świecąc nagimi piersiami. Zupełnie to do niej nie pasuje i traci przez to odrobinę swojego uroku, ale za to ta scena jest magnesem na potencjalną samczą widownię… W końcu to jednak męskie kino akcji.

Tym właśnie sposobem dotarliśmy do minusów. Poza powyższym epizodem mogę w nich umieścić chyba jeszcze tylko muzykę, o ile w ogóle była jakaś muzyka. Zwyczajnie nie mogę przypomnieć sobie żadnego utworu. Są na to dwa wytłumaczenia: ścieżka dźwiękowa była na tyle kiepska, że mój mózg jej nie odnotował, albo też na tyle dobra, że idealnie stopiła się z tym, co widziałem na ekranie i również jej nie odnotowałem. Pozwolę sobie nie poddawać jej ocenie. Po namyśle dodam jeszcze jeden minus, jednak ten jest już bardzo osobisty. Mianowicie Shinkai i Trava zamienili się charakterami. Ja naprawdę uwielbiałem pierwotne wersje tych postaci, o czym zresztą chwilę trułem powyżej. Shinkaiowi został także zmieniony seiyuu, co już było przykrością, którą jednak mogłem znieść ale zmiana zachowania przelała czarę goryczy. Nie będę tego jednak uwzględniał przy ocenie, lepiej, żeby skrajnie osobiste przemyślenia na nią nie wpływały.

Film jest utrzymany w klimatach świata postapokaliptycznego/science­‑fiction, z czego dużo bardziej odczuwalny jest ten pierwszy, ponieważ akcja rozgrywa się głównie na skalistej planecie z jałową ziemią, a nie w przestrzeni kosmicznej. Przez cały czas możemy śledzić szybką, przesadzoną i niewątpliwie szaloną akcję, która w trakcie filmu nabiera rozmachu, by na samiutkim końcu osiągnąć swoiste apogeum. Jeśli wśród czytelników znajdują się osoby zainteresowane wizjami technologii sci­‑fi, będące przy tym maniakami motoryzacji i liczące na skrawki informacji na temat aut uczestników Redline, to niestety muszę je zawieść. Zwyczajnie nie interesuję się motoryzacją, nawet wyimaginowaną, a co za tym idzie, nie zwróciłem na nią uwagi. Mogę jedynie zapewnić, że samochody są tak samo niepowtarzalne, jak ich właściciele (z dużym naciskiem na Superboins). O konkretach będziecie musieli przekonać się sami.

Muszę też przyznać, że miałem pewien problem. Widniejący na górze recenzji gatunek klasyfikujący to anime jako sportowe dodawałem bez pełnego przekonania. Owszem, wyścigi samochodowe są dziedziną sportu, jednak sam Redline nie był pokazany jako typowe wydarzenie sportowe, a raczej jako próba, w której liczył się tak naprawdę tylko wynik. Trzeba jasno powiedzieć, że Redline dostarcza rozrywki głównie poprzez poprowadzoną z rozmachem akcję, a nie emocje towarzyszące rywalizacji sportowej.

Na koniec dodam, że kino akcji nie należy do moich ulubionych. Skłaniam się raczej ku tytułom o bardziej powolnej, mrocznej i skomplikowanej fabule, z rozbudowanymi charakterami postaci. Redline nie ma żadnej z tych cech, a jednak wzbudziło we mnie bardzo pozytywne odczucia. Nie wiem czy to zasługa genialnej formy graficznej, naprawdę niesamowitej akcji, czy też tego, że tytuł prezentuje gamę ciekawych bohaterów, spośród których co najmniej kilku można polubić, a na pewno nie można nie docenić ich starannego zaprojektowania przez twórców. Film zasługuje na bardzo mocne osiem w porywach do dziewięć. Tym razem uznałem, że dam się ponieść. Z czystym sumieniem polecam to anime każdemu, kto lubi akcję lub nie ma nic przeciwko niej. Widzowie nielubiący tego gatunku z pewnością nie podzielą mojego zdania w każdej kwestii, ale na pewno nawet oni nie dostrzegą w tym tytule samych złych stron. Innymi słowy, obejrzeć mogą wszyscy. Jeśli nie dla własnej przyjemności, to chociażby po to, by zabić nudę (za pomocą bardzo efektywnej i efektownej broni). I może po takim seansie ktoś jednak przekona się do kina akcji.

Loko, 6 września 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Reżyser: Takeshi Koike
Scenariusz: Katsuhito Ishii, Yoshiki Sakurai, Youji Enokido