Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 10/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 254
Średnia: 7,89
σ=1,52

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Break Blade

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 6×50 min
Tytuły alternatywne:
  • Broken Blade
  • ブレイク ブレイド
Widownia: Shounen; Postaci: Księżniczki/książęta; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia, Mechy
zrzutka

Kolejna krwawa wojna w innym świecie. Tym razem bez emo nastolatków, ale za to z wielkimi robotami.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Gregory111

Recenzja / Opis

Małe pustynne królestwo Krisna znajduje się właśnie na skraju wojny z sąsiednimi Atenami. W tym czasie król Hodr wzywa z prowincji swojego przyjaciela z czasów szkolnych, Rygarta Arrowa. Czego władca może chcieć od zwykłego rolnika, który w dodatku jako jeden z niewielu w tym świecie nie potrafi używać magii, przez co inni traktują go jak odmieńca? Nikt nie przypuszcza, iż to właśnie brak umiejętności magicznych przyczyni się do tego, że główny bohater zasiądzie za sterami antycznego robota, znalezionego niedawno podczas wykopalisk archeologicznych, którego nie jest w stanie obsługiwać żaden inny pilot. Czy trzymający się z dala od kłopotów Rygart chętnie włączy się w walkę? Oczywiście że nie – potrzebny jest odpowiedni powód. Ten jednak znajduje się bardzo łatwo w momencie, gdy przyjaciel informuje go o warunkach ewentualnej kapitulacji. Jednym z nich i, co gorsza, nieoficjalnym jest egzekucja całej rodziny królewskiej, do której należy również młoda królowa, Sigyn – jedyna w szkolnym kwartecie przedstawicielka płci żeńskiej. Kwartecie? Tak, przyjaciele trzymali się we czwórkę. Na nieszczęście Zess, z pochodzenia Ateńczyk prowadzi właśnie elitarny oddział, który ma przekonać Hodra do kapitulacji…

Pierwsze wrażenia po przeczytaniu opisu fabuły były mniej więcej takie: „no dobra, kolejny Gundam Seed…”. Warunki mamy podobne. Wojna jest? Jest. Mechy są? Są. Przyjaciele po przeciwnych stronach barykady są? Są. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Faktem jest, że Break Blade bez wątpienia można zaklasyfikować do gatunku shounen z wielkimi robotami w roli głównej. Istotną różnicę stanowi jednak to, że bohaterowie są dorośli, nie starzy, bo główny kwartet to dwadzieścia pięć lat i więcej, ale mimo wszystko nie mamy do czynienia z grupką rozchwianych emocjonalnie nastolatków, których nagle zapędzono na wojenny front. Co więcej, wszyscy poznali się w akademii wojskowej. Jednak ostatecznie Rygart ze względów finansowych zrezygnował z nauki i wrócił na wieś, Hodr objął tron królewski, poślubiając przy okazji Sigyn, która obecnie jest naukowcem, zaś Zess został w końcu pilotem Golema (lokalna nazwa mecha).

Ale przejdźmy do meritum, czyli oceny fabuły. Z początku całość rozwija się dość przewidywalnie i może się wydawać, iż przez cały czas będziemy obserwować kolejne starcia dawnych przyjaciół. Sytuacja dość szybko ulega jednak zmianie i w zamian dostajemy historię o konflikcie wojennym, w którym główną rolę nie raz przyjdzie zagrać również innym bohaterom niż tylko wspomnianemu wcześniej kwartetowi. Całość nie poraża nadmiernie szybkim rozwojem akcji. Owszem, walk jest sporo, ale mogą zawieść one miłośników mocnych wrażeń. W (długich) przerwach pomiędzy kolejnymi starciami widz zostaje uraczony codziennym życiem postaci – tym jak próbują funkcjonować w trudnej i niepewnej rzeczywistości. Nie zabraknie również wątków politycznych, które, choć istotne, na szczęście nie przesłaniają reszty.

Czegokolwiek by jednak nie mówić, Break Blade jest przede wszystkim historią młodego człowieka, który nie do końca z własnej inicjatywy zostaje wplątany w konflikt i stopniowo przyzwyczaja się do nowej sytuacji. Naturalnie, możemy liczyć na lekcje z cyklu „jaka to wojna jest okrutna”. Ta oczywista oczywistość zostaje nam jednak podana w sposób wyważony i w miarę realistyczny. Na polu bitwy zaskoczyć może wiele i zginąć może każdy – tego też jest tu sporo, więc bądźcie przygotowani na padające czasem trupy. Tak, seria jest jak najbardziej poważna i mimo okazjonalnie wplatanego humoru, należy się raczej spodziewać dramatu, trzymającego się w ryzach i przez to znacznie dojrzalszego niż wielu przedstawicieli tego gatunku. Plus też należy się za to, że nie próbowano dorabiać na siłę drugiego dna w postaci pseudonaukowego bełkotu, a konsekwentnie skupiono się na konflikcie wojennym. Także w warstwie technologicznej obyci z mechami widzowie nie zostaną zaskoczeni (nie, nasze kochane roboty nie są sposobem na zbawienie świata, a stanowią jedynie broń). Ale to w żadnym wypadku nie jest wada, gdyż autor trzyma się raczej utartych i niezawodnych schematów, które wystarczy odpowiednio doszlifować.

Problem pojawia się, gdy przychodzi tę historię jakoś zakończyć. I tu już nie tylko fani mangi mogą być nieco rozczarowani. Jestem zdania, że jeden lub dwa dodatkowe filmy bardzo by tej produkcji pomogły, gdyż dwa ostatnie filmy dostają nagłego przyspieszenia i są może przez to bardziej emocjonujące, ale w porównaniu z oryginałem sporo tracą. Pozmieniano wiele scen, część z nich w ogóle wycięto, przez co poszczególne wątki mogą wydać się zbyt płytkie. Tak, manga w dalszym ciągu wychodzi i choć obecnie jest w bardzo istotnym punkcie fabuły, była szansa (moim zdaniem) rozwiązania tego nieco inaczej w ekranizacji. Owszem, generalnie nie ma na co aż tak narzekać, bo pewien etap zostaje zakończony. Jednak chociaż furtka jest otwarta, mam smutne wrażenie, że kontynuacji się nie doczekamy. Podsumowując? Scenarzysta wywiązał się z powierzonego mu zadania nieźle, ale niestety tylko nieźle, gdyż tempo wydarzeń jest dość nierówne i niektóre wątki sztucznie skondensowano albo pozostawiono zawieszone w przestrzeni.

Wspominałam coś o tym, że Break Blade mimo wielu wątków pobocznych (ściśle związanych jednak z wojną) skupia się przede wszystkim na głównym bohaterze? Rygart jest młody, momentami zbyt niezdecydowany, ale to w gruncie rzeczy sympatyczny człowiek, jednakże kompletnie nieprzygotowany psychicznie na udział w wojnie. Początek serii dość zgrabnie i wiarygodnie pokazuje, jak wygląda jego bolesne zderzenie z rzeczywistością i targające nim wątpliwości. Owszem, gdzieś już to było, ale dalszy rozwój jego osobowości jedynie przypieczętował moją dobrą opinię o sposobie prowadzenia tej postaci (na kartach mangi bohater miał przede wszystkim do dyspozycji czas, który w takich przypadkach jest kluczowy). Niestety w ekranizacji, z powodu ograniczonego czasu i ostatecznej zmiany kluczowych scen, protagonista traci w porównaniu do oryginału całkiem sporo, choć nie można powiedzieć, że amputowano mu nagle większą część charakteru. Spłycenia jednak nie udało się uniknąć, przez co jeszcze łatwiej wepchnąć Rygarta w ramy schematu. Jego dawny przyjaciel Zess, choć nie dostał wielu scen (ale są one za to bardzo istotne), znacznie bardziej przekonująco wypadł w mandze (acz zarys jego charakteru przedstawiony w anime jest względnie wiarygodny). Hodr jest dobrym władcą (choć niezbyt szczęśliwym), który za wszelką cenę chciałby uniknąć rozlewu krwi, ma jednak na uwadze dobro państwa i najbliższych. Z drugiej strony z biegiem czasu zaczyna żałować wciągnięcia przyjaciela w bezlitosną wojnę. Królowa Sigyn to pozornie zamknięta w sobie pani naukowiec, której prawdziwe uczucia dopiero znaczne później wychodzą na wierzch.

Bohaterowie podobni do powyższych już nieraz gościli na kartach komiksu i ekranach telewizorów/kin, to fakt, ale wystarczy znane schematy dostatecznie dopieścić i obrobić lub nieznacznie przekształcić, aby uzyskać dobre efekty. Dlatego wystarczyło dodać najważniejszym postaciom po kilka lat i przedstawić ich zachowania z nieco większym umiarkowaniem i dojrzałością. Do zestawu dochodzi jeszcze spora galeria starszych i młodszych bohaterów i choć z powodu pokazania Aten w roli agresora trudno nie odnieść wrażenia, iż faworyzuje się nieco żołnierzy Krisny, udało się zachować równowagę. Po jednej i po drugiej stronie znajdą się bowiem postaci, których postępowanie trudno ocenić (a przy okazji są one w miarę naturalne i wiarygodne). Do moich ulubionych bohaterów należą chyba dwaj najbardziej kontrowersyjni piloci, z których zwłaszcza jeden ucierpiał mocno przez cięcia w filmie i może się wydać nieco zbyt jednoznaczny. Drugi zaś to główny antagonista – bezwzględny, okrutny i nieprzebierający w środkach, ale niepozbawiony przy tym klasy.

Muszę przyznać, iż Break Blade jest jednym z bardzo nielicznych przypadków, gdy już po obejrzeniu pierwszych scen siedziałam ze wzrokiem wlepionym w ekran, myśląc „o matko, jaką ten film ma wspaniałą grafikę”. I to pierwsze wrażenie udało się twórcom utrzymać od początku do końca. Co jak co, ale pieniędzy ekipie zdecydowanie nie brakowało. Od strony technicznej pokaźny budżet został wykorzystany w pełni i nie jestem w stanie wskazać jakichkolwiek wad grafiki. Chyba jedynym problemem może być sama kreska, jeśli ktoś wymaga od przedstawiciela shounenów zbytniej oryginalności. Czy można zarzucić twórcy mangi, Yunosukemu Yoshinadze, że źle się spisał projektując postaci? Nie. Wygląd bohaterów może nie okazuje się szczególnie niezwykły, ale spełnia wszystkie podstawowe wymogi gatunku i jest wystarczająco szczegółowy. Ogólne wrażenie może tylko psuć trochę fakt, że tak wyglądają zwykle nastolatkowie, a tu trzeba przyjąć do wiadomości, że mają oni faktycznie trochę więcej lat.

W przypadku tego anime nie ośmieliłabym się też narzekać na monotonność krajobrazu. Większość akcji dzieje się w Krisnie lub na pograniczu, słowem: skały i piasek. Ale jakie skały i jaki piasek! Tak szczegółowe i bogate tła widuje się bardzo rzadko. Świetnym przykładem jest również często pomijany detal, iż maszyny będące nieprzerwanie pod ostrzałem lub przewracające się będą przynajmniej odrobinę sfatygowane. Tutaj uwadze grafików nie umknęły nawet najmniejsze rysy czy wgniecenia, co naprawdę robi wrażenie. Animacja to cukierek dla oczu: ruchy postaci, niezwykle dynamiczne, choć nie tak „efektowne” jak to czasem bywa sceny walki, i praktycznie niezauważalna ingerencja komputerów. Wspomniana we wstępie krwawość odnosi się raczej do liczby trupów niż faktycznie prezentowanej przemocy – racja, momentami bywa czerwono, jednakże brak tu fruwających na prawo i lewo wnętrzności. Dla panów pojawi się też okazjonalnie fanserwis (głównie w postaci królowej), na tyle jednak stonowany, że nie powinno to przeszkadzać jego przeciwnikom.

Muzyka stanowi bardzo zróżnicowane, ale utrzymane raczej w poważnym i podniosłym tonie tło. Na ścieżkę dźwiękową składają się utwory klasyczne, dobre, ale nie jestem pewna, czy szczególnie zapadające w pamięć. Ocenę bez wątpienia zawyżają piosenki towarzyszące serii, a jest ich trzy. Pierwszy ending – Serious Age w wykonaniu Faylan może niekoniecznie będzie należał do moich ulubionych, jednak jest odpowiednio energiczny i nie należy do słodziutkiego j­‑popu. Dwa pozostałe kawałki to już zupełnie inna historia. Przyznaję się bez bicia, iż mam ogromną słabość do piosenek Kokii, a wykorzystane tu Fate i Nageki no Oto – dostatecznie dynamiczne i utrzymane w podniosłym tonie, nie tylko świetnie pasują do serii, ale doskonale sprawdzają się również w oderwaniu od niej. Wszyscy fani piosenkarki, którzy preferują jej utwory w stylu Chouwa Oto lub Follow the Nightingale, powinni być zachwyceni. W rolach głównych usłyszycie znanych seiyuu (występują m.in. Souichirou Hoshi, Hiroshi Kamiya, Kana Hanazawa, Chiwa Saitou, Yuuichi Nakamura, Kazuya Nakai, Marina Inoue i Kousuke Toriumi), którzy dobrze poradzili sobie z powierzonymi im rolami.

Reasumując wszystkie wady i zalety, mogę z czystym sumieniem polecić Break Blade (ach, ci Japończycy oraz ich znajomość języków obcych…) miłośnikom dobrych wojennych shounenów z humanoidalnymi robotami i doroślejszymi niż zwykle pilotami. Potencjalni widzowie nie powinni jednak mieć również nic przeciwko spokojniejszym momentom i muszą pamiętać, że bohaterowie nie będą tak szaleni, jak ich nastoletni koledzy z innych serii. Pozbawia to może produkcję fabularnych fajerwerków i przesadnej efektowności, ale buduje solidny i wiarygodny obraz całości. Trzeba także brać pod uwagę nagłe przyspieszenie pod koniec, okupione niekoniecznie satysfakcjonującym finałem i brakiem rozwiązania wszystkich wątków. Fani mangi mają szansę docenić prześliczną grafikę, której nie posiada oryginał, zaś tych, którzy nie czytali komiksu, mogę zapewnić, że jeśli podoba Wam się ta produkcja i jesteście w trakcie oglądania, to lepiej przerwać na chwilę po czwartym filmie, przeczytać mangę i ponownie zabrać się za anime. Albo obejrzeć całość i jeśli nie odrzucą Was nieco po macoszemu potraktowane charaktery – dać im szansę w papierowej wersji. Nie zawiedziecie się – gwarantuję. Bądź co bądź jest to anime ni mniej, ni więcej, a niezłe. Do wybitności mu niestety daleko, ale naprawdę ma szansę się spodobać. Zwłaszcza fanom gatunku.

Enevi, 5 czerwca 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production I.G., XEBEC
Autor: Yuunosuke Yoshinaga
Projekt: Takushige Norita
Reżyser: Nobuyoshi Habara, Tetsurou Amino
Scenariusz: Masashi Sogo
Muzyka: Yoshihisa Hirano