Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 5
Średnia: 3,6
σ=1,36

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Guardian Hearts

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2003
Czas trwania: 6×17 min
Tytuły alternatywne:
  • がぁーでぃあんHearts
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Obcy, Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Magia
zrzutka

Radośnie głupawa komedio­‑parodia z wielką ilością piersi w tle. Tylko dla fanów gatunku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Mess

Recenzja / Opis

My, ludzie, to dziwne bestie (ale ja jestem oryginalny, nie?). Co zresztą nie raz i nie dwa powtarzają różni pozaziemscy lub pozawymiarowi bohaterowie czy to anime, czy filmów, czy czego innego. No bo z jednej strony teoretycznie najpotężniejszy i najinteligentniejszy gatunek na tej planecie, a z drugiej strony istoty z uporem godnym lepszej sprawy pchające się w objęcia autodestrukcji (pociągając przy okazji za sobą całą planetę) i lubujące się w różnego rodzaju większych lub mniejszych głupotach, symbolem czego choćby, darujcie mi proszę fani, fenomen koreańskiego Gangam Style niejakiego PSY. To ostatnie zresztą można uznać za niezły symbol tak niniejszej recenzji, bo piszę ją właśnie do rytmu tego cuda muzyki współczesnej, jak i omawianego tu tytułu.

Na początek powinienem niby przybliżyć fabułę Guardian Hearts, ale… jaką, do pioruna, fabułę? Bo ta jest mniej więcej równie głęboka i złożona jak fabuła pierwszego Quake’a z roku bodaj 1996. Ale dobra. Otóż na początku obserwujemy przybycie na Ziemię niejakiej Hiny, Sercowej Strażniczki. Hina należy zdaje się do kosmicznej (a może międzywymiarowej?) agencji zajmującej się walką ze złem wszelakim. Choć z drugiej strony można by w tej chwili pomyśleć, że obserwujemy jakieś wniebowzięcie… Nieważne. Tak czy siak, z poczynionych aluzji wynika, że Hina parę zleceń zdążyła już zawalić i obecne jest jej ostatnią szansą. Dlatego więc nasza milusińska po otrzymaniu instrukcji zaczyna radośnie uprawiać „wodochodzenie” i transformować się w ludzko wyglądającą nastolatkę. Ale… Całe zajście z zaprawdę stoickim spokojem obserwuje niejaki Kazuya. I tu się zaczyna. Hina, by uniknąć pobicia rekordu zawalenia misji w sekund pięć, rzuca się swojej biednej ofierze na szyję z deklaracją, że zostanie członkinią jego rodziny, co tym samym zniweluje jej dekonspirację. I o ile jeszcze Kazuya reaguje na tę propozycję w miarę zdroworozsądkowo, to już będąca w pobliżu mamusia – herod baba bez mrugnięcia okiem zgadza się przygarnąć dodatkową córeczkę. I czemu się dziwicie, czytelnicy? Jak się za kilka minut okaże, mamuśka przyhołubiła już wcześniej w niejasnych okolicznościach kosmiczną złodziejkę ubrań, kosmiczną księżniczkę szukającą sobie w naszym świecie męża plus jej kociego chowańca, kapłankę­‑praktykantkę i na dodatek zbiegłą ninję. Tak więc jedna kosmitka w tę czy we w tę, to co to za różnica, nie? A co dalej? No cóż, dalej mamy już miszmasz zwykle niepowiązanych ze sobą coraz to bardziej szurniętych epizodów z życia tejże gromadki. I zaprawdę powiadam wam, logiki tu ani grama. Za to głupawki ci u nas dostatek. A i jeszcze całość polana została dla smaku sosem romantycznym objawiającym się afektem miłosnym trzech bohaterek do Kazuyi plus gargantuiczną wręcz ilością ciężkiego fanserwisu. Tak więc oprócz głupawki mamy też od groma piersi w rozmiarówce co najmniej dużych C, sutków i kroczy à la lalka. Żyć, nie umierać!

Czas powiedzieć kilka słów o bohaterach. A więc po kolei. Kazuya to chłopię typowo po japońsku nijakie, ale przynajmniej nie z typu słodkich niezdar. Ogólnie rzecz biorąc zdaje się całym sobą prezentować zaiste buddyjski stoicyzm. Moja mama adoptowała gromadkę kosmitek, z czego jedna lubi mnie podtruwać? A co mi tam. Dzielę pokój z kosmiczną strażniczką sprawiedliwości? Mnie to nie rusza. Uderzają do mnie trzy dziewczyny? A co się przejmować będę… A wspominana już obrończyni sprawiedliwości, Hina? Dziewczę dziecinne, zakochane na zabój w Kazuyi, choć naprawdę nie wiadomo, kiedy właściwie zdążyła się w nim zakochać, głupiutkie i do obrzydzenia słodziutkie. Jej miłosne podboje można skwitować stwierdzeniem, że głupi to ma zawsze szczęście… Ubraniowa złodziejka z kolei, niejaka Kurusu, to na tle pozostałych naprawdę zdroworozsądkowe, miłe i uczynne dziewczę, obdarzone przy okazji ciekawą umiejętnością. Otóż jeśli zdobędzie dajmy na to strój chirurga, to dzięki użyciu tak zwanej superewolucji przejmuje wszystkie jego zdolności. Fajne, nie? Przydałoby się to paru rządzącym… Pewnym jej przeciwieństwem jest z kolei Kosmiczna Księżniczka, znana głównie jako Chelsea. Osóbka nieco arogancka, niewahająca się dość zaborczo walczyć o swego ukochanego Kazuyę (który stał się jej wybrankiem dlatego, że miał szczęście\nieszczęście wpaść na nią i zobaczyć jej majtki). A przy tym wszystkim troszkę głupiutka, w czym przypomina pewnego misia o małym rozumku. Niestety nie ma żadnych supermocy, chyba że za takową uznać, po przybraniu postaci księżniczki Forute, zdolność strzelania puszkami. Wyobraźcie sobie tylko, ile by tym zarobiła w jakimś skupie! A teraz pora na moją faworytkę, czyli niejaką Mayę, zbiegłą ninję. Tak właściwie to nie wiadomo, czemu nawiała, ale za to jest zdecydowanie najbardziej zdroworozsądkową postacią w całej tej zgrai. W dodatku przewyższa Kurusu tym, że potrafi walczyć o swoje, bo ta pierwsza jest jednak dosyć bierna… Szkoda tylko, że przy Kazuyi Maya dostaje przegrzania zwojów mózgowych i zaczyna się zachowywać głupkowato, ale mimo wszystko to i tak najciekawsza według mnie postać w całym anime. A reszta obsady? Widzimy tu mamę Kazuyi, cierpiącą najwyraźniej na nadmiar uczuć macierzyńskich i zajmującą się cichym wspieraniem całej zgrai, chowańca Chelsea, wredną hybrydę kota i człowieka o imieniu Daisy, oraz wiecznie nienajedzoną Kotonę – kapłankę praktykantkę, której chyba jedynym celem w życiu jest jedzenie. I to chyba wszystko. Chociaż nie. Jest jeszcze pewne ptaszysko – narrator i źródło mocy Sercowej Strażniczki. Kurczę, ależ się rozpisuję…

Mamy fabułę, mamy postacie, czas więc na atrakcje komediowo­‑romansowo­‑fanserwiśne. Jak się z wszystkiego powyższego ci, którzy aż dotąd wytrwali, już pewnie domyślili, mamy tu do czynienia z nieszczególnie ambitną parodią anime spod znaku magical girls. Humor i gagi latają raczej nisko, oscylując mniej więcej na poziomie Galaxy Angel, z tym że tutaj humor orbituje zwykle wokół kobiecych staników i pośladków, pokazując je często, gęsto i bezwstydnie w różnych okolicznościach i konfiguracjach z różnym usprawiedliwieniem. A to wkurzone UFO strzeli rozbierającym promieniem, a to znowu Chelsea wpadnie na pomysł, że na przeziębienie Kazuyi może pomóc ciepło kobiecego ciała, a to znowu liczne transformacje dziewcząt, w czasie których, zgodnie z kanonem, trzeba pozbyć się całego odzienia itd… Co prawda jest tu też trochę humoru innego rodzaju, jak choćby zatrute posiłki Mayi czy przeklęta toaleta, ale całość z reguły i tak tonie w kobiecym ciele i bieliźnie. Dla miłośników fanserwisu tytuł ten to Ziemia Obiecana! Choć ci tu pewnie nie dotarli… Ale ja jestem złośliwy!

Czas więc teraz na kwestie muzyczno­‑graficzne. A tu akurat jest już zdecydowanie przyzwoicie. Postaci są ładne, anatomicznie nawet dość przyjemne dla oka, bo choć atrybuty w „trybie ludzkim” małe nie są, to nie przypominają też piłek lekarskich. Choć i tak współczułbym bohaterkom, gdyby miały zestarzeć się z takim bagażem… Tła też zasadniczo są na przyzwoitym poziomie, podobnie zresztą jak wszelkiej maści animacje, tak te „cywilne”, jak i zdarzające się od czasu do czasu sceny bitewne. Pod tym względem naprawdę trudno się do Guardian Hearts przyczepić. Podobnie jest zresztą z muzyką, która występuje praktycznie tylko w openingu i endingu i na którą składa się dość w moim mniemaniu przyjemny j­‑pop. I o dziwo teksty piosenek nie są nawet takie strasznie głupie. Jak się uprzeć, to można to sobie nawet bez wstydu nucić pod nosem.

Dla odmiany podsumowanie będzie krótkie. Guardian Hearts to tytuł na wskroś głupi, by nie rzec – durny. Brak w nim jakiegoś przesłania, dramatyczne wydarzenia z ostatniego odcinka nie są szczególnie dramatyczne, zachowanie bohaterów zwykle stanowi kpinę ze zdrowego rozsądku, a humor sięga najwyżej wysokości bujnie rozwiniętych klatek piersiowych bohaterek. Ale jeśli spojrzeć na ten tytuł poprzez pryzmat jego gatunku, jakim jest fanserwiśna komedia ecchi, przeznaczona dla nieszczególnie wybrednej dorastającej młodzieży bądź tych, którzy potrzebują akurat czegoś nieskomplikowanego i odmóżdżającego, to „Sercowa Strażniczka” naprawdę daje radę. Tak więc, jako że Tanuki jest stroną przeznaczoną dla miłośników anime wszystkich opcji, daję ocenę ogólną 6 z plusikiem i dwiema uwagami. Nie trawisz w anime golizny i kobiecej bielizny, ceniąc ponad wszystko fabułę i realizm? Odejmij od oceny tak ze trzy punkty. Co najmniej. Lubisz szurnięte komedie i parodie, a duża ilość golizny cię nie odstrasza bądź stanowi dodatkową zaletę? To dodaj do oceny 2, a nawet 3 punkty, bo oto jesteś u bram raju!

Diablo, 11 grudnia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: VENET
Autor: Sae Amatsu
Projekt: Norikatsu Nakano
Reżyser: Yasuhiro Kuroda
Scenariusz: Kanata Tanaka, Takeshi Sakamoto
Muzyka: Ryou Sakai