Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Podlaski Festiwal Anime 6 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 2/10 grafika: 5/10
fabuła: 1/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

3/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 2,50

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 320
Średnia: 4,55
σ=2,48

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Lulureczka)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yosuga no Sora

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 12×26 min
Tytuły alternatywne:
  • ヨスガノソラ
  • In Solitude Where We Are Least Alone
Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Nagość, Seks; Pierwowzór: Gra (bishoujo); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Realizm
zrzutka

„Po co wykorzystać całkowicie potencjał anime, skoro można zrobić (pseudo)hentai?” pomyślał reżyser i stworzył TO. Zaś TO było tak straszne, że każdy uciekał na sam dźwięk słów „Yosuga no Sora”.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Altramertes

Recenzja / Opis

Popijanie ogórków kiszonych mlekiem jest niebezpieczne. Sami wiemy, dlaczego. Równie niebezpieczne jest łączenie haremowego ecchi z dramatem. I to nie byle jakiego ecchi z nie byle jakim dramatem. Ale od początku.

Haruka Kasugano wraz ze swoją bliźniaczą siostrą sprowadza się do niewielkiej, malowniczej wioski Okukozome­‑chou, aby po stracie rodziców zamieszkać w domu dziadka. Na miejscu czeka na niego osobisty harem, złożony z uroczej kapłanki Akiry Amatsume, eleganckiej panienki Kazuhy Migiwy oraz dawnej przyjaciółki, Nao Yorihime. Gdzieś na dalszym planie jest jeszcze służąca rodziny Migiwa, Motoka Nogisaka, oraz bardzo nieśmiała przewodnicząca szkoły, Kozue Kuranaga. Byłoby bardzo sielankowo i miło, gdyby nie fakt, że siostrzyczka protagonisty, Sora, zdaje się kochać go bardziej niż powinno się kochać brata.

Pierwszy odcinek dawał mi nadzieję na coś przyjemnego i lekkiego. Dlatego brnęłam w to anime dalej, oczekując czegoś, co by mi się przynajmniej częściowo spodobało. Chyba byłam nieco naiwna, bo przeżyłam największy zawód w życiu. Jakkolwiek zachęcający nie wydawałby się powyższy zarys fabuły, prawda jest zupełnie inna. Yosuga no Sora to anime oparte na grze eroge, która składa się z pięciu indywidualnych scenariuszy, po jednym dla każdej bohaterki. O ile w grze jest to zrozumiałe, o tyle anime powinno zawierać chociażby powierzchownie spójną fabułę. Seria liczy sobie dwanaście odcinków, tylko teoretycznie ze sobą powiązanych. Cała fabuła działa na zasadzie „z kwiatka na kwiatek” – zaledwie Haruka skonsumuje swój związek z dowolnym dziewczątkiem z haremu, fabuła natychmiast zwraca się ku kolejnej bohaterce. Tak po prostu – „resetują się” tylko relacje głównego bohatera z dziewczyną, z którą spędził poprzednią noc. I tak kilka razy. Taki schemat potrafi być nie dość, że denerwujący, to jeszcze mylący. Pozostaje pytanie, czy producentom nie chciało się połączyć tego w zgrabną całość, czy po prostu nie wpadli na taki pomysł… Ponieważ okazuje się, że zrezygnowano z jakiejkolwiek logiki na rzecz wielkich kobiecych piersi. Bardzo dużej ilości kobiecych piersi. Dokładnie tak, jak wspomniałam na samym początku recenzji, Yosuga no Sora to pozycja, której do hentai brakuje niewiele. W anime granica między ecchi i hentai jest naprawdę cienka. Jej nienaruszenia pilnuje stojąca na straży moralności nieletnich Cenzura™ – wprawdzie w każdym odcinku piersi jęczących bohaterek migają to tu, to tam i w paru innych miejscach także, ale sceny erotyczne są porządnie okrojone, dzięki czemu Yosuga no Sora można zaliczyć do tak zwanych borderline hentai. Co prawda fanserwisem nie dorównuje takim produkcjom, jak na przykład Seikon no Qwaser, ale oglądając to anime można odnieść wrażenie, że gdyby producenci posunęli się jeden tyci kroczek do przodu, anime byłoby przeznaczone wyłącznie dla widzów pełnoletnich.

Zaraz, zaraz! Może i fabuła jest do kitu, ale przecież postaci też są bardzo ważne! Ojej, nie… Przykro mi, ale są one tylko nieznacznie ciekawsze niż fabuła. A to dlatego, że pozostają do bólu przewidywalne i okropnie, niewybaczalnie wręcz, schematyczne. Motyla noga, przecież to grzech, być aż takim szarym i nieciekawym bohaterem! To powinno być karalne! Zarówno naiwny i głupiutki Haruka, jak i jego siostra, kanoniczna tsundere, powinni zapłacić sporą grzywnę, a harem głównego bohatera – odsiedzieć co najmniej pół roku w areszcie, po czym przejść solidną resocjalizację, żeby nabrać trochę rozumu. Jedyną postacią, do której nie można się przyczepić, jest stojąca przez całą serię na uboczu Kozue. To rozsądne, sympatyczne dziewczątko jest jedyną logicznie zachowującą się bohaterką w tym beznadziejnym anime. Jedyną zaletą całego tego stadka idiotycznie zachowujących się dzieciaków są ich seiyuu. Obsada składa się z mało znanych, ale utalentowanych osób, które spisały się idealnie.

Oprawa graficzna Yosuga no Sora jest na szczęście nieco lepsza. Ale tylko maleńką odrobinkę lepsza, ponieważ okazuje się wyjątkowo nierówna i miejscami niechlujna. O ile oglądając z bliska twarzyczki postaci, można się rozpłynąć ze słodyczy, o tyle patrzenie na nie z dalszej perspektywy bywa odrażające. Efekty 3D, pojawiające się to tu, to tam, wyglądają dziwnie, szczególnie że nie są potrzebne. Komputerowo animowany wiatrak wcale fajnie nie wygląda, naprawdę. Dodatkowo, po każdym endingu zostajemy uraczeni (czy to dobre słowo, biorąc pod uwagę, że oglądanie tego tworu jest katorgą?) krótkim skeczem z udziałem „chibików”, którego narratorką jest Motoka. Ni to śmieszne, ni to interesujące. Jest jednak kilka plusów graficznych: przede wszystkim niespotykanie płynna animacja. Patrzenie na to, jak swobodnie poruszają się postacie, na to jak wiatr delikatnie porusza ich włosami, a trawa się kołysze, jest naprawdę miłe. Drugą ważną zaletą są krajobrazy. Czy to nocne niebo, czy też rozległe pole lub las – wszystko jest bardzo malownicze i śliczne, jak z obrazka.

Najmocniejszą stroną tego anime jest ścieżka dźwiękowa. Opening, Hiyoku no Hane, wykonuje grupa eufonius, znana z openingów do Clannad czy True Tears. Tym razem duet ten zaprezentował nam prześliczne, delikatne intro, od razu zapadające w pamięć i nie chcące opuścić myśli przez długi czas. Mamy także dwa endingi. Pierwszy, Tsunagu Kizuna, to dosyć energiczna i miła dla ucha piosenka. Drugi ending, następujący po wcześniej wspomnianych skeczach, to Pinky Jones w wykonaniu girlsbandu Momoiro Clover. Zupełnie różni się od reszty ścieżki dźwiękowej – radosna, skoczna piosenka śpiewana przez dziewczynki o uroczych, słodkich głosach. Pozostałe przewijające się w anime utwory to melancholijne, stonowane melodie. Mimo tego minimalizmu ścieżka dźwiękowa jest godna podziwu.

Podsumowując to wszystko, napiszę wyraźnie: Yosuga no Sora nie jest serialem dla wyrobionych widzów. Takich bardzo dramatycznych romansów jest całe morze, jak nie ocean. Dla widzów, którzy anime tego pokroju przerabiali, będzie to zbędny, nic niewarty dodatek. Chociaż potencjał był gigantyczny, na próżno szukać tutaj jakiejkolwiek głębi. Z pewnością jest to seria dość kontrowersyjna – niektórzy będą ją kochać, inni nienawidzić. Dlatego Yosuga no Sora polecam osobom niebojącym się zmarnować tych sześciu godzin. Czas pokaże, czy anime ich oczaruje, czy zniesmaczy.

Lulureczka, 14 czerwca 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: feel
Projekt: Hiro Suzuhira, Kanetoshi Kamimoto, Takashi Hashimoto
Reżyser: Takeo Takahashi
Scenariusz: Naruhisa Arakawa
Muzyka: Manabu Miwa