Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Regalia: of men and monarchs

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 4/10 grafika: 3/10
fabuła: 2/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 5
Średnia: 4,2
σ=1,33

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gun Frontier

zrzutka

Dziki Zachód w wydaniu japońskim. Seria, która na granicy anime niszowego i anime niestrawnego została po niewłaściwej stronie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Gun Frontier. Bezwzględna ziemia, gdzie słabi nie mają nawet prawa do marzeń, gdzie przetrwać mogą tylko najsilniejsi. Tu nie ma miejsca na litość i wahanie. Ale tylko tutaj prawdziwy mężczyzna może żyć naprawdę.

Taką właśnie krainę przemierza niezwykła para przyjaciół: Frank Harlock Jr. i Tochiro. Na pierwszy rzut oka różni ich wszystko. Wysoki i przystojny (pomimo blizn) Harlock jest niezrównanym rewolwerowcem. Wszyscy sądzą, że kurduplowaty, brzydki jak noc i silnie krótkowzroczny Tochiro żyje tylko dzięki jego ochronie. W rzeczywistości jednak sam Tochiro niejednokrotnie uratował życie przyjacielowi. Nie przyznaje się do tego zbyt często, ale jest samurajem, a we władaniu kataną nikt mu nie dorównuje. To on właśnie nalegał na wędrówkę przez te ziemie, mając nadzieję na odnalezienie… No właśnie, czego? Bohaterów poznajemy w dniu, kiedy dołącza do nich kobieta – piękna i tajemnicza Sinunora, która wyraźnie ma swoje własne cele i zamiary. Co czeka ich w trakcie podróży przez okrutną Gun Frontier?

Od dłuższego czasu jestem gorącą entuzjastką wszystkiego, co wyszło spod ręki Leijiego Matsumoto, ale niestety ta seria była dla mnie ciężkim rozczarowaniem. Trudno powiedzieć, co o tym przesądziło: wszystkie dotychczasowe tytuły tego autora tak naprawdę bardzo łatwo mogły się nie podobać. Wielu widzów zachwycał jednak ich niepowtarzalny, niezwykle barwny świat i równie unikalny klimat. Tutaj niestety nie znajdziemy żadnej z tych rzeczy.

Gun Frontier ze względu na osoby bohaterów trzeba zaliczyć do cyklu opowieści o kapitanie Harlocku. Jednakże przeniesienie akcji z dalekiej przyszłości w XIX w. sprawia, że trudno tu mówić o bezpośrednich nawiązaniach. To anime spokojnie można oglądać nie znając innych tytułów z tego cyklu. A raczej byłoby można, gdyby nadawało się do oglądania.

Sam pomysł Dzikiego Zachodu wydał mi się (a jestem amatorką westernów) całkiem kuszący. Jednakże przedstawiony świat jest żałośnie ubogi. Składa się z jałowych bezdroży i identycznie wyglądających miast, a zaludniony jest przez kartoflowatych mężczyzn i piękne, smukłe, długowłose kobiety. Nie pojawiają się elementy nadprzyrodzone, a całość dekoracji po dwóch­‑trzech odcinkach zaczyna wyglądać identycznie. Widać w tym wyraźnie, jak przeciętny Japończyk wyobraża sobie Dziki Zachód – coś jak stereotypowe wyobrażenie Japonii u nas.

Fabuła jest dziurawa jak płaszcz Tochiro. Bez żadnego uzasadnienia bohaterowie raz załatwiają do spółki dwudziestu uzbrojonych po zęby bandytów, a kiedy indziej dają się rozbroić i związać jednemu facetowi ze strzelbą. Główny wątek zostaje urwany w połowie (z wyraźną nadzieją na kontynuację) i w związku z tym nie wyjaśnia praktycznie niczego, zostawiając liczne wiszące w próżni pytania. Trudno uznać tę serię za wciągającą – cały czas „na później” odkładane jest pokazanie tajemnic bohaterów, które wreszcie nigdy nie następuje.

Bohaterowie są w miarę sympatyczni, widać wysiłki autorów, by uczynić ich bardziej ludzkimi. Nie jestem pewna, z jakim efektem. Tochiro był dla mnie nadmiernie karykaturalny. Harlock pod względem charakteru całkowicie różnił się od znanej mi z innych tytułów postaci gwiezdnego pirata – ale chyba raczej na korzyść. W tych okolicznościach i warunkach był w miarę przekonujący. Choć w przypadku obu panów trudno było chwilami odgadnąć, co nakazywało im podejmować takie czy inne decyzje. Sinunora prezentowała irytującą mieszankę pewności siebie, słabości i uwodzicielskości (chwilami na granicy nimfomanii) – w efekcie wydała mi się całkowicie niewiarygodna psychologicznie.

Elementem, którego brakowało mi w twórczości Matsumoto, był humor. Tutaj dostajemy go zaskakująco dużo, ale niestety większość żartów zwyczajnie nie była śmieszna. W serii zafundowano także potężną dawkę fanserwisu. Miałam z nim ten sam problem, co z humorem – w sporej części był dość nieprzyjemnie szowinistyczny. Nie chodzi o to, że jestem przewrażliwiona na tym punkcie, ale to było zwyczajnie niesmaczne. W niemal każdym odcinku jakaś epizodyczna piękność była obdzierana z ubrania, upokarzana i zwykle zabijana. Także Sinunora rzadko kiedy zachowywała nietknięte ubranie przez cały odcinek. Osobom, które zainteresowały ostatnie zdania chciałam jednak powiedzieć, że przy tym sposobie rysowania postaci nagie „ślicznotki” mogłyby się spodobać tylko tym widzom, którym atrakcyjne wydaje się wszystko, co ma dorysowane rzęsy i wypukłą klatkę piersiową.

W innych seriach tego autora niedostatki w rysunku postaci rekompensował niesamowity świat. Kreska przypomina lata 70. Mężczyźni są zwyczajnie brzydcy, sporo jest charakterystycznych „kartoflowatych” głów, a przystojniaków (czy choćby znośnie wyglądających) można policzyć na palcach jednej ręki. Kobiety są rysowane ładniej, za to wszystkie takie same – różnią się tylko ubraniami, kolorem włosów i (rzadko) fryzurą. Konie, psy czy ptaki są jednakowo karykaturalne i niepodobne do niczego. Fani Matsumoto będą przyzwyczajeni do tej kreski, przypuszczam jednak, że niezaznajomionym z jego twórczością widzom wyda się ona nieznośna. Animacja jest zdecydowanie poniżej przeciętnej, uproszczona i oszczędna, także w scenach walk. Nieźle wypadła muzyka, jednak jeśli chodzi o kawałki westernowe, to wolę amerykańskie oryginały albo też utwory Ennio Morricone.

Gun Frontier z ciężkim sercem muszę zaliczyć do produkcji całkowicie nieudanych. Osoby znające twórczość Leijiego Matsumoto będą rozczarowane całkowitą utratą charakterystycznego klimatu opowieści, innych odstraszy archaiczna kreska. Wiem, że na stronie o anime niepolitycznie jest mówić o wyższości kina amerykańskiego, ale jednak zostawmy jankesom robienie westernów… Zdecydowanie odradzam oglądanie. Ocena końcowa powinna wynosić 1/10, czyli pół gwiazdki. Dorzucam jeszcze pół gwiazdki za to, że Harlock w stroju rewolwerowca wygląda stylowo.

Avellana, 15 kwietnia 2005

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Leiji Matsumoto
Projekt: Katsumi Itabashi, Keisuke Masunaga, Miho Nakata
Reżyser: Souichirou Zen
Scenariusz: Mugi Kamio
Muzyka: Hiroshi Motokura