Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 4/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,14

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 71
Średnia: 4,82
σ=2,46

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Mizuumi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sailor Moon [2002]

zrzutka

Sailorki na żywo – czyli jak załatać kilka dziur w scenariuszu innymi dziurami w scenariuszu. Lub inaczej: oczekiwana produkcja, która była największym zalewem kiczu w historii serii live w ciągu ostatnich kilku lat.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Chyba wszyscy znają tę historię – czternastoletnia Usagi Tsukino, ze względu na bardzo niefortunne poprzednie wcielenie, pewnego dnia zostaje postawiona przed faktem bycia Sailor Moon. Wojowniczką o miłość i sprawiedliwość, zupełnie niemiłosiernie tłukącą zastępy demonów i ich „zleceniodawców”. W całej opowieści (jako że to legenda gatunku magical girls) nie zabraknie nieodłącznego towarzysza w postaci gadającego zwierzaczka­‑maskotki, drużyny koleżanek pomagających w walce z Królestwem Ciemności, no i jakiegoś tajemniczego przystojniaka, który w razie czego uratuje sytuację, z główną bohaterką w formie bonusu. I to właściwie wszystko.

Dziś jednak położymy nacisk na to, co różni serię animowaną od jej wersji aktorskiej. Po pierwsze, z live action wylewa się znacznie więcej różowości i kiczu niż z anime, a już z pewnością więcej niż z mangi. Ludzie nieprzepadający za cukierkowością i kiczem proszeni są o wyłączenie odbiorników i nie brnięcia dalej w to, co niektórym wydaje się gorszym narzędziem tortur niż teledyski Britney Spears. Całą resztę wycieczki zapraszam dalej.

Postacie prezentują się niekoniecznie lepiej, ale na pewno logiczniej niż w oryginale. Znika męczące pytanie czy wrogowie nie widzą, że pięć dziewcząt o wyglądzie identycznym jak pięć senshi plącze im się wciąż pod nosem. Nasze gimnazjalistki w cywilu wyglądają jak przykładne Japoneczki: czarne włoski, ciemne oczka, wszystko cacy. Mają swoje rodziny (w stopniu daleko mniej epizodycznym niż w anime), swoje problemy, swoje hobby – strzałem w dziesiątkę było zrobienie z Minako gwiazdeczki j­‑popu, a z Sailor V sensacji, za którą uganiają się reporterzy. Crown z centrum gier komputerowych zmieniło się za jednym zamachem w karaoke i wszyscy byli szczęśliwi. Szczególnie wielbiciele śpiewających młodziutkich Japonek.

Poza tym po drugiej stronie barykady – w Mrocznym Królestwie – też zmieniono koncepcję na ciekawszą. Czterej generałowie (o wyglądzie przypominającym wrogów męskich w każdej serii anime po kolei, a na dodatek w komicznych raczej perukach) nie są bezmyślnymi marionetkami, jeśli sami sobie nie wybiorą takiego losu. Każdy z nich działa na własną rękę, ma swoje strategie, sympatie i antypatie. A czasem nawet zdarza się komuś pograć na fortepianie.

Pomysłem według jednych doskonałym, a według innych zupełnie nietrafionym, jest Luna. Mówi się na takie stworki „maskotki”, no i… ekipa realizująca serię wzięła to sobie zbytnio do serca. Znajdą się argumenty za i przeciw. Znacznie bardziej wiarygodne zdaje się przemówienie maskotki, w końcu technologia i te sprawy niż prawdziwego kota, któremu uniemożliwia to budowa strun głosowych. Kiedy jednak ludzie od efektów specjalnych nie mogli się zdecydować, czy Luna powinna być pluszowa, czy komputerowa – to przestało być śmieszne. A w momencie, kiedy prześliczną (skądinąd znaną z odcinka pełnometrażowego) Lunę­‑hime zastąpiła spadkobierczyni roli ChibiUsy, miarka po prostu się przebrała. Owszem, serii potrzeba było w pewnym momencie kogoś, kto rozładuje atmosferę, ale dlaczego musiała to być Sailor Luna?! Po prostu niezbadane są wyroki producentów…

Co do fabuły – kilka wątków zostało zrealizowanych zręcznie i konsekwentnie: konflikt Rei z ojcem, choroba Minako (bardzo ciekawy wątek o zakończeniu udanym… aż do ostatniego odcinka, kiedy reżyser stwierdził, że za bardzo skrzywdził dziewczęce serduszka). Innych niestety nie udało się dociągnąć do końca. Np. wątek związku Makoto z Motokim ma się świetnie aż do momentu, kiedy trzeba mu było powierzyć tajemnicę walki z siłami zła. Rozterka zapowiadała się fantastyczna, ale zawiodła pokładane w niej nadzieje.

Sailor Moon Live Action warto zobaczyć też dla wyrobienia sobie opinii na temat konfliktu dobro­‑zło, a także sprawiedliwość­‑niesprawiedliwość w całej produkcji. Wymaga to jednak dobrnięcia do przynajmniej przedostatniego odcinka.

Pozostaje jeszcze realizacja. Dobrze odwzorowane kostiumy, nad którymi ponoć miała czuwać sama Naoko Takeuchi, są z pewnością atutem, wątpliwości zaś budzą dodatki. Wszelkie gadżety wyglądają jak zabawki albo biżuteria z odpustu, z drugiej jednak strony – taki chyba był zamiar autorów. Nikt chyba nie liczył, że spinki Sailor Moon będą z masy perłowej, a diadem ze złota? Na dłuższą metę gadżeciki są urocze, a ich podwójna natura, która pozwala z nich korzystać nie tylko w walce, ale i w karaoke (tamburynki!) – ma swój czar. Mnie osobiście zabrakło tylko jakiegoś błękitnego palmtopa dla Merkury – sytuacji nie ratował nawet laptop w bazie wypadowej senshi.

Efekty komputerowe przysłużyły się transformacjom, ale wszędzie poza tym były właściwie niepotrzebne. Szczególnie w kwestii gadających kociąt­‑maskotek – Luny i Artemisa – porażka na całej linii.

Dźwiękowcy… mieli najwidoczniej fazę. O ile j­‑pop w całej serii jest uzależniający (w szczególności tzw. image albums), o tyle trudno się jest przyzwyczaić do „swooosh” przy zamaszystych ruchach i „blink blink” przy mruganiu oczami. Później to już integralna część serii. Ale z początku – doprawdy, razi.

Podsumowując, nawet w serii uznanej wyłącznie za pastisz, i to nieudany, znajdziemy coś, co nas zaskoczy i da nam do myślenia – szczególnie, jeśli jesteśmy fanami gatunków shoujo i magical girls. Love it or leave it. Jednak w przypadku tej pierwszej opcji liczcie się z tym, że stracicie sporo szarych komórek, a wyrażenie „ambitne anime” nigdy już nie będzie takie samo…

PS. I pamiętajcie dzieci – tańczenie wokół przeciwnika zawsze jest skuteczniejsze niż zadawanie mu choćby markowanych ciosów.

Mizuumi, 4 czerwca 2005

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Cazbe, Dentsu, Toei Animation
Autor: Naoko Takeuchi
Reżyser: Ryuuta Tazaki
Scenariusz: Yasuko Kobayashi
Muzyka: Michiru Ooshima

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Sailor Moon na forum Kotatsu Nieoficjalny pl
Sailor Moon: fanfiki na Czytelni Tanuki Nieoficjalny pl
Sailor Moon Live Action - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl