Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Gakkon 4 - konwent

Ruchomy zamek Hauru

Ruchomy zamek Hauru
Nośnik: DVD
Wydawca: Monolith Video (www)
Data wydania: 30.05.2006
Odcinki: 1
Czas trwania: 120 min
Ścieżka dźwiękowa: japoński, polski
Napisy: polski
  • Licencja na wypożyczanie: dostępna
  • Dodatki: bezpośredni dostęp do scen, zwiastun
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Opis

O ile anime w Polsce cieszy się znikomą popularnością, o tyle filmy Hayao Miyazakiego spotkał nieco lepszy los. Nieobeznani z tematem przebąkują coś o Oscarze i są w stanie wymienić jeden, ewentualnie dwa filmy. Niby nic, ale jest to jakiś postęp. Poza tym, od Księżniczki Mononoke dzieła studia Ghibli są znane na całym świecie, a kilka filmów trafiło nawet do polskich kin. Ich sukces był raczej symboliczny (jak matki z dziećmi mają zabierać swoje pociechy na „głupie chińskie bajki”?), jednak wystarczający, by filmografia Miyazakiego została wydana na płytach.

18­‑letnia Sophie całe dnie spędza w sklepie z kapeluszami, który wcześniej należał do jej zmarłego ojca. W trakcie jednej z nieczęstych wizyt w mieście poznaje czarodzieja o imieniu Hauru. Hauru jest bardzo przystojny, a jednocześnie bardzo tajemniczy…

Zazdrosna o ich znajomość zła czarownica zmienia Sophie w 90­‑letnią staruszkę. Zrozpaczona dziewczyna ucieka z miasta i wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż, mając nadzieję na odzyskanie młodości i dawnego wyglądu. W końcu trafia do ruchomego zamku, którego panem jest Hauru. Nierozpoznana przez nikogo podejmuje pracę jako służąca i marzy o tym, by zły los wreszcie się odwrócił.

Miło zakomunikować, że ktoś wreszcie postarał się o sensowny opis na opakowaniu, pozbawiony większych spoilerów, czy ewidentnych błędów merytorycznych. Wreszcie mogłem pokazać komuś płytę bez lęku, że dowie się wszystkiego o filmie, zanim jeszcze włączę menu.

Ruchomy zamek Hauru to jeden z dwóch obrazów studia Ghibli, gdzie pokuszono się o polski dubbing (istnieją jeszcze dubbingowane wersje Mojego sąsiada Totoro i Szarłatnego pilota, ale nie zostały wydane na płytach). Do współpracy ponownie zaproszono śp. Joannę Wizmur (znaną ze Spirited Away, ale też takich hitów jak Asterix i Obelix: Misja Kleopatra czy Shrek), a teksty napisał Tomasz Robaczewski. Jak wypadł nasz dubbing na tle oryginału? Przyzwoicie, ale daleko nam do wersji japońskiej. Przede wszystkim, Robaczewski nie jest Bartoszem Wierzbiętą (autorem polskiego przekładu Spirited Away) i to się niestety słyszy. Mogę mu darować ewidentne pomyłki (typu „Moja biedna Sophie” zamiast „Wybacz Sophie”), gdyż mogły wynikać z angielskiego tłumaczenia, jednak nic nie usprawiedliwia jego strasznej niechlujności językowej (np. „Hauru nie chodź (?) tam”).

Aktorzy sprawdzają się nieźle, ale trudno tu mówić o poziomie polskiego Spirited Away. Zdecydowanie najlepiej wypadli panowie: Jarosław Boberek jak zwykle prezentuje najwyższą formę i jego Kalcyfer jest zarówno zabawny, jak i skłonny do refleksji, dyskusji, wszczęcia awantury – po prostu prawdziwy. No i dużo dobrego można powiedzieć o naszym protagoniście. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego Bartosz Adamczyk nie został już nigdy więcej zaproszony do pracy w dubbingu, ale sądząc po ochach i achach rozchichotanych nastolatek, wydaje się, że doskonale odegrał rolę zblazowanego bawidamka.

Z paniami jest o wiele gorzej, by nie powiedzieć, że sytuacja ma się źle. Beata Wyrąbkiewicz ma ładny głos i bardzo się stara brzmieć jak „młoda Sophie” w wykonaniu Chieko Baisho (absolutnie fantastyczna!). Problem polega na tym, że próbując się tak do niej zbliżyć, zapomniała skupić się na walorach aktorskich, przez co jej rola wypada blado: końcowy efekt polega na tym, że nasza rodaczka bezskutecznie usiłuje być kopią oryginału. Jeszcze gorzej wypada Joanna Jędryka, której chyba nikt nie poinformował, że gra 18­‑latkę w ciele starszej pani, a nie kolejną Molly Weasley. I jeżeli mówimy już o skrajnie złym doborze aktorów – konia z rzędem temu, kto wyjaśni, dlaczego do roli Madame Sulliman zatrudniono 33­‑letnią (sic!) Agatę Kuleszę, która w dodatku brzmi jak Velma z kreskówki Scooby Doo? Jedyną bohaterką, której mogę darować, jest postać grana przez Krystynę Tkacz. Nie wypadła znakomicie, ale był to całkiem przyzwoity występ jak na debiutantkę… Swoją drogą, dlaczego zaproszono do tak skomplikowanej roli nowicjusza?

Reszta obsady poczyna sobie całkiem dobrze, na szczególną pochwałę zasługuje Jacek Kopczyński w roli, której niestety zdradzić nie mogę. Końcowy efekt wypada jednak gorzej i może tłumaczy niechęć studia do podjęcia się następnych dubbingów.

Płytę wydano na jednym DVD, mamy tu standardowy pakiet (wybór scen, napisy, dwie ścieżki dźwiękowe – na szczęście już w Dolby Digital 5.1) i… jeden dodatek. Tak, ja też nie mogłem w to uwierzyć, ale studio Monolith uraczyło nas dodatkiem – zwiastunem. Problem polega na tym, że gdybym zobaczył taki zwiastun w kinie, na pewno nie poszedłbym na film. Widać Polakom daleko do Francuzów (po ich zwiastunie wręcz rzuciłem się na płytę!).

Komu polecić ten film? To jedna z głośniejszych pozycji studia Ghibli – fascynująca, choć wciąż kontrowersyjna. Dla mnie to idealny romans, kawałek świetnego fantasy i głęboki film o dojrzewaniu każdego z nas. Na pewno spodoba się początkującym – mało w nim japońskiej symboliki, za to mnóstwo europejskich akcentów. Jeśli chodzi o wydanie – daleko mu do doskonałości, ale płyta broni się dwoma mocnymi argumentami. Po pierwsze, dubbing, dzięki któremu film spokojnie mogą obejrzeć dzieci. I po drugie – gdy piszę te słowa, płyta kosztuje śmieszne pieniądze. Podczas gdy w Polsce Ruchomy zamek Hauru kosztuje 20 zł, we Francji trzeba wyłożyć 90 zł, a w Japonii około 130 złotych!

Sulpice9, 4 listopada 2012
Recenzja anime

Opisy alternatywne

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Ruchomy zamek Hauru Monolith Video 2006
1 Ruchomy zamek Hauru Monolith Video 2007