Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,14

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 165
Średnia: 6,83
σ=1,51

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kami-sama Dolls

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • God Dolls
  • 神様ドォルズ
Tytuły powiązane:
Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Supermoce, Wielkie biusty
zrzutka

Sterowane umysłem marionetki, kilka mrocznych tajemnic i nieco zagubiony student, czyli wstęp do zapowiadającej się całkiem nieźle „miejskiej” przygodówki.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kyouhei Kuga wyjeżdża z rodzinnego domu do Tokio, by uciec jak najdalej od swojej przeszłości. Jednak gdy zaczyna przyzwyczajać się do beztroskiego studenckiego życia, w stolicy zjawia się jego młodsza siostra, Utao. Dziewczynce towarzyszy kakashi (wcześniej należący do Kyouheia) – drewniana marionetka sterowana umysłem. Prowincjonalna wioska Karakami od wieków stara się utrzymać w tajemnicy istnienie tych niezwykłych „lalek”, które w zależności od umiejętności właściciela, zwanego Seki, mogą stanowić niebezpieczną broń. Jednak teraz istnieje obawa, że świat dowie się o marionetkach, gdyż z niewoli uciekł Aki, przyjaciel Kyouheia z dzieciństwa. Co gorsza, pragnie spotkać starego „znajomego” i w tym celu udaje się właśnie do Tokio, gdzie na powitanie morduje brutalnie przypadkową osobę…

Historia zaczyna się, wzorem Alfreda Hitchcocka, od trzęsienia ziemi, acz umiarkowanego. Początek początkiem, ale co z tym rosnącym dalej napięciem? Rośnie, rośnie, może nie tak od razu, ale powoli atmosfera zaczyna się zagęszczać, by ostatecznie… wyparować. Na razie wygląda na to, że Kamisama Dolls kontynuuje dość denerwującą tradycję animowanych reklamówek nadal wychodzących mang. Cały czas można mieć jednak nadzieję na kontynuację po krótkiej zapowiedzi, pojawiającej się przy napisach końcowych trzynastego odcinka. Oczywiście seria kończy się w kluczowym momencie, zapowiadającym rozwój wydarzeń, którego… jeszcze nie narysowano. Anime jest bowiem ekranizacją siedmiu z dziewięciu dostępnych tomów, wychodzących w dość dużych odstępach czasu, co raczej oznacza długie czekanie na ewentualny ciąg dalszy. Nadal macie ochotę wiedzieć, o czym to właściwie jest? Jeśli tak, zapraszam do dalszej lektury.

Sam pomysł na ukrytą w górach wioskę z mrocznymi sekretami nowy nie jest. Podobnie chęć ucieczki od przeszłości, walki o wpływy czy bezkarni szaleńcy. Ważne jest, jak przyrządzi się dostępne składniki i jak zastąpi się te, których brak. Hajime Yamamura stworzył(a) (płeć niestety nieznana) całkiem udaną wariację na podane powyżej (oraz inne) tematy z odpowiednią dawką dramatu i komedii. Akcja rozwija się w tempie umiarkowanym i stopniowo odkrywane są kolejne, nieraz mroczne i nieprzyjemne tajemnice, które mają doprowadzić do ostatecznego rozwiązania… A właściwie nadal prowadzą, bo manga nie jest zakończona, chociaż wygląda na to, że weszła już na drogę do finału. Dostarczone jednak do tej pory rewelacje i sposób prowadzenia fabuły pomagają zaklasyfikować ją jako nieco poważniejszą, ale nadal rozrywkową historię, która nie próbuje wywracać światopoglądu czytelnika do góry nogami.

Wraz z przybyciem Akiego do Tokio, Kyouhei zostaje zmuszony stawić czoła przeszłości i poradzić sobie z narastającymi problemami, które nagle hurtem zwalają mu się na głowę. Nie obędzie się bez niebezpiecznych wypadków, niespodziewanych walk i wspominania przeszłości. Zekranizowany materiał można potraktować jako część pierwszą, czyli próbę wyjaśnienia „a dlaczego właściwie dzieje się to, co właśnie się dzieje”. Dzięki dobrej woli Hajime Yamamury w kwestii dzielenia się odpowiedziami stopniowo, nie dostajemy bezsensownej gonitwy za czymś, o czym widz nie ma pojęcia. Scenariusz skonstruowano tak, że mimo bardzo wyraźnie otwartego zakończenia, nie zostaliśmy z pustymi rękoma i mamy pojęcie, co może wydarzyć się w ewentualnej kontynuacji, a co najważniejsze, uraczono nas tłem dla przyszłych wydarzeń. Historia jest spójna, zawiera kilka przeplatających się wątków, które łączy tajemnica wioski Karakami. Fabuła skupia się bardziej na spokojnym wyjaśnieniu tego i owego niż na ślepej gonitwie za niewidzialnym celem, byle do przodu, szybko i często bez sensu. Można to nazwać kładzeniem fundamentów pod emocjonującą walkę o wpływy bez przesadnego filozofowania, ale z wystarczająco skomplikowaną intrygą.

Ponieważ do serca wzięto sobie konieczność zbudowania najpierw odpowiedniej podstawy, otrzymujemy mniej lub bardziej pełny obraz bohaterów, którzy w innych reklamówkach tego typu często do samego końca pozostają chodzącymi znakami zapytania ze szczątkową motywacją i brakiem przeszłości. Dominują dosyć silne, nieco zwichrowane i raczej nie do końca normalne, a na pewno niejednoznaczne osobowości, którym dano całkiem niezłe powody, by takimi się stały. Na pierwszy rzut oka główny bohater, czyli Kyouhei, wypada na ich tle nieco blado, niczym typowa nijaka postać, z którą najłatwiej byłoby się utożsamić zwyczajnemu człowiekowi. Nasz protagonista nie jest bowiem przesadnie charyzmatyczny, diabelnie inteligentny czy wyjątkowo zaradny, wydaje się zbyt spokojny i mało przebojowy… No tak, to nie brzmi zbyt ciekawie. Problem polega na tym, że Kyouhei usilnie stara się taki być, a po tym, co wydarzyło się w jego życiu, rozpaczliwa potrzeba normalności jakoś mnie szczególnie nie dziwi. Niestety, los wyraźnie nie ma zamiaru się nad nim zlitować i kiedyś trzeba przestać uciekać…

Osobą, która faktycznie nie wyróżnia się zbytnio, jest znajoma ze studiów i aktualny obiekt uczuć bohatera, Hibino Shiba, dziewczyna całkowicie przeciętna i zupełnie „nieskażona” wpływami wioski, która wydaje się osobowością mało ciekawą, pełniącą rolę obowiązkowej niewinnej towarzyszki protagonisty. Nie można jednak zarzucić jej całkowitej bezbarwności, gdyż zachowuje się względnie spójnie i podobnie jak reszta (po której nieco lepiej to widać) nie jest pustą kukłą na sznurkach. Jednoznacznie denerwująca jest natomiast Utao, młodsza siostra Kyouheia, która odwiedza go w Tokio. Kolejne wydarzenia sprawiają, że niestety zostaje na dłużej, by poznać inny świat. Wychowana na prowincji dziewczynka jest zupełnie nieprzystosowana do wielkomiejskiej rzeczywistości, nieśmiała, nieco ślamazarna i niesamowicie zazdrosna o brata. Jest najmłodsza z całej głównej obsady i wyraźnie odstaje od reszty, co wprowadza pewien dysonans.

Głównym przedstawicielem tych ciekawszych bohaterów bez wątpienia jest wspomniany we wstępie Aki. Dawny przyjaciel i daleki krewny Kyouheia, stanowi jego zupełne przeciwieństwo. Nieobliczalny i zamknięty w sobie chłopak jest z pewnością niebezpieczny, ale nie dość, że ma bardzo dobry powód, by się tak zachowywać, to nie są to jego jedyne cechy charakteru, przez co trudno go jednoznacznie ocenić. Dalej poznajemy kolejne osoby bardziej lub mniej powiązane z tajemniczą wioską, te sympatyczne i te niekoniecznie, ale wszystkich łączy jedno – nie są nijacy, a ich relacje śledzi się z przyjemnością. To przede wszystkim ludzie dorośli (z małymi wyjątkami), którzy znacznie bardziej nadają się do takiej „roboty” niż grupa nieopierzonych podlotków, więc i ich zachowania są znacznie bardziej dojrzałe i wiarygodne w tej umownej rzeczywistości. Warto wspomnieć o znajomej Kyouheia i Hibino, Kuuko, niestrudzonej i charakternej poszukiwaczce niezwykłości wszelakich, która przypadkiem dowiaduje się o istnieniu kakashi i nie spocznie, póki nie dowie się więcej…

W kwestii grafiki mamy tu do czynienia z rzeczą absolutnie przeciętną. Projekty postaci są tym, co znamy z większości produkcji – nieprzesadnie realistyczne, ale równocześnie w miarę normalne, nieudziwnione. Dodatkowo Hibino została obdarzona bardzo wyróżniającymi się atrybutami i sporadycznie staje się obiektem fanserwisu (nie wulgarnego czy niesmacznego, ale kompletnie niepotrzebnego i niepasującego do serii). Plusem jest to, że bohaterowie się przebierają, co w tak krótkiej serii jest często uważane za zbędny luksus. Odpowiednio kolorowe i w miarę szczegółowe, choć mało zróżnicowane (większość akcji dzieje się w Tokio, z okazjonalnymi wypadami za miasto) tła to raczej standard na obecne czasy – nic nadzwyczajnego. Problem pojawia się, gdy trzeba wprawić postaci w ruch, gdyż niektóre ujęcia, zwłaszcza z profilu, są koślawe, a czasem nawet na zbliżeniu twarz jest krzywa. Sama animacja jest w miarę płynna i pozbawiona większego udziału komputerów (tylko ci statyści w 3D…). Pochwalić trzeba natomiast twórców za pomysłowe i ciekawe wykonanie czołówki, która zdecydowanie wyróżnia się na tle innych openingów nie tylko świetnym dopasowaniem do podkładu muzycznego.

Skoro jesteśmy już przy ścieżce dźwiękowej, warto wspomnieć o tym, co pierwsze rzuca się w uszy, czyli o piosenkach. Do współpracy zaangażowano jedną z bardziej utalentowanych wokalistek, które tworzą muzykę do anime. Chiaki Ishikawa już nieraz uraczyła widzów swoim charakterystycznym głosem w oryginalnie zaaranżowanych utworach. Fukanzen Nenshou to piosenka niesamowicie energiczna, odrobinę inspirowana latynoskimi rytmami. Równie ciekawy jest zupełnie różny, ale też żywiołowy ending Switch ga Haittara. Najspokojniejszym i nieco melancholijnym utworem jest poświęcone Akiemu Natsu no Niwa, które pojawia się w siódmym odcinku. Każdemu kakashi towarzyszy charakterystyczny motyw muzyczny i tutaj również usłyszymy wspomnianą piosenkarkę. Pozostałe kompozycje są w miarę zróżnicowane, ale stanowią tylko obowiązkowe tło. Usłyszymy pojedyncze spokojne instrumentalne solówki, ale w większości są to raczej rockowe i elektroniczne brzmienia, towarzyszące bardziej dynamicznym i poważniejszym scenom. Większość z nich wpadnie jednym uchem, a wypadnie drugim. Z całej ścieżki dźwiękowej zapamiętałam tylko jeden inspirowany muzyką tradycyjną motyw – Saikyou no Kakashi, który pojawia się rzadko, ale jest mimo wszystko najbardziej udany. W rolach głównych usłyszymy ostatnio popularnych Nobuhiko Okamoto (m.in. Rin z Ao no Exorcist), Misato Fukuen (Yin z Darker than Black), Ai Kayano (Menma z Ano Hana) czy Ryouheia Kimurę (Shouma z Mawaru Penguindrum). Na szczególną pochwałę zasługuje jednak Kana Hanazawa, która podkłada głos głównie pod słodkie i niewinne dziewczątka, a tutaj miała szansę zagrać zupełnie inny typ postaci i spisała się naprawdę dobrze.

Kamisama Dolls to może nie szalenie oryginalna i chwytająca za serce historia pozbawiona wad, ale na pewno solidny wstęp do poważniejszej serii rozrywkowej, w której ciekawie zaaranżowano i przekręcono znane schematy. Mamy trochę przygody, dramatu, odrobinę komedii, sporo tajemnic plus kilka odpowiedzi, w miarę ciekawych i dobrze zarysowanych bohaterów oraz… brak konkluzji. Właściwie jedynym przeciwwskazaniem do polecenia tego anime jest właśnie otwarte zakończenie, które stanowi doskonałą furtkę do następnej części. Biorąc jednak po uwagę współczesną tendencję do ekranizowania wycinka mangi, która jeszcze się nie skończyła i, co gorsza, w tym przypadku pojawia się na rynku w sporych odstępach czasu, raczej nie ma co liczyć na szybki ciąg dalszy. A szkoda, bo fabuła ma potencjał, a niezekranizowane jeszcze wydarzenia idą w naprawdę obiecującym kierunku… Oglądać czy nie oglądać? Trudno powiedzieć. Jeśli macie sporo wolnego czasu i nie przeszkadza Wam urwana w kluczowym momencie historia, to możecie spróbować, raczej się nie zawiedziecie.

Enevi, 8 stycznia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Hajime Yamamura
Projekt: Kazuaki Morita
Reżyser: Seiji Kishi
Scenariusz: Makoto Uezu
Muzyka: Chiaki Ishikawa, Masara Nishida