Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,30

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 710
Średnia: 7,44
σ=1,86

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

No.6

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ナンバー・シックス
Tytuły powiązane:
zrzutka

Dwóch nastolatków próbuje odkryć mroczne tajemnice pewnego miasta niedalekiej przyszłości. Czyli o tym, że nie zawsze udaje się złapać dwie sroki za ogon.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kolejne wyniszczające wojny doprowadziły ludzkość na skraj przepaści. Ostatecznie na całej planecie ostało się sześć bastionów cywilizacji, a jednym z nich jest właśnie tytułowe miasto No. 6. Dwunastoletni Sion, należący do miejskiej elity, udziela schronienia Nezumiemu, który po ustaniu gwałtownej burzy znika bez śladu. Czyn ten, nie do pomyślenia dla przykładnego obywatela, sprawia, że chłopakowi zostają odebrane wszystkie przywileje i wraz z matką musi przenieść się do ubogiej dzielnicy, zwanej Lost Town. Jednakże los sprawi, że za jakiś czas na drodze Siona ponownie stanie Nezumi, a utopijna wizja miasta, w którym się wychował, dość szybko zacznie się rozmywać. Jakież to mroczne tajemnice kryją się pod płaszczykiem idealnego No. 6?

Brzmi jak Fractale? Bardzo prawdopodobne jest, że niektórym widzom nasuną się takie skojarzenia, gdyż wstępne założenia wydają się niepokojąco podobne. Na szczęście dziewięciotomowa powieść Atsuko Asano pod względem fabularnym prezentuje się przynajmniej zadowalająco. Owszem, motyw pozornej utopii jest bardzo popularny i trudno obecnie powiedzieć na ten temat coś nowego, ale w cenie nadal pozostaje kreatywność i odpowiednie podejście do problemu. Cała intryga rozwija się w No. 6 dość płynnie, akcja nie pędzi na złamanie karku, a wszystko zostaje szczegółowo wytłumaczone.

Anime już od samego początku miało jednak bardzo istotną wadę – długość. Emitowany w telewizji Fuji blok Noitamina przewiduje zwykle jeden sezon na jedną produkcję (średnio jedenaście lub dwanaście odcinków), z wyjątkiem w postaci Shiki, które emitowano przez dwa sezony. Studio Bones teoretycznie robiło, co mogło, ale popełniło po drodze również kilka błędów, przez co No. 6 jest anime tylko przeciętnym. To co z tymi srokami, których nie udało się złapać?

Pierwsza z nich nazywa się Wątek Naukowo­‑Fantastyczno­‑Kryminalny, czyli to, o co tak właściwie w tym wszystkim chodzi. Wspomniany powyżej dokładny opis tyczy się zarówno wyjaśnień wszelkich sekretów i samej akcji, jak i relacji międzyludzkich. W książce te dwa wątki zostają odpowiednio zbalansowane i wyciśniętej do ostatniej kropli. A teraz chwilę się zastanówmy. Dziewięć tomów po około dwieście stron kontra jedenaście dwudziestominutowych odcinków? No właśnie, brzmi to dość jednoznacznie, zwłaszcza że jest co wyjaśniać. Autorce udało się stworzyć historię spójną, a przede wszystkim użyć wystarczających argumentów, żeby udowodnić, że tytułowe miasto jest faktycznie paskudnym miejscem na betonowej podstawie, a nie dystopią z papieru.

Tymczasem serial z powodu ograniczeń czasowych pokazuje jedynie niektóre wydarzenia, dowolnie zamieniając ich kolejność i wymowę. Zaowocowało to zbytnimi uproszczeniami i olbrzymimi dziurami fabularnymi. Z początku nie wyglądało to na tyle groźnie, by nadmiernie się przejmować, jednakże twórcy zbyt wiele czasu poświęcili na tzw. „budowanie klimatu” i w efekcie całość skończyła się jedną wielką katastrofą. Scenariusz zwleka z przejściem do kluczowych wydarzeń, w przeciwieństwie do pierwowzoru, w którym akcja przyspiesza już w połowie, liczba pytań rośnie z minuty na minutę, a odpowiedzi ani widu, ani słychu. Pewne nadzieje pokładałam w ostatnim odcinku, który mógł chociaż częściowo uratować fabułę. Niestety, książkowe wyjaśnienia (a zapewniam, że były przekonujące) utonęły w dziwacznej i dziurawej jak sito wizji twórców anime, którzy pozbawieni odpowiedniej ilości czasu, wepchnęli w te końcowe dwadzieścia minut tyle absurdu, ile tylko się dało. Finał ma szansę zaskoczyć niejednego widza głupotą i brakiem logiki, bowiem z podsuniętych kilka odcinków wcześniej wskazówek niewiele wynika, a ostatecznej odpowiedzi tu po prostu nie ma. Aż chce się zapytać: to po co były te wszystkie przygotowania i tyle czekania, skoro w zamian nie dostajemy nic?

No dobrze, pierwsza sroka twórcom uciekła. A druga? Udało się ją co prawda złapać, ale niestety trafia ona w ręce widza może nie okaleczona, ale pozbawiona wszystkich piór, tak że niekoniecznie daje się ją rozpoznać. Nazywa się Relacje Międzyludzkie i stanowi równie ważny element powieści, jak sama intryga. Główny nacisk położono na rozwój przyjaźni (choć jak się okazuje, jest to kwestia sporna, ale o tym za chwilę) między dwoma głównymi bohaterami, którzy prezentują dwa odległe bieguny. Sion jest wychowanym w praktycznie sterylnych warunkach, społecznie upośledzonym nastolatkiem o bardzo ścisłym umyśle. Jest niezwykle inteligentny, ale przy tym niesamowicie naiwny i brak mu życiowego doświadczenia. Z kolei Nezumi to nieco opryskliwy, twardo stąpający po ziemi miłośnik literatury i wszystkiego, co z nią związane, który sporo już widział i przeżył. Chłopcy skazani są na swoje towarzystwo, a ścierają się prawie przy każdej okazji – tak bardzo różnią się ich poglądy na życie. Tak początkowo prezentują się ich relacje, które z czasem zmieniają się i nabierają głębi. Pani Asano nie szczędziła bowiem stron na długie wyczerpujące dialogi i introspekcje. Powoli, powoli zaczynają wyłaniać się z cienia pełnokrwiste i niezwykłe postaci, jakich ze świecą szukać.

Ograniczony czas, jakim dysponowali twórcy anime, spłycił te charaktery, skacząc po najważniejszych scenach bez uprzedniego wprowadzenia, przez co większość zachowań wydaje się mocno przejaskrawiona. Chociaż, biorąc pod uwagę piętrzące się pokłady sztampy w wielu innych produkcjach, i tak można uznać relacje Siona i Nezumiego za powiew świeżości.

Powiew powiewem, ale gorąca dyskusja w sieci wybuchła. Czy to jest shounen­‑ai? Fanki gatunku będą radośnie potwierdzać, inni zaprzeczać, jeszcze inni rzucą to anime w diabły na samą wzmiankę o „podtekstach”, a pozostali wzruszą ramionami i z rozbawieniem będą przyglądać się całej debacie, nie przywiązując zbytniej wagi do nazewnictwa. A jak naprawdę wygląda cała sytuacja? Nie taki diabeł straszny? A może wręcz przerażający? Nie wiem. Interakcje protagonistów w powieści No. 6 były jednymi z najbardziej skomplikowanych i niejednoznacznych, na jakie natrafiłam ostatnimi czasy. Ich zachowania, gesty i słowa są tak piekielnie trudne do zaklasyfikowania, że nawet nie próbuję tego osądzać. Sama autorka ponoć przyznała, że nie ma zamiaru oficjalnie nazywać uczuć łączących Nezumiego i Siona. Z mojej perspektywy zabieg ten dodaje im tylko uroku, bowiem niezwykle intensywne i interesujące relacje stąpające po cienkiej linii między przyjaźnią a – nazwijmy to – miłością, to niejaka nowość w świecie anime. Brak tu dosadności i nawet gesty wydawałoby się oczywiste wcale nie są takie jasne, jak mogłoby się wydawać. Ile z tego udało się zawrzeć w ekranizacji? Jak widać wystarczającą ilość, skoro rozgorzała dyskusja, choć wszystko przekazano niemal w telegraficznym skrócie.

W ekranizacji studia Bones zyskała jednak przyjaciółka Siona, Safu, której poświęcono znacznie więcej czasu niż w książce i dzięki tym kilku scenom jej charakter miał szansę się rozwinąć. Z denerwującej i jeszcze bardziej upośledzonej społecznie (w ogólnym rozumieniu) niż Sion dziewczyny stała się pewną siebie, zdeterminowaną osóbką, która ma na początku problem z wyrażaniem swoich uczuć. Całkiem przyzwoicie prezentują się też pozostali bohaterowie towarzyszący protagonistom. Są odpowiednio zróżnicowani, a ich postępowanie wydaje się raczej wiarygodne. Inukashi opiekuje się bezdomnymi psami i przemyca różne rzeczy z No.6, okazjonalnie pomagając Nezumiemu w zdobywaniu potrzebnych informacji. Doskonale wie, jak trudne potrafi być życie i szczelnie otacza się murem, nie dopuszczając blisko siebie nikogo. Bardzo skutecznie ukrywa także swoją płeć, co do której również toczą się dyskusje, a różne źródła podają sprzecznie informacje lub w ogóle pomijają ten szczegół. Strzałem w dziesiątkę do tej roli okazał się wybór Kei Shindou – jej głos świetnie utrudniał ewentualny werdykt. Miłym akcentem jest również wyróżnienie matki Siona, Karan, która nie bierze bezpośrednio udziału w najważniejszych wydarzeniach, stanowi jednak stały punkt w całym tym chaosie – jest kobietą spokojną, dobrą, ale jednocześnie niesamowicie silną i zaradną. Pisząc jednak o postaciach, nie można nie wspomnieć o ostatnim odcinku, którego scenariusz traktuje bohaterów z niebywałym okrucieństwem, więc jeśli coś niekoniecznie będzie pasowało do poprzednich zachowań, nie powinniście być zdziwieni…

Długość serii pozwoliła jednak zadbać o oprawę graficzną, która prezentuje się naprawdę dobrze. Już pierwszy odcinek pokazuje niezwykle szczegółowy krajobraz miasta, do którego zbliża się tajfun. Zadbano o takie detale, jak gałęzie poruszane przez wiatr czy pojedyncze krople deszczu na szybie. Wszystkie tła wykonano bardzo dokładnie, z uwzględnieniem wielu drobiazgów. Nie zawodzi również sama animacja, która ma sporo okazji, by pokazać swoją płynność – dynamiczny i naturalny ruch postaci, bogata mimika twarzy. Same projekty bohaterów może nie są wyjątkowo oryginalne, ale jednak wystarczająco charakterystyczne i realistyczne, by się podobać. Przy takiej dbałości o szczegóły boli nieco ograniczona garderoba, ale w sumie da się to logicznie wytłumaczyć. Czasem tylko szwankują znaczne oddalenia, kiedy to postaci stają się nieco koślawe, ale to przypadłość większości serii.

Znacznie gorzej wypada ścieżka dźwiękowa, która przez większość czasu ogranicza się do tzw. plumkania gdzieś w tle. Słychać różne odgłosy, mniej lub bardziej identyfikowalne – trochę elektroniki, gdzieś przewinie się jakieś pianino, ale tego ostatniego jest naprawdę niewiele i zbyt często podkład brzmi zwyczajnie kiczowato. Bardzo mieszane uczucia mam również do openingu – Spell w wykonaniu początkującego duetu Lama. O ile bowiem męski głos jest w miarę znośny, o tyle już jestem przekonana, że pani powinna się zająć czymś innym niż śpiewaniem. Prześliczna jest natomiast melancholijna piosenka towarzysząca napisom końcowym. Rokutousei no Yoru to perełka debiutującej Aimer, którą mam nadzieję usłyszeć także w innych produkcjach. W serii pojawiają się również dwa utwory śpiewane przez bohaterów. Kaze no Requiem usłyszymy w wykonaniu Mao Daichi, Yoshimasy Hosoyi (Nezumi) i Kiyono Yasuno (Safu), z których każde jest inne i prezentuje się dobrze… bez podkładu muzycznego, który utrzymano w stylu całej ścieżki dźwiękowej. Podobny los spotkał również Buna no Mori de, które śpiewa seiyuu Nezumiego.

Wspomniałam kilka akapitów wyżej o dobrym wyborze głosu dla Inukashi? To nie koniec, bowiem obsada składająca się w większości z mniej doświadczonych aktorów spisała się znakomicie. Seria dostarcza sporej ilości scen, w których aż kipi od emocji, a które udało się przekazać bezbłędnie. Na szczególną pochwałę zasługuje tu Yoshimasa Hosoya, który przy tak niewielkim dorobku potrafi niesamowicie wczuć się w swoją postać. Całkiem nieźle wychodzi mu również śpiewanie, jak zdążył udowodnić. Oprócz wymienionych wyżej nazwisk usłyszymy również Yuukiego Kajiego (Sion), Shinichirou Mikiego (Youming), Rei Sakumę (Karan) i Masakiego Terasomę (Rikiga).

A teraz – brzmi jak Fractale? Niestety, po części tak… Odnoszę nieodparte wrażenie, że twórcy od samego początku spisali tę produkcję na straty, zapoznawszy się z pierwowzorem i stwierdziwszy, że to wszystko nie wejdzie w jedenaście odcinków. Nie usprawiedliwia to jednak tego, że przez pierwszych dziesięć bawili się z widzami w kotka i myszkę, udając, że być może coś z tego będzie. A szkoda, bo tym bardziej bezcelowe są moje rozpaczliwe próby obrony pierwowzoru, niemającego nic wspólnego z serialowymi rewelacjami, po których zapewne niewiele osób zainteresuje się książką. W tym miejscu zawracam wszystkich, którzy liczyli na przyzwoite science­‑fiction z odpowiednią porcją mrocznych sekretów i ciekawymi bohaterami, połączonymi niejednoznaczną i skomplikowaną więzią (choć bohaterowie nie zostali aż tak bardzo skrzywdzeni i ewentualnie dla nich można toto obejrzeć, ale czy naprawdę warto?). Jeśli liczycie na jakiekolwiek sensowne wyjaśnienia, to srodze się zawiedziecie, gdyż z powodu nieudolności i niekonsekwencji twórców anime No. 6 trafia do panteonu dziwadeł, które zaprzepaściły swój potencjał. Fractale, Shangri­‑la, macie nowego kolegę…

Enevi, 17 września 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Autor: Atsuko Asano
Projekt: Satoshi Ishino, Toi8
Reżyser: Kenji Nagasaki
Scenariusz: Seishi Minakami
Muzyka: Kei'ichi Suzuki