Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 12
Średnia: 8,17
σ=1,62

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Eire)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Black Jack OAV

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1993
Czas trwania: 10×50 min
Tytuły alternatywne:
  • ブラックジャック [1993]
Gatunki: Dramat
Postaci: Pielęgniarki/lekarze; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Tę serię sponsoruje litera S jak skalpel, sny i spiski. Dowód na to, że dobra inwencja jest zawsze w cenie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W ojczystym kraju mało która ze stworzonych przez Osamu Tezukę postaci może pochwalić się taką popularnością jak Black Jack. Byłoby miło napisać, że polskim fanom mangi i anime tej postaci przedstawiać nie muszę, ale z doświadczenia wiem, że w obecnym momencie poza Japonią zna go niewielka grupa zagorzałych fanów. Przedstawiam więc Kuro Hazamę, znanego jako Black Jack, genialnego chirurga, skalpel do wynajęcia. Nie ma medycznej licencji, więc wzywacie go na własną odpowiedzialność. Za odpowiednią zapłatą medyczny najemnik weźmie w swoje ręce przypadki, na których lekarze postawili już krzyżyk. Nieetyczne? Tak mówią, ale jeśli umowa zostanie zawarta, doktor w czarnej pelerynie zrobi wszystko, by się z niej wywiązać. Odnajdzie pacjenta w amazońskiej dżungli, na odciętym przez śnieżycę odludziu, w pustynnym obozie dla uchodźców w ogarniętym wojną kraju. Lekarz idealny, jakim każdy student chciałby być – nieskrępowany nakazami oficjalnej medycyny, odpowiadający przed sobą i pacjentem. Nie znaczy to jednak, że wolny od pomyłek.

Pracę Tezuki z różnym skutkiem próbowali kontynuować mangacy i animatorzy. W ciągu 20 lat od śmierci autora światło dzienne ujrzały liczne kontynuacje komiksowe i animowane adaptacje. Pojedyncze filmy były dobre, ale nie wnosiły nic nowego dla osób znających mangę. Serie telewizyjne grzeszyły to niewolniczym przywiązaniem do schematu komiksu, to zbytnim odejściem i zatraceniem ducha oryginału. Na ich tle zdecydowanie wyróżnia się dziesięcioodcinkowa seria OVA, powstała w latach 1993­‑1996. Kontynuujący pracę „Boga Mangi” Osamu Dezaki zdecydował się na dość duże odstępstwa od oryginalnego pomysłu. Krok śmiały, ale czy udany?

Już sama forma przemawia na korzyść serii. Skierowanie animacji prosto na rynek wideo uwolniło ją od terroru telewizyjnej ramówki i pozwoliło autorom na swobodne rozdysponowanie czasu ekranowego. Długość odcinka waha się od 40 do 60 minut, co pozwala na poprowadzenie skomplikowanej historii przy jednoczesnym uniknięciu dłużyzn. W efekcie powstało 10 niezależnych, nowatorskich, trzymających w napięciu opowieści.

Proszę jednak nie zakładać, że ta seria opiera się na wartkiej akcji. Osoby spodziewające się medycznej dramy spod znaku Ostrego dyżuru mogą się poważnie rozczarować. Medycyna gra tu oczywiście ważną rolę, prawie w każdym odcinku ma miejsce dramatyczna operacja lub śledztwo medyczne, ale jak zwykle w seriach o chirurgu w pelerynie, jest to tylko wstęp do poważniejszych rozważań o życiu i człowieczeństwie.

Krótka scenka na początku pierwszego odcinka daje nam do zrozumienia, że to anime inne niż można by się spodziewać. Ciemny, smagany sztormem dom na wybrzeżu i dzwoniący telefon. Widzowie mający nadzieję na jasne, pogodne historie proszeni są o opuszczenie sali. Przed nami 10 odcinków jak ze snu – nie tego idealizowanego w powieściach dla grzecznych dzieci, nie koszmaru, ale tego śnionego na chwilę przed świtem, po którym zostaje lekki ból głowy i nieuzasadnione poczucie, że coś dziwnego i pięknego właśnie wymyka nam się z rąk.

Uważni czytelnicy mangi w większości odcinków dopatrzą się zarówno nowych interpretacji niektórych rozdziałów, jak i dwóch zupełnie nowych historii. Gdybym miała opowiedzieć, o czym są, musiałabym ciężko zaspoilerować każdy epizod z osobna, więc ograniczę się do ogólnego opisu. Podstawą każdego odcinka jest oczywiście określony przypadek medyczny. Czasem list czy telefon zastaje bohatera w domu, czasem jest to wizyta poprzedzona długimi negocjacjami, czasem przypadkowe spotkanie w drodze. Żaden z pacjentów nie jest jednak osobną wyspą, a żeby usunąć objawy, trzeba dokopać się do przyczyn. Cuda, jakie Black Jack dokonuje skalpelem, są jednak najczęściej wstępem do prezentacji poważniejszych problemów. Prezentacji, nie rozwiązania – wspomniałam, że wzywacie go na własną odpowiedzialność?

Tempo serii jest nierówne – trudno wyróżnić tu epizody spokojniejsze i pełne akcji, gdyż zmiany te zachodzą w obrębie jednego odcinka. Sama fabuła wielokrotnie zwodzi bohatera i widza na manowce. Pacjenci kłamią lub nie mówią całej prawdy, sen i pamięć mieszają się z rzeczywistością, przyczyn stanu rzeczy trzeba szukać w dawno zapomnianych wydarzeniach – nic dziwnego, że nawet nasz chirurg nie zawsze daje sobie radę i nieraz za zwycięstwo przyjdzie uznać zupełnie co innego, niż zakładał on i widz. To jedna z tych serii, które należy oglądać bardzo uważnie. Przegapienie jednego zdania czy króciutkiej scenki może zmienić cały sens opowieści, więc przez prawie godzinę seansu uwaga pracuje na zwiększonych obrotach. Na szczęście znajomość serii i głównego bohatera nie jest konieczna do czerpania radości z seansu. Osoby nieznające Black Jacka mogą dać się porwać opowieści, ale i widzowie mający jego przygody w małym palcu zostaną nieraz zaskoczeni. Prędzej bowiem fan Tezuki spodziewałby się wejścia na scenę daimyou z orszakiem samurajów niż Doktora Śmierć jako pozytywnej postaci czy głównego bohatera operującego za dolara od osoby. Muszę tu nadmienić, że ani razu nie miałam uczucia, iż zachowania postaci są w jakikolwiek sposób wymuszone albo że akcja biegnie w złym kierunku.

Mimo całego tego zamieszania po każdym odcinku miałam ochotę na więcej. Chociaż nie jest to seria do oglądania za jednym zamachem, już po pierwszym odcinku wiedziałam, że ją skończę. Na pewno duży udział miała w tym muzyka – opening Just Before the Sunrise wraz z towarzyszącymi mu obrazami jest genialny w swojej prostocie. Pozostałe kompozycje w czołówce i przy napisach końcowych również wyróżniają się na tle powszechnie znanych piosenek. Melodie towarzyszące scenom zmieniają się od wojennych rytmów do onirycznych wstawek, a piosenka śpiewana przez Pinoko w 5. odcinku ma w sobie coś, co sprawia, że chce się śpiewać razem z nią, najlepiej w angielskiej wersji językowej.

Skoro już o tym wspomniałam – serię oglądałam na zmianę z angielskim i japońskim dubbingiem i przyznam, że zaskoczył mnie wysoki poziom tego drugiego – mały majstersztyk, nie tylko na tle swojego czasu, ale dubbingów w ogóle. W czasach, kiedy dość swobodnie podchodzono do kwestii wersji językowych, stworzono dubbing jednocześnie wierny i piękny. Aktor grający Black Jacka świetnie oddał jego charakter, a Pinoko nareszcie brzmi jak dziecko.

Nie sądziłam, że na temat podopiecznej i pomocnicy Black Jacka napiszę kiedykolwiek coś dobrego, ale w tym wydaniu jest jednym z lepszych dzieci, jakie dane mi było widzieć w anime. Nareszcie Pinoko nie tylko brzmi, ale i zachowuje się jak dziecko. Ani razu nie padają dziwaczne deklaracje, które w mandze były jej motywem przewodnim. Wydaje się, że dodano jej parę lat – a może po prostu jest nad wiek dojrzała? Bez mrugnięcia okiem pomaga przy trudnych operacjach, ale poza tym jest dzieckiem – lubiącym karaoke, pluszaki i słodycze, czasem marudzącym, emocjonalnie podchodzącym do pacjentów i ich problemów. W pewnym sensie jest to katalizator, w wielu sytuacjach pokazujący to, czego jej opiekunowi pokazać nie wolno. Jej pochodzenie wspomniane jest raz i może to być niewielki minus dla tych, którzy mangi nie znają, bowiem jest to wskazówka dość enigmatyczna, ale na pewno nieprzeszkadzająca w dalszym oglądaniu.

Black Jack jest taki, jakim go kocham. Jego zawód wymaga perfekcyjnego opanowania emocji, więc wielu widzów i czytelników zarzuca mu oschłość i zawodową rutynę. Tymczasem pod tą skorupą kryje się to, czego każdy lekarz jest boleśnie świadomy, ale czego pacjent nigdy domyślać się nie powinien – nuta niepewności co do podejmowanych decyzji i gryząca świadomość własnej niedoskonałości. Uważny obserwator zauważy, że nieco poszedł z duchem czasu – ta wersja jest nieco mniej autorytarna niż mangowy pierwowzór, bardziej skłonna do zostawienia ostatecznej decyzji pacjentowi i uszanowania jego życzeń.

Prócz wymienionej dwójki pojawia się też znany z mangi Dr Kiriko – wieczny przeciwnik Black Jacka w sporze między eutanazją a uporczywą terapią. Jak już wspomniałam, ma do odegrania dość nietypową dla siebie rolę, ale gdzie i jaką, przekonają się ci, którzy sięgną po serię. Pozostałych postaci imię jest legion. Wśród pacjentów znajdzie się młody biznesmen, uczennica z kaktusami, bracia z angielskiego internatu, wnuczka mafioza, gwiazda filmowa, żona robotnika, piękna księżniczka – a to tylko niewielka część bohaterów, z których mało kto jest tym, za kogo się podaje. Dodajmy do tego ich krewnych i znajomych, pracowników, lekarzy i przypadkowych przechodniów; obsadę płatków śniegu, z których każdy jest ważny dla fabuły.

A gdzie w tym wszystkim morał? Wiadomo, jak Tezuka, to morał musi być i basta. Owszem, przez parę odcinków przewija się przesłanie antywojenne, w innym można znaleźć wątki ekologiczne czy dotyczące etyki lekarskiej oraz granic interwencji, ale poza jednym odcinkiem są dość nienachalne i przychodzą na myśl dopiero po pewnym czasie. Ten jeden morał krzyczący i oczywisty jest dla mnie największym minusem serii. Przesłanie antywojenne na zasadzie pokazywania winnego palcem i to w sposób „pozmieniamy nazwy, ale i tak wiecie, o kogo chodzi” zwyczajnie nie uchodzi w produkcji tego kalibru. Na szczęście była to jednorazowa wpadka, bo w dalszej części morał tego typu przekazano o wiele mniej łopatologicznie.

Grafika jest bardzo realistyczna, co dotyczy zarówno projektów postaci, jak i całej animacji. Rezygnacja z tradycyjnego, „kreskówkowego” stylu może zrazić niektórych ortodoksyjnych fanów Tezuki, ale w ogólnym rozrachunku wychodzi bardzo dobrze. Na urealnieniu projektów zyskała zwłaszcza Pinoko, której do twarzy zarówno w granatowej spódniczce, jak i w różowym kimonie. Animacja zaś to jedno z lepszych osiągnięć lat 90. – ręczna, staranna, płynna i zachwycająca zarówno na kadrach, jak i w czasie oglądania.

Skoro mówimy o realizmie, to muszę ostrzec czytelnika, że Black Jack jest anime niezwykle krwawym. Krew sika z pękających tętnic, krwawią poranione oczy i poszarpane ciała. Widok niemiły, tym bardziej że wcale nie przesadzony. Twórcom udało się powtórzyć manewr Tezuki i posplatać choroby fikcyjne i realne tak, że wyglądają bardzo wiarygodnie. Na plus zaliczam także fakt, że twórcy pamiętali, iż przez 20 lat, jakie upłynęły od czasu publikacji pierwowzoru, medycyna poszła naprzód i zapewnili bohaterowi nowoczesne udogodnienia, takie jak tomografia i USG.

Po skończeniu seansu trudno mi było uwierzyć, że te odcinki nie wyszły spod ręki Tezuki. Jestem przekonana, że sam Mistrz pochwaliłby taką interpretację swojej ulubionej postaci. Po przeczytaniu powyższej recenzji widać już, że ocenę wystawię wysoką. Tymczasem nadal nie wiem, komu to anime polecić. Black Jack OAV wielu odstrasza realistycznym ukazaniem lekarskich procedur. Ortodoksyjni fani Tezuki oprotestują grafikę i inne zmiany w stosunku do pierwowzoru. Nie każdemu też przypadnie do gustu specyficzny, surrealistyczny klimat opowieści. Moim zdaniem idealny odbiorca to osoba zaznajomiona z Black Jackiem, łaknąca nowego, ale wciąż nieodległego od pierwowzoru spojrzenia na ulubioną postać. Z drugiej strony może się to spodobać każdemu, kto o mangowym chirurgu słyszał i wie, „czym to się je”. Po prostu spróbujcie. Jedyne, co ryzykujecie, to dziwne sny tuż przed świtem.

Eire, 10 września 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Tezuka Production
Autor: Osamu Tezuka
Projekt: Akio Sugino
Reżyser: Osamu Dezaki
Muzyka: Eiji Kawamura, Osamu Shouji