Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,90

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 216
Średnia: 7,49
σ=1,52

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kimi to Boku

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • You and Me
  • 君と僕.
Tytuły powiązane:
zrzutka

Oto uczniowie szkoły średniej, którzy nie palą, nie piją i nie wdają się w bójki. Lubią za to siedzieć na dachu szkoły i rozmawiać. Ciepłe i pełne humoru okruchy życia o pewnej piątce przyjaciół.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Shun Matsuoka, Kaname Tsukahara oraz bliźniacy Yuuki i Yuuta Asabowie są przyjaciółmi jeszcze z czasów przedszkolnych. Obecnie uczniowie szkoły średniej, razem spędzają każdą wolną chwilę, głównie tocząc długie rozmowy o niczym. Ich spokojny żywot nabiera znacznego rozpędu, kiedy do szkoły przenosi się pół­‑Japończyk, Chizuru Tachibana. Głośny i energiczny chłopak twierdzi, że jest przyjacielem Yuukiego z czasów dzieciństwa, chociaż zainteresowany stanowczo temu zaprzecza. Mimo początkowej niechęci do nowego kolegi, Chizuru szybko dołącza do paczki i tak rozpoczyna się zupełnie nowy rozdział w życiu chłopców…

Monotonia cichego życia pobudza umysł do twórczości. (Albert Einstein)

Spokojne, raczej uporządkowane i stosunkowo nudne życie Shuna, Kaname i bliźniaków zostaje wywrócone do góry nogami dzięki dziwacznym pomysłom nowego przyjaciela. W ich monotonną codzienność zaczynają wkraczać zupełnie nowe osoby – budzą się dawno zapomniane wspomnienia, pojawiają się pierwsze, często zaskakujące fascynacje płcią piękną, a i koleżanki zaczynają zauważać pięciu interesujących i w jakiś sposób wyróżniających się kolegów. Bo chociaż panowie wolą spędzać czas sami na dachu szkoły, to daleko im do nieciekawych odludków. Owszem, trzy pierwsze odcinki nie zapowiadają efektownego widowiska, zwłaszcza że bohaterowie są dosyć oryginalni i trudno nazwać ich przeciętnymi nastolatkami. Co prawda czytają mangi, grają w gry komputerowe i uprawiają sporty, ale ich podejście do życia, a także stosunek do siebie nawzajem są dosyć dalekie od tego, co można zaobserwować w polskiej szkole, a zapewne i japońskiej. Kimi to Boku to przykład szalenie sympatycznych okruchów życia, wzbogaconych o sporą dawkę humoru, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że okruchów życia mocno wyidealizowanych, bliższych pobożnym życzeniom niż rzeczywistości. Początkowo leniwa i praktycznie pozbawiona pierwiastka „męskiego” historia (nie spotkałam się z facetami, którzy czeszą sobie nawzajem włosy w szkole), w okolicach czwartego odcinka przekształca się w uroczą komedię szkolną z elementami romansu. Fabuła nabiera rumieńców, lepiej poznajemy bohaterów, wreszcie zajmujących się czymś więcej niż tylko prowadzeniem rozmów o niczym.

Jest to przede wszystkim zasługa Chizuru, czyli najbardziej irytującej i głośnej postaci, ale i siły napędowej anime. Ekstrawertyczny chłopak powoli wyciąga kolegów z ich hermetycznej skorupki i zmusza do działania nieprzemyślanymi i niejednokrotnie głupimi pomysłami. O dziwo, reszta panów, mimo narzekań, daje się wciągnąć w zwariowany świat nowego przyjaciela, który, jak się szybko okazuje, ma też sporo dobrych stron i potrafi przedłożyć dobro innych nad swoje, co można uznać za oznakę dojrzałości. Nieco inaczej ma się sprawa bliźniaków, przyzwyczajonych do ciągłego przebywania razem i nieco egoistycznych w stosunku do reszty świata. Yuuki i Yuuta rzadko traktują coś poważnie i kolegom sprawiają głównie kłopoty, lecz i oni pod płaszczykiem wyluzowania i znudzenia ukrywają drugą, nieco łagodniejszą twarz. Głosem rozsądku w tym niepoważnym towarzystwie jest Kaname, członek szkolnego komitetu uczniowskiego i przewodniczący klasy o cholerycznym usposobieniu. Co prawda na tle wspomnianych wyżej kolegów sprawia wrażenie postaci raczej płytkiej, o niezbyt rozbudowanej osobowości, ale jego powaga połączona z okazjonalnymi napadami szału jest bardzo zabawna. Najsłabszym elementem obsady jest Shun, przez kilka pierwszych odcinków paradujący w długich włosach. Ot, chodząca mimoza o złotym sercu, przez wiele osób brana za dziewczynę. Nawet nie mam pretensji o jego optymistyczne podejście do świata oraz chęć pomocy każdej napotkanej istocie – on jest zwyczajnie mdły i nijaki, dlatego bardzo się cieszę, że fabuła szybko skupia się na jego kolegach.

Praktycznie wszystkie postacie kobiece są w jakimś stopniu częścią wątku romantycznego. Czasem podkochują się w bohaterach, a czasem same są obiektem westchnień, łączy je zaś to, że oprócz jednego wyjątku, nie dowiadujemy się o nich zbyt wiele. Tym chlubnym wyjątkiem jest pierwszoklasistka Masaki Satou, zauroczona Shunem (co ona w nim widzi?!) i będąca pierwszą miłością innego z panów. Warto wspomnieć też o przyjaciółce z dzieciństwa Kaname, Hisako Aidzie oraz Rinie Takahashi, która wyznaje uczucia Yuucie. Żaden z zasugerowanych „związków” nie wychodzi poza pierwsze zauroczenie. Owszem, widz otrzymuje jasny przekaz co do tego, kto kogo kocha, ale na jakiekolwiek wnioski ze strony bohaterów trzeba poczekać do drugiej (już zapowiedzianej) serii, o ile takie się w niej znajdą. Jeżeli nie, zawsze zostaje wersja papierowa. Podobało mi się wyjątkowo ciepłe podejście twórców do pierwszej miłości. Chociaż nie zawsze szczęśliwa, to jednak wolna jest od wielkich tragedii i dramatów, nagminnie wykorzystywanych w pozycjach z gatunku shoujo. Mam nadzieję, że w drugiej części także nie zabraknie odrobiny miłosnych perypetii, interesujących dlatego, że dla odmiany widzianych z męskiej perspektywy.

– Nie znoszę kotów.
Śmierć zesztywniał lekko, o ile to możliwe. Błękitne płomyki w jego oczach na moment zamigotały czerwienią.
ROZUMIEM, rzekł. Ton sugerował, że zgon jest zbyt dobry dla wrogów kotów.
(Terry Pratchett, Trzy Wiedźmy)

Specjaliści od animacji mają mnóstwo sposobów na zatuszowanie niskiego budżetu produkcji. Mimo pomysłowości twórców, prawda i tak zazwyczaj wychodzi na jaw, a rzekomo artystyczne zabiegi otrzymują zasłużone miano kiczu i tandety. Również osoby pracujące nad warstwą wizualną Kimi to Boku zostały zmuszone do takich działań, ale chociaż nie udało im się ukryć przykrej prawdy o otrzymanych funduszach, fantastycznie wybrnęli z trudnej sytuacji, wyjątkowo (ponieważ zazwyczaj strasznie psioczę na tego typu machinacje) wzbudzając mój podziw i uznanie. Otóż graficy studia J.C.STAFF wpadli na prosty, acz genialny pomysł i w celu zamaskowania animacyjnych braków użyli kotków! Bo przecież wszyscy kochają kotki, a jeśli nie, to… cóż, radzę jeszcze raz przeczytać cytat rozpoczynający akapit. W jaki sposób wykorzystano te cudowne zwierzęta? Otóż bardzo często zamiast twarzy dyskutujących bohaterów lub ich działań pokazywane są plansze z różnej maści kotami, oddanymi realistycznie, ale i w jakimś stopniu przypominającymi konkretnego z panów. Jak nie cierpię wszelkich udziwnień w grafice, tak te przypadły mi do gustu (cóż, każdy ma jakąś słabość). Projekty postaci nie należą do szczególnie efektownych – rysunek jest uproszczony, wszystkie twarze podobne do siebie, a sylwetki, chociaż anatomicznie poprawne, niezbyt szczegółowe. Miłym zaskoczeniem jest bogata mimika, natomiast rzucającą się w oczy wadą – animacyjne ubóstwo. Obraz jest koszmarnie statyczny, nawet jak na tak leniwą serię, jak okruchy życia. Całości dopełniają pastelowe, poprawne i estetyczne tła, które dobrze spełniają swoją rolę, ale nie wzbudzają większych emocji.

O ścieżce dźwiękowej trudno napisać coś konstruktywnego, gdyż praktycznie nie istnieje. Odpowiedzialna za nią grupa kompozytorów, ukrywająca się pod pseudonimem Elements Garden, nie miała zbyt dużo do roboty. W anime dominują spokojne brzmienia gitarowe, czasem wzmocnione dźwiękiem perkusji. Jednak większość utworów towarzyszących serialowi to piosenki śpiewane przez seiyuu – zazwyczaj melodyjne i ładne, ale niezapadające zbytnio w pamięć. Osobna historia to czołówka (ByeBye w wykonaniu 7!!) i piosenka towarzysząca napisom końcowym (Nakimushi. śpiewane przez Miku Sawai). Niby klasyczny, „łagodny” j­‑pop z niezbyt wyróżniającym się żeńskim wokalem, ale jest coś tak pozytywnego i nastrojowego w obydwu piosenkach, że ani razu ich nie przewinęłam. Openingowi towarzyszy zabawna animacja, prezentująca wszystkich bohaterów, również pojawiających się rzadko i będących (na razie) postaciami trzecioplanowymi, natomiast ending to pokaz efektownych akwarel z mangi.

Kimi to Boku to anime z niezbyt zachęcającym początkiem i bardzo obiecującym ciągiem dalszym, które ma szansę na genialną kontynuację. Cóż, tendencja wzrostowa to szalenie pozytywna rzecz w tym przypadku. Gdyby nie to, że kolejna część już w drodze, serial byłby jedną z wielu reklam mang, które są dla większości widzów wyjątkowo irytującym zjawiskiem. Tymczasem historia piątki przyjaciół otrzymuje ode mnie ogromny kredyt zaufania, ponieważ od czwartego odcinka zabawa podczas oglądania była przednia. Brak dynamicznej akcji Kimi to Boku wynagradza sympatycznymi postaciami, humorem, a także świetnymi dialogami, ładnie oddającymi relacje między chłopakami. Miłośnicy lekkich komedii szkolnych, nastawionych na interakcje między bohaterami, a nie szalone żarty i mnóstwo gagów, powinni docenić tę produkcję. Damską część widowni ma szansę przyciągnąć wątek romansowy i pokaźne stadko całkiem przystojnych panów. Dla mnie najciekawszym elementem anime było ukazanie szkolnego życia z męskiej perspektywy, nawet jeśli animowani mężczyźni okazali się niezbyt realni. Ot, kolejne okruchy życia dla wielbicieli codziennych absurdów (i kotków!).

moshi_moshi, 13 stycznia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Kiichi Hotta
Projekt: Masayuki Onji
Reżyser: Mamoru Kanbe
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Elements Garden