Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 160
Średnia: 6,75
σ=1,94

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Aquarion Evol

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • アクエリオンEVOL
zrzutka

Minęło kolejne dwanaście tysięcy lat, Ziemię zaatakowali tajemniczy najeźdźcy. Jak tym razem los rozdał karty?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Losy Apolla i Sylvii stały się legendą i po dwunastu tysiącach lat już nikt nie wierzy w tę historię, którą przerobiono na bajkę dla dzieci i nakręcono na jej podstawie film. Właśnie podczas seansu kinowego spotykają się Amata i Mikono, których ta opowieść mocno oczarowała. W trakcie wspólnej wycieczki po mieście są świadkami kolejnego ataku kosmitów (adekwatnie nazwanych Porywaczami), którzy od kilku lat nękają Ziemię. Na ratunek mieszkańcom przychodzi olbrzymi robot, zwany Aquaria. Za jej sterami zasiadają wybrani uczniowie akademii prowadzonej przez organizację Neo Deava, która szkoli potencjalnych pilotów. Jednakże tym razem wróg przybył we wzmocnionym składzie, a do jednego z kokpitów Aquarii dostaje się przypadkiem dwójka intruzów. Robot składa się bowiem z trzech oddzielnie pilotowanych maszyn, od lat jednak zabrania się zasiadania za sterami chłopcom i dziewczętom jednocześnie. Jednakże teraz wszystko się zmieni, gdyż powrócić ma zakazany Aquarion…

Nie ma co ukrywać: wydany także w Polsce Aquarion rzeczą ani odkrywczą, ani poruszającą nie jest. Anime to wpisuje się w „mechowy” standard ze wszystkimi znanymi schematami w zestawie. Chociaż trzeba przyznać, że kilka szczegółów nieco go wyróżnia – czy pozytywnie, to już kwestia gustu. Do całkiem poważnej fabuły dosypano bowiem spore ilości absurdu, w tym główną rolę gra motyw ekstazy, w jaką wpadają bohaterowie w trakcie łączenia się poszczególnych elementów tytułowego robota. Do tego trochę komedii, tajemnic i traum, żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dało się to przeżyć? Dało, ale szału zdecydowanie nie było.

Aquarion Evol to z pozoru luźna kontynuacja, dla której poprzednik stanowi bazę wyjściową, zaś pozostałe elementy historii są zupełnie nowe. I faktycznie, z losów protagonistów pierwszej serii zrobiono legendę, a zostawiono jedynie robota, tym razem broniącego Ziemi nie przed mrocznymi aniołami, a najeźdźcami z innej planety, którzy przez swoje praktyki zostali nazwani Porywaczami. Już sam początek to zupełnie inne wątki, przede wszystkim szkolne perypetie, wyraźny trójkąt romantyczny i mnóstwo niejasności oraz tajemnic. Na szczęście, nie trzeba jednak zagłębiać się w meandry fabuły poprzedniej serii, a wystarczy jedynie przeczytać krótkie streszczenie, by mniej więcej wiedzieć, na czym obecna fabuła stoi. A że autor z wielką przyjemnością mąci i w miarę zagęszczania się atmosfery widz odkrywa inne oblicze legendy i zaczyna widzieć Aquariona w zupełnie innym świetle to już… inna sprawa. Pytanie brzmi: czy przedstawione pod koniec rewelacje usatysfakcjonują fanów serii? To już znowu kwestia gustu.

Recenzentkę bardzo pozytywnie zaskoczył zwariowany i zupełne nieprzewidywalny początek, który nie tylko bardzo zgrabnie wprowadza w wir wydarzeń, ale równie dobrze przedstawia kolejnych bohaterów. Przyznaję, iż pierwszy serial pamiętam trochę jak przez mgłę, ale wydaje mi się, że Evol to zupełnie inny poziom absurdu. Kontynuacja idzie na całego, gromadząc niesamowite pokłady kiczu i szalonych pomysłów, ale jednocześnie całkiem nieźle się wśród nich poruszając. Nie bójcie żaby, większość poślizgów na tej cienkiej powierzchni to manewry ściśle kontrolowane. Absurdalny i niesamowicie żywy humor to przede wszystkim nawiązania do popkultury oraz masy, ogromne masy podtekstów seksualnych, mniej lub bardziej dosadnych, podanych jednak w bardzo zręczny i niezniesmaczający sposób. Jest kolorowo, dzieje się naprawdę dużo, czasem trafiamy na bardziej idiotyczne wątki, ale paradoksalnie wszystko znajduje tu swoje zastosowanie i nie ma się wrażenia, że fabułę trzeba by nieco okroić.

Tak prezentuje się pierwsza połowa – wprowadzenie. Druga część nie jest może jakimś potwornym spadkiem formy, ale scenariusz ulega jednak zauważalnemu pogorszeniu. Dochodzimy bowiem do momentu, w którym do akcji wkracza wątek z poprzedniej serii i wszystko powoli zmierza ku wyjaśnieniu aktualnej układanki, a miejsce humoru i absurdu zaczynają zajmować infantylność i dramatyzm, momentami doprowadzony do granic strawności. Stopniowo wychodzą też na wierzch braki w pomyśle i nieraz wykorzystane zostają najprostsze rozwiązania, które niekoniecznie pomagają. Dotyczy to głównie żywotności poszczególnych postaci, a żeby było gorzej, to tych ciekawszych. Nie znaczy to jednak, że nagle wszystkie wątki się gubią, a widzom pozostaje burdel do ogarnięcia. Nie, nie, twórcy poradzili sobie z tym problemem po japońsku, czyli jako tako. Mimo że nie jest to tytuł wyjątkowo ambitny czy poważny, podejrzewam, że część osób, podobnie jak ja, mogła mieć w miarę wysokie wymagania wobec tego serialu, którego brawurowy i szalony początek dawał nadzieję na całkiem niezłą zabawę. Cóż, niekoniecznie do samego końca, gdyż z odcinka na odcinek miałam wrażenie, że autorzy powoli tracą dystans do swojego dzieła, wprowadzają niektóre rozwiązania nieco na siłę, a momentami wręcz idą po linii najmniejszego oporu, upraszczając zbytnio fabułę.

Scenariusz od samego początku nie pretendował do miana arcydzieła i faktycznie takim nie był, ale pierwsze odcinki pokazały, że obsada może znacznie więcej i nie raz, nie dwa ratowała anime w chwilach słabości. Cóż, Aquarion Evol to przede wszystkim liczne, barwne i zróżnicowane postaci… drugoplanowe. Większość z nich to urocze wariacje znanych schematów, które nie usiedzą w sztywnych ramach swoich ról i dzielnie tworzą tło dla zmagań głównej obsady. Są to przede wszystkim koledzy ze szkoły, którzy po kolei dostają swoje pięć minut na zaprezentowanie się często z nieco innej strony. Część z nich stanie się również mniej lub bardziej istotnym „poruszycielem fabularnym”, nigdy nie wychodząc jednak z siebie, żeby dla potrzeb scenariusza udawać kogoś innego. Poznamy z pozoru natchnionego, ale w rzeczywistości bardzo zdystansowanego pianistę Shrade’a, który uwielbia droczyć się z wiecznie poważnym bratem Mikono, Cayenne’em. Obu panów ubóstwia zwariowana Sazanka, która stanowi parodię nastoletnich piszczących fanek yaoi. Pojawiają się jeszcze niepoważny i wyluzowany Andy, Mix – zagorzała przeciwniczka mężczyzn oraz cicha i nieśmiała Yunoha. Swoim podopiecznym nie ustępują wykładowcy, którzy też otrzymają odpowiednią porcję czasu ekranowego. Nie zabraknie również ciekawych postaci po drugiej stronie barykady, którą z odcinka na odcinek poznajemy coraz lepiej, i choć sporo ich nie ma, to przynajmniej jedna z nich ma szansę zyskać sympatię widzów.

Wszystko byłoby piękne, gdy nie to, że jednak znaczna ilość czasu ekranowego została poświęcona losom Amaty i Mikono, którzy mieli (nie)szczęście grania pierwszych skrzypiec. I napiszę wprost: tak mdłego występu nie widziałam już dawno, bo pal sześć fakt, że wyrazistemu protagoniście zwykle towarzyszy bezużyteczna heroina. Gorzej, jak trafi się taka para mocno niedorobionych bohaterów, którzy przez większość czasu nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić. Owszem, grzecznie podążają za wskazówkami twórców, ale ci nie potrafili z nich wykrzesać nawet najmniejszej iskry życia czy naturalności. Pomijając kilka ważniejszych scen, Amata prezentuje się jako typowy mięczak, wiecznie niezdecydowany i zamartwiający się o najdrobniejsze i najmniej istotne rzeczy. Mikono też lubi narzekać, użalać się nad wszystkim i generalnie nic nie robić… Jest bowiem jedną z tych postaci, do których określenie „bezużyteczna” pasuje w każdej sytuacji. Nieważne, czy znajduje się ona w centrum uwagi, czy nie. Przez wszystkie odcinki Mikono pozostaje obiektem, który trafia czasem z rąk do rąk i stanowi źródło motywacji (mało wyraziste i wyjątkowo wątłe) głównego bohatera. Ich relacje są niestety wyjątkowo infantylne, wtórne, a przede wszystkim niesamowicie mdłe.

Do tej pary od siedmiu boleści dołączają obowiązkowi rywale. Pojawienie się będącego jednym z najeźdźców Kagury ma jeszcze o tyle sens, że jest to postać istotna dla fabuły, z której los okrutnie zakpił i wrzucił w cały ten burdel reinkarnacyjny. Chłopak bardzo przypomina Apolla z poprzedniej serii, zachowującego się momentami jak zwierzę w ludzkiej skórze. Jest niesamowicie bezpośredni, bardzo gwałtowany, ale w przeciwieństwie do Amaty doskonale wie, czego chce (przynajmniej do ostatniego odcinka, w którym jego charakter zmieniono na potrzebę scenariusza…). Kwartet zamyka Zessica, jedna z uczennic Akademii, która powoli, powoli zaczyna zakochiwać się w Amacie, ale ze względu na założenia fabularne pozostaje na przegranej pozycji. I jeśli jeszcze na początku jawiła się jako charakterna i przebojowa przeciwwaga dla zahukanej i nijakiej Mikono, wraz z rozwojem fabuły traci cały swój urok osobisty i staje się snującym się gdzieś po kątach scenariusza widmem z napisem „kocham Amatę” na czole. Nie straciła ona miejsca w głównej obsadzie, ale sposób zatrzymania jej na pierwszym planie wydał mi się nieco wymuszony.

Czym byłaby seria o ratowaniu Japonii/świata/Ziemi/ukochanej/przyszłości bez tego złego, któremu w głowie jedynie nieszczęście bohaterów. Postać tego rodzaju wkracza do akcji w miarę szybko, jednak do bycia antagonistą dojrzewa przez kolejnych kilka odcinków, a i tak pozostaje typem, który woli knuć zakulisowo niż otwarcie stawać przeciwko protagonistom. Chociaż nie, wróć. Przecież to Obcy są wielkim wrogiem ludzkości i na pewno są źli do szpiku kości! Faktycznie? No, nie do końca, jak się z czasem okazuje, ale to jest raczej do przewidzenia. I naprawdę łatwo się tego domyślić. Wracając jednak do tego właściwego czarnego charakteru…

Mykage, bo tak się nazywa ów osobnik, siedzi już od początku po niewłaściwej stronie barykady, a kolejnymi poczynaniami tylko potwierdza swoją przynależność. Co robi? Mąci, knuje, czasem sprawia wrażenie szalonego bardziej niż zwykle, ale generalnie przez większość czasu nie robi niczego konkretnego. Ot, leń, który woli sterować innymi i wkroczyć do akcji dopiero gdy coś zacznie się dziać. Posiada również całkiem potężne moce, które przy innych bohaterach (bo generalnie każdy pilot Aquariona ma jakieś zdolności nadprzyrodzone, które świadczą o predyspozycji do pilotowania tej boskiej maszyny) wypadają wręcz niewiarygodnie. Dlatego też w celu uniknięcia sytuacji, w której Mykage jednym kiwnięciem palca zmiótłby wszystkich niewygodnych protagonistów z powierzchni Ziemi, wygodnie postanowiono jego moce przywiązać do fabularnej kobyłki, prowadzonej przez twórców, nie bohaterów. Jak się jednak okazuje, nie on jeden mąci. Również szybko pojawia się właściwy dowódca Neo Deavy, Fudou Zen, który zamiast faktycznie wspomóc bohaterów w działaniach przeciwko Porywaczom, radośnie rzuca na prawo i lewo coraz to bardziej absurdalnymi metaforami i wyraźnie ubawiony przygląda się zwykle wszystkiemu z boku. To jest z kolei typ, który o sobie do powiedzenia ma niewiele, ale a nuż, widelec okaże się istotnym elementem układanki…

Studio Satelight znane jest z naprawdę porządnej oprawy technicznej. Nie inaczej jest tym razem. Grupa grafików i animatorów pod wodzą Shoujiego Kawamoriego spisała się naprawdę dobrze. Projekty postaci są wystarczająco charakterystyczne, by trudno było je pomylić, aczkolwiek dotyczy to raczej ich wyglądu niż sposobu rysowania. W miarę poprawne anatomicznie i na pewno niedoprowadzone do skrajności (ładne dziewczyny są ładne, ale nie przyprawiają o ból zębów, a przystojni panowie są przystojni, a nie udają kobiety bez piersi). A skoro już przy piersiach jesteśmy… Miłośnicy fanserwisu w lżejszym wydaniu powinni być zadowoleni ze skąpych wdzianek Zessici, wydatnych atrybutów Mix i strojów kąpielowych. Z kolei panie mogą liczyć głównie na Shrade’a i Cayenne’a, ale powiedzmy, że gdyby nie ciapowatość i wiecznie skrzywdzony wyraz twarzy, nawet Amata mógłby uchodzić za klasycznego bishounena. Coś jednak w jego szczeniackim zachowaniu skutecznie degraduje go w moich oczach jako kandydata do grona największych przystojniaków. A… a kończąc tę dygresję i wracając do grafiki, Aquarion Evol to jednak przede wszystkim niesamowicie kolorowe i bogate tła oraz płynna animacja, a także dobrze wkomponowane elementy komputerowe: nie miałam wrażenia, że roboty zostały doklejone do reszty na siłę. Owszem, zdarzają się wpadki w postaci krzywej twarzy lub nieco gorszej animacji, ale uznajmy, że każdy może mieć zły dzień i cieszmy się przepiękną paletą barw.

Drugiej odsłonie Aquariona również towarzyszy muzyka skomponowana przez Youko Kanno, która nie raz, nie dwa pokazała, że potrafi ożywić serię. Doszły mnie co prawda słuchy, że niektóre utwory pochodzą z pierwszej części i kompozytorka postawiła na odgrzewanego kotleta, ale przyznam szczerze, że motywy instrumentalne stanowią jedynie tło dla wydarzeń i naprawdę trudno było mi zapamiętać je na dłużej. Zdecydowanie inaczej ma się sprawa piosenek towarzyszących anime. Nie jest to może Macross Frontier, gdzie pojawiała się jedna kompozycja za drugą, ale jak na dwudziestokilkuodcinkową serię, jest lepiej niż dobrze. Owszem, pojawiają się „starzy znajomi” w postaci Sousei no Aquarion czy Pride – Nageki no Tabi –, ale lwią część stanowią nowe, naprawdę energiczne i wpadające w ucho piosenki. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się Kimi no Shinwa ~ Aquarion Dai Ni Shou i Gekkou Symphonia, ale potem dołączają do nich również pozostałe piosenki, spośród których moim faworytem bez wątpienia pozostaje Eve no Danpen. Warto jednak wspomnieć jeszcze o Paradoxical Zoo i przepięknym Aquaria Mau Sora, które posłużyło za motyw w filmie, nakręconym na podstawie legendy o Apollu i Sylvii, wykonywanym przez chór dziecięcy The Little Singers of Tokyo. Wszystkie pozostałe utwory śpiewa Akino wraz z zespołem bless4, w którym zaczynała karierę. Co bardziej wrażliwych powinnam chyba jednak ostrzec przed drugim endingiem, w którym usłyszymy seiyuu Yunohy – powiedzenie, że głos młodziutkiej Yui Ogury nie nadaje się do śpiewania byłoby niestety sporym eufemizmem. Skoro już przy aktorach jesteśmy, warto wspomnieć, kogo usłyszymy w rolach głównych. Obsadę zdominowali seiyuu z młodego pokolenia m.in. Kouki Uchiyama, Ai Kayano, Yuki Kaji i Kana Hanazawa. Pojawiają się również inni znani, ale wymienianie ich wszystkich nieco mija się z celem, napiszę więc tylko, że raczej nikt nie zawodzi i lepiej lub gorzej, ale wywiązuje się z powierzonego mu zadania.

Cóż, trudno nazwać Aquarion Evol murowanym hitem, jednakże anime to ma szansę stać się w miarę popularne zarówno wśród fanów poprzedniczki, jak i tych, którzy stykają się z nim po raz pierwszy. Jest to seria wymagająca jedynie odrobiny tolerancji wobec niektórych zwariowanych pomysłów twórców, a w zamian gwarantująca rozrywkę na całkiem porządnym poziomie, mimo wyraźnego spadku formy w drugiej połowie. Warto również zauważyć, że nawet jeśli nie wszystkie rewelacje usatysfakcjonują widzów, Shouji Kawamori tworząc pierwszą część, zręcznie zostawił sobie furtkę dla kontynuacji, a może wręcz planował ją nakręcić od samego początku. Czego by nie mówić o jego dziwacznych pomysłach i czerpaniu garściami z mechowego bajorka, jego kolejna seria ma w sobie coś, co zachęca do jej oglądania. Aquarion Evol to przede wszystkim przyprawiona kontrolowanym absurdem przygodówka, w której ważną rolę gra niestety nijaki romans protagonistów, natomiast o prawdziwej sile tej produkcji stanowią urocze relacje postaci drugoplanowych. Do tego radosny burdel reinkarnacyjny, kilka tajemnic, mnóstwo humoru i ratowanie świata na deser.

Anime to nie jest wylęgarnią nowych błyskotliwych pomysłów, a wielkim kotłem z mieszanką wybuchową, która nie wszystkim musi smakować. Jednakże jeśli jesteś miłośnikiem opowieści o robotach, przygody z dodatkiem romansu, nie przeszkadzają Ci okazjonalne braki w scenariuszu i przyzwyczaisz się do specyficznego i niezwykle absurdalnego humoru – daj tej serii szansę. Możesz się naprawdę dobrze bawić!

Enevi, 28 czerwca 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Satelight
Autor: Shouji Kawamori
Projekt: Chinatsu Kurahana, Hirotaka Marufuji, Kana Ishida
Reżyser: Shouji Kawamori, Yuusuke Yamamoto
Scenariusz: Mari Okada
Muzyka: Youko Kanno