Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,29

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 53
Średnia: 8,11
σ=1,6

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Poyopoyo Kansatsu Nikki

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 52×3 min
Tytuły alternatywne:
  • ポヨポヨ観察日記
Tytuły powiązane:
Postaci: Zwierzęta; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Jak wygląda życie z okrągłym kotem? Cóż… Tak samo, jak życie z każdym kotem!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Panna Moe Satou pewnego późnego wieczora wraca do domu pod silnym wpływem napojów wyskokowych. Jako osoba dorosła i pracująca ma do tego pełne prawo, acz należy pamiętać, że podobny brak wstrzemięźliwości prowadzić może do nieplanowanego zaśnięcia na środku drogi… I obudzenia się z bardzo okrągłym kotem w ramionach. W ten sposób rodzina Satou (składająca się jeszcze z nastoletniego brata Moe, Hidego, oraz ich ojca) wzbogaca się o nowego członka, rudego kocura imieniem Poyo. A jak wiadomo, życie z kotem nigdy nie jest nudne.

„Osoby lubiące koty” można z grubsza podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to ci, którzy kota nigdy nie mieli (lub przynajmniej niewiele się nim zajmowali) i w związku z tym skłonni są te stworzenia uszlachetniać i mitologizować, rozwodząc się nad ich pięknem, gracją i tajemniczością. Druga to właściciele kotów, którzy wiedzą doskonale, jak koszmarnie potrafi tupać kot w środku nocy i jakiej demolki może być sprawcą, jeśli nie wyjdzie mu oddany z niezwykłą gracją skok. Wiedzą też, z jaką szybkością roznosi się po mieszkaniu żwirek z kuwety, dlaczego czasem lepiej nie wnikać, co mruczuś właśnie wcina z apetytem, a nawet jaki zasięg może mieć rzucony z szafy pawik. Wiedzą – i śmieją się z tego, bo podejście z dystansem jest jedynie słusznym podejściem do posiadania zwierząt.

Jak łatwo zgadnąć, omawiana tu seria skierowana jest głównie do tej drugiej kategorii, acz od razu uspokoję, że nie zagłębia się w bardziej „fizjologiczne” aspekty posiadania mruczka w takim stopniu, w jakim czyniła to chociażby wydana w Polsce manga Kociłapka. Nie wątpię jednak, że osoby uszczęśliwione przez los kotem przy niemal każdym odcinku będą kiwać głowami i powtarzać „no tak, sama prawda…”. Pod tym względem Poyopoyo Kansatsu Nikki przypomina trochę Chi’s Sweet Home, wydało mi się jednak nieco mniej grzeczne (Chi była dobrze wychowaną domową miejską koteczką, Poyo to wiejski wychodzący kocur), za to zdecydowanie bardziej interesujące. W dodatku seria jest zaskakująco mało hermetyczna – w zdecydowanej mniejszości znajdują się epizody, które wymagałyby znajomości japońskich realiów (i zazwyczaj dotyczą one tematyki rolniczej, a nie popkultury), przeważają natomiast tematy zrozumiałe dla właścicieli domowych pieszczochów na całym świecie.

Trzyminutowe odcinki, z których dodatkowo odliczyć należy trzydzieści sekund na czołówkę, nie pozwalają na zaprezentowanie rozbudowanej fabuły, nie powinno więc dziwić, że mamy do czynienia z konstrukcją czysto epizodyczną. Co więcej, każdy odcinek zazwyczaj sam składa się z epizodycznych gagów, czasem powiązanych ze sobą, ale czasem nawet i to nie. Zdumiewające jest więc, jakim cudem dość szybko zaczęłam mieć wrażenie, że oglądam nie przypadkową sieczkę, ale uporządkowaną całość. Doświadczony także w krótkich formach reżyser, Akitarou Daichi, potrafił wykorzystać formułę miniatur w najlepszy możliwy sposób pod każdym względem. Z jednej strony udało mu się uniknąć monotonii i powtarzalności, która była często problemem Chi’s Sweet Home (gdzie kolejne odcinki poświęcano np. wizycie u weterynarza lub kompletowaniu wyprawki dla kociaka). Nie wszystkie epizody poświęcone są tytułowemu kocurowi, część pokazuje sąsiadów i znajomych rodziny Satou (a także, rzecz jasna, ich zwierzęta), ale zdarzają się także miniaturki całkowicie „odzwierzęcone” i prezentujące jakieś urywki ze szkolnego życia Hidego albo rolniczych perypetii głowy rodziny. To wszystko zapewnia odpowiednią różnorodność tematyki i nie zmusza do wałkowania w kółko tego samego motywu. Z drugiej strony wszystkie te epizody i epizodziki dopełniają się wzajemnie i z czasem tworzą całkiem kompletny obraz rodziny Satou i ich otoczenia.

Na pewno pomaga to, że poszczególne epizody nie są przemieszane w czasie i dopasowują się do zmieniających się pór roku, ale spora też w tym zasługa reżysera i scenarzysty, którzy w kilkunastosekundowych scenkach potrafili zarysować wyraziście charaktery poszczególnych postaci i sprawić, że nawet bohaterów pojawiających się bardzo epizodycznie można bez trudu zapamiętać. Jest to tym większa sztuka, że – pomimo czysto komediowego klimatu serii – udało się uniknąć przerobienia wszystkich na karykaturalne i płaskie schematy. Moe jest osóbką uroczą i całkowicie normalną, jeśli pominąć doskonale znaną kociarzom obsesję na punkcie tego, jak uroczy, doskonały i w ogóle nadzwyczajny pod każdym względem jest Poyo. Hide bywa porywczy i za kotami, szczególnie na początku, nie przepada, ale nie jest przy tym ani złośliwy, ani specjalnie nieznośny. Ot, nie bywa specjalnie rozczulony, kiedy w środku nocy przygniata go stutonowy ciężar, który okazuje się rozespanym kotem. Taką wyliczankę ciągnąć można długo, bo wszystkich postaci jest tu lekko licząc kilkanaście i praktycznie o każdym bez problemu mogłabym napisać kilka zdań. Stąd wysoka ocena za ten element serii – wbrew pozorom bohaterowie są tu bardziej udani i realistyczni niż w wielu „pełnowymiarowych” seriach komediowych.

Odpowiednia do formuły miniatury jest natomiast prościutka oprawa graficzna i muzyczna. Kreska jest delikatna, często z kolorowym konturem, a kolory pastelowe i ciepłe. Mimo wszystko jednak seria została wykonana starannie – postaci rysowane są zawsze tak samo, bez poważniejszych deformacji, a tła w większości pozostają naprawdę przyjemne dla oka. Muzyki nie oceniam, bo jest jej za mało – urocza pioseneczka Maru Kaite Poyon (śpiewana przez seiyuu Moe, Suzuko Mimori) w czołówce sławi zbawienny wpływ na człowieka wszystkiego, co okrągłe, a melodyjki w trakcie odcinków standardowo podkreślają komediowe gagi. Zatrudniono natomiast całkiem niezłych seiyuu. Wspomniana Suzuko Mimori grała m.in. Michi Kondou w Rinne no Lagrange, Sherlock w Tantei Opera Milky Holmes, a także Nanami w Kami­‑sama Hajimemashita, zaś w rolę pana Satou wcielił się bardzo doświadczony Akira Kamiya (m.in. Ryouma z Getter Robo, Ryou Saeba z cyklu City Hunter, Ashram z Kroniki wojny na Lodoss, Roy Focker z Macross i Shun Mitaka z Maison Ikkoku. Ciekawostką jest natomiast grająca rolę Poyo Ikue Ootani – oprócz „zwykłych” ról, takich jak Himeko z Hime­‑chan no Ribbon, Chopper z One Piece czy Mitsuhiko z Meitantei Conan wciela się ona także od lat w postać… Pikachu ze stale rosnącego cyklu Pokémon. Nic dziwnego, że Poyo nawet bez artykułowanej mowy potrafi doskonale zakomunikować otoczeniu swoje emocje i opinie!

To idealna seria do polecenia wszystkim miłośnikom zwierząt, także tym, którzy na co dzień niekoniecznie interesują się anime. „Egzotyka” realiów życia bohaterów dodaje tylko całości smaczku, zaś sama treść jest naprawdę uniwersalna, a przy tym przeurocza i pełna niewymuszonego, naturalnego ciepła. Rzecz idealna na poprawę humoru, acz może powodować nieodpartą chęć sprowadzenia sobie z Japonii za koszmarne pieniądze poduchy w kształcie Poyo.

Avellana, 2 lutego 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Ruu Tatsuki
Reżyser: Akitarou Daichi