Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Mochicon - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 12 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,42

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 579
Średnia: 7,25
σ=1,67

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Accel World

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • アクセル・ワールド
zrzutka

Wirtualny świat i prawdziwe nastoletnie problemy, czyli jak popsuć świetny pomysł: lekcja poglądowa w 24 krokach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nawet jeśli w szkole końca pierwszej połowy XXI wieku wszechobecna elektronika zastąpiła tradycyjne pomoce naukowe, a większość dzieciaków od urodzenia jest niemal przez cały czas podłączona do internetu, pewne problemy pozostają niezmienne. W każdej grupie są jakieś czarne owce, wyalienowane ze szkolnej społeczności i stanowiące ulubiony cel wszelkiego rodzaju dręczycieli. Dokładnie do takiego losu przywykł już uczeń drugiej klasy gimnazjum, Haruyuki Arita, który w każdej wolnej chwili stara się uciekać przed rzeczywistością w świat wirtualnych gier. Jego życie zmieni się jednak z powodu absolutnie nieprawdopodobnego wydarzenia: oto najpiękniejsza i najbardziej podziwiana dziewczyna w szkole, starsza od niego Kuroyukihime, zwraca nagle na niego uwagę i składa mu propozycję, którą trudno odrzucić. Chodzi o instalację programu Brain Burst, dającego dostęp do zupełnie nowej „gry” – na pierwszy rzut oka pospolitej „bijatyki” online, w której gracze zdobywają punkty, walcząc między sobą (oczywiście za pośrednictwem wirtualnych awatarów).

Na drugi rzut oka robi się jednak znacznie ciekawiej: istnienie gry trzymane jest w ścisłej tajemnicy, graczami mogą zostać najwyżej nastoletnie dzieciaki (warunkiem jest korzystanie od urodzenia z wszczepionego łącza sieciowego), niepowtarzalne awatary tworzone są automatycznie i bez ingerencji gracza, instalacja nie zawsze musi się udać, zaś utrata wszystkich punktów powoduje bezpowrotne skasowanie programu. Do tego Brain Burst oferuje także niezwykłą możliwość wielokrotnego przyspieszenia pracy umysłu, co wykorzystać można nie tylko w wirtualnej grze, ale także do zyskania przewagi w świecie rzeczywistym. Oczywiście Kuroyukihime nie działa całkiem bezinteresownie – na pewien czas sama wycofała się z gry, ale teraz chce powrócić i potrzebuje wsparcia, by osiągnąć swój cel – najwyższy, dziesiąty poziom postaci. Nie będzie to zadanie proste, ponieważ na jej aktualnym poziomie dziewiątym reguły gry się zmieniają: do awansu nie wystarczy określona liczba punktów; wymagane jest pokonanie pięciu innych graczy na tym samym poziomie w pojedynkach, w których zwycięzca bierze wszystko, a pokonany na zawsze wypada z gry. Do tego jednak jeszcze długa droga – na razie Haruyuki musi się nauczyć wykorzystywać moce swojego awatara, a Kuroyukihime – znaleźć nowych sprzymierzeńców.

Pierwsze odcinki wzbudziły mój niekłamany zachwyt tym, że w zużytej i wyświechtanej formule shounena jest jednak miejsce na jakieś eksperymenty i nietypowe podejście do tematu. Przy czym, co istotne, podstawowymi zaletami serii (poza efektowną i dopracowaną grafiką) było dla mnie dokładnie to, co wiele osób – sądząc z komentarzy – uważało akurat za jej wady wrodzone. Od początku podobał mi się główny bohater. Powiedzmy sobie szczerze: anime oglądam nie od wczoraj i wiem doskonale, że „wyalienowany samotnik” to zazwyczaj chłopak o aparycji całkowicie przeciętnej (lub wręcz przystojny) na tle kolegów, zazwyczaj obdarzony szlachetnym i dobrym charakterem. Taki ktoś bez wyraźnego powodu nie ma przyjaciół aż do dnia, kiedy stado bab w wieku szkolnym rzuca się na niego z rozwianym włosem i zamiarami reprodukcyjnymi. Przypadki, w których główny bohater jest w widoczny sposób fizycznie nieatrakcyjny, mogę policzyć na palcach jednej ręki – a jeśli pod uwagę brać tytuły „głównonurtowe”, to w ogóle nie potrafię sobie przypomnieć żadnego przykładu. Haruyuki do kompletu z nieefektownym wyglądem, słabością charakteru i kompleksami dostał też inteligencję i w sumie dość cyniczne (a na pewno pozbawione złudzeń) podejście do świata, które doskonale widać w początkowych odcinkach. Można zrozumieć zarówno jego niepewność i wahania, jak i powody, dla których wzbudził on zainteresowanie, a może nawet fascynację Kuroyukihime.

Znakomicie odpowiadał mi także sam koncept walk toczonych w ramach gry online. Średnio uzasadnionym logicznie, ale bardzo dobrym pomysłem autora było to, że gracze nie mają świadomego wpływu na tworzenie swoich awatarów i ich zdolności bojowe. Zamiast tego ich postać stanowi odbicie i swoistą rekompensatę lęków lub kompleksów z prawdziwego życia – dlatego na przykład Silver Crow, awatar niskiego, otyłego i niesprawnego fizycznie Haruyukiego, charakteryzuje się niezwykłą szybkością i zdolnością lotu. To pozwalało nie tylko na interesującą różnorodność form i możliwości, ale i na złożone spekulacje, co o danym bohaterze mówi jego wcielenie z Brain Burst. Jedną z najczęściej przytaczanych pozornych wad serii jest jednak powiązany z taką formą pojedynków brak prawdziwego napięcia i emocji – czegóż te postaci tak się gorączkują wygranymi i przegranymi, przecież to tylko gra! Aż chciałoby się im rzucić słynną i nieprzekładalną angielską frazę: get a life! A jednak w moim odczuciu nic absolutnie tutaj nie zgrzyta. Przypominam, że mamy do czynienia z dzieciakami – nastolatkami, które dorwały się do superelitarnej gry dla wybranych. W dodatku jasno zostaje powiedziane, że jednym z warunków udanej instalacji gry jest odpowiednie nagromadzenie niepewności czy kompleksów, stanowiących „siłę napędową” awatarów, co w zasadzie na starcie wyklucza obecność zadowolonych z życia „casuali”. Nic dziwnego, że wyrzucenie z tak prestiżowej zabawy wydaje się bohaterom ostateczną życiową tragedią – i niech rzuci kamieniem pierwszy, kto nie przejąłby się nieodwracalną utratą wysokopoziomowej postaci z jakiejś gry, nad którą spędził wiele godzin lub dni.

Jakim cudem więc tak konkursowo spaprano fabułę? Akurat tym razem nie obwiniałabym za nic studia Sunrise, które moim zdaniem wycisnęło z oryginału tyle, ile się dało. Po części bez wątpienia zawiniła przeklęta sezonowość i przykrojenie serii do dwudziestu czterech odcinków, co obejmuje zaledwie część książkowego materiału. W rezultacie, jak zwykle w takich przypadkach, fabuła kończy się wtedy, kiedy akurat zaczyna się robić ciekawie. Nie wspominając nawet o dotarciu na dziesiąty poziom, nie dostaniemy tutaj odpowiedzi na praktycznie żadne z postawionych w serii pytań – może z wyjątkiem odpowiedzi, które rodzą tylko nowe pytania. Nie dowiadujemy się praktycznie niczego o wydarzeniach z przeszłości Kuroyukihime; w tle plącze się jakaś intryga zapewne w wykonaniu innego z czołowych graczy, przemyka tajemnicza i niemieszcząca się w dotychczasowym „układzie politycznym” gry organizacja… Ale anime urywa się, a odpowiedzi można poszukać w powieściach, ewentualnie trzymać kciuki za sprzedaż DVD, która pozwoliłaby na powstanie kontynuacji. Rozpatrując jednak tę serię Accel World jako całość, muszę niestety obciąć punkty za urwanie fabuły i zbyt otwartą konstrukcję zakończenia, które znajduje się w punkcie dość przypadkowym.

Nie zamierzam natomiast oszczędzać autora oryginału, ponieważ główne wady tego anime muszą wywodzić się w prostej linii z pomysłów Rekiego Kawahary – albo może raczej z braku jego pomysłów. Wybierając określoną konwencję, trzeba się umieć jej trzymać, a to okazało się wyraźnie za trudnym zadaniem w tym przypadku. Podstawową zaletą gry komputerowej jako miejsca akcji jest – paradoksalnie – właśnie jej przewidywalność i sztywne określenie obowiązujących reguł. To wcale nie musi ograniczać – przeciwnie, autor może się wykazać pomysłowością i pokazać, w jaki sposób bohaterowie mogą odnosić sukcesy nie dzięki sile duchowej czy innej Wielkiej Woli Wszechświata, a dzięki zdrowemu rozsądkowi, szybkości myślenia i wykorzystywaniu możliwości mechaniki gry. W przypadku Accel World w grę wchodzą także działania i decyzje postaci w świecie rzeczywistym – i początkowo jest to w pełni wykorzystywane. Potem jednak cała ta przemyślana koncepcja idzie do śmieci. Na pewno wpływ ma na to wyjątkowo nieudany wątek wypychający większość drugiej połowy serii – wprowadzony w nim antagonista jest wprawdzie odpowiednio wredny i antypatyczny, ale (wbrew temu, co próbuje nam wmówić autor), tak przeraźliwie głupi, że jego plany mają więcej dziur niż warszawskie ulice po zimie. Co gorsza, bohaterowie – zamiast go przejrzeć i pokonać własną bronią (a wystarczyłoby, że wykazaliby się inteligencją taką, jak na początku serii) – grzęzną w jego intrygach i w ramach środków zaradczych opanowują… Superspecjalną i tajną technikę, która kompletnie obchodzi mechanikę gry i zależy bezpośrednio od wyobraźni i siły woli posługującego się nią delikwenta. Nie no, ja bardzo przepraszam, co to ma być?!

Nie wykluczam, że ten właśnie niefortunny wątek w największym stopniu zaszkodził także postaciom, redukując ich zdolności łączenia faktów do poziomu klasycznych bohaterów shounena (czyli praktycznie zerowego). Haruyuki okazał się natomiast przypadkiem za trudnym do poprowadzenia, przynajmniej dla tego autora. Podtrzymuję wszystkie komplementy, jakimi obdarzyłam go wcześniej – jego zachowanie jest przez większość czasu spójne i całkiem realistyczne, łącznie z gwałtownym załamaniem, kiedy tylko coś zaczęło iść nie po jego myśli. Owszem, tak właśnie działają osoby głęboko zakompleksione. Problem polega jednak na tym, że postać udana pod względem psychologicznym niekoniecznie jest postacią, którą da się przez dłuższy czas wytrzymać na ekranie. W jakimś momencie (znowu powiązanym z tym nieszczęsnym wątkiem…) jojczenie Haruyukiego zaczyna już trochę męczyć, a co gorsza, z zakompleksionego, ale inteligentnego nieudacznika zmienia się on w typowego bohatera wygłaszającego nawet na dnie rozpaczy wzniosłe przemowy o sile przyjaźni. A wystarczyłoby tylko odrobinę wcześniej wzmocnić mu kręgosłup i pokazać, że nawet w obrębie tego fragmentu fabuły, jaki dostajemy w anime, zaczyna sobie nieco lepiej radzić z rzeczywistością i stawiać czoła wyzwaniom.

Podobny regres zamiast rozwoju przechodzą też inne ważniejsze postaci – celowo nie chcę pisać tu za wiele, bo mimo wszystko pokazanie i ustabilizowanie relacji między nimi to najciekawsza część pierwszej połowy i nie zamierzam psuć innym przyjemności samodzielnego odkrycia, jaką kto będzie pełnić rolę. Teoretycznie najbardziej udana z pierwszoplanowego towarzystwa wydaje się Kuroyukihime, nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że jest to zręcznie skonstruowana iluzja – po prostu od początku do końca wiemy o niej znacznie mniej niż o pozostałych, a ta mgła tajemnicy pozwala interpretować wszelkie wątpliwości na jej korzyść. Pochwalić mogę za to większość postaci drugoplanowych – barwnych, żywych i nakreślonych z wyraźnym poczuciem humoru – a także brak „głównego złego” (wspomniany nieudany antagonista to mimo wszystko drobna płotka). Owszem, tu i ówdzie pojawiają się jakieś sugestie, ale generalnie seria doskonale się bez tego obchodzi – chociaż wypływający pod koniec wątek „mrocznej, złej i nieuczciwej” organizacji wydaje się już bardzo, ale to bardzo sztampowym zagraniem.

Chciałabym powiedzieć szczerze, że grafice należą się same komplementy, ale niestety tak nie jest. Zacznijmy jednak od pozytywów: wiem, że nie każdemu odpowiada Haruyuki, jako jedyna postać do tego stopnia nieproporcjonalny, iż sprawiający wrażenie przeniesionego z innej serii, ale jednak projekty postaci są tu bardzo udane. Charakterystyczne, zróżnicowane, bez uciekania się do kosmicznych fryzur i kolorów tęczy, a przy tym obdarzone niezwykle żywą mimiką, która potrafi sprawić, że dana osoba w ułamku sekundy o sto osiemdziesiąt stopni zmienia nastrój. Studio Sunrise nauczyło się także przy okazji wcześniejszego Tiger & Bunny, jak najlepiej wykorzystywać grafikę komputerową. Awatary w Brain Burst są w całości generowane komputerowo i wiele z nich bardzo przypomina pancerze wspomagane stworzone dla superbohaterów, z „twarzami” w postaci nieruchomych masek lub nieprzejrzystych hełmów. To sprawia, że elementy rysowane tradycyjnie i trójwymiarowe nie przeszkadzają sobie nawzajem – nie trzeba na przykład do zbroi „doklejać” twarzy postaci. Jak nie jestem specjalną miłośniczką figurek, tak przysięgłabym, że kilka modeli z tej serii (szczególnie należącą do Kuroyukihime Black Lotus) chętnie postawiłabym na półce – te projekty są naprawdę efektowne i udane. Podobnie efektowne są starcia, w których rzeczywiście czuć ruch i dynamikę, a przy tym widać wykorzystanie możliwości poszczególnych awatarów, bardzo różniących się zdolnościami bojowymi i sposobami ataku lub obrony. Ładnie poradzono sobie z przedstawieniem świata rzeczywistego, nie przesadzając z ilością futurystycznych gadżetów, ale dobrze podkreślając wszechobecność sieci. Co więc tutaj zawiodło? Niestety im dalej w serię, tym bardziej widać oszczędności na wszystkim, na czym tylko można. Walki stają się krótsze, bohaterowie poruszają się po pustych ulicach i niewielkich zamkniętych pomieszczeniach, a absolutnym szczytem wszystkiego były odcinki rozgrywające się na Okinawie, gdzie bohaterki w długich ujęciach spacerowały sobie wśród nieruchomego narysowanego tłumu. Tego typu chwyty mogłabym wybaczyć niskobudżetowej serii sprzed dziesięciu lat, ale nie czemuś, co ewidentnie pretendowało do miana „cukierka dla oka”.

Nie zawodzi za to solidna, bogata i zróżnicowana ścieżka dźwiękowa, na którą składają się kompozycje Hiroyukiego Ooshimy, Onokena oraz zespołu Mint Jam. Pierwszą z dwóch piosenek w czołówce, Chase the World śpiewa May’n w stylu, do którego zdążyła nas już przyzwyczaić chociażby jako Sheryl Nome z Macrossa Frontier – to pełen energii utwór z dużą ilością elektroniki w tle. Mieszane uczucia… Nie, to nie są mieszane uczucia. Druga czołówka, Burst the Gravity zespołu Altima, brzmi dobrze przez jakieś kilkanaście sekund, po czym zamienia się w coś dość okropnego dla ucha. Dwie piosenki przy napisach końcowych, Unfinished w wykonaniu Kotoko oraz Unite Sachiki Misawy, są w porządku, ale nie wzbudziły mojego specjalnego entuzjazmu.

Głos Yuukiego Kajiego, który wciela się w rolę Haruyukiego, wielu fanów anime kojarzy zapewne (niezbyt fortunnie) z głównym bohaterem Guilty Crown, ja jednak nie narzekałabym – tu akurat bardzo dobrze pasuje do nieśmiałego chłopaka w wieku gimnazjalnym. W przypadku Sachiki Misawy jest to chyba pierwsza większa rola i prawdę mówiąc, trudno mi ją ocenić: poradziła sobie dobrze, ale wyhamowana i opanowana Kuroyukihime nie wymagała od seiyuu specjalnych popisów aktorskich. Podobnie, na jedną nutę, grani są także przyjaciele Haruyukiego – Chiyuri (Aki Toyosaki, m.in. Yui z K­‑ON!, Uiharu z Toaru Kagaku no Railgun czy Aoi z Beelzebub) i Takumu (Shintarou Asanuma, m.in. Junpei z Nyan Koi!, Kaito z Phi Brain i Takatoshi z Seitokai Yakuindomo) – trudno mi robić z tego zarzut, skoro tak układała się fabuła, ale jednak miałam wrażenie, że czasem wyrażane przez nich emocje są zdecydowanie zbyt stonowane. Jedyną seiyuu, która mimo stosunkowo niewielkiej roli naprawdę mogła się popisać, jest Rina Hidaka, grająca tutaj Yuniko, a wcześniej wcielająca się m.in. w Kaede (Tiger & Bunny), Ririchiyo (Inu x Boku SS) czy Mizuno (Star Driver).

Czy mogę polecić tę serię? Sama całkiem uczciwie nie wiem. Na pewno nie warto, żeby zawracały sobie nią głowę osoby poszukujące typowego i klasycznego shounena, którym przeszkadzałby chociażby „odrealniony” system walk pozbawionych prawdziwej stawki. Chyba nie trafi także w gusta graczy komputerowych, którzy poszukiwaliby opowieści o doświadczeniach zbliżonych do ich własnych. Wprawdzie reguły Brain Burst są dość rozbudowane, ale jednak wydają się pod wieloma względami mocno niekonsekwentne (jak bym nie liczyła, nie zgadza mi się balans punktów w świecie gry), a rozwojowi „mechanicznemu” postaci poświęcono niewiele czasu, przeskakując w odpowiednim momencie i pomijając zdobywanie przez bohatera niższych poziomów. Powiedziałabym, że ta seria powinna odpowiadać komuś, kto lubi tytuły rozrywkowe, ale wymaga od ich twórców inteligencji i choć odrobinę nietypowego podejścia do schematów. Jednakże otwarte zakończenie, pozbawione chociażby jakiejś klamry, i fatalnie zrujnowana druga połowa sprawiają, że dwa razy się zastanowię, zanim wskażę komuś ten tytuł. Nawet jeśli – mimo tych wszystkich wad – zdecydowanie wyróżnia się na korzyść na tle zwykłej sezonowej papki.

Avellana, 30 września 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Reki Kawahara
Projekt: Hiroyuki Taiga, Noriyuki Jinguuji, Takumi Sakura, Yousuke Kabashima, Yukiko Aikyou
Reżyser: Masakazu Ohara
Scenariusz: Hiroyuki Yoshino
Muzyka: Hiroyuki Ooshima, Mint Jam, Onoken