Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 42
Średnia: 5,55
σ=2,15

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Pottero)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dragon Age: Blood Mage no Seisen

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 89 min
Tytuły alternatywne:
  • Dragon Age: Dawn of the Seeker
  • ドラゴンエイジ -ブラッドメイジの聖戦-
Postaci: Magowie/czarownice; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Gra (RPG); Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Stworzone przez Kanadyjczyków mroczne fantasy osadzone w realiach przywodzących na myśl średniowieczną Europę, przeszczepione na grunt japońskiej animacji. Czy z tego multikulturowego miszmaszu mogło zrodzić się coś dobrego?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: IKa

Recenzja / Opis

Anime na podstawie gier komputerowych i wideo nie są niczym niezwykłym – stanowią one pierwowzór wielu debiutujących co sezon produkcji. Trochę inaczej ma się sprawa z animacjami inspirowanymi grami zachodnimi – te są o wiele rzadsze, ale powstaje ich coraz więcej. W minionych latach oglądaliśmy Halo: Legendy, Piekło Dantego czy amerime Dead Space: Upadek, na horyzoncie majaczy anime osadzone w uniwersum komandora Sheparda, a od pewnego czasu dostępny jest już pierwszy pełnometrażowy film ze świata Dragon Age – drugiej sztandarowej produkcji kanadyjskiego studia BioWare.

Dla osób niezaznajomionych z uniwersum krótkie wprowadzenie. Rzecz ma miejsce na kontynencie Thedas, gdzie elfowie od wieków lamentują, że są traktowani jak obywatele gorszej kategorii, gdzie związki jednopłciowe nie są niczym niezwykłym, gdzie co kilkanaście lat wybucha wojna, a co kilka stuleci dochodzi do Plagi – spod ziemi wyraja się wtedy horda mrocznych pomiotów niszcząca wszystko, co stanie jej na drodze. Pierwszą Plagę wywołali magowie z Imperium Tevinter, a chociaż było to przed wieloma wiekami, Zakon Andrasty – cieszący się bodaj największymi wpływami i szacunkiem w Thedas – prewencyjnie wyłapuje osoby władające magią i izoluje je od świata w Kręgach Maginów. Stan taki utrzymuje się od wielu dekad, prowadząc do ciągłych spięć pomiędzy obiema grupami. Nie wszyscy magowie jednak przebywają w Kręgach – ci żyjący na wolności nazywani są apostatami, a ich wyłapywaniem zajmują się templariusze. Wśród apostatów znajdują się zarówno jednostki niegroźne, ukrywające swoje zdolności bądź wykorzystujące je w słusznych celach, jak i maleficari – maginowie praktykujący potężną, zakazaną i niebezpieczną magię krwi.

Konflikt magów i Zakonu to główny wątek fabularny zarówno Dragon Age II, jak i Blood Mage no Seisen. Akcja anime rozgrywa się kilka lat przed wydarzeniami przedstawionymi w grze, zaś główną bohaterką jest Poszukiwaczka Cassandra Pentaghast – ta sama, której krasnolud Varric opowiadał historię protagonisty drugiej części gry, Hawke’a. Zbliża się czas wielkiej pielgrzymki, podczas której wierni z całego Thedas ściągają do Val Royeaux – stolicy Imperium Orlais i głównej siedziby Zakonu – aby modlić się o pokój. Na krótko przed pielgrzymką oddział Poszukiwaczy, najbardziej zaufanych wojowników Zakonu, udaremnia przeprowadzany przez magów krwi rytuał, jednak okazuje się to dopiero początkiem problemów. Maleficari planują krwawy przewrót, a wspiera ich ktoś wysoko postawiony w hierarchii Zakonu. Na trop spisku wpada oczywiście nienawidząca magów Cassandra, a jej jedynym sprzymierzeńcem zostaje apostata Regalyan D’Marcall.

Nie ukrywam, że jako miłośnik uniwersum Dragon Age i twórczości BioWare jako takiej zawiodłem się na recenzowanym filmie. Autoryzowane przez Kanadyjczyków książki – czy to osadzone w Thedas, czy w galaktyce zagrożonej przez Żniwiarzy – poszerzały wiedzę o świecie przedstawionym, zawierając wiele nowych informacji i ciekawostek, rzucając więcej światła na sylwetki poszczególnych bohaterów itd. Na ich tle pierwszy film z uniwersum BioWare wypada słabo – rozwija mało interesującą postać Cassandry, która rzekomo będzie jedną z ważniejszych postaci w Dragon Age III, przez chwilę pokazuje, jak wygląda Val Royeaux, które dotychczas jedynie wspominano. Na tym właściwie kończą się nowinki dla miłośników cyklu. Być może przyczyną jest fakt, że książki pisane były przez scenarzystów gier, podczas gdy scenariusz Blood Mage no Seisen wyszedł spod pióra osoby niezwiązanej ze studiem. Można odnieść wrażenie, że BioWare podrzuciło tematykę i kilka ogólników, które w filmie powinny się znaleźć, a scenarzysta na podstawie tego napisał skrypt. Niestety i on mocno zawodzi – całość jest do bólu przewidywalna, brakuje niespodziewanych zwrotów akcji, czegoś, co pozwoliłoby chłonąć opowieść tak jak fabułę Dragon Age: Początku czy chociażby Rozłamu (chyba najlepsza jak dotąd książka rozgrywająca się w Wieku Smoka). Cierpią również bohaterowie, będący tylko papierowymi sylwetkami, którym trudno kibicować czy znienawidzić, ponieważ nie wywołują żadnych emocji. Mając jednak na uwadze, że fabuły papierowych Mass Effectów i Dragon Age’ów zawsze miały związek z grami, można żywić nadzieję, że Blood Mage no Seisen kładzie podwaliny pod któryś z ważniejszych wątków fabularnych w Dragon Age III.

Kończąc temat fabuły dodam, że niezmiernie żałuję, iż w filmie sięgnięto po wątek mocno eksploatowany w grach. Uniwersum Dragon Age jest młode, ale jednocześnie niezwykle bogate i różnorodne, więc jako materiał na film bez problemu można by znaleźć jakieś inne, bardziej interesujące zagadnienie, jak np. pierwsza Plaga i upadek Tevinteru, życie prorokini Andrasty, zniewolenie dalijskich elfów czy chociażby zagrożenie ze strony qunari. Ten ostatni wątek chyba najlepiej pasuje do anime – akcja znanych nam fabuł osadzonych w świecie Dragon Age rozgrywa się w miejscach przywodzących na myśl średniowieczną Europę, w których pochodzący z odległych krain qunari – rasa waleczna, ekscentryczna, kolektywistyczna w obrębie swoich kast, honorowa, żyjąca według kodeksu mogącego uchodzić za wariację na temat busido itd. – to wypisz, wymaluj Japończycy.

Reżyserem filmu jest twórca Vexille, co od razu rzuca się w oczy. W odróżnieniu jednak od fantastyczno­‑naukowej superprodukcji, oprawa wizualna Blood Mage no Seisen jest bardzo nierówna. Z jednej strony, dzięki technologii przechwytywania obrazu, postaci poruszają się superrealistycznie, więc film może pochwalić się bodaj najlepszymi scenami walk na miecze, jakie do tej pory zrealizowano w anime. Część scenografii potrafi zrobić niesamowicie pozytywne wrażenie, zbroje i miecze lśnią jak prawdziwe, czasem nawet trafią się ujęcia wykorzystujące prawdziwe ogień i wodę. Z drugiej strony są twarze, które nie wyrażają tylu emocji, ile powinny – zamiast tego połowa twarzy prawie zawsze pokryta jest cieniem. Chociaż, jak pisałem, za sprawą motion capture postaci ludzkie poruszają się realistycznie, pozostałe animacje są zdecydowanie mniej płynne, niekiedy wręcz obrzydliwie sztuczne. Największym zawodem okazały się smoki, wyglądające trochę jak w starych produkcjach science­‑fiction, gdzie lalkarz animował stwory podwieszone na sznurku. Trójwymiarowi bohaterowie na pierwszym planie gryzą się ze stojącą w tle armią klonów, zaś kontrapunktem dla urokliwych plenerów są brzydkie budowle. Orlais i Val Royeaux, w grach i książkach opisywane jako kraina piękna i przepychu, prezentuje się mało okazale. Co z tego, że Wielka Katedra wzorowana jest na Watykanie, skoro brak jej duszy i wygląda jak pospolita masywna twierdza z białego budulca? Trochę to smutne, ale pod względem wizualnym film, chociaż ogólnie do brzydkich nie należy, przegrywa z wydanym trzy lata temu Dragon Age: Początkiem – gra może nie robi takiego użytku z motion capture, ale na najwyższych detalach wciąż pozostaje jednym z najładniejszych erpegów. Filmowe Val Royeaux, które powinno zapierać dech w piersiach, przegrywa nawet z growym Orzamarem, podziemnym królestwem krasnoludów.

W przeciwieństwie do warstwy wizualnej, oprawa audio trzyma w miarę równy poziom – przeciętny. Zawiodła mnie muzyka, która nie pomaga w budowaniu napięcia i klimatu, ale z drugiej strony też nie denerwuje – po prostu nie zwraca się na nią uwagi. Wyjątkiem jest scena, w której wykorzystano kilka taktów z kompozycji Dragon Age: Origins Inona Zura (motywu przewodniego pierwszej gry) oraz lista płac, której towarzyszy utwór Gackta, pasujący do tego świata jeszcze mniej niż Jared Leto zawodzący przy napisach końcowych Początku. Udźwiękowienie jako takie jest niezłe, zaś głosy postaci na poziomie. Co prawda Cassandra przemawia innym głosem niż w grze, ale prawdopodobnie mało kto zwróci na to uwagę. Tym bardziej że film lepiej oglądać w japońskiej wersji, gdzie główna bohaterka ma głos Chiaki Kuriyamy, zaś w jednej z głównych ról usłyszeć można także wspomnianego już Gackta.

Nie miałem względem Dragon Age: Blood Mage no Seisen zbyt dużych oczekiwań, a mimo to film zawiódł mnie swoją bylejakością. Mało prawdopodobne, żeby przekonał do uniwersum bądź przynajmniej zainteresował nim osoby, które nie przepadają za opowieściami z Wieku Smoka, miłośnicy serii też raczej nie będą oczarowani. Chociaż nie brak tu walk, filmowi brakuje iskry i dynamiki, którą charakteryzowały się gry i książki, potrafiące zainteresować i utrzymać w niepewności aż do samego końca. Film okazał się niestety wydmuszką, godną polecenia co najwyżej jako ciekawostka dla miłośników Dragon Age, którzy nie mają innego pomysłu na zagospodarowanie dziewięćdziesięciu minut.

Pottero, 8 lipca 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Oxybot
Autor: BioWare, Electronic Arts
Projekt: Daisuke Nakayama
Reżyser: Fumihiko Sori
Scenariusz: Jeffrey Scott
Muzyka: Tetsuya Takahashi