Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 grafika: 4/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Shinpuu)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Limeiro Ryuukitan X ~Koi, Oshiete Kudasai~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • らいむいろ流奇譚X(cross) ~恋,教ヘテクダサイ.~
zrzutka

Druga część przygód Cesarskiego Oddziału Specjalnego „Lime”. Teoretycznie haremowa wariacja na temat wojny japońsko­‑rosyjskiej. W praktyce – najwyżej alternatywna definicja zera absolutnego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shinpuu

Recenzja / Opis

Jakiś czas temu miałem wątpliwą przyjemność zmierzyć się z pierwszą serią z cyklu Limeiro…. Na szczęście uniknąłem wątpliwej przyjemności pisania recenzji, gdyż z pewnością nie dałbym rady ponownie przebrnąć przez wszystkie odcinki Limeiro Senkitan. Mówiąc wprost, przygody dziewczyn z Cesarskiego Oddziału Specjalnego Lime, miast zaciekawić, wprawiły mnie w osłupienie, jak bardzo można zepsuć teoretycznie ciekawe realia historyczne, mieszając je z haremem i komedią, a do tego wprowadzając kiczowate i patetyczne przemyślenia bohaterów na temat obowiązków wobec ojczyzny i uczuć wyższych. Niestety w stanie tym nie tkwiłem długo, ponieważ jakiś czas potem natknąłem się na część drugą, tym razem z podtytułem Ryuukitan X ~Koi, Oshiete Kudasai~. „No cóż – pomyślałem – twórcy z pewnością poszli po rozum do głowy, skoro stworzyli kontynuację. Na pewno tym razem obejdzie się bez narzekań”. I wiecie co? Guzik prawda… Ta część, chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, jest jeszcze gorsza od poprzedniej!

Akcja anime toczy się w roku 1905, podczas wojny rosyjsko­‑japońskiej. Cesarscy żołnierze radzą sobie coraz lepiej i okupują już spore tereny Mandżurii, z trudem wydarte Rosjanom. Niestety na drodze do ostatecznego zwycięstwa stoi jeszcze jedna przeszkoda. Nie jest to rosyjska armia (bo w tym anime Moskali nie uświadczymy…) ani znany z poprzedniej części Grigorij Rasputin. Dla japońskiego wojska największą przeszkodą są Rycerze Fahren (nie pytajcie mnie, co wspólnego owi wojacy mają z Rosjanami, oprócz imion nieudolnie stylizowanych na słowiańskie, gdyż to, zdaje się, wiedzą tylko twórcy oraz ich krewni…) oraz ich Latająca Forteca, skutecznie strzegąca miasta Mukden przed zakusami Nipponu. Czyżby nieoficjalna kontynuacja Magic Knight Rayearth? Nie, to tylko jeden z wielu chorych pomysłów, na jakie wpadli autorzy tego gniota. Ci z was, którzy teraz leżą koło biurka, tarzając się ze śmiechu, mogą spokojnie darować sobie resztę recenzji, gdyż dalsze stężenie absurdów serii może być dla nich zabójcze.

Do walki, od której zależą losy wojny, zostaje ponownie oddelegowany latający (sic!) okręt „Amanohara” oraz podróżujący nim oddział dziewcząt posiadających moc kontrolowania istot nazywanych renji. Teoretycznie jednostka Lime składa się z nowych członkiń, w praktyce… irytujące pannice z pierwszej serii zastąpiono jeszcze bardziej irytującymi pannicami (i to naprawdę nie przesada!), których jedyną rolą jest wygłaszanie patetycznych tekstów, pokazywanie od czasu do czasu bielizny oraz wzdychanie do nauczyciela. Gdyby jeszcze ów jegomość mógł czymś zaimponować widzom. Ale nawet to było za trudne dla twórców. W efekcie nauczyciela­‑idiotę z poprzedniej części zastąpiono żołnierzem (pożal się Boże), którego poziom inteligencji oscyluje gdzieś na poziomie spróchniałego pniaka. Po prostu bardziej irytującego bohatera nie widziałem od czasów… i tu jest problem, gdyż trudno nawet znaleźć jakąkolwiek skalę porównawczą. Wydaje się, że i tego było za mało osobom tworzącym serię, więc postanowiono wyposażyć owego bezmózga w zbroję wyglądającą jak skrzyżowanie gundama z rycerzem Zodiaku. To cud, że autorom nie wytoczono procesu o plagiat.

Jeszcze gorzej prezentują się „czarne charaktery”. Tym razem zamiast Rasputina i jego haremu mamy królową Fahren oraz wspomnianych już rycerzy (notabene – płci żeńskiej), którzy niestrudzenie wycinają w pień kolejne fale żołnierzy szturmujących Fortecę. Swoją drogą, albo Japonia ma nieskończone rezerwy ludzkie, albo dowódcy armii cesarskiej to kompletni kretyni, którzy bez mrugnięcia okiem posyłają podwładnych do samobójczej walki. Jako że interesuję się historią, mam pewne pojęcie o taktyce Japończyków. Wiem, czym były szarże banzai czy samobójcze ataki kamikadze. Ale żaden dowódca nie wysłałby oddziału do walki z latającym na niebie renji. Stworzenia te zresztą wydają się wyjątkowo podatne na ostrzał z dział „Amanohary”. Tyle że są to działa służące do zwalczania okrętów (o artylerii przeciwlotniczej nikt wtedy jeszcze nie śnił, gdyż… najzwyczajniej w świecie nie była potrzebna). To trochę tak, jakby kulą do kręgli próbować trafić w przelatujący samolot. Ale zdaje się, że w tym anime obowiązują inne prawa fizyki. Niestety w innych aspektach wcale nie jest lepiej. Walki z udziałem renji, do których dochodzi na bliskich dystansach, to jeden wielki chaos i kpina z widza. Każde starcie wygląda mniej więcej tak: rycerze atakują, dziewczyny zakładają marynarskie mundury (okręt jest wciąż atakowany), dziewczyny udają się na pokład, któraś z nich obrywa, traci przytomność, nauczyciel zamienia się w… powiedzmy, że coś podobnego do gundama, rycerze odlatują, nauczyciel pomaga dziewczynie wstać i poucza o konieczności treningu, współpracy itd. I tak przez wszystkie odcinki. Prawie bez żadnych wyjątków. Co więcej, członkinie oddziału Lime wydają się wyznawać zasadę „spiesz się powoli”. Trwa wojna, którą muszą wygrać, a one znajdują czas na takie głupoty, jak wycieczka do piramidy (nie, to nie błąd!) czy trening szermierki na łonie natury i odegranie melodramatycznej sceny. Tak… prawa logiki również zdają się tu nie obowiązywać.

W zasadzie są tylko dwie rzeczy, za które się tej serii nie oberwie. Po pierwsze – opening. Owszem, przesadnie patriotyczny i wybujały, ale jednak wpadający w ucho, podobnie jak ten w poprzedniej części. Ending również brzmi całkiem miło… o ile ktoś do niego dotrwa. Natomiast seiyuu brzmią fatalnie. Nie zadałem sobie zbędnego trudu, by sprawdzić, kto udzielał komu głosu. Jednak i bez tej świadomości mogę powiedzieć tylko jedno – są amatorskie niczym niesławny film pana Gruzy z finalistami Big Brothera. Po prostu uszy więdną, a dłoń podąża ku skroni. Tragedia… Jest jeszcze jedna rzecz, która wypada nie najgorzej. Mianowicie: grafika. Tak, jest pastelowa i kiczowata, bohaterki odpowiednio „długonogie” i „fanserwisowate” (chociaż ich biusty mają w miarę normalne rozmiary), a jednak na tle reszty i tak najmniej przeszkadza w katuszach… tzn. seansie.

Anime mnie zaskoczyło. Twórcy nie wyciągnęli żadnych wniosków z fatalnej poprzedniej części i przygotowali coś, co wymyka się wszelkiej skali ocen. Ta seria to najgłębsze możliwe dno. Ona nie jest trudna do interpretacji, jak wiele innych. Ona nie jest nawet kontrowersyjna. Ona jest po prostu zła. Zła w sposób tak żałosny, że może śmiało konkurować z takimi bublami, jak chociażby Hametsu no Mars (tyle że tamto anime miało tylko jeden odcinek…). Nawet najbardziej wyposzczeni fani ecchi nie powinni się za nią brać, chyba że chcą się przekonać, jakich anime Japończycy tworzyć nie powinni. Historycy zaś niech nie tykają Limeiro Ryuukitan X nawet kijem, gdyż z historią ma ta seria tyle wspólnego, co Wenus z Milo z wyczynową siatkówką. Docelowa grupa odbiorców tego anime to dla mnie wielka niewiadoma – dzieci nie będą oglądać takiej dawki fanserwisu, starsi rzucą zaś serię po pierwszym odcinku, widząc, co serwują im twórcy. Seria ma tylko jedną, naprawdę dużą zaletę – nigdy nie stała się popularna. W przeciwnym wypadku większość tanukowiczów musiałaby podnieść pozostałym słabym seriom oceny o co najmniej pół gwiazdki… Tymczasem Limeiro Ryuukitan X ląduje u mnie w czołówce najgorszych anime, jakie dane mi było zobaczyć, przegrywając jedynie z Isshoni Sleeping i Bible Black. Cały jej nakład sugerowałbym pochować w masowej mogile gdzieś na prerii Arizony. Nie polecam jej absolutnie nikomu, nawet masochistom.

Shinpuu, 8 listopada 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A.C.G.T, Softgarage
Autor: Satoru Akahori
Projekt: Naoki Honda, Yoshiten
Reżyser: Tsuneo Tominaga
Scenariusz: Satoru Akahori
Muzyka: Kazuhiko Sawaguchi