Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

anime.com.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 9/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 18 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,50

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 472
Średnia: 8,51
σ=1,46

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shin Sekai Yori

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 25×23 min
Tytuły alternatywne:
  • From the New World
  • 新世界より
zrzutka

Mroczna i niepokojąca wizja przyszłości w ekranizacji bestsellerowej powieści Yuusuke Kishiego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Gdy na świecie niespodziewanie zaczęli rodzić się ludzie obdarzeni nadnaturalnymi zdolnościami, rozpętało się wojenne piekło, które pochłonęło miliony istnień. Po niemal tysiącu latach zdziesiątkowana ludzkość robi wszystko, by przetrwać w nieprzyjaznym i groźnym środowisku. W samej Japonii potworzyły się niewielkie zamknięte społeczności, które usilnie starają się bronić swoich mieszkańców przed wpływami z zewnątrz. Dwunastoletnia Saki Watanabe właśnie dołączyła do piątki szkolnych przyjaciół. Razem z nimi będzie uczęszczać na zajęcia, mające pomóc jej w opanowaniu zdolności, jakie obecnie posiadają wszyscy rodzący się ludzie. Pewnego dnia jednak w grupie zostaje tylko pięcioro dzieci. Dlaczego Saki, Maria, Satoru, Shun i Mamoru w ogóle nie zauważyli zniknięcia koleżanki? Jak zareagują na przypadkowo odkryte podczas biwaku pilnie strzeżone tajemnice? Cóż, jedno jest pewne – ich rodzinna wioska Kamisu 66 (dosłownie „boskie siedlisko”), położona we współczesnej prefekturze Ibaraki, z pewnością nie jest tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka…

Gdy większość z Was słyszy słowo „dystopia”, zapewne ma przed oczami potężne, rozwinięte technologicznie imperia zła, z którymi młodzi nawróceni wybrańcy toczą bój o przetrwanie i zwykle wygrywają, zmuszeni potem na gruzach cywilizacji budować świat od nowa. Przyznaję, że nie przeczytałam/obejrzałam aż tylu dzieł poświęconych temu zagadnieniu, ale chyba znam ich odpowiednio dużo, by rozpoznać obowiązkowe motywy. No właśnie, wspomniane wyżej dwie żelazne podstawy przewijają się w większości produkcji dystopijnych i naprawdę trudno znaleźć coś, co wyłamywałoby się z tych jasno określonych ram. A żeby daleko nie szukać, wystarczy wspomnieć młodych przedstawicieli kina amerykańskiego – dla niektórych kultowy wręcz Matrix czy Equilibrium. Twórcom anime również zdarza się brać na warsztat ten właśnie motyw i z różnym skutkiem prezentować go w postaci serialu telewizyjnego, filmu czy serii OAV. Naturalnie, mang też znajdziemy sporo, jednak do mnie mimo wszystko w tej materii zdecydowanie bardziej przemawiają obrazki wprowadzone w ruch.

O Ghost in the Shell słyszeli wszyscy, o Texhnolyze już pewnie nieco mniej osób, o produkcjach znacznie młodszych – zupełnie nieudanym Fractale czy mocno okrojonej i przez to również niekoniecznie dobrej ekranizacji książki Atsuko Asano No.6 chyba w ogóle lepiej nie wspominać. Jesienny sezon 2012 roku przyniósł widzom dwie pretendujące do miana ambitnych historie. Pierwszą z nich jest Psycho­‑Pass, przedstawiające klasyczny obraz dystopijnego państwa, natomiast drugą – Shin Sekai Yori (w wolnym tłumaczeniu „Z nowego świata”, inspiracji należy szukać w twórczości Antonina Dvořáka).

Jak wydana w 2008 roku powieść i jej ekranizacja prezentują się na tle innych pozycji z tego gatunku? Cóż, nie będę ukrywać, iż uważam Shin Sekai Yori za rzecz wyjątkową i bliską mojemu ideałowi. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu unikatowego (przynajmniej dla mnie) podejścia do prezentowanej tematyki. W oczy dość szybko rzuca się to, jak daleko autor i scenarzyści uciekają od typowych założeń. Po pierwsze: mimo umiejscowienia akcji niemal tysiąc lat w przyszłości, Kamisu 66 w niczym nie przypomina typowych futurystycznych miast. Można nawet mówić o regresie cywilizacyjnym, do którego zmuszone zostało społeczeństwo po wyniszczającej wojnie. Ludzkie siedziby pozbawione są jakichkolwiek nowoczesnych wynalazków, a mieszkańcom opowiada się o groźnych demonach, czyhających na nich za granicami wioski. Wyspy Japońskie zamieszkują również inne rozwinięte istoty – myszostwory (jap. bakenezumi), pozbawione jednak mocy i mimo wszystko znacznie mniej inteligentne, od wieków służące ludziom. Taką wizję trudno przyporządkować do standardowego science­‑fiction czy nawet fantasy. Oczywiście nie jest to pierwsza historia osadzona w takich realiach, co nie zmienia faktu, iż nadal znajduje się w zdecydowanej mniejszości. Po drugie: nieważne jak sielankowo prezentowałby się taki obraz, bardzo łatwo domyślić się, że coś tu nie gra. Czy faktycznie? Jak najbardziej, z tą różnicą, iż nie dostajemy typowego schematu nawróconego na właściwą drogę bohatera, a co gorsza męczennika, którego nowym życiowym celem będzie zrównanie z ziemią jednoznacznie złego systemu. Racja, prawdziwe życie w świecie Shin Sekai Yori jest naprawdę trudne i okupione wieloma wyrzeczeniami, jednakże autor nie stara się na siłę robić z Kamisu 66 piekła, a z ludzi u władzy diabłów, okrutnych dla zasady. Tu bohaterowie mają inną misję: dostosować się i przeżyć, a nie na oślep niszczyć miejsce, w którym się wychowali.

Yuusuke Kishi zarysowuje bardzo staranny i unikalny obraz społeczeństwa przyszłości, które stopniowo poznajemy wraz z narratorką (Saki), zagłębiając się w liczącą sobie niemal tysiąc stron lekturę. Poszczególne elementy tworzą spójną, intrygującą układankę, która nie raz, nie dwa wędruje daleko od utartych szlaków wyznaczonych przez kanon. Wyjątkowość ta jest tym bardziej widoczna, jeśli skupimy się na ekranizacji, bowiem podobnych anime powstało i powstaje bardzo niewiele. Chyba pierwsze, co przychodzi mi na myśl, gdy mam wskazać równie skomplikowany i niejednoznaczny obraz rzeczywistości, to Terra E…, będące jednak klasycznym przedstawicielem fantastyki naukowej.

Tysiąc stron i dwadzieścia pięć odcinków – czy to się tak da? Pomijając kilka drobnych zmian oraz niedomówień, jak najbardziej. Debiutujący jako reżyser Masashi Ishihama poradził sobie z zadaniem przeniesienia papierowej historii na język filmu naprawdę dobrze. Choć sam początek jest nieco chaotyczny, w kolejnych odcinkach dowiadujemy się powoli, o co tak naprawdę tu chodzi i na sam koniec dostajemy odpowiedź na praktycznie wszystkie najważniejsze pytania padające w trakcie serialu. Przede wszystkim jednak twórcy powstrzymują się od jednoznacznej oceny, pokazując różne strony stworzonego przez ludzi systemu i zostawiając osąd widzowi. O czym właściwie jest to anime? O przetrwaniu w okrutnym i bezwzględnym świecie przyszłości, który po mistrzowsku malowany jest we wszystkich możliwych odcieniach, wyznającym wartości czasem krańcowo różne od tych nam znanych. Każde wydarzenie bardzo ściśle wpasowuje się w ciąg przyczyno­‑skutkowy i ma swoje konsekwencje. Wyraźnie widać, jak dużo czasu poświęcono na zdobycie odpowiedniej wiedzy, która umożliwiła wprowadzenie w życie tej skomplikowanej i nietuzinkowej wizji. Widzowi zostają przedstawione najróżniejsze aspekty świata i jeśli ktoś jest zbytnio wyczulony na brutalność (niekoniecznie w stylu „ręka, noga, mózg na ścianie”) i wzbudzające pewne kontrowersje tematy (jak np. homoseksualizm), może mieć spore kłopoty z zaakceptowaniem całości.

Jak zapewne się domyślacie, poruszana w tym anime tematyka z góry narzuca taki, a nie inny klimat, więc potencjalni widzowie powinni spodziewać się raczej ciężkiego dramatu niż emocjonującej przygodówki. Czy znaczy to jednak, że seria nie porusza i nie wciąga? Oczywiście że nie, ale podejrzewam, że docenią ją jednak nieco starsze osoby, które nad efektowność i szaleńcze tempo przedkładają złożony i zachęcający do przemyśleń scenariusz. Z tempem fabuły bywa różnie, nie jest ono idealne i zdarzają się drobne wpadki, ale zdecydowanie przeważają naprawdę dobrze rozegrane sceny, przede wszystkim te bardziej kameralne, choć gdy historia staje się bardziej dynamiczna, również można liczyć na niezapomniane wrażenia. Tym, co mnie osobiście zatrzymało przy ekranie, pomimo początkowych niejasności, był niesamowity klimat. Szczególnie pierwsze odcinki, wypełnione po brzegi tajemnicami, charakteryzuje atmosfera grozy i niepokoju, która potem w nieco mniejszym stopniu, ale mimo wszystko do końca towarzyszy poczynaniom bohaterów.

Naturalnie w porządnie przygotowanym spektaklu nie może zabraknąć dobrych aktorów, którzy podźwigną na swoich barkach przygotowany dla nich scenariusz. To zadanie powierzono młodym, bo dwunastoletnim postaciom, które dojrzewają wraz z rozwojem fabuły i pod sam koniec stają się dorosłe. Na pewno nie można napisać, że przechodzimy z nimi przez całe ich życie, ale towarzyszymy w najbardziej kluczowych jego punktach. Saki i jej przyjaciele są z jednej strony przewodnikami po tym świecie, a z drugiej jego odkrywcami, ponieważ jako dzieci, wiedzą naprawdę niewiele.

Pierwsze skrzypce gra oczywiście Saki, która bierze udział we wszystkich najważniejszych wydarzeniach, czasem w roli głównej, a czasem pobocznej, co nie zmienia faktu, że jest najlepiej poinformowana. Na szczęście nie jest jednak wciskana wszędzie na siłę, a kolejne epizody mają bardzo duży wpływ na jej rozwijającą się osobowość. W tym świecie, gdzie każda ludzka istota może spowodować spore zniszczenia niewielkim wkładem sił, żyją różne jednostki, nikt jednak nie jest kreowany na niezniszczalnego superbohatera. Są zdolni i zdolniejsi, ale najbardziej liczy się umiejętność przystosowywania się do zmiennego otoczenia. To z kolei największy atut, jakim dysponuje Saki, przy jednoczesnym zachowaniu własnych przekonań i determinacji do walki w miarę możliwości. Oczywiście popełnia dużo błędów, nie ma też wyjątkowo potężnych mocy, ale potrafi zachować zdrowy rozsądek w najbardziej krytycznej sytuacji.

Podobne cechy posiadają pozostali członkowie głównego kwintetu, jednakże zostaje to pokazane w różnym stopniu i jeśli ktoś mimo wszystko będzie chciał im zarzucić wyjątkowość na potrzeby scenariusza, w kolejnych odcinkach może liczyć na sensowne wyjaśnienia. Co ich tak znacząco wyróżnia na tle innych ludzi (przynajmniej na pierwszy rzut oka)? Umiejętność samodzielnego myślenia i spore pokłady wolnej woli, które mogą zaszkodzić poukładanemu i chodzącemu jak w zegarku społeczeństwu. Ich wzajemne relacje są bardzo dynamiczne i skomplikowane, co tylko dodaje fabule rumieńców. Przede wszystkim nie są one tak łatwe do określenia, jakby się mogło wydawać, bo bardzo łatwo byłoby stworzyć jeden wielokąt romantyczny bez jakichkolwiek dodatków, a w Shin Sekai Yori uczucia te są znacznie głębsze i złożone. Bohaterowie mają zróżnicowane osobowości, ale ich znakiem rozpoznawczym jest brak jednoznaczności. Już nawet pomijając odwieczny konflikt dobra i zła, bardzo łatwo zauważyć, ile znajdziemy w nich wad. Teoretycznie może to sprawić, że trudniej będzie ich polubić, ale na pewno nie można odmówić im autentyczności.

Yuusuke Kishiemu udała się również rzadka sztuka pokazania wszystkich osób biorących udział w wielkim konflikcie, również tym ideologicznym, z wielu stron. Fakt, pod koniec na pewno łatwo wskazać antagonistów, ale nie sposób odmówić im przekonującej motywacji do działania. Co ciekawe, pozornie złe jednostki mogą okazać się nieoczekiwanymi sprzymierzeńcami, którym łatwo będzie przyznać rację z… logicznego punktu widzenia. Tak, czego jak czego, ale logiki w tej historii zdecydowanie nie zabrakło. Większość nałożonych na ludzi ograniczeń wynika z czegoś konkretnego, a nie z chęci utrudnienia im życia przez autora.

Na przestrzeni ostatnich lat studio A­‑1 Pictures fundowało widzom rozrywkę na różnym poziomie, od przepięknego Uchuu Show e Youkoso po koszmarne Togainu no Chi. Wyraźnie widać, że budżet Shin Sekai Yori nie był może oszołamiający, ale pomijając rzadkie potknięcia, twórcy wiedzieli, na co przeznaczyć pieniądze. Projekty postaci są może nieco uproszczone, ale wystarczająco charakterystyczne, by je rozpoznać. W oczy rzuca się duża dbałość o częstą zmianę garderoby, subtelne podobieństwo spokrewnionych ze sobą osób, a także bogata mimika. Niektórych odstraszyć może nieco zbyt wyblakła kolorystyka, przez co w niektórych, zwłaszcza ciemniejszych scenach szwankuje kontrast. O dziwo jednak przyłożono się do wiejskich (i nie tylko) pejzaży, które wprawdzie nie porażają szczegółowością, ale na pewno nie straszą pustką, a to właśnie w ich przypadku użyto bardziej wyrazistych barw. Oczywiście nie mogło zabraknąć komputera, wyróżniającego się na tle grafiki 2D, ale mniej przeczulonym widzom efekty te raczej nie będą przeszkadzać, a ich przeciwników mogę zapewnić, że nie ma ich aż tak dużo.

Co kryje się pod „rzadkimi potknięciami”? Jeśli czytający ten tekst oglądali już anime, zapewne domyślają się o co chodzi. Pojedyncze odcinki powierzono bowiem reżyserowi gościnnemu, znanemu z bardzo specyficznego stylu, który nie wszystkim się podoba. Mowa oczywiście o panu odpowiedzialnym za Casshern Sins, Shigeyasu Yamauchim, którego ingerencję widać przede wszystkim w grafice, co w połączeniu z niezbyt pokaźnym budżetem dało nie dla wszystkich zadowalające efekty. Animacja w tych odcinkach jest bardzo toporna, a kreska „casshernowa”. Uczulonych na twórczość wyżej wymienionego pana wolę uprzedzić. Sama z początku byłam nieco zaskoczona, ale ostatecznie przywykłam, choć nie bez trudności. Zdarzają się również nietypowe kadrowanie i „ustawienia kamery”, ujęcia pod dziwnym kątem, niekoniecznie ułatwiające zrozumienie, co aktualnie dzieje się na ekranie, aczkolwiek dla mnie dodawały one całości smaczku i dobrze budowały klimat poszczególnych scen. Kwestia gustu, ale czujcie się ostrzeżeni.

Kolejnym nietypowym posunięciem jest całkowita rezygnacja (poza bodajże jednym odcinkiem) z czołówki. Fakt, na początku każdego odcinka słyszymy charakterystyczną melodię, ale w żadnym wypadku nie można nazwać tego openingiem. Brak ten z nawiązką nadrabiają jednak dwa endingi, zarówno pod względem animacyjnym, jak i muzycznym. Zarówno Wareta Ringo, jak i Yuki ni Saku Hana w wykonaniu odpowiednio Risy Tanedy (Saki) i Kany Hanazawy (Maria) słucha się bardzo przyjemnie i mają one szansę zapaść w pamięć. W pozostałych rolach usłyszymy mniej i bardziej znanych seiyuu, z Hiroakim Hiratą, Yoshiko Sakakibarą i Daisuke Namikawą, któremu należą się największe brawa za bezbłędne odegranie Squealera, myszostwora, którego bohaterowie spotykają w początkowych odcinkach. Na ścieżkę dźwiękową składają się różnej maści utwory, jednak przeważają te poważne i niepokojące, również nieco bardziej podniosłe. Usłyszymy chórki (bardzo udany utwór otwierający większość odcinków i różne jego wariacje), instrumenty klasyczne oraz trochę elektroniki, której zwolenniczką nie jestem, ale różnorodność zawsze mile widziana. Fakt, muzyka jako całość, poza kilkoma wyjątkami, nie porywa specjalnie, ale stanowi przykład porządnej roboty, która w wystarczającym stopniu spełnia swoje zadanie.

Jak wspominałam na samym początku, nie jestem wybitną znawczynią literatury i filmów science­‑fiction/fantasy o tematyce dys/anty/utopijnej, ale jako fanka gatunku wiem, co lubię. Shin Sekai Yori spełnia niemal wszystkie wymagania, jakie stawiam tytułom ambitnym. To anime bezsprzecznie zasługuje na takie miano, gdyż w niewymuszony i ciekawy sposób prezentuje zagadnienia uniwersalne, podane tak, że powinny poruszyć większość dojrzałych widzów. Z drugiej jednak strony historia w żadnym momencie nie próbuje usilnie przekonać kogokolwiek do jasno określonych konkluzji. Autor i twórcy prezentują konkretną opowieść, z której wnioski mamy wyciągnąć sami. Nie stara się również wkraczać na płaszczyznę metafizyki, która potrafi pogrążyć niejednego śmiałka. Mimo naładowania negatywnymi emocjami i poważną problematyką, seria nie przekształca się we łzawy melodramat, którym mogłaby się stać, gdyby pójść o jeden krok za daleko. Dostajemy za to produkcję nietuzinkową, intrygującą, bezkompromisową i jedno z najciekawszych anime ostatnich lat, które odświeża znane motywy, prezentując je z nowej, interesującej perspektywy.

Enevi, 31 marca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Yuusuke Kishi
Projekt: Chikashi Kubota
Reżyser: Masashi Ishihama
Scenariusz: Masashi Sogo
Muzyka: Shigeo Komori